La Liga gra: Zgodność faworytów, strata punktów Sevilli

Dziesiąta runda nie upłynęła pod znakiem wielkich hitów. Najciekawiej zapowiadało się starcie Deportivo z Valencią, które zamykało zmagania w ten weekend. Obie ekipy są jednak dalekie od formy, jaką prezentowały na początku tego stulecia, wobec czego trudno nazywać takie widowisko szlagierem. Emocji spodziewano się za to po spotkaniu Las Palmas z Celtą – drużyn, które mają swój określony styl i rzadko decydują się na jego zmianę. Kto zaskoczył pozytywnie, a kto zawiódł? Zapraszamy na podsumowanie.

Mecze 10. kolejki:
Leganes 0-2 Sociedad

Sociedad to w tym sezonie bardzo solidna drużyna. Choć spotkanie z Leganes mieli grać na wyjeździe, to i tak wydawali się być faworytem. Faktycznie to goście nadawali ton spotkaniu. Byli zdecydowanie groźniejsi pod bramką rywala, a kontry gospodarzy była zazwyczaj bezzębne. Gola dla przyjezdnych jeszcze w pierwszej połowie zdobył Willian Jose, który wykorzystał precyzyjne dośrodkowanie Carlosa Martineza. Po zmianie stron nie minął jeszcze kwadrans, a Sociedad prowadziło już dwoma bramkami. Tym razem kibicom La Liga przypomniał się Xabi Prieto, dobijając strzał Zurutuzy. Rozmiary zwycięstwa mogły być bardziej okazałe, lecz uderzenie Carlosa Veli zdołał odbić Serantes. Kibice zgromadzeni na Estadio de Butarque nie mogli być zadowoleni z gry swojej drużyny. W piątkowy wieczór zawodnikom Leganes brakowało entuzjazmu, który prezentowali w poprzednich kolejkach. Trzeba go szybko odnaleźć, bo po trzech kolejnych porażkach strefa spadkowa jest już coraz bliżej.

Składy:
Leganes: Jon Serantes – Diego Rico, Pablo Insua, Carl Medjani, Victor Diaz – David Timor (46’ Unai Lopez), Ruben Perez – Alexander Szymanowski, Gabriel (68’ Alberto), Omar Ramos (72’ Robert Ibanez) – Miguel Angel Guerrero

Sociedad: Geronimo Rulli – Yuri Berchiche, Inigo Martinez, Raul Navas, Carlos Martinez – David Zurutuza, Asier Illarramendi, Xabi Prieto – Mikel Oyarzabal, Willian Jose (87’ Juanmi), Carlos Vela (79’ Sergio Canales)


Sporting 1-1 Sevilla

Zeszłotygodniowa wygrana z Atletico musiała podbudować piłkarzy Sevilli, którzy chcieli bronić pozycji wicelidera ligi. Na wyjazdach to jednak zupełnie inna ekipa niż na Ramon Sanchez Pizjuan, wobec czego Sporting mógł mieć nadzieję na dobry rezultat. Spotkanie od samego początku weszło na wysokie obroty. Najpierw uderzyli goście, którzy wykorzystali duży błąd obrońców rywala i za sprawą Vietto wyszli na prowadzenie. Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać – kilka metrów swobody w polu karnym wykorzystał Moi Gomez, pokonując Sergio Rico. Jak się ostatecznie okazało, na tym jakiekolwiek zdobycze bramkowe się zakończyły, choć cały czas kibice oglądali żywe widowisko. Obie strony miały szanse na rozstrzygnięcie go na swoją korzyść, ale obaj golkiperzy więcej strzałów nie przepuścili. Sevilla z dużym prawdopodobieństwem mogła pożegnać się z drugim miejscem, a dla Sportingu ten punkt może okazać się bardzo ważny w ostatecznym rozrachunku.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Lillo Castellano, Jorge Mere, Fernando Amorebieta, Roberto Canella – Moi Gomez (82′ Alberto Lora), Sergio Alvarez, Nacho Cases, Isma Lopez (69′ Burgui) – Duje Cop (70′ Dani Ndi), Borja Viguera

Sevilla: Sergio Rico – Daniel Carrico, Adil Rami, Gabriel Mercado – Mariano, Samir Nasri (46′ Vicente Iborra), Steven N’Zonzi, Vitolo – Franco Vazquez – Luciano Vietto, Wissam Ben Yedder (74′ Pablo Sarabia)


Alaves 1-4 Real

Beniaminek z kraju Basków urywał w tym sezonie oczka Atletico i Barcelonie, czyli dwóm z trzech głównych kandydatów do mistrzostwa Hiszpanii. Na obiekt Deportivo Alaves w końcu zawitał Real Madryt, więc lekki niepokój Królewskich mógł być wskazany. Tym bardziej że Cristiano Ronaldo przestał strzelać na zawołanie, a jego gole były drużynie bardzo potrzebne. W 7. minucie obawy stały się faktem, ponieważ po rajdzie Theo i jego dośrodkowaniu błąd popełnił zarówno Keylor, jak i Varane, przepuszczając piłkę do Deyversona, który otworzył wynik spotkania. Nadzieje gościom dał arbiter spotkania, który tuż po upływie kwadransa podyktował jedenastkę za rzekomą rękę strzelca gola dla Alaves – Deyversona. Dokładne powtórki pokazały, że ta decyzja była błędna, ale Cristiano Ronaldo nie miał żadnych skrupułów, aby skorzystać z okazji do przełamania. Jeszcze przed przerwą Portugalczyk wyprowadził swoją drużynę na prowadzenie, dając jej spokój na dalsze minuty gry. Rezultat 1:2 utrzymywał się bardzo długo, a sędzia zdecydował się, tym razem słusznie, wskazać na jedenasty metr za faul w polu karnym na Cristiano. Poszkodowany podszedł ponownie do wykonania stałego fragmentu gry, ale tym razem został powstrzymany przez Pacheco. W międzyczasie pojawił się na murawie joker w talii Zidane’a – Morata, który pięć minut przed ostatnim gwizdkiem wykorzystał długie zagranie Marcelo i przelobował bramkarza gospodarzy. Wynik ustalił w samej końcówce Cristiano Ronaldo, kompletując hat-tricka i dając Realowi fotel lidera po 10. kolejce.

Składy:
Alaves: Fernando Pacheco – Kiko Femenia, Alexis Ruano, Zouahir Feddal, Raul Garcia, Theo Hernandez – Daniel Torres (83’ Christian Santos), Manu Garcia (62’ Nenad Krsticic), Victor Camarasa – Deyverson, Edgar Mendez (67’ Aleksandar Katai)

Real: Keylor Navas – Danilo, Pepe (24’ Nacho), Raphael Varane, Marcelo – Mateo Kovacic, Toni Kroos, Isco – Gareth Bale (87’ Lucas Vazquez), Karim Benzema (67’ Alvaro Morata), Cristiano Ronaldo


Atletico 4-2 Malaga

Po porażce z Sevillą w poprzedniej kolejce Atletico musiało się wziąć w garść i wziąć w teorii pewne trzy oczka na swoim obiekcie, na który przybyła Malaga – niepokonana od trzech meczów. Szybki gol Yannicka Ferreiry-Carrasco spowodował, że gospodarze mogli grać znacznie spokojniej. Drużynę Diego Simeone napędzały jeszcze bardziej błędy ekipy gości. Po centrze z prawej strony i złych wybiciach głową Kone, a później Camacho wynik podwyższył Kevin Gameiro. Gol kontaktowy dla Malagi przybył niespodziewanie, ponieważ po pół godziny gry Sandro Ramirez pokonał Oblaka strzałem z rzutu wolnego, choć wydawało się, że kąt jest wystarczająco ostry, aby golkiper Los Colchoneros dał się pokonać. Sytuację w obozie miejscowych uspokoiła druga bramka Gameiro, strzelona tuż przed zejściem zawodników na przerwę. Głupota Savica, który zebrał dwie żółte kartki w 10 minut, spowodowała natomiast, że Malaga ponownie złapała kontakt. Po centrze z rzutu rożnego bramkę zdobył Ignacio Camacho. Gospodarze, grając w osłabieniu, zdołali ponownie wyjść na dwubramkowe prowadzenie, a to zasługa Carrasco, który wykorzystał swoją szybkość i oddał uderzenie ze skraju pola karnego w długi róg bramki Kameniego. Wydawało się, że Kameruńczyk mógł zrobić trochę więcej przy tym uderzeniu. Na domiar złego pod koniec starcia siły się wyrównały, bo Chory Castro wyleciał z boiska za drugą zółtą kartkę, niwelując jednocześnie jakiekolwiek szanse gości na choćby punkt. Atletico odpowiada na wygraną rywala zza miedzy i nie traci do niego dystansu.

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Stefan Savic, Diego Godin, Filipe Luis – Nico Gaitan (31’ Angel Correa), Gabi, Saul Niguez, Yannick Ferreira-Carrasco – Kevin Gameiro (65’ Tiago), Antoine Griezmann (61’ Lucas Hernandez)

Malaga: Carlos Kameni – Roberto Rosales, Bakary Kone (63’ Youssef En-Nesyri), Mikel Villanueva, Federico Ricca, Juan Carlos – Jony (59’ Juanpi), Pablo Fornals (72’ Duda), Ignacio Camacho, Chory Castro – Sandro Ramirez


Barcelona 1-0 Granada

Przy okazji meczu Barcelony z ostatnią w tabeli Granadą wielu spodziewało się efektownej goleady. Gospodarze postawili jednak na tryb bardzo ekonomiczny, a momentami wręcz senny. Jedyną bramkę zdobył Rafinha, który niezwykle przytomnie wykorzystał zamieszanie w polu karnym i dla podbicia nieco oceny spotkania trafił do siatki przewrotką. Szanse na inne trafienia jeszcze były, lecz nie był to dzień Luisa Suareza. Albo przegrywał pojedynki z Ochoą, albo brakowało mu odpowiedniego skoordynowania. Na plus spotkanie mogą zaliczyć Umtiti i Sergi Roberto, którzy skutecznie kasowali wszystkie akcje Granady. Goście zbyt dużo zagrożenia nie stworzyli. Zaledwie jeden strzał i to w dodatku niecelny. Niebezpiecznie było tylko po dośrodkowaniach, lecz ogólnie ter Stegen mógł w trakcie meczu czytać gazetę. Styl Barcelony na pewno nie przypadł kibicom do gustu, ale 3 punkty już tak. Granada z kolei minimalnej porażki raczej nie ma co traktować jako światełko w tunelu.

Składy:
Barcelona: Marc-Andre ter Stegen – Lucas Digne, Samuel Umtiti, Javier Mascherano, Sergi Roberto – Ivan Rakitic, Denis Suarez (70’ Andre Gomes), Rafinha – Neymar, Luis Suarez (82’ Paco Alcacer), Lionel Messi

Granada: Guillermo Ochoa – Gabriel Silva, David Lomban, Ruben Vezo, Matthieu Saunier, Isaac Cuenca – Andreas Pereira (59′ Jeremie Boga), Uche Agbo, Jon Toral (76’ Sergi Samper), Mehdi Carcela-Gonzalez – Artem Krawiec (71’ David Barral)


Eibar 2-1 Villarreal

Goście cały czas kontynuują serię meczów bez porażki. Kolejny krok, by ją podtrzymać, łatwy nie był. Eibar przed własnymi kibicami potrafi walczyć do ostatnich momentów, ale Baskowie to zespół na tyle nieobliczalny, że trudno cokolwiek przypuszczać przed rozpoczęciem meczu. Spotkanie długo nie potrafiło wejść na odpowiedni poziom. Mimo że piłkarze obu drużyn byli w stanie stworzyć sobie niezłe okazje, to widowisku brakowało płynności, akcje często były szarpane. Przyjezdnym udało się jednak zdobyć gola jeszcze przed przerwą – rzut karny na bramkę zamienił Bruno Soriano. Po zmianie stron istniała już w zasadzie tylko jedna ekipa. Eibar chciał odpowiedzieć jak najszybciej. W ich poczynaniach brakowało jednak albo precyzji, albo szczęścia – Sergio Asenjo był tego dnia naprawdę dobrze dysponowany. Kiedy wydawało się, że wszystko zmierza do minimalnego zwycięstwa Żółtej Łodzi Podwodnej, miejscowi zadali cios, i to od razu podwójny. W ostatnich dziesięciu minutach meczu do siatki trafili Ivan Ramis i Pedro Leon. Ostatecznie trzy oczka zostały na Ipurua. Dzięki temu Rusznikarze utrzymali kontakt z czołówką tabeli.

Składy:
Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa (73′ Anaitz Arbilla), Ivan Ramis, Florian Lejeune, Antonio Luna – Pedro Leon, Dani Garcia, Fran Rico, Takashi Inui (90′ Ruben Pena) – Kike (81′ Adrian Gonzalez), Sergi Enrich

Villarreal: Sergio Asenjo – Mario Gaspar, Mateo Musacchio, Victor Ruiz, Jaume Costa – Samuel Castillejo, Manu Triguers (90+1′ Denis Czeryszew), Bruno Soriano, Roberto Soriano (68′ Jonathan dos Santos) – Nicola Sansone (79′ Borre Santos), Cedric Bakambu


Bilbao 1-1 Osasuna

Małe derby na San Mames i ważne starcie dla Raula Garcii. Ofensywny pomocnik Athleticu swoje pierwsze kroki stawiał właśnie w klubie z Pampeluny, a dodatkowo pierwsze ligowe trafienie zanotował w spotkaniu ze swoim obecnym klubem. Od pierwszego gwizdka sędziego był to mecz walki, ale w poczynaniach obu ekip brakowało konkretów. Na pierwsze trzeba było czekać ponad dwadzieścia minut – do siatki gospodarzy dość niespodziewanie trafił Oriol Riera. Krycie snajpera Osasuny należało między innymi do Garcii, który na spółkę z San Jose nie zdołał zapobiec utracie bramki. Odpowiedź Los Leones nadeszła natychmiastowo. Główny bohater spotkania wziął sprawy w swoje ręce i szybko doprowadził do wyrównania. Ostatecznie było to ostatnie trafienie tego popołudnia, choć fani Athleticu z pewnością liczyli na więcej. Ich piłkarze nie są jednak w tym sezonie drużyną grającą równo, co udowodnili, remisując z jedną ze słabszych ekip w całej ligowej stawce.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Oscar de Marcos (46′ Inigo Lekue), Xabier Etxeita, Aymeric Laporte, Mikel Balenziaga – Mikel San Jose, Benat Etxebarria (66′ Mikel Rico) – Inaki Williams, Raul Garcia, Iker Muniain – Sabin Merino (55′ Aritz Aduriz)

Osasuna: Nauzet Perez – Oier Sanjurio, David Garcia, Miguel Flano, Unai Garcia, Alejandro Berenguer – Didier Digard (33′ Fausto Tienza), Miguel de las Cuevas, Roberto Torres – Sergio Leon (83′ Antonio Otegui), Oriol Riera (40′ Kenan Kodro)


Betis 0-1 Espanyol

Remontada Espanyolu na własnym obiekcie w poprzedniej kolejce na pewno dodała skrzydeł drużynie, która w meczu z Betisem chciała wyjść z bagna, w którym znajduje się od początku sezonu. Z kolei Verdiblancos liczyli, że powracający do wyjściowej jedenastki Ruben Castro da zespołowi bramki, które pozwolą mu na zachowanie kompletu oczek w stolicy Andaluzji. Pierwsze 20 minut zdecydowanie należały do gospodarzy, a najaktywniejszym zawodnikiem był Sanabria, który oddał trzy uderzenia. Wszystkie jednak były niecelne. W kolejnych minutach przed przerwą nieśmiało zaczął atakować Espanyol, ale głównie za sprawą strzałów z dystansu Hernana Pereza, które były bardzo słabe. Na bramkę kibice musieli czekać do drugiej połowy, ale większość na trybunach nie przyjęła tego z entuzjazmem. W 62. minucie Diego Reyes zdobył gola głową po dośrodkowaniu Pablo Piattiego z rzutu rożnego. Przez kolejne pół godziny Betis nie był w stanie groźnie odpowiedzieć na to trafienie aż do doliczonego czasu gry. Wtedy to Verdiblancos stworzyli okazję po stałym fragmencie. Strzał głową oddał Pezzella i wydawało się, że rzutem na taśmę gospodarze zdobędą punkt, ale Diego Lopez fantastycznie sparował piłkę na poprzeczkę, ratując swój zespół przed stratą dwóch oczek. Espanyol tym samym zrównał się w tabeli z niedzielnym rywalem i nieco podskoczył w zestawieniu.

Składy:
Betis: Antonio Adan – Rafa Navarro (80’ Alex Alegria), Aissa Mandi, German Pezzella, Alex Martinez – Joaquin (64’ Matias Nahuel), Jonas Martin (64’ Alvaro Cejudo), Petros, Felipe Gutierrez – Antonio Sanabria, Ruben Castro

Espanyol: Diego Lopez – Victor Sanchez, David Lopez, Diego Reyes, Aaron – Hernan Perez (82’ Martin Demichelis), Javi Fuego, Marc Roca, Pablo Piatti (76’ Pape Diop) – Leo Baptistao (70’ Jose Antonio Reyes), Gerard Moreno


Las Palmas 3-3 Celta

Sława hiszpańskiego Leicester już dawno przebrzmiała, lecz Las Palmas nadal nie przestaje zaskakiwać. Do pewnego momentu był to jednak świetny mecz Celty. Już w 5. minucie do siatki z rzutu wolnego trafił Daniel Wass. Ani mur, ani bramkarz nie popisali się zbytnio przy tej sytuacji, gdyż futbolówka wpadła zwyczajnie w środek bramki. Zaledwie kilka minut później swoje show rozpoczął Iago Aspas. Wyszedł świetnie do prostopadłego podania od Sisto i przelobował Raula Lizoaina. Warto odnotować, iż wyjście portero Las Palmas nie należało do przemyślanych. Po 20 minutach i drugim golu Aspasa było już 0:3. Znów prostopadła piłka, znów szarża bramkarza (tym razem bardziej uzasadniona) i futbolówka po raz kolejny w siatce. Choć to Las Palmas dłużej utrzymywało się przy piłce, to Celta znalazła sposób na zdobywanie bramek. Ta sytuacja trwała do początku drugiej połowy. Sergio Alvarez minął się z piłką, wychodząc do dośrodkowania z rzutu wolnego, a na listę strzelców wpisał się PEdro Bigas. Droga do wyrównania wydawała się daleka, ale goście przebyli ją zaledwie w dwie minuty, między 65. a 67. Najpierw rzut karny wywalczył Marko Livaja. Czerwoną kartkę obejrzał dodatkowo Sergi Gomez, a Jonathan Viera zamienił jedenastkę na gola. Później po dynamicznej akcji Michel Macedo dograł w szesnastkę. Tam czekał Boateng, który w ekwilibrystyczny sposób doprowadził do wyrównania. Niemożliwe stało się faktem, choć wcale nie musiało skończyć się tak dobrze dla gospodarzy. Już w doliczonym czasie gry w poprzeczkę trafił jeszcze Marcelo Diaz. To był naprawdę szalony mecz. Nie trzeba mówić, który z zespołów był bardziej zadowolony z tego wyniku. Jednak bezstronni kibice z pewnością byli zadowoleni bez wyjątku.

Składy:
Las Palmas: Raul Lizoain – Dani Castellano, Pedro Bigas, David Garcia, Michel Macedo – Vicente Gomez (61’ Marko Livaja), Roque Mesa, Jonathan Viera – Kevin-Prince Boateng, Sergio Araujo (84’ Mateo Garcia), Tana (74’ Momo)

Celta: Sergio Alvarez – Facundo Roncaglia, Gustavo Cabral, Sergi Gomez, Hugo Mallo – Nemanja Radoja, Daniel Wass (75’ Theo Bongonda) – Pione Sisto (68’ Jonny Castro), Pablo Hernandez, Fabian Orellana (33’ Marcelo Diaz) – Iago Aspas


Deportivo 1-1 Valencia

Kolejkę kończyliśmy spotkaniem, które jeszcze na początku XXI wieku moglibyśmy uznać za hitowe. Deportivo na własnym obiekcie podejmowało Valencię. Obie ekipy zmagają się z dużymi problemami i trzy punkty dla każdej byłyby jak dar z niebios. Warto zaznaczyć, że w wyjściowym składzie zespołu z Galicji znalazł się Przemysław Tytoń. Polski bramkarz już na początku spisał się znakomicie, kiedy świetnie wybronił uderzenie Parejo. Później miał trochę szczęścia, ponieważ z kilku metrów chybił Rodrigo. Deportvo też miało swoje dogodne sytuacje, a najlepszą zmarnował w 17. minucie Colak, którego strzał głową wylądował w rękach Diego Alvesa. Spotkanie było bardzo wyrównane, ale obu klubom brakowało jakości i dokładności. Sporo szans marnował kolumbijski talent – Marlos, który nadal szukał swojego debiutanckiego gola w lidze hiszpańskiej. Co prawda nie znalazł go, ale za to zrobił to jego kolega z drużyny – Emre Colak w doliczonym czasie gry pierwszej części, kiedy tym razem po centrze Juanfrana celnie uderzył głową i nie dał szans bramkarzowi Valencii. Po zmianie stron goście potrzebowali dziesięciu minut, aby doprowadzić do remisu. Po wrzutce Naniego płaski strzał oddał Rodrigo i wydawało się, że Tytoń zdołał zatrzymać piłkę na linii, ale powtórki pokazały, że sędzia słusznie uznał trafienie napastnika Nietoperzy. Później mecz zaostrzył się, arbiter rozdał parę żółtych kartek, ale nadal nie można było stwierdzić, czy któraś z drużyn jest bliższa wygranej. Wydaje się, że najlepszą okazję miał w końcówce meczu Montoya, ale przegrał on pojedynek z Tytoniem. Dobra postawa bramkarza Deportivo spowodowała, że ostatecznie oba zespoły podzieliły się punktami, co summa summarum wydaje się wynikiem sprawiedliwym.

Składy:
Deportivo: Przemysław Tytoń – Juanfran (85’ Fernando Navarro), Raul Albentosa, Sidnei, Luisinho – Pedro Mosquera, Celso Borges (76’ Guillerme) – Bruno Gama, Emre Colak, Marlos Moreno – Florin Andone (79’ Ryan Babel)

Valencia: Diego Alves – Martin Montoya, Ezequiel Garay, Eliaquim Mangala, Aymen Abdennour (53’ Munir El-Haddadi) – Enzo Perez (69’ Alvaro Medran), Mario Suarez – Joao Cancelo, Daniel Parejo, Nani – Rodrigo Moreno (74’ Federico Cartabia)


Mecz kolejki: Las Palmas – Celta 3:3

Liczby kolejki:
best_11_16-17_10kolejka

Piłkarz kolejki: Cristiano Ronaldo (Real)
Mimo gorszej dyspozycji w ostatnim czasie, był w stanie zdobyć hat-tricka w trudnym spotkaniu z Alaves, kiedy jego drużynie ewidentnie się nie wiodło. Mógł zdobyć jeszcze czwartego gola, ale zmarnował rzut karny. To jednak nie ma znaczenia przy wyborze Portugalczyka na piłkarza kolejki.

Cienias kolejki: Sergi Gomez (Celta)
Wszystko wydawało się zakończone. Pewne prowadzenie trzema bramkami do przerwy – nic tylko dowieźć to do końca. Celta dała sobie jednak wyrwać niemal pewne 3 punkty, a duża w tym zasługa Sergiego Gomeza. Obrońca drużyny z Vigo sfaulował w polu karnym Marko Livaję, dzięki czemu gospodarze zdobyli bramkę kontaktową. Dodatkowo Gomez obejrzał za swoje zagranie drugą żółtą kartkę. Tego występu na pewno nie będzie wspominał najlepiej.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Las Palmas
Może żaden z piłkarzy Las Palmas nie napisze o tym spotkaniu książki “Do przerwy 0:3″, bo nie był to finał Ligi Mistrzów, lecz odrobienie takiej straty zasługuje na uznanie. Oczywiście ktoś do takiego stanu rzeczy musiał doprowadzić, ale warto docenić determinację zawodników z Wysp Kanaryjskich.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Neymar (Barcelona)
Kiedy już się wydaje, że Neymar ma za sobą bezsensowne zachowania – one zdarzają się znowu. Pal licho jego bardzo przeciętną grę czy nawet drobne spięcie z Rubenem Vezo podczas meczu. Tym razem Neymar postanowił dać pokaz braku myślenia już w tunelu po spotkaniu. Chyba tylko on wie, czemu postanowił jeszcze popychać Rubena Vezo. Piłkarzowi tego formatu po prostu to nie przystoi.

Gol kolejki: Rafinha (Barcelona)
Gradu bramek na Camp Nou nie było. Gol padł jeden, ale za to wyjątkowej urody. Świetny okres przeżywa Rafinha, który tym razem do bramki rywala trafił przewrotką. Sytuacyjne zagranie Brazylijczyka dało Barcelonie cenne trzy punkty, co jeszcze bardziej podnosi wartość tego gola.

Pudło kolejki: Emre Colak (Deportivo)
Turek miał dwie okazje w tym meczu na zdobycie bramki – obie identyczne. Pierwszą z nich fatalnie zmarnował, kiedy nie wykorzystał centry z prawej strony, a miał przed sobą jedynie Diego Alvesa i piłkę dośrodkowaną idealnie na głowę. Na jego szczęście zrehabilitował się w doliczonym czasie pierwszej części, kiedy poprawił celność i jego drużyna schodziła na przerwę prowadząc.

16-17.10

klasyfikacje_16-17_10kolejka

Zapowiedź 11. kolejki (04-06.11.2016):
Piątek, 04.11:
20:45 Malaga – Sporting
Sobota, 05.11:
13:00 Granada – Deportivo
16:15 Sociedad – Atletico
18:30 Osasuna – Alaves
20:45 Las Palmas – Eibar
Niedziela, 06.11:
12:00 Real – Leganes
16:15 Celta – Valencia
16:15 Espanyol – Athletic
18:30 Villarreal – Betis
20:45 Sevilla – Barcelona

Autorzy:

Grafika: Maciek Bożek