La Liga gra: Świetny Villarreal kontynuuje serię, walka w środku tabeli

Dotarliśmy do półmetka rozgrywek! W weekend rozegrana została dziewiętnasta seria gier La Liga, ostatnia w rundzie jesiennej. Byliśmy w niej świadkami kilku bardzo interesujących spotkań. Emocji nie powinno zabraknąć w Vigo, gdzie niezwykle trudne zadanie czekało Atletico. Ciekawe miały być też potyczki dwóch klubów z Kraju Basków – Athleticu i Realu Sociedad. Mierzyły się one odpowiednio z Sevillą i Valencią. Barcelona w tym czasie podejmowała Granadę, zaś Real gościł Deportivo. Zapraszamy na podsumowanie!

Mecze 19. kolejki:
Barcelona 4-0 Granada

Spotkanie Barcelony z Granadą zapowiadało się na typowe starcie Dawida z Goliatem. Oba zespoły znajdują się na różnych biegunach La Liga, więc wynik inny niż wysokie zwycięstwo gospodarzy byłby sporym zaskoczeniem. Przewidywania sprawdziły się dość szybko. Już po 15 minutach Barcelona prowadziła 2:0. Najpierw podanie na lewym skrzydle otrzymał Turan, który podaniem po ziemi odnalazł w polu karnym Leo Messiego, a Argentyńczyk sprytnym strzałem pokonał Andresa Fernandeza. Drugim razem do siatki także trafił Messi. Tym razem udział przy bramce miało całe trio MSN. Finalne zagranie zanotował Luis Suarez. Co prawda La Pulga musiał mocno się napocić, aby do zagranej piłki dobiec, lecz ostatecznie zdołał skierować futbolówkę do bramki. Po tak udanym początku Barcelona zwolniła tempo. Nie podziałało to jednak pozytywnie na Granadę, która jedynie z rzadka przedzierała się pod pole karne przeciwnika. Jeszcze w pierwszej połowie hat-tricka mógł za to skompletować Messi, ale jego strzał z bliska obronił bramkarz gości. Zdobycie gola numer trzy udało się Argentyńczykowi po przerwie. Z głębi boiska podał Sergi Roberto, Arda umiejętnie przepuścił zagranie, co pozwoliło znaleźć się w dogodnej sytuacji Neymarowi. Brazylijczyk nie ma jednak ostatnio zbyt dużo szczęścia. Tak było i tym razem, ponieważ Brazylijczyk trafił w słupek. Skuteczną dobitką popisał się jednak Messi, dzięki czemu Blaugrana prowadziła już różnicą trzech goli. Dzieła zniszczenia dopełnił na koniec Neymar, który w końcu przełamał niemoc. Po kombinacyjnej akcji futbolówkę w prawym sektorze pola karnego otrzymał Suarez, po czym zagrał wzdłuż bramki, gdzie czekał już Neymar. Skrzydłowy Barcelony poczekał jeszcze na ruch bramkarza i mocnym strzałem pod poprzeczkę ustalił wynik spotkania. Gospodarze zwyciężyli zgodnie z planem, prezentując bardzo solidną grę, nawet w defensywie, co ostatnio bywało mankamentem. Granada nie potrafiła poradzić sobie z przeciwnikami, tak jak oczekiwano, goście muszą szukać punktów z łatwiejszymi rywalami.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Jordi Alba, Thomas Vermaelen, Gerard Pique, Aleix Vidal (64’ Daniel Alves) – Sergi Roberto, Arda Turan (71’ Adriano Correia), Ivan Rakitic – Neymar, Luis Suarez, Lionel Messi

Granada: Andres Fernandez – Cristiano Biraghi, David Lomban, Doria, Uche Agbo, Edgar Mendez – Ruben Perez, Rene Krhin (46’ Diego Mainz), Ruben Rochina (77’ Javi Marquez) – Isaac Success, Adalberto Penaranda (71’ Robert Ibanez)

<hr />

Getafe 1-0 Betis

Getafe jest ostatnio w niezłej dyspozycji. Podopieczni Frana Escriby w ostatnich pięciu spotkaniach zanotowali trzy remisy i dwa zwycięstwa. Nic zatem dziwnego, że byli uznawani za faworytów starcia z Betisem, który poprzednie tygodnie ma bardzo nieudane. Beniaminek coraz mocniej zbliża się przez to do strefy spadkowej. Spotkanie było jednak od początku dość wyrównane. Obie drużyny miały po kilka niezłych okazji, które mogły zakończyć się skutecznym strzałem. Ze strony przyjezdnych najbliżej pokonania Guaity byli Ruben Castro oraz German Pezzella. Natomiast ataki miejscowych, które w dużej mierze napędzał Pablo Sarabia, wykańczali Victor Rodriguez oraz Alvaro Vazquez. Żaden z nich nie znalazł jednak sposobu na Antonio Adana. Druga część rozpoczęła się bardzo podobnie. Mecz rozgrywany był w niezłym tempie, a piłkarze skupieni byli głównie na ofensywie. Dobrą sytuację w pierwszych minutach po zmianie stron zmarnował N’Diaye, a zemściło się to w 57. minucie. Getafe długo rozgrywało akcję, aż piłka trafiła na lewe skrzydło do Roberto Lago. Defensor wbiegł z nią w pole karne, a następnie dośrodkował w kierunku dalszego słupka, gdzie stał kompletnie niepilnowany Alvaro Vazquez, który w końcu otworzył worek z bramkami. Przyjezdni z Sewilli próbowali odwrócić wynik do pierwotnego stanu, ale nie wystaczyło im czasu, by stworzyć na tyle dobrą okazję. Wobec tego Betis zaliczył trzecią porażkę z rzędu i rozpaczliwa walka o utrzymanie jest już coraz bliżej. Fakt ten nie spodobał się włodarzom, którzy postanowili rozstać się z trenerem, Pepe Melem.

Składy:
Getafe: Vicente Guaita – Damian Suarez, Santiago Vergini, Cala, Roberto Lago – Juan Rodriguez, Mehdi Lacen – Pedro Leon (87′ Bernard Mensah), Victor Rodriguez (79′ Moi Gomez), Pablo Sarabia – Alvaro Vazquez (74′ Stefan Scepović)

Betis: Antonio Adan – Cristiano Piccini, Bruno Gonzalez, German Pezzella, Juan Vargas – Francisco Portillo, Petros (75′ Joaquin), Alfred N’Diaye, Dani Ceballos (81′ Rafael van der Vaart) – Jorge Molina (70′ Ricky van Wolfswinkel), Ruben Castro

<hr />

Sevilla 2-0 Bilbao

Jednym z najciekawiej zapowiadających się spotkań ostatniej kolejki rundy jesiennej było starcie Sevilli z Athletikiem Bilbao. Obie drużyny znajdowały się bezpośrednio obok siebie w tabeli, ale w minimalnie lepszej sytuacji byli goście, którzy byli lokatę wyżej. Trzy punkty dawały jednak podopiecznym Emery’ego awans nad ekipę Valverde. Lepiej zaczęli Baskowie i to oni powinni dość szybko objąć prowadzenie. Najpierw wielkie rzeczy między słupkami czynił Rico, który m.in. obronił groźny strzał głową San Jose. Następnie z dystansu uderzał Inigo Lekue, ale pomimo ogromnej siły strzału nie zdołał wyprowadzić drużyny na prowadzenie, ponieważ obił poprzeczkę. Sevilla przetrwała jednak to natarcie i zdołała się odgryźć. Gameiro dostał podanie za obronę od Vitolo, wyprzedził Laporte’a, a potem lekkim uderzeniem w długi róg nie dał szans Iraizozowi. Przed przerwą okazję na wyrównanie miał jeszcze Aritz Aduriz, ale napastnik trafił jedynie w boczną siatkę. W drugiej połowie główną rolę odegrał arbiter spotkania. W pole karne wpadł Grzegorz Krychowiak i upadł w nim jak rażony piorunem. Sędzia podyktował jedenastkę, ale jak pokazały powtórki, Polak skutecznie wymusił tę jedenastkę. Drugi raz w tym meczu na listę strzelców wpisał się Gameiro. Końcówka zdecydowanie należała do Athleticu, ale przyjezdni nie byli już w stanie odrobić strat. Ich strzały też nie były specjalnie groźne, więc trzy punkty zostały na Estadio Ramon Sanchez Pizjuan. W ten sposób Andaluzyjczycy przeskoczyli Basków w tabeli, ale Lwy z Bilbao utrzymują niewielki dystans w stosunku do Sevilli.

Składy:
Sevilla: Sergio Rico – Coke, Daniel Carrico, Timothee Kolodziejczak, Benoit Tremoulinas – Sebastian Cristoforo (88′ Vicente Iborra), Grzegorz Krychowiak – Vitolo, Ever Banega (70′ Jewhen Konoplanka), Michael Krohn-Dehli – Kevin Gameiro (83′ Fernando Llorente)

Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar De Marcos, Carlos Gurpegi, Aymeric Laporte, Mikel Balengziaga – Mikel San Jose, Benat Etxebarria – Inaki Williams (85′ Sabin Merino), Raul Garcia (31′ Javier Eraso), Inigo Lekue (59′ Iker Muniain) – Aritz Aduriz

<hr />

Real 5-0 Deportivo

W tej kolejce jednym z ważniejszych wydarzeń był debiut na ławce trenerskiej Realu Zinedine’a Zidane’a. Były znakomity francuski piłkarz zadanie ma niełatwe, ponieważ znajduje się na trzecim miejscu w tabeli. Pierwszą przeszkodą było Deportivo, które radzi sobie w tej kampanii nadspodziewanie dobrze. Bardzo szybko swoją przewagę udowodnili jednak Królewscy. W 15. minucie po rzucie rożnym strzał oddał Sergio Ramos, a piłka po drodze została jeszcze dotknięta przez Karima Benzemę i wpadła do siatki. 7 minut później prowadzenie podwyższył Gareth Bale, wykorzystując dośrodkowanie z prawej strony. Szybkie uzyskanie w miarę bezpiecznej przewagi ułatwiło grę gospodarzom, którzy od tego momentu nie musieli się spieszyć, czekając na ruch ze strony rywala. Ruch ten był jednak znikomy i Keylor Navas miał naprawdę mało pracy, żeby nie powiedzieć – wcale. Real puntkował za to regularnie. Cztery minuty po przerwie uderzył po raz kolejny. Tym razem Ronaldo wypatrzył w szesnastce dobrze ustawionego Bale’a, który mocnym uderzeniem z pierwszej piłki wpisał się na listę strzelców po raz drugi. A po niecałym kolejnym kwadransie skompletował hat-tricka, celnie główkując po centrze z narożnika boiska. Walijczyk potwierdził więc, że jest w doskonałej dyspozycji. Wysokie prowadzenie zadowoliło piłkarzy ze stolicy, którzy od tego momentu atakowali rzadziej. Mimo to, zdołali jeszcze dobić rywala. W doliczonym czasie gry zwody Ronaldo i w ostateczności jego uderzenie zostały zablokowane, ale nadbiegający Benzema pięknym, mocnym strzałem w górny róg ustalił rezultat spotkania. Manita w debiucie? Zidane z pewnością może być zadowolony.

Składy:
Real: Keylor Navas – Dani Carvajal, Pepe, Sergio Ramos (46′ Raphael Varane), Marcelo – Toni Kroos, Luka Modrić – Gareth Bale (74′ Jese), Isco (66′ James Rodriguez), Cristiano Ronaldo – Karim Benzema

Deportivo: German Lux – Juanfran, Alejandro Arribas, Sidnei, Fernando Navarro (66′ Luisinho) – Alex Bergantinos, Pedro Mosquera – Fede Cartabia (46′ Jonas Gutierrez), Luis Alberto, Faycal Fajr (66′ Oriol Riera) – Lucas Perez

<hr />

Levante 2-1 Rayo

Mecz o sześć punktów na dnie tabeli. Czerwona latarnia ligi – Levante – podejmowała przedostatnią ekipę w zestawieniu, czyli Rayo Vallecano. Obie ekipy już długi czas czekają na wygraną w Primera Division. Gospodarze nie zdobyli kompletu punktów od sześciu spotkań, a goście od siedmiu. Dlatego wydawało się, że w tym meczu nie zabraknie walki i zaangażowania. Powiało jednak nudą, a szczególnie w pierwszej połowie. Zaczęło się obiecująco, bo Javi Guerra uderzał na bramkę Marino, ale jego próba po ziemi okazała się zbyt łatwa dla bramkarza. Następną ciekawą szansę mogliśmy zaobserwować dopiero… w 40. minucie, kiedy Cuero, nowy nabytek Levante, z prawej strony centrował piłkę w pole karne, a tam zaatakował ją Ghilas odważnym wślizgiem. Algierczyk pomylił się jednak nieznacznie. Po przerwie widowisko nieco się ożywiło. Początek tej części był nadal mierny, ale gospodarze zaczęli dominować i kreować sobie dobre sytuacje, z których jednak obronną ręką wychodził Yoel. Były bramkarz Valencii został zmuszony do kapitulacji dopiero w 72. minucie. Z lewej strony „świecę” w szesnastkę posłał Tono, a strzałem z powietrza popisał się wprowadzony po przerwie Deyverson. Chwilę później gospodarze objęli już dwubramkowe prowadzenie. Jose Morales wkręcił w ziemię Quiniego, a następnie posłał świetne uderzenie w długi róg bramki Rayo. Wydawało się, że nic nie jest w stanie odebrać wygranej Levante. Piraci postanowili jednak postraszyć rywala. Lass Bangoura ograł rywala na skrzydle, wycofał piłkę do Pablo Hernandeza, a ten pokonał golkipera drużyny z Valencii. Wydawało się, że była to słaba próba, ale ostatecznie udało się nawiązać kontakt z przeciwnikiem. To jednak było za mało, aby tego dnia ograć Levante. Żaby pozostają na ostatniej pozycji w tabeli, ale do Rayo tracą już zaledwie jeden punkt.

Składy:
Levante: Diego Marino – Pedro Lopez, David Navarro, Zouhair Feddal, Tono – Jefferson Lerma, Simao Mate (46′ Deyverson), Jose Verza – Mauricio Cuero (60′ Jordi Xumetra), Nabil Ghilas (68′ Victor Camarasa), Jose Morales

Rayo: Yoel – Quini, Tito, Chechu Dorado (76′ Manucho), Nacho – Adrian Embarba, Jozabed, Raul Baena (75′ Roberto Trashorras), Pablo Hernandez – Javi Guerra, Miku (63′ Lass Bangoura)

<hr />

Villareal 2-0 Sporting

Żółta Łódź Podwodna to największa rewelacja tego sezonu w lidze hiszpańskiej. Klub zajmuje czwarte miejsce z dość pokaźną przewagą nad kolejnymi drużynami oraz tylko jednopunktową stratą do trzeciego Realu. Tym razem w planach było zachowanie statusu quo, ponieważ na Madrigal przyjechał Sporting Gijon, który złapał małą zadyszkę, przegrywając trzy poprzednie spotkania i zajmujmąc miejsce oznaczające spadek na koniec kampanii. Przewaga miejscowych była widoczna od pierwszego gwizdka arbitra, choć długo nie potrafili oni znaleźć sposobu na obronę beniaminka. Ten zaś spróbował to wykorzystać i w 22. minucie piłka wpadła nawet do bramki Alphonse Areoli. Bardzo długi rzut z autu wykonał Luis Hernandez, jednak jeden z napastników sfaulował francuskiego golkipera i utrudnił mu w sposób nieprzepisowy obronę tego zagrania. Cztery minuty później żadnych wątpliwości już nie było. Bruno Soriano potwierdził swoją doskonałą dyspozycję i przechwycił piłkę przed polem karnym Sportingu. Następnie zagrał do Soldado, a ten podał przed pustą bramkę do Cedrica Bakambu. Dalszego przebiegu zdarzeń można się domyślić – najlepszy snajper Villarrealu trafił do siatki. Faworyt prowadził, ale tak naprawdę była to jedyna dogodna okazja w pierwszych trzech kwadransach, poza nią nie potrafił stworzyć sobie innej. Jednak już 5 minut po zmianie stron było 2:0. Roberto Soldado zagrał piłkę w kierunku Bakambu, a nie najlepiej zachowali się defensorzy Sportingu, którzy tego zagrania nie przecięli. Napastnik gospodarzy przyjął, ustawił futbolówkę do strzału i posłał ją w kierunku dalszego słupka. Ivan Cuellar nie miał nic do powiedzenia. Od tego momentu miejscowi kontrolowali losy spotkania i nie forsowali tempa – nie było takiej potrzeby. Odpowiedzieć nie potrafili z kolei zawodnicy z Asturii, dla których była to kolejna porażka z rzędu. Pozytywów w grze podopiecznych Abelardo szukać trudno. A przecież w tym tygodniu czeka ich wyprawa na Bernabeu…

Składy:
Villarreal: Alphonse Areola – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Victor Ruiz, Adrian Marin – Jonathan dos Santos (78′ Tomas Pina), Manu Trigueros (66′ Samuel Garcia), Bruno Soriano, Denis Suarez – Roberto Soldado, Cedric Bakambu (71′ Leo Baptistao)

Sporting: Ivan Cuellar – Alberto Lora, Luis Hernandez, Bernardo Espinosa (39′ Jorge Mere), Isma Lopez (69′ Miguel Angel Guerrero) – Nacho Cases, Omar Mascarell – Carlos Carmona (64′ Jony Rodriguez), Alen Halilović, Alex Menendez – Antonio Sanabria

<hr />

Sociedad 2-0 Valencia

Gary Neville nie ma wymarzonego początku w Valencii. Jak do tej pory jego wyniki to pasmo remisów okraszonych porażkami i zwycięstwami w Pucharze. Niedzielni przeciwnicy Nietoperzy nie radzili sobie jednak lepiej, podopieczni Eusebio nie wygrali bowiem od czterech spotkań. W pierwszej połowie gospodarze powinni prowadzić po rajdzie Carlosa Martineza. Boczny obrońca Sociedad wypracował sytuację 3 na 2 pod polem karnym Los Che, lecz zamiast podawać zdecydował się na strzał, który prześlignął się po słupku. Valencia odpowiedziała równie groźnie po rzucie rożnym. Przedłużenie piłki głową przez jednego z kolegów pozwoliło znaleźć się Rodrigo w wybornej okazji, ale strzał z woleja skrzydłowego gości wylądował jedynie na poprzeczce. Druga odsłona spotkania także rozpoczęła się od mocnego uderzenia Sociedad. Tym razem na wyżyny umiejętności wspiąć musiał się Jaume, aby obronić silny strzał Pardo. W porównaniu do pierwszej połowy Valencia nie wystosowała żadnej odpowiedzi i nieco ponad dziesięć minut przed końcem gospodarze objęli prowadzenie. Futbolówkę na prawym skrzydle otrzymał Carlos Martinez, który nie zastanawiając się długo dośrodkował w pole karne. Jego zagranie dość szczęśliwie minęło obrońców i bramkarza, a na koniec odbiło się od Jonathasa, co pozwoliło na zmianę wyniku spotkania. Zaledwie trzy minuty później duet Martinez-Jonathas znów rozmontował obronę Valencii. Najpierw pierwszy z nich popisał się ciekawym dryblingiem, a następnie dośrokowaniem, po czym drugi celną główką podwyższył prowadzenie Sociedad. Takim oto sposobem gospodarze przerwali passę meczów bez wygranej. Z kolei Gary Neville nadal czeka na swój ligowy triumf.

Składy:
Sociedad: Geronimo Rulli – Yuri Berchiche, Inigo Martinez, Aritz Elustondo, Carlos Martinez – Markel Bergara, Ruben Pardo, Xabi Prieto – Bruma (90’ Joseba Zaldua), Jonathas (86’ Hector), Carlos Vela (75’ Mikel Oyarzabal)

Valencia: Jaume Domenech – Joao Cancelo (46’ Lucas Orban), Shkodran Mustafi, Aymen Abdennour, Antonio Barragan – Rodrigo de Paul, Enzo Perez (56’ Javi Fuego), Daniel Parejo, Santi Mina (70’ Alvaro Negredo) – Rodrigo Moreno, Paco Alcacer

<hr />

Eibar 2-1 Espanyol

Eibar ekipa pełna paradoksów. Zespół teoretycznie powinien grać obecnie w Segunda Division, a tymczasem po raz kolejny zaskakuje w rundzie jesiennej w elicie (tylko niech uważają na wiosnę). Rusznikarze utrzymują się cały czas w górnej połowie tabeli. Nieco gorzej wiedzie się Espanyolowi, który plasuje się – jak co roku w zasadzie – gdzieś w okolicach miejsca dziesiątego. Przyjście Constantina Galki ożywiło jednak kataloński klub, czego dowodem niech będzie choćby remis w derbach z Barceloną. Także podczas niedzielnej potyczki na Ipurua stworzyli niezłe widowisko, dopasowując się zresztą do rywala. To właśnie Eibar ukąsił po raz pierwszy, i to od razu bardzo boleśnie. W 15. minucie ze skrzydła zbiegł Takashi Inui, który kapitalnie zakręcił futbolówką, tak że trafiła ona w samo okienko bramki Pau Lopeza. Odpowiedź Los Pericos była jednak natychmiastowa. Już po siedmiu minutach mieliśmy remis, a to za sprawą Joana Jordana. Środkowy pomocnik zwiódł przed polem karnym defensora, a następnie lewą nogą uderzył w kierunku bramki. Piłka odbiła się jeszcze od interweniującego obrońcy gospodarzy i na tyle utrudniła interwencję Asierowi Riesgo, że była ona nieskuteczna. Do końca pierwszej części gry byliśmy świadkami jeszcze kilku niezłych okazji, najlepszą zmarnował Borja Baston, pudłując z kilku metrów. Mimo prób, wynik nie uległ zmianie. Po przerwie lepszy fragment mieli przyjezdni. O szczęściu mógł mówić Riesgo, ponieważ uderzenie z dystansu Hernana Pereza zatrzymało się na słupku. W odpowiedzi Sergi Enrich powtórzył wyczyn Bastona z pierwszych 45 minut i z bliskiej odległości chybił dość znacznie. Eibar przeprowadził w końcu jednak akcję na wagę trzech oczek. W 73. minucie Javi Lopez podciął Inuiego. Akcja miała miejsce w szesnastce, zatem Jaime Latre podyktował rzut karny, a tego na gola pewnie zamienił Baston. Ten sam zawodnik miał jeszcze szansę, żeby dobić przeciwnika, ale tym razem w pojedynku indywidualnym lepszy okazał się golkiper Espanyolu. Gospodarze i tak sięgnęli po trzy oczka, dzięki którym zajmują obecnie szóstą lokatę.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Aleksandar Pantić, Ivan Ramis, Antonio Luna – Keko, Gonzalo Escalante (66′ Adrian Gonzalez), Dani Garcia, Takashi Inui – Sergi Enrich (77′ Simone Verdi), Borja Baston (90′ Saul Berjon)

Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Antonio Raillo, Enzo Roco, Victor Alvarez – Papakouli Diop, Joan Jordan – Hernan Perez, Marco Asensio, Gerard Moreno (69′ Abraham) – Felipe Caicedo

<hr />

Las Palmas 1-1 Malaga

Beniaminek z Wysp Kanaryjskich w ostatnich dwóch występach pokazał się z całkiem dobrej strony. Mecz domowy budziłby większe nadzieje, lecz niedzielny rywal Las Palmas wygrał cztery poprzednie spotkania. Malaga zamierzała kontynuować swoją serię. To właśnie goście jako pierwsi mieli naprawdę dogodną sytuację do otwarcia wyniku. Tuż przed polem karnym rzut wolny wykonywał Recio. Uderzył silnie, lecz mało precyzyjnie i Javi Varas zdołał obronić strzał. Jeszcze w pierwszej połowie przebłysk geniuszu Jonathana Viery mógł dać z kolei prowadzenie gospodarzom, ale Sergio Araujo jak zwykle nie grzeszył skutecznością. Druga połowa rozpoczęła się od niezwykle niebezpiecznych uderzeń z obu stron. Najpierw z dystansu nieznacznie pomylił się Tana, a potem po strzale głową minimalnie chybił Santa Cruz. Co ciekawe, obaj zawodnicy z czasem dopracowali celność. Pierwszy był Tana, który zdobył gola w 51. minucie. Podprowadził futbolówkę do szesnastki, wymienił podanie z Araujo i przymierzył zza pola karnego. Carlos Kameni spóźnił się z reakcją i gospodarze objęli prowadzenie. Nieco później mogło być już 2:0, znakomitą sytuację miał Jonathan Viera, lecz tym razem bramkarz Malagi był już na posterunku. Jak wiadomo, niewykorzystane okazje lubią się mścić. Po wydawałoby się niegroźnym ataku i dwójkowej akcji Copa z Santa Cruzem, Paragwajczyk zdobył jednak bramkę, pakując futbolówkę do siatki z bliskiej odległości. Ta niefrasobliwość w obronie kosztowała gospodarzy utratę prowadzenia i ostatecznie doprowadziła do podziału punktów w stosunkowo wyrównanym spotkaniu.

Składy:
Las Palmas: Javi Varas – Dani Castellano, Aythami, Javier Garrido, David Simon – Vicente Gomez, Roque Mesa – Jonathan Viera, Tana (80’ Willian Jose), Nabil El Zhar (83’ Juan Carlos Valeron) – Sergio Araujo (69’ Mubarak Wakaso)

Malaga: Carlos Kameni – Arthur Boka, Weligton, Raul Albentosa, Roberto Rosales – Gonzalo Castro (75’ Pablo Fornals), Ignacio Camacho, Recio, Juanpi (57’ Duda) – Duje Cop (86’ Javi Ontiveros), Roque Santa Cruz

<hr />

Celta 0-2 Atletico

Rozegranie spotkania na Balaidos stało pod wielkim znakiem zapytania, ponieważ parę dni wcześniej zalało stadion w Vigo i nie wiadomo było, czy w takich trudnych warunkach piłkarze będą w stanie biegać po boisku. Murawę udało się jednak doprowadzić do odpowiedniego stanu i ostatecznie gracze Celty i Atletico mogli wyjść na murawę. Goście znali wynik Barcelony i wiedzieli, że muszą wygrać, aby zachować pozycję lidera na koniec rundy jesiennej. Strzelanie bramek szło im jednak opornie. Pierwszą groźną sytuację stworzyli sobie miejscowi, kiedy po centrze Aspasa uderzał głową Radoja, ale minimalnie spudłował. Po pół godziny gry na odpowiedź zebrali się podopieczni Simeone. Rozegrali akcję na jeden kontakt, którą zakończył strzałem Antoine Griezmann, ale piłka poszybowała nad poprzeczką. Do przerwy było 0:0, ale wszyscy wiedzieli, w jaki sposób Atletico ostatnio rozwiązuje problemy – strzela gola w samej końcówce. Tym razem kibice Los Colchoneros nie musieli czekać aż tak długo. W 48. minucie dwójkową akcję rozegrali Griezmann z Vietto. Asystował ten drugi, a Francuzowi pozostało jedynie wbić piłkę do pustej bramki. Następnie Diego Simeone zdecydował zmienić Augusto Fernandeza – nowego zawodnika Atletico, który jeszcze parę tygodni temu bronił barw… Celty. Za środkowego pomocnika wszedł Yannick Ferreira-Carrasco. To właśnie Belg przypieczętował wygraną swojej drużyny w 80. minucie. Po wykopie Oblaka nieudolnie wybijał futbolówkę głową Cabral, ponieważ posłał ją wprost pod nogi byłego gracza Monaco. Ten wbiegł z piłką w pole karne, ograł dwóch defensorów i zakończył akcję strzałem do bramki. Lider tabeli wygrywa 2:0 i zostaje mistrzem jesieni, choć Barcelona nie rozegrała w tej rundzie meczu ze Sportingiem, a ma tylko dwa punkty straty…

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Hugo Mallo, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Jonny – Nemanja Radoja (74′ John Guidetti), Pablo Hernandez (80′ Borja Fernandez) – Daniel Wass, Fabian Orellana, Theo Bongonda (86′ Josep Sene) – Iago Aspas

Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Jose Maria Gimenez, Diego Godin, Filipe Luis – Saul Niguez, Gabi, Augusto Fernandez (54′ Yannick Ferreira-Carrasco), Koke – Luciano Vietto (76′ Jackson Martinez), Antoine Griezmann (83′ Jesus Gamez)

<hr />

best_11_19kolejka

klasyfikacje_19kolejka

Terminarz 20. kolejki (16-18.01.2016):
Sobota, 16.01:
Sevilla – Malaga (godzina 16)
Celta – Levante (18:15)
Villarreal – Betis (20:30)
Sociedad – Deportivo (22:05)
Niedziela, 17.01:
Valencia – Rayo (12)
Real – Sporting (16)
Getafe – Espanyol (18:15)
Las Palmas – Atletico (18:15)
Barcelona – Athletic (20:30)
Poniedziałek, 18.01:
Eibar – Granada (20:30)

Autorzy: