La Liga gra: Status quo w pierwszej trójce, Villarreal traci kontakt

Hiszpański maraton złożony z trzech kolejek rozegranych w 10 dni zakończyła 28. seria gier. Doszło w niej do kilku małych hitów, ważnych dla kształtu ligowej tabeli. Najciekawiej zapowiadały się starcia ekip z Madrytu, które jeszcze może liczą po cichu na potknięcie Barcelony i mistrzostwo. Real podejmował Celtę, a Atletico grało na wyjeździe z Valencią. Obaj rywale mają zatem o co walczyć, bo stawką są eurpejskie puchary. Ciekawie było też na dole klasyfikacji, gdzie mierzyły się między innymi Espanyol z Rayo oraz Betis z Granadą. Mająca dużą przewagę Barcelona wybrała się zaś do Kraju Basków, by stawić czoła nieobliczalnemu Eibarowi. Zapraszamy na tradycyjne podsumowanie!

Mecze 28. kolejki:
Real 7-1 Celta

Po nieudanych derbach z Atletico i nie do końca przekonującej wiktorii z Levante fani Realu liczyli na pewne trzy oczka w starciu z Celtą. Goście nie zamierzali jednak składać broni, mimo że druga część sezonu nie układa się dla nich tak jak pierwsza i dobre wyniki przeplatają słabszymi. Początek ułożył się tak jak wielu tego oczekiwało. To nie Celcie zależało na zwycięstwie za wszelką cenę, zatem to nie ona dyktowała warunki, czekając na kontrataki. Jeden z nich powinien zakończyć się golem, ale jedno z największych pudeł w karierze (i to potrójne) zanotował Iago Aspas. Ataki Realu robiły się za to coraz groźniejsze i otwierająca bramka wisiała w powietrzu. Jeszcze przed przerwą Rubena Blanco udało się pokonać Pepe. Portugalski stoper najlepiej zachował się po wrzutce w pole karne z narożnika boiska i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. Po zmianie stron, nim obie ekipy ponownie się dogrzały, było 2:0. Ronaldo dostał piłkę kilkadziesiąt metrów od bramki, nie miał jednak alternatywy do gry i huknął na bramkę golkipera Celty. Uderzenie było na tyle mocne, a trajektoria lotu futbolówki nieprzyjemna, że nie miał on żadnych szans. Tak samo zresztą jak osiem minut później, gdy CR7 pokonał go bezpośrednio z rzutu wolnego oraz po kolejnych sześciu minutach, gdy wbijał piłkę do pustej bramki. Co prawda kilkadziesiąt sekund wcześniej Keylora Navasa ładnym lobem pokonał Aspas, ale dla graczy Celty była to jedynie kropla w morzu potrzeb. Trzybramkowa strata nie utrzymała się zresztą do końca, bowiem została jeszcze podwojona. Najpierw Ronaldo strzelił po raz czwarty, tym razem po centrze z rzutu rożnego, a później sprawy w swoje ręce wzięli rezerwowi. Najpierw Jese, a później Gareth Bale uderzyli tak, że Blanco po raz kolejny musiał sięgać do siatki. Ostatecznie Celta została rozgromiona, mimo że początek starcia na to nie wskazywał.

Składy:
Real: Keylor Navas – Daniel Carvajal (77′ Marcelo), Sergio Ramos, Pepe, Danilo – Casemiro, Mateo Kovacić, Isco (65′ Gareth Bale) – Lucas Vazquez, Borja Mayoral (70′ Jese), Cristiano Ronaldo

Celta: Ruben Blanco – Jonny, Hugo Mallo, Sergi Gomez, Carles Planas – Marcelo Diaz, Daniel Wass (77′ Claude Beauvue), Pablo Hernandez (35′ Nemanja Radoja) – Fabian Orellana, Iago Aspas (67′ John Guidetti), Nolito


Villareal 0-1 Las Palmas

Kiedy mierzy się drużyna zajmująca czwarte miejsce w tabeli (grająca ponadto u siebie) z ekipą walczącą o utrzymanie (w dodatku beniaminkiem), faworyt może być tylko jeden. Villarreal nie mógł jednak przybysza z Wysp Kanaryjskich lekceważyć, bo ostatnie dwa mecze wygrał i wydostał się ze strefy największego zagrożenia. Kolejne zadanie nie było dla gości jednak łatwe, bo Żółta Łódź Podwodna na swoim obiekcie jest niezwykle solidna i nie zwykła gubić punktów z takimi rywalami. Już na początku meczu niezłą sytuację miał Roberto Soldado, który mógł i nawet powinien zdobyć otwierającego gola, ale minimalnie chybił. W odpowiedzi uderzenie Williana Jose, odbite od obrońcy, minęło nieznacznie słupek. Po rozegraniu rzutu rożnego i dośrodkowaniu w szesnastkę najlepiej odnalazł się David Garcia, który uderzeniem głową pokonał zdezorientowanego Alphonse’a Areolę. Gości nie uśpiła ta zaliczka, bo cały czas, kiedy tylko mogli, atakowali. Co prawda dłużej przy futbolówce utrzymywał się Villarreal, który starał się odwrócić losy meczu, ale z poczynań Denisa Suareza i spółki niewiele wynikało. Druga połowa miała podobny przebieg. Najlepsze sytuacje mieli Bakambu, Trigueros oraz w samej końcówce Denis Suarez, ale żaden z nich nie znalazł sposobu na defensywę i Javiego Varasa. Ostatecznie przyjezdnym dość niespodziewanie udało się dowieźć korzystny rezultat do ostatniego gwizdka. Trzecia wygrana z rzędu sprawiła, że strefa spadkowa nie jest widoczna w lusterku wstecznym, ale beniaminek nie może zwolnić, ponieważ grupa pościgowa też nie zamierza spać. Villarreal z kolei definitywnie traci kontakt z trzecim Realem.

Składy:
Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Daniele Bonera, Victor Ruiz, Adrian Marin – Samuel Castillejo (46′ Leo Baptistao), Tomas Pina (71′ Manu Trigueros), Bruno Soriano, Denis Suarez – Adrian Lopez (69′ Cedric Bakambu), Roberto Soldado

Las Palmas: Javi Varas – David Garcia, Mauricio Lemos, Pedro Bigas, Javier Garrido – Angel Montoro, Momo (84′ Angel Rodriguez) – Nili (76′ David Simon), Jonathan Viera, Nabil El Zhar – Willian Jose (71′ Sergio Araujo)


Getafe 1-1 Sevilla

Mehdi Lacen w ostatnich dniach, po kolejnym przegranym meczu, nie omieszkał skrytykować siebie i swoich kolegów w ostrych słowach. Były ku temu powody, ponieważ seria siedmiu porażek z rzędu zepchnęła drużynę z przedmieść Madrytu tuż nad kreskę. A zadanie w 28. kolejce nie wskazywało, aby miało się coś zmienić, ponieważ na Coliseum Alfonso Perez zawitała Sevilla. Co prawda Andaluzyjczycy są jedyną ekipą, która na obcych obiektach nie odniosła jeszcze wygranej (!), ale gdzie miałoby się udać to zrobić, jeśli nie na tym stadionie? Pierwsza połowa wyglądała tak, jakby rzeczywiście nad murawą w Getafe zawisła jakaś mgła, przez którą żadna ze stron nie może się przebić. Najlepszą szansę mieli przyjezdni na początku meczu, kiedy to Vitolo zmarnował sytuację sam na sam. Później, jeśli już ktoś atakował, to właśnie Sevilla, ale do przerwy nie przekuła tego na bramkę. Po zmianie stron gracze Unaia Emery’ego marnowali dalej swoje okazje, m.in. robił to Ever Banega w pojedynku z Guaitą, ale Argentyńczyk zrehabilitował się w 79 minucie, kiedy wykonywał rzut wolny dosłownie parę centymetrów za szesnastką. Pomocnik miękko zawiesił futbolówkę, do której, dziwnym trafem, nie doleciał golkiper Getafe. Wydawało się, że to pogrążyło gospodarzy, a Sevilla w końcu wywiezie trzy oczka z jakiegoś obiektu, ale pod koniec spotkania po rzucie rożnych zrobił się ogromny tłok w polu karnym gości, z którego skorzystał Velazquez, pakując futbolówkę do bramki i ustalając rezultat meczu na 1:1. Sevilla może zasłużyła na wygraną, ale miejscowi nie okazali się aż tak słabi, na jakich wyglądali.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Emi Buendia, Emiliano Velazquez, Juan Cala, Karim Yoda – Juan Rodriguez, Mehdi Lacen (80′ Pedro Leon) – Pablo Sarabia, Alvaro Medran (86′ Stefan Scepovic), Victor Rodriguez (76′ Wanderson) – Alvaro Vazquez

Sevilla: Sergio Rico – Coke, Adil Rami, Timothee Kolodziejczak, Sergio Escudero – Daniel Carrico, Steven N’Zonzi (70′ Jewhen Konoplanka) – Diogo Figueiras (53′ Michael Krohn-Dehli), Ever Banega (81′ Vicente Iborra), Vitolo – Kevin Gameiro


Deportivo 3-3 Malaga

Starcie na El Riazor można było określić jako pojedynek dwóch notujących coraz gorsze wyniki drużyn. Z tym, że minimalnie w lepszej sytuacji była Malaga, ponieważ nie odniosła wygranej od czterech meczów, a grała m.in. z Realem, Villarrealem i Valencią. Gorzej wyglądał bilans Deportivo, które ostatnie trzy punkty ugrało… w grudniu, kiedy na własnym obiekcie ograli 2:0 Eibar. Od tamtego czasu 13 spotkań (wliczając dwumecz z Mirandes w Copa del Rey) nie kończyło się wygraną zawodników z Galicji. Te wyniki zepchnęły Depor w środek tabeli. Jednak w pojedynku z Malagą, przez pierwsze pół godziny miejscowi praktycznie nie pozwalali rywalowi wyjść z własnej połowy. Nieoczekiwanie w 29. minucie po centrze z rzutu rożnego Charles uciekł Luisinho i wpakował piłkę do pustej bramki przy długim słupku. Chwilę później Lucas Perez mógł, a raczej musiał, doprowadzić do remisu. Najpierw miał pojedynek z Carlosem Kamenim, który przegrał, ale piłka nieoczekiwanie wróciła pod jego nogi. Kameruńczyka nie było na bramce, na linii stało dwoch obrońców, a Perez miał wolną prawie całą bramkę i jakieś 4 metry do niej. Niestety, najlepszy snajper Deportivo oddał uderzenie wprost w jednego z defensorów. Jeszcze przed przerwą sprawy w swoje ręce wziął Cartabia, zagrał do Borgesa, a ten strzelił gola do szatni i było 1:1. Miejscowi po zmianie stron pokazali jednak, że krycie przy rzutach rożnych nie było ich mocną stroną. Recio dośrodkował wprost na głowę Camacho, a ten wpisał się pierwszy raz w tym sezonie na listę strzelców. Odpowiedź gospodarzy tym razem była szybsza. Kontrę drużyny na gola zamienił asystent przy pierwszym trafieniu – Fede Cartabia. W 80. minucie Deportivo pierwszy raz w tym meczu wyszło na prowadzenie, a swoje grzechy odkupił Lucas Perez. Wydawało się, że wygranej gospodarzom już nic nie może zabrać, ale na sam koniec Malaga znów miała stały fragment, po którym piłkę do własnej bramki wpakował Arribas. Bardzo emocjonująca druga część, ale żadnen z klubów ponownie nie odniósł zwycięstwa.

Składy:
Deportivo: German Lux – Juanfran, Alejandro Arribas, Fernando Navarro, Luisinho – Alex Bergantinos (68′ Faycal Fajr), Pedro Mosquera, Celso Borges – Fede Cartabia (84′ Jonas Gutierrez), Lucas Perez (85′ Oriol Riera), Luis Alberto

Malaga: Carlos Kameni (37′ Guillermo Ochoa) – Roberto Rosales, Raul Albentosa, Weligton, Miguel Torres – Christian Atsu, Recio, Ignacio Camacho, Chory Castro (46′ Ricardo Horta) – Charles, Roque Santa Cruz (54′ Pablo Fornals)


Betis 2-0 Granada

Po dwóch kolejnych zwycięstwach Granada miała szansę na uzyskanie przewagi nad strefą spadkową i nieco bezpieczniejszy sen. Ich przeciwnikiem był jednak Betis, który notuje imponującą serię meczów bez porażki. Oba zespoły zamierzały zgarnąć pełną pulę, co było widać na boisku. Niestety dużej ilości walki nie towarzyszyło wiele sytuacji podbramkowych. W pierwszej połowie bliżej zdobycia gola był Betis, lecz kibice bramek nie oglądali. Więcej działo się po zmianie stron. Boiskowe realia zmieniły się, gdy czerwoną kartkę obejrzał Juan Vargas. Nieco po tym wydarzeniu goście mieli wyborną okazję do wyjścia na prowadzenie, jednak znakomitym refleksem popisał się Antonio Adan. Choć wydawało się, że to Granada jest bliższa trafienia do siatki, to Betis rozegrał piorunującą końcówkę. Najpierw gospodarze wykorzystali rzut rożny. Dośrodkowanie Joaquina na gola zamienił Alfred N’Diaye, lecz nie był to koniec ciekawych zdarzeń. Już w doliczonym czasie gry z boiska wyleciał Andres Fernandez. Sędzia dopatrzył się u bramkarza Granady zagrania ręką poza polem karnym, choć powtórki pokazują, że arbiter niekoniecznie miał rację. W związku z tym, iż trener gości nie mógł przeprowadzić już zmiany, między słupkami stanął Biraghi. Włoch nie zatrzymał uderzenia z rzutu wolnego Rubena Castro i Betis świętował dwubramkowe zwycięstwo. Granady poprzestała na dwóch kolejnych wygranych, przez co powróciła do strefy spadkowej. Betis z kolei dzięki serii dobrych występów wylądował już w górnej połówce tabeli.

Składy:
Betis: Antonio Adan – Juan Vargas, Bruno, German Pezzella, Martin Montoya – Dani Ceballos (55’ Petros), Alfred N’Diaye – Alvaro Cejudo (30’ Jorge Molina), Fabian (51’ Joaquin), Charly Musonda – Ruben Castro

Granada: Andres Fernandez – Cristiano Biraghi, Ricardo Costa, Jean-Sylvain Babin, Miguel Lopes (67’ Dimitri Foulquier) – Isaac Success, Ruben Perez (78’ Fran Rico), Abdoulaye Doucoure, Ruben Rochina – Adalberto Penaranda (54’ David Barral), Youssef El-Arabi


Eibar 0-4 Barcelona

Eibar miał stać się kolejną ofiarą na drodze rozpędzonej Barcelony. Mecze na Ipurua z różnych względów nie należą do najłatwiejszych dla rywali, ale w tym wypadku faworyt był zdecydowany. Już pierwsza groźna sytuacja w 8. minucie została przeprowadzona skutecznie. Leo Messi zagrał tzw. killer passa za obronę Basków, do piłki dopadł Luis Suarez, który wyłożył futbolówkę na pustą bramkę Munirowi. Zastępujący Neymara Hiszpan takiej okazji zmarnować nie mógł i goście zadali pierwszy cios. Na drugi trzeba było jeszcze trochę poczekać. W między czasie do głosu doszedł Eibar. Najlepsze okazje zmarnowali Gonzalo Escalante oraz Ander Capa, którzy nie potrafili wstrzelić się w bramkę. Niewykorzystane sytuacje zemściły się w 42. minucie. Munir przejął piłkę w środkowej strefie, przejął ją Messi, który następnie przebiegł z nią przy nodze kilkadziesiąt metrów i uderzył w długi róg. Asier Riesgo nie miał żadnych szans. Dwubramkowa zaliczka do przerwy była dla Katalończyków najlepszym, co mogło się przytrafić. Po zmianie stron kontrolowali przebieg gry, pozwalając wyszumieć się gospodarzom. Ci zaś nie potrafili z tego skorzystać, więc wykorzystali to przyjezdni. W 75. minucie ręką w polu karnym zagrał Ivan Ramis, a jedenastkę wykorzystał Leo Messi. Osiem minut później rywali dobił Luis Suarez, wykańczając kontrę zespołu. Sytuacji, by dopełnić manitę, było jeszcze kilka, ale ostatecznie Barca musiała zadowolić się czterema trafieniami i trzema oczkami, które pozwoliły utrzymać przewagę nad przeciwnikami w tabeli.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Aleksandar Pantić, Ivan Ramis, David Junca – Gonzalo Escalante (84′ Izet Hajrović), Josep Radosević, Dani Garcia, Adrian Gonzalez – Borja Baston (68′ Saul Berjon), Sergi Enrich (90′ Takashi Inui)

Barcelona: Claudio Bravo – Daniel Alves, Gerard Pique (80′ Marc Bartra), Javier Mascherano, Jordi Alba – Sergio Busquets (80′ Thomas Vermaelen), Ivan Rakitić, Arda Turan (80′ Sergi Roberto) – Lionel Messi, Luis Suarez, Munir El Haddadi


Sociedad 1-1 Levante

Niechlubną ostatnią pozycję w tabeli La Liga dzierży Levante i trzeba przyznać, że w świetle wszystkich dotychczas rozegranych spotkań nie jest to zaskoczenie. Tym razem “czerwoną latarnię” Primiera Division czekał wyjazd do Sociedad, na spotkanie z niezwykle nieobliczalną drużyną. Gospodarze chcieli wykorzystać do maksimum przewagę własnego boiska, próbowali więc konstruować długo swoje akcje, jednak tworzone z nich bramkowe sytuacje nie należały do najgroźniejszych. Mimo skupienia się głównie na zadaniach defensywnych, pod względem liczby skonstruowanych szans, Levante nie odstawało zbytnio od rywala. Skuteczniejsza, przynajmniej na początku okazała się taktyka gospodarzy, którzy wykorzystali rzut rożny. Zawodnicy Levante nie potrafili wyekspediować piłki po stałym fragmencie gry, co wykorzystali rywale ponawiając akcję. Yuri dograł do Diego Reyesa, a ten mało wymagającym strzałem pokonał bramkarza. Z rozegrania rzutu rożnego skorzystało kilku minut później także Levante. Po dośrodkowaniu jeden z obrońców Sociedad wybił futbolówkę sprzed bramki, uczynił to jednak tak niefortunnie, że stworzył szansę Deyversonomi, który zamienił prezent na gola. Choć groźniejsi byli gospodarze, to szwankowała u nich skuteczność, szczególni w przypadku Bruma, który dwukrotnie powinien wpisać się na listę strzelców. Ze zdobycia punktu z pewnością bardziej zadowolone powinno być Levante, bowiem należy jasno stwierdzić, iż Sociedad zmarnował szansę na zwycięstwo.

Składy:
Sociedad: Geronimo Rulli – Yuri Berchiche, Inigo Martinez, Diego Reyes, Aritz Elustondo – Asier Illarramendi, Ruben Pardo (70’ Bruma), Xabi Prieto (46’ Esteban Granero) – Mikel Oyarzabal, Jonathas, Carlos Vela

Levante: Diego Marino – Tono (83’ Juanfran), Zouahir Feddal, Carl Medjani, Ivan Lopez – Jose Morales, Verza, Jefferson Lerma, Joan Verdu (74’ Simao Mate) – Giuseppe Rossi (65’ Ruben Garcia), Deyverson


Sporting 0-2 Bilbao

Dla Sportingu każdy punkt jest obecnie na wagę złota. Piłkarzom z Gijon ciężko jest opuścić strefę spadkową. W swoje cele walczy też Athletic Bilbao, który marzy o grze w europejskich pucharach. Konfrontacja zapowiadała się więc na ciekawe starcie. Gospodarze niestety znów zawiedli, oddali jedynie jeden celny strzał, a zaprezentowana przez nich gra z pewnością nie przysporzyła emocji kibicom. Z tego faktu skrzętnie skorzystali goście, którzy już w pierwszej połowie objęli prowadzenie. Pięknym uderzeniem z rzutu wolnego popisał się Benat, choć trzeba przyznać, że Ivan Cuellar mógł zachować się lepiej przy strzale z tak dużej odległości. Po zmianie stron boiskowa sytuacja nie uległa zmianie, a Baskowie udokumentowali swoją przewagę kolejną bramką. Tym razem po szybko przeprowadzonym ataku Aritz Aduriz zgrał futbolówkę do nadbiegającego Oscara de Marcosa. Boczny obrońca Athleticu fantastycznie przymierzył i swoim golem ustalił wynik spotkania. Gracze z Gijon po raz kolejny zaprezentowali się bezbarwnie, co nie wróży najlepiej na przyszłość. W lepszych humorach z pewnością są za to goście, którzy dopięli swego i znaleźli się w na miejscu gwarantującym grę w europejskich pucharach.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Roberto Canella (76’ Alex Barrera), Jorge Mere, Luis Hernandez, Ognjen Vranjes – Rachid, Omar Mascarell – Jony (65’ Alex Menendez), Dani Ndi (65’ Carlos Castro), Alen Halilovic – Antonio Sanabria

Athletic: Gorka Iraizoz – Mikel Balenziaga, Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Oscar de Marcos – Mikel San Jose, Benat – Iker Muniain (65’ Sabin Merino), Raul Garcia, Markel Susaeta (77’ Carlos Gurpegi) – Aritz Aduriz (71’ Javier Eraso)


Valencia 1-3 Atletico

Valencia wracała powoli na lepsze tory, więc temat zwolnienia Neville’a trochę ucichł, ale w 28. kolejce musiał przyjąć na własnym obiekcie najlepszą defensywę ligi, czyli Atletico. Tym razem w składzie gości zabrakło Diego Godina, a jego miejsce zajął młody Lucas. Zaskoczeniem było także pojawienie się w jedenastce Kranevittera. Początek spotkania zdecydowanie należał do bandy Simeone. Brakowało stuprocentowych sytuacji, ale z niczego też da się strzelić gola, co udowodnił Griezmann w 24. minucie. Błąd popełnił Fuego, który stracił futbolówkę na własnej połowie. Do uderzenia prawą nogą doszedł Francuz, który posłał piłkę w sam róg bramki Diego Alvesa. Na odpowiedź Valencii nie trzeba było jednak długo czekać. Po centrze Siqueiry genialnie głową zgrał piłkę Alcacer. W pole karne wbiegał Czeryszew, który płaskim strzałem dał wyrównanie swojej ekipie. Ten rezultat utrzymał się do końca pierwszej części. Po zmianie stron przewagę osiągnęli już goście i próbowali przechylić szalę na swoją stronę. W 60. minucie Alves uratował swój zespół, parując piłkę na poprzeczkę po próbie Vietto. Simeone postanowił jednak puścić w bój Torresa, który ponownie wyprowadził Atletico na prowadzenie. Po dośrodkowaniu z narożnika boiska Gimenez tak zgrał piłkę na długi słupek, że pozostawiony bez opieki El Nino nie mógł spudłować. Na placu gry w międzyczasie pojawił się Carrasco i dość szybko oddał bombę z 20 metrów, która była tylko minimalnie niecelna. Valencia ostatecznie pogrzebała sobie szanse w 81. minucie, kiedy Aderlan Santos obejrzał drugą żółtą kartkę. Na domiar złego Neville postanowił wpuścić Alvaro Negredo za Javiego Fuego, pozostawiając swoją defensywę w zgliszczach, co pod koniec meczu wykorzystał Griezmann. Wyprowadził atak, a w obronie pozostał jedynie Mustafi, który usiadł na ziemi po tym jak futbolówkę otrzymał Carrasco i ograł niemieckiego defensora. Później Belg miał przed sobą tylko Alvesa, uderzył co prawda wprost w niego, ale Brazylijczyk interweniował tak nietypowo, że przepuścił tę piłkę pod nogą. Atletico ostatecznie zwyciężyło na Mestalla i zmierza coraz pewniej po wicemistrzostwo.

Składy:
Valencia: Diego Alves – Joao Cancelo, Shkodran Mustafi, Aderlan Santos, Guillerme Siqueira – Enzo Perez (46′ Danilo Barbosa), Javi Fuego (84′ Alvaro Negredo), Andre Gomes – Sofiane Feghouli, Paco Alcacer, Denis Czeryszew (61′ Rodrigo Moreno)

Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Maria Gimenez, Lucas Hernandez, Filipe Luis – Gabi, Matias Kranevitter (63′ Fernando Torres), Saul Niguez – Koke, Luciano Vietto (69′ Yannick Ferreira-Carrasco), Antoine Griezmann (88′ Oliver Torres)


Espanyol 2-1 Rayo

O takich meczach mówi się z gatunku tych za sześć punktów. Oba zespoły, mniej lub bardziej niespodziewanie, walczą w tym sezonie o ligowy byt i przed rozpoczęciem spotkania Papużki miały nad Piratami ledwie dwa oczka przewagi, z kolei ci drudzy mieli taki sam dorobek jak znajdująca się w strefie spadkowej Granada. Dużo lepiej w spotkanie weszli jednak gospodarze, którzy szybciej odnaleźli się w boiskowej rzeczywistości. Efektem był szybko strzelony gol. W 12. minucie na prawym skrzydle piłkę otrzymał Marco Asensio, który zagrał ją w pole karne. Abraham ubiegł defensorów rywali i strzałem w krótki róg wyprowadził miejscowych na prowadzenie. Szybko uzyskana zaliczka podziałała na Espanyol demotywująco. W ich grę wkradł się bowiem marazm i w zasadzie do pierwszej części oglądaliśmy najnudniejszą wersję piłkarskich szachów. Więcej działo się po przerwie. Przed znakomitymi szansami stanęli Burgui oraz Asensio, ale pierwszy fatalnie chybił, a podcinkę nad bramkarzem drugiego wybił z linii bramkowej Quini. Szansę zwietrzyło Rayo, które coraz śmielej poczynało sobie pod szesnastką Pau Lopeza. W 67. minucie do siatki trafił Bebe. Skrzydłowy jednym zagraniem zgubił obrońcę i posłał petardę w długi róg – golkiper nie miał czego zbierać. Radość i nadzieja przyjezdnych trwała ledwie dziesięć minut, po których jeszcze piękniejszym trafieniem odpowiedział Hernan Perez. Rezerwowy Paragwajczyk dopadł do piłki wybitej sprzed bramki i bez namysłu, z woleja huknął w samo okienko. Mecz nie należał do tych najciekawszych, ale w drugiej połowie było na co popatrzeć. Espanyol oddalił się nieco od strefy spadkowej, ale musi być cały czas czujny.

Składy:
Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Oscar Duarte, Ruben Duarte – Papakouli Diop, Victor Sanchez, Abraham (75′ Enzo Roco) – Marco Asensio, Gerard Moreno (69′ Felipe Caicedo), Burgui (62′ Hernan Perez)

Rayo: Yoel Rodriguez – Tito, Diego Llorente, Jose Crespo (53′ Quini), Nacho Martinez (55′ Araz Oezbiliz) – Raul Baena, Roberto Trashorras – Adrian Embarba, Jonathan Montiel (65′ Javi Guerra), Bebe – Manucho


Mecz kolejki: Deportivo – Malaga 3:3

Liczby kolejki:

best_11_28kolejka

Piłkarz kolejki: Cristiano Ronaldo (Real)
Mecz Realu z Celtą był recitalem jednego aktora. Portugalczyk przyćmił pozostałych piłkarzy na boisku i zawładnął Santiago Bernabeu. Może z gry nie był tak widowiskowy jak za najlepszych występów, może do 50. minuty nie udawało mu się zbyt wiele, ale później w czternaście minut skompletował hat-tricka, a niedługo później dołożył trafienie numer cztery. Ponadto przy swoich golach pokazał swoją wszechstronność, bo pokonywał bramkarza zarówno głową, jak i nogą, z gry oraz bezpośrednio z rzutu wolnego.

Cienias kolejki: Celta Vigo
Naprawdę trudno było wyróżnić jednego piłkarza ze stajni Eduardo Berizzo, który byłby największym winowajcą upokarzającej wpadki z Realem. Przez 40 minut, mimo że Królewscy posiadali przewagę, udawało się zachować czyste konto, choć bywało pod bramką Rubena Blanco gorąco. Później posypało się jednak wszystko. Błędów, które się zdarzały, nie powinniśmy oglądać na tym poziomie. Wszystko zaczynało się w środkowej strefie, której następnie nikt nie potrafił odpowiednio zaasekurować i gospodarze dochodzili do dogodnych okazji. Celta to przecież jedna z lepszych drużyn w stawce. Nie może być zatem usprawiedliwieniem to, że grali przeciwko legendarnemu Realowi.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Rezerwowi Atletico
Atletico nie miało łatwego życia w meczu z Valencią, ale Diego Simeone pokazał, że ma nosa i odpowiednich zawodników, aby odmienić losy trudnego spotkania. Na murawę w drugiej połowie wpuścił Fernando Torresa oraz Yannicka Ferreirę-Carrasco, którzy zdobyli po jednym golu i dzięki nim Rojiblancos odnieśli ważną wygraną.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Gary Neville
Po drugiej stronie barykady stoi Gary Neville ze swoimi zmianami, które okazały się totalnym partactwem. W przerwie zdjął Enzo Pereza, który do przerwy był najlepszym z środkowych pomocników Valencii, a tam drużyna Nietoperzy miała naprawdę duże problemy. Jednak najgorszą decyzją “błysnął” w końcówce, kiedy to po czerwonej kartce dla Santosa zdecydował się na wpuszczenie Negredo, który zmienił Javiego Fuego – defensywnego pomocnika! W konsekwencji Neville został w końcówce z samym Mustafim z tyłu, który przy stracie trzeciej bramki nie miał nic do powiedzenia.

Gol kolejki: Hernan Perez (Espanyol)
Wiele pięknych bramek mogliśmy oglądać w tej kolejce. Były trafienia zza pola karnego, ładne akcje zakończone golem, strzały z rzutu wolnego. Wydawało się, że nic już nie przebije stałego fragmentu Cristiano Ronaldo i Portugalczyk w naszych kategoriach sięgnie po dwa wyróżnienia. W ostatnim spotkaniu w odpowiednim miejscu i czasie znalazł się jednak Hernan Perez. Paragwajczyk dopadł do piłki w szesnastce rywali i, nie zastanawiając się, huknął z pierwszej piłki w samo okienko bramki Yoela. Gol ten był o tyle istotny, ponieważ poza mianem najładniejszego w tej rundzie dał Espanyolowi trzy oczka w niezwykle ważnym starciu z Rayo.

Pudło kolejki: Lucas Perez (Deportivo)
Napastnik Deportivo nie przyzwyczaił nas do marnowania wielu szans w tym sezonie, ale w pierwszej połowie meczu z Malagą zabrakło mu zimnej krwi. Najpierw wyszedł “sam na sam” z Carlosem Kamenim. Kameruńczyk wygrał ten pojedynek, ale piłka przemknęła mu między nogami, co pozwoliło Perezowi poprawić swój strzał. Snajper miał już za plecami bramkarza, a przed sobą dwóch obrońców, którzy byli ustawieni na linii. Mimo wszystko ci pozostawili mu dużo wolnej przestrzeni, aby zmieścić piłkę w bramce. Ta sztuka się jednak nie udała – Perez trafił w jednego z defensorów. Na szczęście później odwdzięczył się, zdobywając gola na 3:2, który ostatecznie dał tylko punkt piłkarzom z Galicji.

Terminarz 29. kolejki (11-14.03.2016):
Piątek, 11.03:
Malaga – Sporting (godzina 20:30)
Sobota, 12.03:
Barcelona – Getafe (16)
Celta – Sociedad (18:15)
Atletico – Deportivo (20:30)
Rayo – Eibar (22:05)
Niedziela, 13.03:
Levante – Valencia (12)
Sevilla – Villarreal (16)
Athletic – Betis (18:15)
Las Palmas – Real (20:30)
Poniedziałek, 14.03:
Granada – Espanyol (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciek Bożek