La Liga gra: Wielki powrót hiszpańskiej piłki

messi_munir_n-672xXx80

18 maja roku bieżącego. To dzień, w którym rozstaliśmy się z Primera Division. Nie była to jednak rozłąka na stałe, lecz zwykła coroczna przerwa wakacyjna. W tym roku było nam łatwiej, ponieważ jako przerywnik posłużył nam brazylijski mundial. Mimo tego, i tak pewnie duża rzesza fanów czekała na pierwszy gwizdek na hiszpańskich boiskach. Czekała i się doczekała. W ten weekend ruszyły zmagania La Liga 2014/2015. Także my rozpoczynamy kolejną kampanię, tworząc cotygodniowe podsumowanie rundy. Nowy sezon przynosi ze sobą kilka zmian, jeśli chodzi o samą strukturę. Dla stałych czytelników tego cyklu będą one widoczne gołym okiem, a dla nowych, mamy nadzieję, wspaniałą zachętą do bycia z nami co tydzień. Jednocześnie chcielibyśmy zaznaczyć, że nie wszystkich “udoskonaleń” będziecie świadkami już dzisiaj, ale będą one wprowadzone najszybciej, jak będzie to możliwe. Nie przedłużajmy, przejdźmy do konkretów!

Na sam początek La Liga zaserwowała nam ciekawy pojedynek między dwoma drużynami aspirującymi do gry w europejskich pucharach. Na Ramon Sanchez Pizjuan mierzyły się ekipy Sevilli i Valencii. Doszło także do pierwszych małych derbów Kraju Basków, w których debiutant w najwyższej klasie rozgrywkowej, Eibar, mierzył się z Realem Sociedad. Do lokalnego pojedynku doszło także w Walencji, gdzie Levante podejmowało Villarreal, a także w Madrycie. W dzielnicy Vallecas gospodarze z Rayo mierzyli się z Atletico. Dwaj inni wielcy faworyci ligi, Barcelona i Real, mieli zdecydowanie łatwiejsze zadanie – na własnych stadionach grali z odpowiednio Elche oraz Cordobą.

Mecze 1. kolejki:Malaga AthleticPremierowe spotkanie rozgrywane było na La Rosaleda, a mierzyły się w nim Malaga oraz Athletic Bilbao. Baskowie, uwiązani także w bój o Ligę Mistrzów, stanęli przed niełatwym zadaniem – pogodzeniu tych dwóch rozgrywek. Pierwsze minuty meczu nie zwiastowały jednak problemów - Los Leones utrzymywali się przy piłce, choć nie przekładało się to na ilość sytuacji podbramkowych. Po kwadransie gry pojedynek z Carlosem Kamenim przegrał Aritz Aduriz. Z biegiem czasu odważniej prezentowali się z kolei Andaluzyjczycy. Najpierw niecelnie uderzali Juanmi i Horta, a w 34. minucie w obrębie pola karnego sfaulowany został Roque Santa Cruz. Do jedenastki podszedł Luis Alberto. Jego strzał odbił Gorka Iraizoz, ale przy dobitce byłego gracza Barcelony i Liverpoolu był bezradny. Druga część to natomiast pełna dominacja Athleticu. Do remisu próbowali doprowadzić Markel Susaeta i Mikel Rico, ale ich strzały minęły bramkę Kameniego. Zadanie Baskom próbowali ułatwiać ich rywale, bowiem kończyli oni spotkanie w dziewiątkę! Najpierw w bezsensowny sposób sprowokować się dał doświadczony Duda (po ledwie kwadransie na boisku), a potem brzydkiego faulu od tyłu dopuścił się Antunes. W doliczonym czasie gry rozpoczął się koncert sędziego. Mateu Lahoz najpierw nie uznał prawidłowego gola Iraizoza, a potem nie podyktował ewidentnego rzutu karnego. Mecz zakończył się zatem minimalną wiktorią Malagi. Athletic tymczasem przystąpi w środę do rewanżowego spotkania z Napoli, którego zwycięzca zagra w fazie grupowej Ligi Mistrzów.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Sergio Sanchez, Weligton, Vitorino Antunes – Ignacio Camacho, Sergi Darder (84′ Recio), Luis Alberto (73′ Duda), Ricardo Horta, Juanmi (64′ Samuel Garcia) – Roque Santa Cruz

Athletic: Gorka Iraizoz – Andoni Iraola, Carlos Gurpegi (60′ Mikel San Jose), Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Ander Iturraspe, Mikel Rico, Benat Etxebarria (46′ Ibai Gomez) – Markel Susaeta (82′ Guillermo Fernandez), Aritz Aduriz, Iker Muniain

 

Granada Deportivo Poprawione
Beniaminek z La Coruna inaugurował sezon na Nuevo Los Carmenes, gdzie podejmował gospodarzy – Granadę. I to właśnie on jako pierwszy stworzył sobie dogodną sytuację, która, jak się okazało, zamieniła się w gola. Zaczęło się od rajdu Luisa Fariny, którego strzał został zablokowany, ale w porę na miejscu znalazł się Ivan Cavaleiro, który płaskim uderzeniem pokonał Dimitrievskiego. Macedończyk pomógł portugalskiemu prawoskrzydłowemu, gdyż piłka była w jego zasięgu, lecz wymknęła mu się z rąk. Granada w pierwszej połowie nie potrafiła odpowiedzieć gościom poza próbą rozpaczy El Arabiego. Za to po przerwie sytuacja na boisku uległa zmianie. Miejscowi zaczęli kontrolować przebieg spotkania. Początkowo niecelnie próbował Ortuno, ale już w 55. minucie Babin zagrał długą piłkę właśnie do niego, ten klatką piersiową odegrał futbolówkę Rochinie, który wbiegał z głębi pola, a ten posłał ją z lewej nogi w sam róg bramki Luxa. To trafienie uskrzydliło byłego zawodnika Barcelony, ale to nie on został bohaterem. W 77. minucie rzut wolny z dalekiej odległości wykonywał Fran Rico. Dośrodkował bardzo precyzyjnie na około 5. metr, a w powietrzu najlepszy okazał się Jean-Sylvain Babin, który świetny występ ukoronował golem na wagę trzech oczek dla Granady. Punkty zostały w Andaluzji.

Składy:
Granada: Stoje Dimitrievski – Allan Nyom, Jean-Sylvain Babin, Jeison Murillo, Abdoul Sissoko – Fran Rico, Hector Yuste (46′ Manuel Iturra), Ruben Rochina (82′ Dimitri Foulquier), Juan Carlos (46′ Alfredo Ortuno) – Darwin Machis, Youssef El Arabi

Deportivo: German Lux – Laure, Alberto Lopo, Pablo Insua, Roberto Canella – Jose Rodriguez (85′ Alex Bergantinos), Juan Dominguez – Ivan Cavaleiro, Luis Farina, Luisinho (59′ Haris Mendunjanin) – Toche (67′ Isaac Cuenca)

 

Sevilla Valencia

W pierwszej kolejce spotkały się ze sobą dwa zespoły, które przez kibiców typowane są do walki o czwartą pozycję w ligowej tabeli. Mimo dobrego początku, zawodnicy Nietoperzy zdawali się z minuty na minutę dopasowywać do poziomu Sevilli, która rozgrywała bardzo słabe spotkanie. Dodatkowo Andaluzyjczycy już w 18 minucie stracili bramkarza. Beto bez kontaktu z przeciwnikiem nabawił się poważnej kontuzji i został zmieniony przez Mariano Barbosę. Mimo sennego tempa na uwagę zasługują sytuacje stworzone przez Valencię, w tym chyba najlepsza okazja Paco Alcacera, po którego strzale piłka dwukrotnie obiła słupek. Mimo przewagi przyjezdnych, to Sevilla wychodzi na prowadzienie w 44. minucie za sprawą duetu Bacca-Vidal. Aktywny od kilku minut Bacca, przedzierając się środkiem, podał na prawą stronę do Vidala, który na raty pokonał Diego Alvesa. Druga część meczu obfitowała w zaciętą walkę toczącą się w środku pola. Efektem tego była bezmyślna czerwona kartka Rodrigo De Paula (dodajmy, że otrzymał ją w swoim ligowym debiucie, minutę po wejściu na boisko, za uderzenie przeciwnika łokciem). Mimo to w końcówce meczu po szybkim rozegraniu rzutu rożnego piłka szczęśliwie trafia pod nogi Lucasa Orbana który ustala wynik meczu na 1:1.

Składy:
Sevilla: Beto (18′ Mariano Barbosa) – Fernando Navarro, Daniel Carrico, Nicolas Pareja, Coke – Grzegorz Krychowiak, Vicente Iborra (80′ Luismi) – Vitolo, Denis Suarez, Aleix Vidal (70′ Ever Banega) – Carlos Bacca

Valencia: Diego Alves- Antonio Barragan, Ruben Vezo, Nicolas Otamendi, Jose Gaya – Daniel Parejo, Javi Fuego – Rodrigo, Andre Gomes (83′ Lucas Orban), Pablo Piatti (56′ Sofiane Feghouli) – Paco Alcacer (66′ Rodrigo De Paul)

 

Almeria Espanyol

Na Estadio de los Juegos Mediterráneos kolejny zespół z Andaluzji – Almeria – podejmował Los Pericos. Papużki nie miały jednak powodów do radości, bo spotkanie nie układało się po ich myśli. Pierwsze próby oddali Soriano i Zongo, ale pierwszy z nich minął się z bramką, a drugiego powstrzymał Kiko Casilla. Bramkarz gości zdecydowanie był najjaśniejszym punktem Espanyolu. W 18. minucie obrońca przyjezdnych – Arbilla – otrzymał żółtą kartkę za przepychanki w polu karnym z Trujillo przy wykonywaniu rzutu rożnego. Kwadrans później prawy obrońca gości otrzymał drugi kartonik za faul taktyczny na Edgarze, który lewą flanką przeprowadzał kontratak. Po tym zdarzeniu znacznie uaktywnił się Fernando Soriano, ale do przerwy piłka nie zatrzepotała w siatce. Natomiast początek drugiej części zapowiadał wysoki wynik dla Almerii. Genialną akcję lewym skrzydłem ponownie przeprowadził Edgar Mendez, który zaczynał ją jeszcze z własnej połowy. Po drodze ograł dwóch rywali, ściął do środka, ominął kolejną parę obrońców, wyłożył piłkę na tacy Soriano, a ten wpisał się na listę strzelców. Futbolówka odbiła się jeszcze od słupka, zanim wpadła do siatki. W 59. minucie miała miejsce kuriozalna sytuacja, ponieważ na połowie gospodarzy zgasły reflektory i arbiter Hernandez przerwał spotkanie, które zostało wznowione dopiero po nieco ponad 10 minutach. Wymuszona przerwa wyraźnie zniechęciła zawodników do gry, a rozkręciła się dopiero w doliczonym czasie, którego sędzia dołożył 12 minut. Owy tuzin minut upłynął, a arbiter nie decydował się wysłać zawodników do szatni. Kończyło się już kolejne 60 sekund meczu i wtedy zdarzył się cud. Victor Sanchez posłał długą piłkę do Sergio Garcii, ten ją przyjął, i stojąc plecami do bramki zdecydował się na strzał z obrotem. Można powiedzieć, że futbolówka toczyła się do Rubena, ale ten nie mógł jej sięgnąć i w konsekwencji wpadła ona do siatki, dając jednocześnie cenne jedno oczko Espanyolowi, który od 33. minuty grał w dziesiątkę.

Składy:
Almeria: Ruben Martinez – Michel Macedo, Mauro Dos Santos, Angel Trujillo, Sebastian Dubarbier – Verza, Thomas Partey – Edgar Mendez (90′+11′ Corona), Fernando Soriano (75′ Teerasil Dangda), Jonathan Zongo – Tommer Hemed (89′ Thievy)

Espanyol: Kiko Casilla – Anaitz Arbilla, Diego Colotto, Alvaro Gonzalez, Victor Alvarez – Victor Sanchez, David Lopez – Paco Montanes (79′ Abraham), Sergio Garcia, Salva Sevilla (57′ Christian Stuani) – Felipe Caicedo (46′ Javi Lopez)

 

Eibar Sociedad
Debiutant w Primera Division kontra zespół występujący z europejskich pucharach – tak zapowiadano te pierwsze w tym sezonie derby Kraju Basków. Faworyt był jasny, choć dyspozycja RSSS jest daleka od ideału. Fakt ten jakby wyczuli ich przeciwnicy, którzy bez niepotrzebnej tremy od początku prezentowali się znacznie lepiej. Przekładało się to na liczbę stworzonych okazji. Raul Navas i Angel Rodriguez nieznacznie się pomylili, a próby Javiego Lary i znanego z polskich boisk, Mikela Arruabarreny, obronił, choć z wielkimi kłopotami, Enaut Zubikarai. Txuri-Urdin byli w stanie odpowiedzieć tylko fatalnym kiksem Carlosa Martineza, który mógł zachować się w tej sytuacji dużo dojrzalej. Przewaga gospodarzy została udokumentowana tuż przed przerwą. Z rzutu wolnego, wykonywanego spod linii bocznej szesnastki, uderzył Javi Lara, czym całkowicie zmylił Zubikaraia. Trzeba jednak zganić portero Sociedad, ponieważ takich strzałów puszczać nie wolno. W drugiej części inicjatywę przejęli podopieczni Jagoby Arrasate. W dogodnych pozycjach pudłowali zarówno Imanol Agirretxe, Inigo Martinez, jak i wprowadzony Carlos Vela. Niekorzystnego biegu wydarzeń nie zmienił również Chory Castro, którego atomowe uderzenie w doliczonym czasie gry pewnie wyłapał Xabi Irureta. W efekcie Eibar już w pierwszym swoim meczu w La Liga zdobywa komplet oczek, dzięki czemu sprawia bardzo dużą niespodziankę. Jednocześnie potwierdza, że wąska i niezbyt mocna na papierze drużyna nie oznacza, że ekipę tę można lekceważyć.

Składy:
Eibar: Xabi Irureta – Eneko Boveda, Raul Albentosa, Raul Navas, Abraham – Ander Capa (90+3′ Federico Piovaccari), Jon Errasti, Dani Garcia, Javi Lara (86′ Lillo Castellano) – Mikel Arruabarrena, Angel Rodriguez (66′ Manu Del Moral)

Sociedad: Enaut Zubikarai – Carlos Martinez (76′ Joseba Zaldua), Gorka Elustondo, Inigo Martinez, Yuri Berchiche (71′ Gonzalo Castro) – Markel Bergara, David Zurutuza (62′ Carlos Vela), Esteban Granero, Sergio Canales, Xabi Prieto – Imanol Agirretxe

 

Barcelona Elche

Z wielkimi nadziejami przystępują do nowej kampanii fani Barcelony. Pod wodzą Luisa Enrique zespół ma wrócić do stylu gry, którym piłkarze czarowali podczas pracy Pepa Guardioli. Początek Lucho miał nieco utrudniony, ponieważ musiał radzić sobie bez kilku ważnych piłkarzy. Głównie dlatego szansę gry dostał młody Munir. Ledwo spotkanie się rozpoczęło, a już byliśmy świadkami niecodziennego zdarzenia. Na Camp Nou zawitał czarny kot, który, według zabobonów, nie przynosi zbyt wiele szczęścia. Zabawa z przybyszem trwała prawie 2 minuty, po których wystartowało prawdziwe widowisko. Blaugrana nie potrafiła jednak z łatwością przedrzeć się pod bramkę rywala, jak przewidywano przed potyczką. Dopiero w 22. minucie przeprowadziła pierwszą groźną sytuację. Debiutant Munir trafił w poprzeczkę. Od tego momentu Katalończycy dokręcali śrubę i wydawało się, że kwestią czasu jest, kiedy padnie w końcu premierowy gol. Bliski tej sztuki był Andres Iniesta, ale jego strzał także wylądował na poprzeczce. Dopiero w 42. minucie po szybkim odbiorze piłki, Leo Messi pomknął z nią w kierunku posterunku Przemka Tytonia i precyzyjnym strzałem nie dał mu żadnych szans. Chwilę później z boiska wyleciał Javier Mascherano, który musiał ratować zespół po dużym błędzie Sergio Busquetsa. Po przerwie nie minęła minuta i było już 2:0. Genialne prostopadłe podanie wykonał Ivan Rakitić. Do futbolówki dopadł Munir, który nie miał problemów w pojedynku sam na sam z polskim bramkarzem. Barca kontrolowała bieg wydarzeń, dzięki czemu nie pozwalała rywalowi rozwinąć skrzydeł, a sama zdobyła jeszcze jedną bramkę. Po raz kolejny bardzo mierzonym uderzeniem popisał się Leo Messi – najlepszy na boisku piłkarz. Duma Katalonii wykonała plan w stu procentach – zgarnęła pewne trzy oczka.

Składy:
Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves, Javier Mascherano, Jeremy Mathieu, Jordi Alba – Sergio Busquets, Ivan Rakitić, Andres Iniesta (78′ Sergi Roberto) – Rafinha (46′ Marc Bartra), Leo Messi, Munir El Haddadi (67′ Pedro)

Elche: Przemysław Tytoń – Damian Suarez, David Lomban, Sergio Pelegrin, Edu Albacar – Jose Angel (54′ Alvaro Gimenez), Pedro Mosquera, Mario Pasalić (81′ Adrian Gonzalez), Coro (66′ Feycal Fajr), Garry Rodrigues – Jonathas

 

Celta Getafe
Osłabieni brakiem przede wszystkim Luisa Enrique oraz Rafinhii przystępują do nowego sezonu piłkarze Celty Vigo. Ich pierwszym oponentem było podmadryckie Getafe. Początek spotkania był bardzo wyrównany. Obie ekipy dążyły do otwarcia worka z bramkami. Jednak i pod bramką Guaity, i pod bramką Alvareza brakowało skuteczności. Zmieniło się to 20. minucie, kiedy po zgraniu Larriveya sprytnie zachował się Nolito i posłał piłkę obok źle ustawionego golkipera gości. Do końca pierwszych 45 minut gry nie działo się już nic godnego odnotowania. W 50. minucie kapitalną okazję miał Alex Lopez, ale pomocnik gospodarzy uderzył z bliskiej odległości ponad bramką. 6 minut później zza pola karnego w długi róg celnie przymierzył Fabian Orellana. Gdy wydawało się, że Celta ma już mecz pod kontrolą, niespodziewanie trafienie kontaktowe zaliczyli goście. Sergio Alvareza po udanym szybkim ataku pokonał Sammir. Niedługo potem Celta ponownie zyskała dwubramkowe prowadzenie. Prostopadłe podanie do Larriveya posłał Nolito, a Argentyńczyk ze spokojem ustalił wynik meczu. Piłkarze z Vigo udanie rozpoczęli zatem sezon, potwierdzając, że dobra postawa w zeszłym roku to nie tylko zasługa duetu Enrique - Rafinha.

Składy:
Celta: Sergio Alvarez – Jonny, Gustavo Cabral, Andreu Fontas, Carles Planas – Borja Oubina (87′ Nemanja Radoja), Alex Lopez (69′ Augusto Fernandez), Michael Krohn-Dehli – Fabian Orellana, Joaquin Larrivey (90′ Charles), Nolito

Getafe: Vicente Guaita – Juan Valera, Rafa, Alexis (46′ Carlos Vigaray), Roberto Lago – Juan Rodriguez (63′ Fredy Hinestroza), Diego Castro, Sammir, Pablo Sarabia (63′ Michel), Angel Lafita – Alvaro Vazquez

 

Levante Villarreal
Niedzielny dzień zamykały derby rejonu walenckiego. Lepiej w mecz weszli goście, aspirujący do gry w europejskich pucharach. Bardzo aktywny był Giovani, ale w parze z jego ruchliwością nie szła precyzja. Celownik Meksykanina był wyjątkowo mocno rozregulowany, ponieważ z trzech sytuacji, które miał w pierwszej połowie, mógł wykorzystać spokojnie co najmniej dwie. Zespół Levante był za to z przodu kompletnie niewidoczny, przez co nie mógł zagrozić bramce Sergio Asenjo. Do przerwy goli nie oglądaliśmy. Jednak w drugiej części trafień się w końcu doczekaliśmy. W 56. minucie do siatki, po ładnej zespołowej akcji i błędzie obrońcy, pewnie trafił Ikechukwu Uche. Kwadrans później mogło być już po meczu, ale uderzenie Moi Gomeza w ostatniej chwili zablokował najlepszy defensor Granotas – Nikos Karabelas. Co nie udało się w 70. minucie, stało się 5 minut przed końcem meczu. Akcję rozpoczął Espinosa, podał na skrzydło do Gomeza, a ten odegrał do Czeryszewa. Rosjanin musiał tylko dołożyć nogę, z czym nie miał problemów. Bramka ta zakończyła tak naprawdę emocje w tym pojedynku. Co prawda w końcówce Rafael Martins trafił jeszcze w słupek, ale gospodarze byli już pogodzeni z porażką. Żółta łódź podwodna z kolei świetnie rozpoczęła sezon. Po wygranej w pierwszym meczu ostatniej fazy eliminacyjnej Ligi Europy, zdołała zwyciężyć także w inauguracyjnej kolejce ligowej. A za tydzień potyczka na własnym obiekcie z Barceloną…

Składy:
Levante: Jesus Fernandez – Pedro Lopez, David Navarro, Issam El Adoua, Nikos Karabelas – Simao Mate, Victor Camarasa (63′ Ruben Garcia), Jordi Xumetra, Andreas Ivanschitz (57′ Victor Perez) – Victor Casadesus, David Barral (72′ Rafael Martins)

Villarreal: Sergio Asenjo – Antonio Rukavina, Gabriel Paulista, Victor Ruiz, Jaume Costa – Ruben Cani (63′ Javi Espinosa), Manu Trigueros, Bruno Soriano, Denis Czeryszew – Giovani dos Santos (80′ Luciano Vietto), Ikechukwu Uche (69′ Moi Gomez)

 

RealCordoba
W Madrycie trzecia ekipa poprzedniego sezonu i mistrz Europy – Real Madryt – podejmował beniaminka z Cordoby. Od początku przewagę mieli gospodarze, ale strzały nie były celne. Próbował Bale z rzutu wolnego; chwilę później swoją szansę miał Modrić, ale obaj nie potrafili oddać uderzenia w światło bramki. Cordoba od czasu do czasu potrafiła stanowić zagrożenie dla Casillasa, ale poziom skuteczności był podobny do tego, który prezentowali rywale, a najlepszą okazję miał Havenaar, który minimalnie minął się z prawym słupkiem bramki Casillasa. Trzy grosze dorzucił również mało widoczny Cristiano, ale on z kolei został zatrzymany przez Juana Carlosa, który rozgrywał dobry mecz. Męczarnie Królewskich zakończył w 30. minucie Karim Benzema, który celnym strzałem z głowy wykończył doskonałą wrzutkę Kroosa z rzutu rożnego. To odbolokowało psychicznie Real, ale przed przerwą nie udało się podwyższyć prowadzenia. Mało tego, w 44. minucie Havenaar był bliski powtórzenia wyczynu francuskiego snajpera Blancos, ale jego główka okazała się minimalnie niecelna. Druga połowa zaczęła się od akcji Rydera, lecz jego uderzenie okazało się zbyt słabe. Real wyglądał na osłabiony, wiele rzeczy nie wychodziło podopiecznym Ancelottiego. Do tego, głównie za sprawą Ramosa, dopuszczali do kilku dobrych okazji dla Cordoby. Wygraną miejscowych mógł przypieczętować James po godzinie gry, ale ze skraju pola bramkowego trafił w Juana Carlosa. Dziesięć minut później Xisco zdobył gola dla gości, dobijając próbę Fidela, ale sędzia słusznie nie uznał bramki, ponieważ Hiszpan był na spalonym. Arbiter podobnie uczynił przy trafieniu Ronaldo chwilę potem i również była to odpowiednia decyzja. Portugalczyk nie złożył jednak broni i w 90. minucie ustalił wynik konfrontacji na 2:0 po genialnym strzale z około 25 metrów. Można powiedzieć, że dla gospodarzy wynik był lepszy niż gra.

Składy:
Real: Iker Casillas – Alvaro Arbeloa (73′Daniel Carvajal), Pepe, Sergio Ramos, Marcelo – Luka Modrić, Toni Kroos, James Rodriguez (72′ Isco) – Gareth Bale, Karim Benzema (76′ Sami Khedira), Cristiano Ronaldo

Cordoba: Juan Carlos – Adrian Gunino, Inigo Lopez, Aleksandar Pantic, Jose Angel Crespo – Aritz Lopez Garai, Fausto Rossi – Ryder Matos (62′ Fidel), Lopez Silva, Daniel Pinillos (46′ Fede Cartabia) – Mike Havenaar (67′ Xisco)

 

Rayo Atletico

Na zakończenie 1. kolejki zagrał mistrz Hiszpanii, który wybrał się na przedmieścia Madrytu, a konkretnie na Estadio de Vallecas – obiekt Rayo. Goście grali trzy dni po wygranym meczu z Realem o Superpuchar Hiszpanii i było widać, że mają w nogach to spotkanie. Mimo to stwarzali sobie sytuacje i to bardzo dogodne. Pierwszą z nich zmarnował Mario Mandżukić, który otrzymał świetne podanie od Ansaldiego, lecz ledwie dosięgnął piłkę wślizgiem i w konsekwencji trafił w boczną siatkę. W 27. minucie Jimenez wykorzystał błąd defensywy Rayo, przytomnie odegrał piłkę na prawą stronę, gdzie wbiegał Mandżukić. Chorwat miał przed sobą tylko Alvareza, dużo czasu i przestrzeni, ale mimo to trafił wprost w bramkarza. Były gracz Bayernu trafił w derbowej potyczce, ale miał wielki problem, by zmusić do kapitulacji byłego golkipera Espanyolu. Rayo zaczęło się dopiero odgryzać po przerwie, a najlepszy był Aquino, który zaczął ogrywać świetnie dysponowanego przed przerwą Ansaldiego. Sporo ożywienia w szeregi miejscowych wniósł Manucho, który pojawił się na murawie z ławki. Miranda dzielił i rządził w defensywie, ale byłemu snajperowi Realu Valladolid udało się kilka razy urwać i sprawdzić Moyę, który mimo mniejszej ilości okazji do bronienia od Alvareza był bezbłędny. Paco Jemez może żałować, że tak późno wpuścił reprezentanta Angoli, bo może gdyby grał od pierwszej minuty, udałoby mu się wpisać na listę strzelców. A tak mistrz Hiszpanii zagrał bez blasku i nie stanowił wielkiego zagrożenia dla Rayo. Za to gospodarze zdobywają bardzo cenne oczko na samym początku sezonu, zdobywając je jak najbardziej zasłużenie.

Składy:
Rayo: Cristian Alvarez – Quini, Ze Castro, Abdoulaye Ba, Tito – Raul Baena, Roberto Trashorras – Javier Aquino, Alberto Bueno, Gael Kakuta – Jonathan Pereira (55′ Manucho)

Atletico: Miguel Moya – Juanfran, Miranda, Diego Godin, Cristian Ansaldi – Antoine Griezmann (84′ Cristian Rodriguez), Gabi, Mario Suarez, Koke – Mario Mandżukić (75′ Hector Hernandez), Raul Jimenez (62′ Saul Niguez)

 

Statystyki 1. kolejki:
- Padło 20 goli: 8 prawą nogą (40%), 9 lewą nogą (45%), 2 główką (10%) i 1 inną częścią ciała (5%)
- Pokazano 45 żółtych i 5 czerwonych kartek
- Mecze oglądało 274,5 tysiąca widzów (27450 na mecz)

Mecz kolejki: Granada – Deportivo

Jedenastka kolejki (numer przy graczu oznacza liczbę jego powołań do jedenastki Bloga):

11 pierwszej kolejki

Piłkarz kolejki: Leo Messi (Barcelona)
Takiego Messiego oglądać trzeba. Bardzo dobry mecz w wykonaniu Argentyńczyka w ofensywie, gdzie był najgroźniejszym punktem zespołu. To głównie dzięki jego postawie kibice nie musieli drżeć o wynik. W oczy rzuciła się także aktywność Atomowej Pchły w obronie, czyli coś, co w jego zachowaniu nie jest bardzo powszechne. Czyżby wracał stary dobry Leo?

Cienias kolejki: Rodrigo De Paul (Valencia)
Argentyńczyk był wymieniany w gronie młodych piłkarzy, którzy w tym sezonie powinni nas najbardziej zaskoczyć, a tymczasem piłkarz Nietoperzy zostanie zapamiętany na razie ze swojego beznadziejnego zachowania w swoim debiucie. Minutę po wejściu na boisko w pojedynku bark w bark uderzył w twarz Aleixa Vidala, przez co sędzia słusznie wyrzucił go z boiska.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Munir El Haddadi (Barcelona)
Posiadający marokańskie korzenie piłkarz debiutował w barwach Blaugrany w rozgrywkach ligowych, ale zupełnie nie było tego widać na boisku. Świetnie usposobiony, przebojowy, odważny – wyglądało to tak, jakby grał tu od dawna. Tymczasem on skorzystał na niedyspozycji swoich starszych kolegów i dzięki temu wskoczył do składu. A sposób, w jaki zdobył gola, znamionuje jego wielki talent. Kto wie, być może rośnie nam nowy gwiazdor klubu z Camp Nou.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Mateu Lahoz (sędzia spotkania Malaga – Athletic)
To nie był ewidentnie jego dzień. Kiedy było 1:0 dla gospodarzy, a na zegarze wybił doliczony czas gry, Baskowie wykonywali stały fragment gry. Dośrodkowaną piłkę do bramki wpakował świetną główką… bramkarze, Gorka Iraizoz. Ale gol nie został uznany. Dlaczego? To wie tylko pan Mateu. Nie było mowy o spalonym, faulu również ciężko się dopatrzeć. Jakby tego było mało, chwilę później goście nie otrzymali pewnej, wydawało się, jedenastki. To wszystko sprawiło, że Athletic stracił trzy oczka.

Gol kolejki: Javi Lara (Eibar) w meczu z Sociedad
Pierwszy historyczny mecz klubu w Primera Division i od razu derby Kraju Basków z mocnym Realem Sociedad. Boczny pomocnik ekipy gospodarzy ustawia sobie piłkę przy linii bocznej pola karnego, by wykonać rzut wolny. Ku zdziwieniu wszystkich, a przede wszystkim golkipera rywali, kieruje ją bezpośrednio na bramkę i zdobywa jedynego, jak się potem okazuje, gola w spotkaniu.

Pudło kolejki: Mario Mandżukić (Atletico) w meczu z Rayo
Mieliśmy ciężki wybór pomiędzy Giovanim z Villarrealu a właśnie Chorwatem z Atletico. Obaj spartaczyli kilka dobrych okazji, ale wybór padł na byłego snajpera Bayernu, który otrzymał doskonałe podanie od Raula Jimeneza i będąc na wprost Alvareza, mając dużo wolnej przestrzeni, z bliskiej odgległości trafił właśnie w bramkarza.

Tabela La Liga po 1. kolejce:
1. Barcelona 3 punkty, bilans goli 3:0
2. Celta 3, 3:1
3. Real 3, 2:0
3. Villarreal 3, 2:0
5. Granada 3, 2:1
6. Eibar 3, 1:0
6. Malaga 3, 1:0
8. Almeria 1, 1:1
8. Sevilla 1, 1:1
8. Espanyol 1, 1:1
8. Valencia 1, 1:1
12. Atletico 1, 0:0
12. Rayo 1, 0:0
14. Deportivo 0, 1:2
15. Sociedad 0, 0:1
15. Athletic 0, 0:1
17. Getafe 0, 1:3
18. Levante 0, 0:2
18. Cordoba 0, 0:2
20. Elche 0, 0:3

Klasyfikacja strzelców*:
2 – Leo Messi (Barcelona)
1 – Luis Alberto (Malaga), Jean Babin (Granada), Karim Benzema (Real), Ivan Cavaleiro (Deportivo)

Klasyfikacja asystentów*:
1 – Sergio Busquets (Barcelona), Ruben Cani (Villarreal), Edgar Mendez (Almeria), Isco, Toni Kroos (obaj Real)

Klasyfikacja kanadyjska*:
2 (2+0) – Leo Messi
2 (1+1) – Joaquin Larrivey, Nolito (obaj Celta)
1 (1+0) Luis Alberto, Jean Babin

* Z uwagi na zbyt dużą ilość zawodników ze zdobyczą bramkową bądź asystą, postanowiliśmy w każdej klasyfikacji wypisać pięciu zawodników.

Poniżej dwa filmiki, które w skrócie przedstawiają nam weekendowe zmagania:

 

 

Terminarz 2. kolejki (29-31.08.2014):
Piątek, 29.08:
Getafe – Almeria (20:00)
Valencia – Malaga (22:00)
Sobota, 30.08:
Cordoba – Celta (19:00)
Athletic – Levante (19:00)
Atletico – Eibar (21:00)
Espanyol – Sevilla (23:00)
Niedziela, 31.08:
Villarreal – Barcelona (19:00)
Sociedad – Real (21:00)
Deportivo – Rayo (21:00)
Elche – Granada (23:00)

Zmagania w drugiej kolejce La Liga rozpoczną się w piątek, 29 sierpnia. O 20 zagra Getafe z Almerią, a dwie godziny później Valencia podejmie Malagę. Będzie to spotkanie, w którym nie zagra aż trzech zawodników z powodu czerwonych kartek. De Paul z ekipy Nietoperzy oraz Duda i Antunes z przeciwnej drużyny mają już na swoim koncie prawdopodobnie najbardziej idiotyczne wykluczenia w życiu, więc jest szansa, że los poddał kluby naturalnej selekcji i w piątek zobaczymy już czysty i piękny futbol bez żadnej skazy w postaci kolejnej absencji. W sobotę jako pierwsze zostaną rozegrane spotkania: Athletic – Levante oraz Cordoba – Celta. Drużyna z Vigo będzie chciała podtrzymać dobrą passę ze spotkania z Getafe i bezproblemowo uporać się z beniaminkiem, a może i nawet wskoczyć na fotel lidera, kto wie? O 21 mistrz kraju będzie chciał wymazać z pamięci bezbarwny remis z Rayo, ale zadanie z pozoru proste nie będzie jednak takie bezproblemowe, bo naprzeciw Atletico stanie sensacja pierwszej kolejki – Eibar, który uporał się z ekipą grającą w europejskich pucharach – Realem Sociedad. Sobotę zamknie o 23 rywalizacja Espanyolu z Sevillą. W niedzielę daniem głównym będzie na pewno stacie Villarrealu z Barceloną, które otworzy potyczki w Primera Division tego dnia. Obie drużyny zaliczyły pewne wygrane i któraś z nich (o ile nie obie) będzie musiała przełknąć gorycz utraty punktów. Tego dnia również mocne – na papierze – starcie Realu Sociedad z Realem Madryt. Królewscy jednak bez błysku, a Sociedad przeplata występy w La Liga meczami w Lidze Europy i z tego względu również jest bez formy. Może któremuś z zespołów uda się odblokować? Równocześnie z tym meczem liga zadebiutuje na El Riazor, gdzie Deportivo podejmie Rayo Vallecano. Drugą turę spotkań zakończy potyczka Elche – Granada. Przemysław Tytoń po wpuszczeniu trzech bramek z Barceloną będzie musiał zatrzymać Rochinę i spółkę, która genialnie odrobiła straty w meczu z SuperDepor. Czy to mu się uda? Żeby się przekonać, zapraszamy do oglądania Primera Division w najbliższy weekend!

Autorzy:
@KubaLokietek

@SGryziecki

@H_Bochynski