La Liga gra: Świąteczna kolejka bez prezentów ze strony faworytów

Zakończyliśmy rok 2015. Dla kibica hiszpańskiego futbolu nie mogło być nic lepszego niż zakończenie go razem z piłkarzami grającymi w tamtejszej lidze, a tym razem taka okazja się właśnie nadarzyła. Siedemnasta runda przyniosła dwa mecze, których specjalnie nie trzeba było zapowiadać. Villarreal podejmował Valencię, z kolei Celta gościła Athletic Bilbao. Wszystkie cztery zespoły mają chrapkę na zajęcie miejsca gwarantującego grę w Lidze Mistrzów, zatem mogliśmy spodziewać się wielkich emocji i walki. Łatwej przeprawy nie miało Atletico, które w derbach mierzyło się z Rayo. Real Madryt i Barcelona grały u siebie, odpowiednio z Realem Sociedad i Betisem. Te oraz pozostałe pięć spotkań znajdziecie w podsumowaniu poniżej, zapraszamy!

Mecze 17. kolejki:
Levante 0-1 Malaga

Malaga po beznadziejnym początku sezonu nie przegrała już od czterech spotkań i przez to szybko zdołała się wydostać ze strefy spadkowej do okolic środka tabeli. Z kolei pod kreską gnije ciągle ekipa Levante, która w lidze ostatni raz wygrała 22 listopada ze Sportingiem Gijon. Od tego czasu Żaby czterokrotnie przegrywały i tylko udało się im wywalczyć oczko w starciu z Espanyolem. Faworyta było więc nietrudno wskazać, ale Andaluzyjczycy wcale nie potwierdzili, że tworzą lepszą drużynę. Spotkanie ewidentnie nie porwało kibiców z siedzeń. Trzeba powiedzieć, że stroną nieznacznie dominującą byli rzeczywiście goście, ale w żaden sposób nie przekładało się to choćby na akcje bramkowe. Paradoksalnie to Levante miało dwie całkiem niezłe sytuacje, kiedy główkowali Simao oraz Navarro, ale żaden z nich nie zdołał nawet postraszyć Kameniego, bo strzał pierwszego zablokował obrońca Malagi, a z kolei były środkowy obrońca Valencii uderzył wysoko nad poprzeczką. Po drugiej stronie najlepszą szansę stworzył sobie Cop, ale jego płaski strzał także okazał się niecelny. Po przerwie dopiero w 63. minucie udało się porządnie zatrudnić któregoś z bramkarzy. Camarasa próbował szczęścia z dystansu, ale znakomicie między słupkami zachował się Kameni. Mecz zdecydowanie miał zakończyć się bezbramkowym remisem, ale to nie było w gestii Dudy, który pięć minut po swoim wejściu na murawę rozstrzygnął losy meczu. Ustawiona na około 20. metrze piłka powędrowała do siatki po tym, jak wcześniej wspomniany Duda uderzył ją z rzutu wolnego, ale nietypowo, ponieważ pod murem. Takiego zagrania nie powstydziłby się nawet Ronaldinho, który w ten sposób zdobywał już gole ze stałych fragmentów. W ten sposób Malaga inkasuje ważne trzy oczka i jednocześnie dociska butem Levante na dno tabeli.

Składy:
Levante: Diego Marino – Pedro Lopez, David Navarro, Juanfran (46′ Jose Mari), Nikos Karabelas – Jefferson Lerma, Simao Mate, Victor Camarasa – Ruben Garcia (73′ Deyverson), Nabil Ghilas (59′ Jordi Xumetra), Roger Marti

Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Raul Albentosa, Weligton, Juan Carlos (68′ Juanpi) – Nordin Amrabat, Recio, Ignacio Camacho, Pablo Fornals (59′ Arthur Boka) – Charles, Duje Cop (73′ Duda)


Real 3-1 Sociedad

Real Madryt przystępował do starcia z Baskami, mając na celu wywarcie presji na Atletico i Barcelonie. Dwaj nagroźniejsi rywale rozgrywali bowiem swoje potyczki po Królewskich. Trzy oczka – to było zadanie dla Rafy Beniteza i jego piłkarzy. Nie miało ono należeć do najtrudniejszych, ponieważ Txuri-Urdin prezentują się w ostatnim czasie bardzo przeciętnie i jakikolwiek punkt byłby olbrzymią niespodzianką. Początek meczu pokazał, kto jest zdecydowanym faworytem. Madrytczycy zepchnęli przeciwnika do obrony, utrzymując się przy piłce. Jeśli ci nie potrafili ich już zatrzymać, mogli liczyć na nieskuteczność gospodarzy. Dobre okazje marnowali między innymi Ronaldo czy Benzema. Po niemrawych pierwszych minutach przebudzili się też w końcu goście. Próbował Inigo Martinez, aktywny był także Jonathas. Żadne z uderzeń nie znalazło drogi do siatki. Jedno ze starć brazylijskiego napastnika z Pepe mogło być odebrane jako faul w polu karnym tego drugiego. Arbiter nie zdecydował się w tej sytuacji podyktować jednak karnego. Zrobił to zaś w 23. minucie, gdy Benzema padł po pojedynku z Yurim. Jak pokazały powtórki, więcej w tej sytuacji było aktorstwa Francuza niż przewinienia. Sprawiedliwości stało się zadość, gdy Cristiano Ronaldo uderzył z jedenastu metrów nad poprzeczką. Napór gospodarzy nie zmalał. Raz po raz próbowali pokonać Rulliego, choć ten był w formie doskonałej. Nie mógł powiedzieć jednak nic, gdy sędzia… wskazał na wapno po raz drugi. W dość kontrowersyjnej sytuacji piłkę ręką dotknął Yuri, a CR7 drugiej tak wybornej okazji nie zmarnował i wyprowadził swój zespół na prowadzenie. To zostało natomiast dość niespodziewanie odebrane 4 minuty po przerwie. Jonathas poradził sobie z parą stoperów Los Blancos, podał do Brumy, a ten pięknym uderzeniem w kierunku dalszego rogu wprawił w konsternację Bernabeu. Podrażnieni Królewscy znów ruszyli do uzyskania prowadzenia, jednak Rulli popisywał się kolejnymi dobrymi obronami. Miejscowi doczekali się swojego trafienia w 67. minucie. Centrę z rzutu rożnego wykorzystał Ronaldo, z woleja uderzając futbolówkę tak, że Argentyńczyk nie miał nic do powiedzenia. Kibice wznieśli ręce w geście triumfu także 20 minut później, gdy Bale idealnie wypatrzył Lucasa Vazqueza, a ten w pojedynku sam na sam dobił Real Sociedad. Ostatecznie Real Madryt, po dość słabej grze, zapisuje na swoim koncie następne trzy oczka, które pozwalały myśleć o utrzymaniu dystansu do Barcy i Atleti.

Składy:
Real: Keylor Navas – Danilo, Pepe, Nacho, Marcelo – Toni Kroos, Luka Modrić (88′ Casemiro), James Rodriguez (59′ Mateo Kovacić) – Gareth Bale, Karim Benzema (76′ Lucas Vazquez), Cristiano Ronaldo

Sociedad: Geronimo Rulli – Carlos Martinez, Aritz Elustondo, Inigo Martinez, Yuri Berchiche – Markel Bergara, Asier Illarramendi, Xabi Prieto, Sergio Canales (45′ Ruben Pardo) – Imanol Aggiretxe (18′ Bruma), Jonathas (68′ Carlos Vela)


Rayo 0-2 Atletico

W poprzedniej kolejce Rayo grało derby Madrytu na Santiago Bernabeu z Realem Madryt, a teraz przystępowało do kolejnej tego typu potyczki, ale tym razem gościło na własnym obiekcie Atletico. Królewscy spuścili Piratom ogromne lanie, ale to wcale nie zmieniło podejścia Paco Jemeza, który zdecydował się na chyba jeszcze bardziej odważne ustawienie przeciwko podopiecznym Diego Simeone. Gospodarze chcieli przerwać serię pięciu meczów bez wygranej, a w tym czterech porażek z rzędu. Atletico dzielnie trzymało się pleców Barcelony, więc utrata oczek w tej rywalizacji nie wchodziła w grę. Spotkanie przebiegało po myśli gości. Posiadali oni przewagę, oddawali całkiem dobre uderzenia, ale dobrze w bramce spisywał się Yoel, choć tego dnia na obronę raczej nie mógł liczyć, ponieważ ta popełniała kolejny raz dziecinne błędy. Jedną z lepszych sytuacji na zdobycie gola miał Fernando Torres, który tak naprawdę zmarnował sytuację „sam na sam” z bramkarzem Rayo. Warto dodać, że Hiszpan poluje bezskutecznie od paru spotkań na trafienie numer 100 w barwach Rojiblancos. Po zmianie stron od mocnego ciosu rozpoczęli miejscowi, a konkretnie Lass, któremu została zagrana wysoka piłka, a skrzydłowy zdecydował się na mocne uderzenie z woleja. To jednak zostało obronione przez Oblaka. Minuty upływały, a na tablicy nadal widniał bezbramkowy remis, co zdecydowanie było większym powodem do radości dla Paco Jemeza i jego zawodników. Atletico się niecierpliwiło, bo zwycięstwo było im niewątpliwie potrzebne. Na gola trzeba było zaczekać aż do 88. minuty. Wtedy to akcję wyprowadził rezerwowy tego dnia Thomas Partey, a później zagrał piłkę za obronę do Correi, który wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie. To jednak nie był koniec strzelania, bo już w doliczonym czasie inny zmiennik – Jackson Martinez posłał podanie do Antoine’a Griezmanna, a ten zdystansował obrońcę, aby chwilę później podrzucić piłkę nad wychodzącym Yoelem. Sprawa była załatwiona. Atletico uciekło spod topora, a z kolei kat zarzucił swoją broń nad głowę Paco Jemeza.

Składy:
Rayo: Yoel – Quini, Ze Castro, Chechu Dorado (82′ Zhang Chendong), Diego Llorente (89′ Miku) – Lass Bangoura (71′ Bebe), Jozabed, Roberto Trashorras, Pablo Hernandez – Javi Guerra, Manucho

Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Maria Gimenez, Diego Godin, Jesus Gamez – Koke, Saul Niguez, Oliver Torres (59′ Angel Correa) – Antoine Griezmann, Fernando Torres (62′ Thomas Partey), Yannick Ferreira-Carrasco (70′ Jackson Martinez)


Sevilla 2-0 Espanyol

Wydaje się, że większy kryzys Sevilli jest już przeszłością. Podopieczni Unaia Emery’ego złapali drugi oddech i powrócili na ścieżkę, która prowadziła w ostatnich latach do sukcesów, osiągając coraz lepsze wyniki i pnąc się w górę tabeli. Ponadto rezultaty na własnym boisku mogą robić wrażenie. Z drugiej strony Espanyol – zespół w przebudowie, który ostatnimi czasy przegrywa poza swoim obiektem wszystko, co możliwe. Przewaga gospodarzy zarysowała się od pierwszego gwizdka, choć brakowało wymiernych rezultatów, które zadowoliłyby kibiców zgromadzonych na Ramon Sanchez Pizjuan. Aktywny był Ciro Immobile, swoje dorzucić chciał też Jewhen Konoplanka, jednak czegoś brakowało im w ostatniej fazie akcji. Z pomocą przyszli w końcu przeciwnicy. W kolejnym meczu nie popisał się Enzo Roco, który stracił futbolówkę na rzecz Vitolo. Skrzydłowy pobiegł wprost na bramkę i wydawałoby się, że musi paść z tego gol. Hiszpan zastanawiał się jednak tak długo, że zagrał bardzo niedokładnie. Na szczęście w odpowiednim miejscu znalazł się Immobile – Włoch wślizgiem wpakował piłkę do bramki. To nie był koniec prezentów, jakie tego dnia rozdali przyjezdni. W 41. minucie Mariano mógł spokojnie przebiec z futbolówką kilkadziesiąt metrów, po czym odegrał ją do Evera Banegi. Ten, również przez nikogo nieatakowany, mógł zrobić wszystko. Wybrał w końcu najlepszą opcję i bez problemów pokonał bezradnego Pau Lopeza. Gości przed przerwą mógł dobić jeszcze Immobile, ale z kilku metrów nieznacznie się pomylił. Po 15-minutowym odpoczynku cały czas lepiej spisywała się Sevilla, ale nie miała już tak dogodnych okazji. Przeważały uderzenia z dystansu, które nie były realnym zagrożeniem dla bramkarzy. Miejscowi kontrolowali przebieg zdarzeń, nie pozwalając Espanyolowi na odebranie trzech oczek. Dzięki nim Sevillistas utrzymują kontakt z zespołami znajdującymi się tuż za ścisłą czołówką. Z kolei klub z Barcelony plasuje się na początku drugiej dziesiątki.

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Mariano, Adil Rami, Timothee Kolodziejczak, Benoit Tremoulinas – Sebastian Cristoforo, Vicente Iborra – Vitolo (63′ Jose Antonio Reyes), Ever Banega (69′ Michael Krohn-Dehli), Jewhen Konoplanka – Ciro Immobile (76′ Kevin Gameiro)

Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Enzo Roco, Ruben Duarte – Victor Sanchez (46′ Joan Jordan), Jose Canas (52′ Burgui) – Hernan Perez, Marco Asensio, Salva Sevilla (72′ Gerard Moreno) – Felipe Caicedo


Eibar 2-0 Sporting

Nie najlepiej radzi sobie ostatnio Sporting Gijon, niespecjalnie wiedzie się też Eibarowi. Oba zespoły mają problemy z odnoszeniem zwycięstw, lecz to Baskowie znajdują się wyżej w tabeli ze względu na wyśmienity początek rozgrywek. Na starcie ostrzeżenie wysłali gospodarze, po strzale z rzutu wolnego Saula. Goście mogli odgryźć się w dość nietypowy sposób. Niewiele bowiem brakowało, a Sporting zdobyłby bramkę po zagraniu z narożnika boiska. Przed przerwą dwukrotnie portero graczy z Gijon próbował zaskoczyć jeszcze wspomniany wcześniej Saul Berjon. Najpierw jednak fantastycznie obronił Ivan Cuellar, a nieco później futbolówka neznacznie minęła okienko bramki. Po zmianie stron coraz bardziej niebezpieczni stawali się zawodnicy Eibaru. W 55. minucie w końcu dopięli swego. Po dośrodkowaniu z lewego skrzydła piłkę głową strącił Borja Baston. Zagranie dotarło do Keko, który wymanewrował obrońcę i nie dał szans bramkarzowi. Zaledwie kilka minut później gospodarze prowadzili już różnicą dwóch goli. Podanie przed polem karnym otrzymał Saul Berjon, a następnie fantastycznym prostopadłym zagraniem uruchomił Borję Bastona. Napastnik Eibaru strzałem zewnętrzną częścią stopy zdobył drugą bramkę dla swojego zespołu. Gospodarze stworzyli jeszcze kilka sytuacji, które mogli zamienić na gole. Raz jednak Sporting ratował obrońca ustawiony na linii bramkowej, a czasem był to Ivan Cuellar. Gości stać było jedynie na uderzenia z dystansu, ale ani Ndi, ani Halilović nie potrafili nawet oddać celnego strzału. Piłkarze Eibaru w zdecydownie lepszych nastrojach zakończą rok 2015. Dobre spotkanie i pewna wygrana gwarantują im bowiem miejsce w górnej połówce tabeli. Sporting z kolei musi poważnie wziąć się w garść – strefa spadkowa jest coraz bliżej.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – Lillo, Mauro dos Santos, Ivan Ramis, Ander Capa – Dani Garcia (75′ Adrian), Gonzalo Escalante – Saul Berjon, Simone Verdi (88′ Sergi Enrich), Keko (86′ Antonio Luna) – Borja Baston

Sporting: Ivan Cuellar – Alex Menendez (62′ Isma Lopez), Jorge Mere, Guitian, Alberto Lora (78′ Alex Barrera) – Omar Mascarell, Rachid Ait-Atmane – Jony, Dani Ndi, Alen Halilovic – Tony Sanabria (62′ Carlos Castro)


Barcelona 4-0 Betis

Barca znała wynik osiągnięty zarówno przez Real, jak i Atletico. Oba madryckie zespoły wygrały, zatem to samo musiała uczynić także Duma Katalonii. Betis to jednak nie jest chłopiec do bicia, jeśli chodzi o mecze na wyjeździe, ponieważ przed tą rundą był w tej klasyfikacji na czwartej pozycji. Faworytem byli jednak oczywiście Katalończycy, którzy potwierdzali to od pierwszej minuty, przejmując kontrolę nad spotkaniem. Pierwszą groźną sytuacją było uderzenie Leo Messiego z rzutu wolnego, które minimalnie minęło słupek. Minutę później gola mógł zdobyć Betis. Ceballos ograł na skrzydle Daniego Alvesa i Javiera Mascherano i dopiero skuteczna interwencja Claudio Bravo zatrzymała utalentowanego piłkarza klubu z Sewilli. W 27. minucie stadion zamarł, kiedy Messi i Antonio Adan wpadli na siebie z całym impetem. Na szczęście bardziej pokrzywdzonemu Argentyńczykowi nic się nie stało. Do podyktowanej jedenastki (niesłusznie zresztą) podszedł Neymar. Brazylijczyk chciał się chyba zachować tak jak kilka godzin wcześniej Ronaldo i trafił w poprzeczkę. Z tym, że w tej sytuacji i tak padł gol, ponieważ Ivan Rakitić tak naciskał Heiko Westermanna, że ten wpakował futbolówkę do własnej bramki. 4 minuty później było już 2:0. Szybką akcję przeprowadzili Neymar i Messi, a do pustej siatki trafił ten drugi, potwierdzając, że z jego zdrowiem wszystko w porządku. Przeprowadzanie kolejnych akcji było tym łatwiejsze, że po 36 minutach na boisku nie było już żadnego ze stoperów Betisu, którzy zaczynali to spotkanie – obaj musieli zostać zastąpieni ze względu na kontuzje. Z ławki wyleciał także Pepe Mel – to z kolei pokłosie jego komentarzy dotyczących pracy arbitrów. Jeszcze przed przerwą rywala na deski mógł posłać Luis Suarez, jednak strzał Urugwajczyka z ostrego kąta trafił tylko w boczną siatkę. Inaczej było już niecałą minutę po zmianie stron. Sergio Busquets przejął piłkę przed polem karnym rywala i momentalnie uruchomił Luisito. Ten dwa razy się nie myli – pewnym uderzeniem nie dał szans Adanowi. To trafienie zabiło emocje w tej potyczce. Barca przeprowadzała kolejne akcje, miała szanse na następnych kilka bramek, ale bramka okazała się zbyt wąska, rywale zbyt nieustępliwi, a Antonio Adan cały czas czuwał, parując co się dało na rzut rożny. Bramki z rzutu wolnego usilnie szukał Messi, ale jego kolejne dwie próby zatrzymały się na poprzeczce. Gol ostatecznie nadszedł i warto było na niego czekać, bowiem idealnie podsumowuje cały rok w wykonaniu Blaugrany. Adriano zagrał w pole karne do Suareza, ten odegrał do Neymara, a Brazylijczyk po raz enty popisał się wirtuozerską asystą, wypuszczając na dogodną pozycję byłego snajpera Liverpoolu. Tym samym Suarez ma obecnie więcej bramek niż występów w obecnym sezonie. Dzięki okazałej wygranej Barcelona zakończyła rok na pozycji lidera i oby nie oddała jej do końca kampanii!

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Daniel Alves, Javier Mascherano, Thomas Vermaelen, Jeremy Mathieu (67′ Adriano) – Sergio Busquets (57′ Marc Bartra), Ivan Rakitić, Sergi Roberto (86′ Munir) – Lionel Messi, Luis Suarez, Neymar

Betis: Antonio Adan – Cristiano Molinero, Bruno Gonzalez (17′ German Pezzella), Heiko Westermann (36′ Didier Digard), Juan Vargas – Alvaro Cejudo, Petros, Alfred N’Diaye, Dani Ceballos – Ricky van Wolfswinkel, Ruben Castro (75′ Rafael van der Vaart)


Celta 0-1 Bilbao

Spotkanie Celty z Athletikiem zapowiadało się na prawdziwy hit. Obie drużyny zajmują bowiem wysokie miejsca w ligowej tabeli, a zwycięstwo pozwoliło jeszcze mocniej włączyć się do walki o lokaty premiowane europejskimi pucharami i jednocześnie osłabić konkurenta. Już na początku słabą formę zaprezentował arbiter, który solidaryzując się ze swomi kolegami w tej kolejce, podjął kontrowersyjną decyzję o nieprzyznaniu rzutu karnego Baskom. W kolejnych minutach więcej okazji stwarzała Celta, lecz strzały Orellany i Jonny’ego nie zrobiły wrażenia na Iraizozie. Jeszcze w pierwszej połowie spotkania sędzia musiał mieć niezwykle wytężone oko, ponieważ dwa starcia w szesnastce obu ekip były na granicy podyktowania rzutu karnego. Po zmianie stron lepiej w mecz weszli goście, a po technicznym uderzeniu w poprzeczkę trafił Raul Garcia. W 71. minucie ten sam zawodnik zakończył perfekcyjnie wyprowadzoną kontrę. Doskonale w szybkim ataku odnalazł go Aritz Aduriz, a Garcia sprytnym strzałem pokonał bramkarza. Celty nie stać było w drugiej odsłonie spotkania na żadne rzeczywiste zagrożenie. John Guidetti, który został wprowadzony po przerwie, nie zdołał nawet postraszyć Iraizoza w jednej z nielicznych sytuacji. Podwyższyć prowadzenie mogli za to piłkarze Athleticu, lecz Eraso trafił jedynie w słupek. Celta straciła tym samym kontakt ze ścisłą czołówką, a waleczni Baskowie wyprzedzili Deportivo, dzięki czemu zajmują miejsce gwarantujące grę w europejskich pucharach.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Jonny Castro, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Hugo Mallo – Pablo Hernandez (74’ John Guidetti), Daniel Wass, Augusto Fernandez (77’ Nemanja Radoja) – Theo Bongonda (87’ Dejan Drazic), Iago Aspas, Fabian Orellana

Athletic: Gorka Iraizoz – Mikel Balenziaga, Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Oscar de Marcos – Mikel San Jose, Benat – Sabin Merino (59’ Iker Muniain), Raul Garcia, Inaki Williams (77’ Javier Eraso) – Aritz Aduriz (87’ Kike Sola)


Getafe 0-0 Deportivo

Deportivo radzi sobie w tym sezonie nadspodziewanie dobrze. Drużyna, której głównym celem przed sezonem było spokojne utrzymanie, zajmuje miejsce w górnej połowie tabeli, osiągając dobre wyniki. Z kolei Getafe nie wygrało od trzech spotkań, zbierając w tym czasie tylko dwa oczka. Klub z przedmieść stolicy Hiszpanii musi więc spoglądać w lusterka, ponieważ ekipy walczące o byt znajdują się już bardzo blisko. Pierwsza połowa spotkania z pewnością nie znajdzie się w materiale promującym tamtejsze rozgrywki. Sytuacji było jak na lekarstwo, a bramkarze nie byli prawie w ogóle zatrudniani. W początkowej fazie najgroźniej strzelali Pablo Sarabia oraz Luis Alberto, ale ich uderzenia obronić powinien każdy. Nieco cieplej zrobiło się kilkanaście minut później. Po dośrodkowaniu z lewej strony szczęścia szukał Angel Lafita, ale jego główkę w kapitalny sposób obronił German Lux, parując ją za linię końcową. Ataki Getafe były coraz bardziej zdecydowane, jednak w roli głównej ponownie wystąpił golkiper gości. W jednej z sytuacji obronił dwa uderzenia rywali – najpierw Pablo Sarabii, a następnie dobitkę Damiana Suareza. Czego nie udało się dokonać przed prezerwą, nie dało się także zrobić w drugich 45 minutach. Ani jedna, ani druga drużyna nie potrafiła wyprowadzić ataku, który dałby trzy oczka i spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, które tak naprawdę nic nie wnosi w sytuację obu klubów w ligowym zestawieniu.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Damian Suarez, Santiago Vergini, Cala, Roberto Lago – Juan Rodriguez, Mehdi Lacen – Pablo Sarabia, Victor Rodriguez (85′ Karim Yoda), Angel Lafita (67′ Pedro Leon) – Alvaro Vazquez (75′ Stefan Scepović)

Deportivo: German Lux – Juanfran, Alejandro Arribas, Sidnei, Fernando Navarro – Alex Bergantinos, Pedro Mosquera – Fede Cartabia (82′ Miguel Cardoso), Faycal Fajr, Luis Alberto (70′ Jonas Gutierrez) – Lucas Perez


Las Palmas 4-1 Granada

Spotkanie między Las Palmas a Granadą można było nazwać klasycznym meczem o sześć punktów. Oba zespoły plasowały się w strefie spadkowej i żadnej z nich nie interesował remis, tylko zwycięstwo mogło dać nieco wytchnienia na koniec roku. Jak to w takich starciach bywa, zespoły badały się przez dłuższą część pierwszej połowy. Obraz gry zmienił się po trochę szczęśliwej bramce dla gospodarzy. Dwójkową akcję przeprowadzili Jonathan Viera i Tana, a ten drugi przy pomocy obrońcy Granady umieścił piłkę w siatce. Na kolejnego gola kibice musieli czekać do 50. minuty. Znów trafiło Las Palmas i znów asystował Viera. Tym razem rozgrywający gospodarzy zagrał górą do wbiegającego w pole karne Araujo, napastnik drużyny z Wysp Kanaryjskich uprzedził bramkarza i podwyższył prowadzenie. Granada choć oddawała strzały na bramkę, to efektywność tych uderzeń była delikatnie mówiąc niezadowalająca. Sytuacja zmieniła się dopiero w 65. minucie po wzorowo wyprowadzonej kontrze. Ruben Rochina wykorzystał szybkość Penarandy i posłał mu prostopadłe podanie na wolne pole. Napastnik gości wyprzedził obrońców i sprytnym strzałem pokonał Javiego Varasa. Nieco później arbiter spotkania zabrał przyjezdnym możliwość złapania kontaktu. Podczas próby strzału w szesnastce sfualowany został Penaranda, jednak gwizdek sędziego milczał. Arbiter podyktował za to jedenastkę dla gospodarzy w 80. minucie, choć Mubarak Wakaso bardzo chciał, aby tak się stało i wiele zrobił, by całe zdarzenie wyglądało co najmniej jak złamanie nogi. Z karnego pewnie strzelił Viera, który tym samym świetnie podsumował swój występ. To nie był koniec przykrości dla Granady. Dwie minuty przed końcem z boiska wyleciał bowiem Biraghi, a w samej końcówce piłkę do własnej bramki skierował Lomban. Las Palams na koniec roku wygrzebało się ze strefy spadkowej po bardzo przyzwoitych zawodach. Goście byli zespołem słabszym, lecz mimo wszystko mogą mieć pretensje do sędziego, który podciął im skrzydła w najważniejszym momencie.

Składy:
Las Palmas: Javi Varas – Dani Castellano, Javier Garrido, Hernan (26′ David Garcia), David Simon – Vicente Gomez, Roque Mesa – Jonathan Viera, Tana (76′ Mubarak Wakaso), Nabil El Zhar – Willian Jose (37′ Sergio Araujo)

Granada: Andres Fernandez – Cristiano Biraghi, David Lomban, Jean-Sylvain Babin (75′ Robert Ibanez), Dimitri Foulquier – Ruben Perez – Edgar Mendez, Javi Marquez, Fran Rico (56′ Youssef El-Arabi), Nico Lopez (46′ Ruben Rochina) – Adalberto Penaranda


Villareal 1-0 Valencia

W ostatni dzień roku 2015 na murawę El Madrigal wyszły drużyny Villarrealu i Valencii. W znacznie lepszych humorach mogli być gospodarze, ponieważ wygrali trzy ostatnie mecze i zadomowili się w ścisłej czołówce tabeli Primera Division. Tego samego nie mogli powiedzieć goście, którzy po zmianie trenera nadal nie mogą się przełamać i wygrać spotkania w lidze. Od pięciu meczów ta sztuka się nie udała, a ostatnią ofiarą Nietoperzy była Celta, którą ograły one aż 5:1. Nadzieja tliła się w ekipie gości, że może trzy punkty uda się zapisać po 90 minutach meczu z Żółtą Łodzią Podwodną. Pierwsza część rywalizacji jednak zgasiła ten ledwo żarzący się płomyk. Valencia grała tragicznie, nie potrafiła choćby oddać celnego uderzenia na bramkę Areoli. Gospodarze byli stroną przeważającą, ale nie można o nich powiedzieć, że ciągle dążyli do objęcia prowadzenia. Najlepszą szansę miał Bruno, który uderzał z rzutu wolnego, ale minimalnie spudłował. Początek drugiej części zwiastował podobny przebieg gry, ale tym razem goście mieli pojedyncze sytuacje. Uderzali m.in. Parejo oraz Alcacer z woleja. Zanim to się jednak stało, Villarreal dał swoim kibicom powód do radości. Ponownie futbolówkę ustawił sobie Soriano. Do bramki było 21 metrów, a pomocnik drużyny z El Madrigal uderzył ją w samo okienko bramki, w róg, który powinien pilnować Jaume. Strzał był jednak na tyle mocny i precyzyjny, że bramkarz Valencii musiałby stać w tamtym miejscu, aby zaliczyć udaną interwencję. Od tego momentu miejscowi prowadzili i już niespecjalnie dążyli do podwyższenia rezultatu. Swoją okazję miał jeszcze co prawda Denis Suarez, ale było to uderzenie z dystansu, które ostatecznie nie znalazło drogi do siatki. W ten sposób Villarreal dowiózł prowadzenie do ostatniego gwizdka arbitra i zakończył kolejkę na czwartej lokacie. Valencia pozostaje w środku zestawienia i nadal musi poszukiwać lepszej gry i przede wszystkim wygranych spotkań.

Składy:
Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Victor Ruiz, Adrian Marin – Jonathan Dos Santos (67′ Nahuel), Manu Trigueros (74′ Tomas Pina), Bruno Soriano, Denis Suarez – Cedric Bakambu (80′ Leo Baptistao), Roberto Soldado

Valencia: Jaume Domenech – Antonio Barragan (69′ Santi Mina), Ruben Vezo, Aderlan Santos, Aymen Abdennour, Joao Cancelo – Andre Gomes, Dani Parejo (87′ Fran Villalba), Danilo Barbosa (74′ Pablo Piatti) – Paco Alcacer, Alvaro Negredo


Mecz kolejki: Rayo – Atletico 0:2

Liczby kolejki:
best_11_17kolejka

Piłkarz kolejki: Jonathan Viera (Las Palmas)
Bardzo dobre spotkanie w wykonaniu skrzydłowego beniaminka. Viera miał udział przy trzech z czterech bramek, które przełożyły się na okazałą wiktorię w niezwykle ważnym starciu “za sześć punktów” z Granadą. Dwie asysty po bardzo dobrych, przemyślanych akcjach, a także gol – to wystarczające argumenty, by ogłosić byłego gracza Valencii najlepszym w tej rundzie.

Cienias kolejki: Obrona Espanyolu
Można wysnuć tezę, że Sevilla wcale nie musiała tak łatwo wygrać meczu z Espanyolem. Ba, nie musiała go wcale wygrać. Andaluzyjczycy przeważali, mieli więcej sytuacji, ale nie były one na tyle klarowne, by Pau Lopez musiał panicznie interweniować. Podopiecznym Unaia Emery’ego pomóc postanowiła jednak defensywa Espanyolu. Obie bramki dla rywali padły po karygodnym zachowaniu piłkarzy odpowiedzialnych za destrukcję. Najpierw kolejny błąd popełnił Enzo Roco, tracąc futbolówkę w sytuacji, gdy był ostatnim zawodnikiem przed golkiperem. Później Mariano bez żadnego ataku przebiegł z piłką kilkadziesiąt metrów, by podać do Banegi, który… także nie miał żadnych trudności ze strony Papużek. Dla linii obronnej klubu z Barcelony mamy złą wiadomość – w ciągu dwóch tygodni zmierzy się trzykrotnie w derbowym starciu z Blaugraną. Luis Suarez w obecnej formie już zaciera ręce!

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Thomas Teye (Atletico)
Diego Simeone był już raz w tym sezonie chwalony za przeprowadzone zmiany. Wówczas jego ekipa wygrała z Eibarem 2:0. Tym razem wygrała w podobnych rozmiarach z Rayo, a główną rolę po raz kolejny odegrali zmiennicy. Pierwsza bramka to dzieło Thomasa (asysta) i Angela Correi (gol), druga – Jacksona Martineza (asysta), który dogrywał do grającego od początku Griezmanna. Na uwagę zasługuje zwłaszcza ten pierwszy, który po raz kolejny daje bardzo solidną zmianę, będąc pewnym punktem w środku pola. Pomocnik może wykorzystać absencję Tiago, który nie zagra jeszcze przez jakiś czas z powodu kontuzji, i awansować w hierarchii Cholo.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Sędziowie
Ileż razy byli już “nagradzani” w tej kategorii. W ostatniej kolejce w 2015 roku znów dali swój popis, który najbardziej odczuli rywale Realu Madryt i Barcelony. W pierwszym przypadku Jose Gonzalez podyktował dwa rzuty karne dla Realu, które wywołały w piłkarzach Realu Sociedad frustrację i złość. W pierwszym przypadku przewinienia nie było na pewno, w drugim – ręka była problematyczna. Ponadto zastanawia sytuacja z Pepe i Jonathasem w roli głównej – czy i w tym przypadku arbiter nie powinien wskazać na wapno. Z kolei Vicandi Garrido, prowadzący mecz na Camp Nou, pogubił się w sytuacji, gdy na murawę po starciu z Adanem padł Messi. Rozjemca wskazał na jedenasty metr, chociaż w opinii wielu ekspertów (i nie tylko) popełnił w tej sytuacji błąd. Co prawda w obu przypadkach trudno mówić o wypaczeniu wyniku, bo faworyci i tak najprawdopodobniej sięgnęliby po trzy oczka, ale…

Gol kolejki: Bruno Soriano (Villarreal)
Pięknie uderzył pomocnik Żółtej Łodzi Podwodnej. Bruno miał dwie niemal identyczne okazje na gola z rzutu wolnego. W pierwszej części chybił dosłownie o centymetry, ale po przerwie się już nie pomylił. W strzale było wszystko – siła, odpowiednia parabola i precyzja. Każdy element zagrał perfekcyjnie i w efekcie kibice na El Madrigal podziwiali kapitalną bramkę, która rozpoczęła sylwestrowe strzelanie i w ostatecznym rozrachunku dała komplet punktów w trudnym starciu z Valencią.

Pudło kolejki: Ciro Immobile (Sevilla)
Włoch był bardzo aktywny od początku meczu z Espanyolem. Zaowocowało to trafieniem, które dało jego drużynie prowadzenie. Mimo to mógł wpisać się na listę strzelców raz jeszcze. Tuż przed przerwą miał okazję na pozbawienie przeciwnika wszelkich nadziei, jednak z kilku metrów nie trafił głową do w połowie pustej bramki. Dziwne, ponieważ nie był wówczas przez nikogo atakowany. Sytuacja jest już jednak zapomniana, bo jego ekipa zgarnęła ostatecznie trzy punkty.

klasyfikacje_17kolejka

Terminarz 18. kolejki (02-04.01.2016):
Sobota, 02.01:
Espanyol – Barcelona (godzina 16)
Atletico – Levante (20:30)
Malaga – Celta (22:05)
Niedziela, 03.01:
Rayo – Sociedad (12)
Betis – Eibar (16)
Granada – Sevilla (16)
Athletic – Las Palmas (18:15)
Deportivo – Villarreal (18:15)
Valencia – Real (20:30)
Poniedziałek, 04.01:
Sporting – Getafe (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciej Bożek