La Liga gra: Zmiany na szczycie, ścisk w czołówce

Pierwsza runda ligowa w 2016 roku przyniosła fanom hiszpańskiego futbolu nie lada emocje. Kilka potyczek zapowiadało się bowiem bardzo ciekawie. Przed szereg zdecydowanie wybijała się rywalizacja Valencii z Realem Madryt. Trenerzy obu klubów mieli coś do udowodnienia, podobnie zresztą jak piłkarze. Na uwagę zasługiwały także derby stolicy Katalonii – Espanyol podejmował u siebie Barcelonę, mając nadzieję na dobry wynik. Jeśli popatrzylibyśmy jednak na tabelę, najbardziej zacięty mecz powinien odbyć się na El Riazor, gdzie Deportivo gościło Villarreal. Jak spisali się zawodnicy klubów La Liga po sylwestrowych zabawach? Zapraszamy na podsumowanie!

Mecze 18. kolejki:
Espanyol 0-0 Barcelona

Rok temu Barcelona rozpoczynała na jednym z najtrudniejszych dla siebie stadionów – Anoecie. Wtedy przegrała 0:1 i tamto spotkanie było bodźcem do poprawy gry i wywalczenia pięciu trofeów. Rok 2016 podopieczni Enrique rozpoczynali równie trudnym, przynajmniej na papierze, spotkaniem. Derby miasta na obiekcie Espanyolu każdy z piłkarzy Barcy traktował poważnie, ponieważ nie dość, że to niewygodny rywal, to jeszcze na dodatek pod wodzą nowego trenera Papużki jakby odzyskały odrobinę blasku. Lucho na to starcie posłał „once de gala”, więc wydawało się, że trzy punkty powinny paść łupem gości. Pierwsze minuty pokazały jednak, że ten mecz będzie bardzo trudny dla faworyta. Espanyol rozpoczął wysokim pressingiem, zmuszając raz po raz do błędów obrońców Barcelony. Gospodarze nie oddawali może groźnych strzałów, ale utrzymywali się długo przy piłce na połowie rywala, a nawet pod samym polem karnym. Barca przetrzymała początkową fazę spotkania i potem zaczęła się rozkręcać, choć powoli. W 19. minucie powinno być 1:0 po dwójkowej akcji Messiego i Neymara, ale Brazylijczyk fatalnie wyłożył futbolówkę Luisowi Suarezowi, który musiałby tylko wpakować ją do pustej bramki. Podanie było jednak za plecy Urugwajczyka. Potem rozpoczęła się typowa, jak na derby, walka wręcz. Arbiter pokazał parę żółtych kartek, a w jego pamięć na pewno zapadli Javier Mascherano oraz Alvaro Gonazlez, którzy podczas jednego z rzutów rożnych mieli parę utarczek, nie tylko słownych. Łatwego dnia nie miał także Neymar. Grał przeciętnie przed przerwą, był notorycznie faulowany przez zawodników Espanyolu, a na dodatek z trybun było słychać okrzyki rasistowskie pod jego adresem. Jeśli chodzi o sytuacje na strzelenie gola w pierwszej połowie, to warto wspomnieć jedynie uderzenie Messiego z rzutu wolnego, które odbiło się od poprzeczki. Po zmianie stron Barceona w końcu osiągnęła przewagę. Najlepszym dowodem na to była akcja z 55. minuty, kiedy po podaniu Rakitica do szansy doszedł Suarez. Położył bramkarza, oszukał obrońców, ale trafił… w słupek. Pech nie opuszczał zespołu z Camp Nou. Później Messi uderzał jeszcze w środek bramki, a Neymar złożył się do strzału nożycami, który jednak nie zmusił do kapitulacji Pau Lopeza. W ten sposób Barca rozpoczęła rok 2016 od remisu i utraty fotela lidera. Na szczęście mistrz Hiszpanii ma jeszcze jeden zaległy mecz ze Sportingiem Gijon, więc na razie jeszcze wszystko jest pod (minimalną już) kontrolą.

Składy:
Espanyol: Pau Lopez – Javi Lopez, Alvaro Gonzalez, Enzo Roco, Victor Alvarez – Joan Jordan (79′ Abraham), Pape Diop – Hernan Perez, Marco Asensio, Burgui – Felipe Caicedo

Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Javier Mascherano, Jordi Alba – Ivan Rakitic (71′ Sergi Roberto), Sergio Busquets, Andres Iniesta – Leo Messi, Luis Suarez, Neymar


Atletico 1-0 Levante

Atletico przystępowało do spotkania z Levante świadome remisu Barcelony i szansy na objęcie fotelu lidera. Już raz ta sztuka się nie udała, kiedy Katalończycy przebywali na Klubowych Mistrzostwach Świata. Wtedy to Los Colchoneros mieli wysunąć się na czoło tabeli po meczu z Malagą, ale ostatecznie doznali porażki i musieli obejść się smakiem. Tym razem tylko komplet oczek w starciu z czerwoną latarnią Primera Division dawał piłkarzom Simeone osiągnięcie upragnionego celu. Wedle oczekiwań lepiej w ten mecz weszli gospodarze. Stworzyli sobie parę dobrych sytuacji – głównie po stałych fragmentach. Dośrodkowania z rzutów różnych wykańczali Saul Niguez oraz Savic. Pierwszy z nich został powstrzymany przez Marino, a piłka po uderzeniu stopera Atletico trafiła tylko w poprzeczkę. Z kolei strzałem z rzutu wolnego Griezmann starał się zaskoczyć bramkarza gości, ale okazał się on niecelny. Levante w pierwszej połowie zdołało się odgryźć raz, ale za to całkiem porządnie. Szczęścia próbował Verza i pomimo tego, że do bramki było daleko, to jednak pomylił się niewiele. Po 45 minutach gry był bezbramkowy remis. Na ławce siedzieli m.in. Torres, który poszukiwał setnego gola w barwach Rojiblancos, oraz Ferreira-Carrasco. Na murawie pojawił się jednak tylko ten drugi i to ledwie na pół godziny. W drugiej części spotkania gospodarze nie mieli już tak wielkiej przewagi. Levante atakowało z coraz to większym rozmachem. Mimo to nadal Atletico było bliżej zdobycia gola. W 54. minucie huknął zza szesnastki Koke, ale Marino ponownie uratowała poprzeczka. Chwilę później centra Juanfrana zamieniła się w strzał… i piłka trzeci raz w tym meczu obiła się o bramkę, zamiast do niej wpaść. Dwadzieścia minut przed końcem o doskonale rozpracowaną akcję pokusili się przybysze z Walencji, ale Xumetra za długo zwlekał z oddaniem uderzenia i w konsekwencji został zablokowany. W międzyczasie na murawie pojawił się Ruben Garcia, który na boisko wszedł… z żółtą kartką, którą otrzymał jeszcze w czasie, kiedy siedział na ławce. Chwilę wcześniej na placu gry zameldował się także Thomas i, jak się później okazało, to on został bohaterem swojej drużyny i całego meczu. Obrona Levante nie potrafiła odebrać piłki defensywnemu pomocnikowi, który bez żadnych oporów biegł środkiem w pole karne rywala. Bierność defensywy doprowadziła do tego, że Thomas miał świetną pozycję do oddania strzału i zrobił to, choć bardzo słabo. Piłka leciała po ziemi i na dodatek dość wolno, ale Marino nie zdołał w porę zareagować i ostatecznie ta przeleciała mu przez ręce i powoli wtoczyła się za linię bramkową. Atletico drugi raz z rzędu uratowało komplet oczek w samej końcówce spotkania. W poprzedniej kolejce ofiarą „Blitzkriegu” padło Rayo, a tym razem przyszła kolej na Levante. W ostatnich fragmentach Thomas miał szansę zanotować asystę przy trafieniu Vietto, ale Argentyńczyk minimalnie spudłował, uderzając piętą. Atletico zrobiło swoje i wskoczyło na fotel lidera!

Składy:
Atletico: Jan Oblak – Juanfran, Stefan Savic, Diego Godin, Filipe Luis – Koke (61′ Yannick Ferreira-Carrasco), Gabi, Saul Niguez – Antoine Griezmann, Jackson Martinez (73′ Thomas Partey), Angel Correa (56′ Luciano Vietto)

Levante: Diego Marino – Ivan Lopez, Angel Trujillo, Zouhair Feddal, Tono – Jefferson Lerma, Jose Verza – Jose Morales, Jose Mari (65′ Victor Camarasa (83′ Roger Marti)), Jordi Xumetra (75′ Ruben Garcia) – Nabil Ghilas


Malaga 2-0 Celta

Malaga radzi sobie w ostatnich kolejkach nadspodziewanie dobrze. Trzy kolejne zwycięstwa pozwoliły podopiecznym Javiego Gracii zbliżyć się do górnej połowy tabeli. W sobotę czekało ich jednak kolejne trudne wyzwanie, ponieważ na La Rosaleda zawitała Celta, która po porażce z Athletikiem nie mogła sobie pozwolić na kolejną stratę punktów, aby zachować kontakt ze ścisłą czołówką. Spotkanie rozpoczęło się wybornie dla gosodarzy. Już w 8. minucie po rozegraniu stałego fragmentu gry i dośrodkowaniu Roberta Rosalesa, do siatki głową trafił Charles. Celta próbowała odpowiedzieć w miarę szybko, lecz Fabian Orellana nie potrafił trafić w bramkę. Niedługo potem drugi cios wyprowadziła Malaga. Znów początkiem wszystkiego był rzut rożny wybijany z prawej strony. Zagrywał Juanpi, a Raul Albentosa wygrał walkę w polu karnym z zawodnikami gości i pokonał Rubena Blanco. Jeszcze w pierwszej połowie Celta powinna wyrównać. Po przerzucie zewnętrzną częścią stopy na prawe skrzydło, futbolówkę do wbiegajęcego Daniela Wassa zgrał Iago Aspas. Duńczyk w idealnej pozycji uderzył jednak tylko w poprzeczkę. Po zmianie stron oba zespoły oddały po dwa groźne strzały, lecz naprawdę gorąco zrobiło się dopiero w 64. minucie. Długie podanie od obrońcy przechwycił Charles, który ograł defensorów gości i wyłożył piłkę do niepilnowanego Amrabata. Gracz Malagi nie miał jednak szansy na uderzenie, ponieważ portero przyjezdnych sfaulował go w polu karnym. Za to zagranie Ruben Blanco obejrzał czerwoną kartkę. Wykonujący jedenastkę Amrabat mimo znakomitej okazji nie podwyższył prowadzenia swojej drużyny, jego strzał był zdecydowanie zbyt słaby. Malaga miała jeszcze sytuacje na zdobycie kolejnych goli. Dwukrotnie po stałych fragmentach próbował Albentosa, a Pablo Fornals zmarnował doskonałe podanie Amrabata i nie trafił nawet w światło w bramki z kilku metrów. Ostatecznie gospodarze zwyciężyli 2:0, trzeba przyznać, że jak najbardziej zasłużenie. Celta po drugiej porażce z rzędu znalazła się bliżej grupy pościgowej niż zespołów z pierwszej czwórki.

Składy:
Malaga: Carlos Kameni – Arthur Boka, Weligton, Raul Albentosa, Roberto Rosales – Nordin Amrabat, Ignacio Camacho, Alvaro Recio, Juanpi (80’ Duda) – Charles (88’ Javi Ontiveros), Duje Cop (60’ Pablo Fornals)

Celta: Ruben Blanco – Carles Planas (77’ Nemanja Radoja), Gustavo Cabral, Jonny Castro (55’ Theo Bongonda), Hugo Mallo – Sergi Gomez, Daniel Wass – Josep Sene (64’ Sergio Alvarez), Pablo Hernandez, Fabian Orellana – Iago Aspas


Rayo 2-2 Sociedad

Mecz na Vallecas pomiędzy Rayo i Realem Sociedad zapowiadał się niezwykle ciekawie. Obie drużyny znajdują się w gronie drużyn, które bezpośrednio zaangażowane są w walkę o utrzymanie i punkty potrzebne są im jak woda rybie. Przed spotkaniem niżej w tabeli znajdowali się gospodarze, którzy od 9. kolejki poszukują swojej wygranej w lidze. Wydawało się, że mecz z Baskami na własnym obiekcie będzie idealnym momentem do przełamania. Pierwsze dwa ciosy wyprowadzili gracze Eusebio. Najpierw do sytuacji „sam na sam” doszedł Jonathas, ale za wolno decydował się na strzał i ostatecznie stoper zdołał zapobiec uderzeniu na bramkę Yoela. Później Vela pokusił się o strzał po zejściu z prawego skrzydła do środka, ale bramkarz nie miał kłopotów ze skuteczną interwencją. Nieoczekiwanie to jednak gospodarze jako pierwsi objęli prowadzenie. Dośrodkowanie Trashorrasa z rzutu rożnego wykończył strzałem głową Diego Llorente. Wypożyczony z Realu Madryt obrońca zdobył tym samym swoją pierwszą bramkę w tym sezonie. Rayo nie poszło jednak za ciosem, bo strzału Trashorrasa z rzutu wolnego nie można nazwać wielką próbą podwyższenia wyniku. Miejscowi zapłacili za to wysoką cenę, ponieważ dość szybko doszło do wyrównania. Znowu mieliśmy do czynienia ze stałym fragmentem i wrzutką w pole karne. Tym razem zdobywcą gola okazał się Elustondo, który, podobnie jak Llorente, otworzył swój dorobek bramkowy w tych rozgrywkach, a zrobił to po centrze Rubena Pardo. Remis utrzymał się do przerwy, a po niej dość szybko znów na prowadzenie wyszli piłkarze Rayo. Obrona gości była ustawiona dość wysoko, ale nie na tyle dobrze, aby złapać na spalonym Jozabeda. Ten dostał podanie jeszcze z własnej połowy od Embarby, a później po długim rajdzie pokonał Rulliego. Piraci ponownie byli w lepszej sytuacji tylko przez 12 minut, bo po tym czasie Ruben Pardo dośrodkowywał z rzutu rożnego, a na długim słupku wykańczał akcję technicznym uderzeniem Bruma. Jemez postanowił coś zmienić w drużynie i wprowadził na murawę Bebe, który rozegrał całkiem niezłą partię, ale do siatki trafić nie mógł. Najlepszą szansę miał kwadrans przed końcem. Wtedy to z ponad 30 metrów i to na dodatek z połowy boiska potężnie huknął i mało brakowało, żeby piłka wleciała za kołnierz golkiperowi Realu Sociedad. Rezultat jednak już do końca nie zmienił się i z tego faktu żadna z drużyn nie mogła być usatysfakcjonowana. Rayo nadal nie wyciągnęło się z dna, a Baskowie muszą drżeć, żeby nie osunąć się w to samo miejsce.

Składy:
Rayo: Yoel – Tito, Ze Castro, Diego Llorente, Quini – Raul Baena, Roberto Trashorras – Lass Bangoura (64′ Bebe), Jozabed, Adrian Embarba (87′ Pablo Hernandez) – Javi Guerra (73′ Manucho)

Sociedad: Geronimo Rulli – Carlos Martinez, Aritz Elustondo, Inigo Martinez, Yuri Berchiche – Asier Illaramendi (65′ Xabi Prieto), Markel Bergara – Bruma (85′ Gonzalo Castro), Ruben Pardo, Carlos Vela – Jonathas


Betis 0-4 Eibar

Betis spisuje się ostatnimi czasy bardzo słabo – zarówno na własnym obiekcie, jak i na wyjazdach. Beniaminek nie potrafi ustabilizować swojej formy i regularnie zsuwa się w ligowej tabeli. Wydawało się, że podobny trend dopadł także Eibar, jednak Baskowie po wygraniu meczu ze Sportingiem Gijon utrzymali swoje miejsce w górnej połowie tabeli i teraz pragnęli podtrzymać dobrą serię, wygrywając na Benito Villamarin. Wszystko ułożyło im się już od samego początku. Już w 3. minucie przeprowadzili prawą stroną akcję, która dała im bramkę. W ostatniej fazie Keko zagrał do Andera Capy. Strzał prawego defensora odbił się jeszcze od ofiarnie interweniującego obrońcy Betisu i zmylił Antonio Adana. Nie minął kwadrans, a gospodarze przegrywali już dwoma golami. Znów Eibar zaatakował prawym skrzydłem. Tym razem futbolówkę dośrodkowywał Sergi Enrich, a kompletnie niepilnowany Keko z najbliższej odległości pokonał hiszpańskiego golkipera. Podrażniony Betis długo nie potrafił się pozbierać, tworząc sobie niezłe okazje dopiero przed przerwą. Najlepszą z nich zmarnował w 42. minucie Ruben Castro, który z kilku metrów, nie mając opieki ze strony rywala, trafił wprost w broniącego Asiera Riesgo. Ataki miejscowych były kontynuowane także po zmianie stron, ale cały czas brakowało im najważniejszego – skuteczności. Próbował Cejudo – niecelnie, szczęścia szukał ponownie Castro – również chybił. Niewykorzystane sytuacje lubią się mścić i tak też było tym razem. W 71. minucie Eibar wyszedł z kontrą – Keko podał do podłączającego się bokiem Capy, a ten dograł przed bramkę do Adriana Gonzaleza. Środkowy pomocnik odebrał jakiekolwiek nadzieje kibicom zgromadzonym na trybunach. Dobił ich z kolei dziesięć minut później Borja Baston. Najskuteczniejszy strzelec Eibaru, w tym meczu rezerwowy, przepięknym uderzeniem zza pola karnego ustalił wynik spotkania. Wynik, z którego zadowoleni mogą być tylko przyjezdni. Betis musi się za to wziąć w garść, bo tak zła gra i negatywne wyniki nie są dobrym prognostykiem na przyszłość.

Składy:
Betis: Antonio Adan – Francisco Molinero, German Pezzella, Jordi Figueras (70′ Foued Kadir), Juan Vargas – Alfred N’Diaye, Petros – Alvaro Cejudo, Dani Ceballos (80′ Francisco Portillo), Alvaro Vadillo (46′ Jorge Molina) – Ruben Castro

Eibar: Asier Riesgo – Ander Capa, Aleksandar Pantić, Ivan Ramis, Antonio Luna – Dani Garcia (83′ Eddy), Gonzalo Escalante – Keko, Adrian Gonzalez, Takashi Inui (61′ Saul Berjon) – Sergi Enrich (76′ Borja Baston)


Granada 2-1 Sevilla

Zakotwiczona w strefie spadkowej Granada podejmowowała w niedzielę Sevilla, która nadal gra w kratkę, lecz przynajmniej nie notuje porażek. Mimo ciągłego braku bardzo dobrej dyspozycji, to podopieczni Emery’ego byli faworytami w starciu z ligowym outsiderem. Los bywa jednak przewrotny. W 17. minucie na rajd zdecydował się Ruben Rochina, który nieco szczęśliwie przedostał się pod pole karne rywali, a potem oddał strzał zza szesnastki. Sergio Rico sparował uderzenie idealnie pod nogi Isaaca Successa, dzięki czemu Nigeryjczyk zdobył jedną z łatwiejszych bramek w karierze. To jednak nie był koniec złych wiadomości dla Sevilli. Dwadzieścia minut po stracie jednego gola, goście stracili drugiego. Futbolówkę z własnej połowy wybijał Diego Mainz, a nieudany przechwyt Krychowiaka stworzył szansę dla Penarandy – młodzian bez kompleksów wdarł się pomiędzy obrońców Sevilli i podwyższył prowadzenie swojego zespołu strzałem przy słupku. Przyjezdni zdążyli się przebudzić jeszcze przed przerwą. Dwójkową akcję przeprowadzili Gameiro z Llorente. Francuz po zgraniu głową Hiszpana oddał strzał, który trącił jeszcze palcami Andres Fernandez. Piłka trafiła jednak szczęśliwie pod nogi Vitolo, który z problemami, będąc pod naporem defensorów, zdołał zdobyć gola. W drugiej części gry Sevilla rzuciła się do odrabiania strat. Skuteczność podopiecznych Emery’ego wołała jednak o pomstę do nieba. Marnowanie szans rozpoczął Reyes, po fantastycznym dośrodkowaniu Escudero doświadczony skrzydłowy przegrał pojedynek oko w oko z Fernandezem. Bramkarz Granady musiał się jeszcze wykazać przy efektownym strzale z dystansu Banegi, a nieco później dopisało mu szczęście przy niecelnym uderzeniu Ramiego. Francuz w ramach podsumowania występu obejrzał jeszcze w końcówce czerwoną kartkę, a jego zespół choć naciskał – nic nie zyskał. Wiele zyskała za to Granada, która dzięki wygranej wygrzebała się nareszcie ze strefy spadkowej.

Składy:
Granada: Andres Fernandez – Diego Mainz, David Lomban, Doria – Edgar Mendez, Rene Krhin (71’ Uche Agbo), Ruben Perez, Dimitri Foulquier – Ruben Rochina (76’ Fran Rico) – Isaac Success (88’ Youssef El-Arabi), Adalberto Penaranda

Sevilla: Sergio Rico – Sergio Escudero, Timothee Kolodziejczak, Adil Rami, Mariano (73’ Yevhen Konoplyanka) – Vitolo, Vicente Iborra (46’ Sebastian Cristoforo), Grzegorz Krychowiak, Jose Antonio Reyes – Kevin Gameiro, Fernando Llorente (46’ Ever Banega)


Bilbao 2-2 Las Palmas

Athletic Bilbao po lekkiej zadyszce znów wrócił na właściwe tory, o czym świadczą dwie wygrane z rzędu. Ich kolejnym przeciwnikiem było Las Palmas, które dopiero co wydostało się ze strefy spadkowej. To jednak goście jako pierwsi przeprowadzili groźną akcję. Po kombinacji na prawym skrzydle futbolówka trafiła do Araujo, a strzał napastnika Las Palmas z trudem obronił Iraizoz. Baskowie odpowiedzieli sytuacją Aritza Aduriza, który po otrzymaniu podania z prawej strony boiska poradził sobie z obrońcą, lecz później przegrał pojedynek z Javim Varasem. W pierwszych minutach działo się wiele, jeszcze jedną szansę mieli przyjezdni, ale Iraizoz znów wykazał się czujnością. Mimo mnogości okazji z gry, pierwszy gol padł z rzutu karnego. Po solowej akcji Markel Susaeta zdecydował się na strzał, który ręką w polu karnym zablokował David Garcia. Jedenastkę pewnie wykorzystał Aritz Aduriz. Gospodarze mogli jeszcze podwyższyć prowadzenie przed przerwą, lecz w słupek po dośrodkowaniu z rzutu rożnego trafił Etxeita. Więcej szczęścia po rzucie rożnym miało w drugiej połowie Las Palmas. Krótkie rozegranie tego stałego fragmentu gry doprowadziło do wstrzelenia piłki w pole karne, z tym że z innego miejsca niż narożnik. W gąszczu nóg najsprytniejszy okazał się Vicente Gomez. Pomocnik gości przy delikatnej pomocy Iraizoza doprowadził do wyrównania. Wynik remisowy utrzymał się zaledwie cztery minuty. Po rzucie wolnym dla Athleticu obrońcy przyjezdnych próbowali nieudolnie wyprowadzić piłkę z własnej połowy, co skwapliwie wykorzystał Inaki Williams. Skrzydłowy drużyny z Bilbao przejął futbolówkę przed polem karnym, wbiegł w szesnastkę i strzałem w długi róg pokonał bramkarza. To jednak nie był koniec strzelania na Nuevo San Mames. Dzisięć minut przed ostatnim gwizdkiem Las Palmas ponownie doprowadziło do wyrównania. Rzut wolny, wstrzelenie piłki w tłum i Tana, który dopada do wybitej futbolówki, po czym szczęśliwym uderzeniem po koźle nie daje szans Iraizozowi. Kolejna bramka w tym meczu, która narodziła się z chaosu. Spotkanie zakończyło się podziałem punktów, ale tylko jedna drużyna ma prawo być zadowolona z takiego rezultatu. Baskowie rozczarowali w porównaniu do poprzednich występów.

Składy:
Athletic: Gorka Iraizoz – Mikel Balenziaga, Xabier Etxeita, Carlos Gurpegi, Oscar de Marcos – Mikel San Jose, Mikel Rico (52’ Ander Iturraspe) – Markel Susaeta, Raul Garcia (67’ Javier Eraso), Inaki Williams (81’ Iker Muniain) – Aritz Aduriz

Las Palmas: Javi Varas – Dani Castellano, Aythami, David Garcia, David Simon – Juan Culio (80’ Momo), Vicente Gomez – Jonathan Viera, Tana (90+3’ Mubarak Wakaso), Nabil El Zhar (89’ Nauzet Aleman) – Sergio Araujo


Deportivo 1-2 Villareal

Spotkanie Deportivo z Villarrealem zapowiadało się jako jedno z ciekawszych w 18. kolejce La Liga. Oba zespoły znajdują się bowiem wysoko w ligowej tabeli i w obecnych rozgrywkach pezentują bardzo dobrą formę. W pierwszej połowie spotkanie nie obfitowało w wiele sytuacji bramkowych. Owszem, drużyny popisywały się kilkoma efektownymi wymianami podań, lecz rzadko przynosiło to zagrożenie pod polem karnym rywala. Impas przełamali pod koniec pierwszej połowy goście. Denis Suarez rozegrał rzut rożny z Mario i po wymianie podań obrońca Villarreal zagrał wzdłuż bramki, gdzie był już Bruno. Pomocnik „Żółtej Łodzi Podwodnej” bez większych problemów wpakował piłkę do siatki, dając swojej drużynie prowadzenie. Deportivo odpowiedziało tuż po przerwie. Błąd przy wyprowadzaniu akcji popełnił Victor Ruiz, który stracił futbolówkę na rzecz Lucasa Pereza. Napastnik gospodarzy popędził po skrzydle, po czym dograł w szesnastkę. Dośrodkowanie wykończył Luis Alberto i mecz na El Riazor zaczął się od nowa. Niedługo potem Lucas Perez mógł wykorzystać błąd innego obrońcy Villarrealu – Rukaviny. Ostatecznie jednak strzał snajpera Depor minął światło bramki. Na ofensywne poczynania graczy z La Corunii mogli bardzo skutecznie odpowiedzieć goście. Bakambu zabrał piłkę Sidneiowi, zagrał do Soldado, a nadbiegający Denis Suarez, który otrzymał podanie od wychowanka Realu Madryt, przegrał starcie z Germanem Luxem. Remis utrzymywał się aż do doliczonego czasu gry, wtedy Villarreal przeprowadził zabójczą kontrę. Po zagraniu z prawego skrzydła Denis Suarez podał do Samuela, który został bezmyślnie sfaulowany przez Fernando Navarro. Sędzia podyktował jedenastkę, a na gola zamienił ją bohater meczu Bruno. Goście zachowali dzięki temu kontakt ze ścisłą czołówką, z której powoli wypada Deportivo.

Składy:
Deportivo: German Lux – Fernando Navarro, Sidnei, Alejandro Arribas, Juanfran – Alex Bergantinos, Pedro Mosquera – Faycal Fajr, Luis Alberto (77’ Oriol Riera), Fede Cartabia (76’ Miguel Cardoso) – Lucas Perez

Villarreal: Alphonse Areola – Antonio Rukavina, Mateo Musacchio, Victor Ruiz, Mario Gaspar – Denis Suarez, Bruno Soriano, Tomas Pina, Jonathan dos Santos (80’ Nahuel Leiva) – Cedric Bakambu (65’ Leo Baptistao), Roberto Soldado (75’ Samuel)


Valencia 2-2 Real

Deser tej kolejki. Wszyscy czekali na to, co wydarzy się na Mestalla. Jak twierdziło wielu ekspertów, o swoją posadę grał Rafael Benitez, jeden z najlepszych trenerów w historii… Valencii. Fani Nietoperzy przywitali zrestą Hiszpana w ładny sposób, dziękując mu za wszystko. Kiedy zabrzmiał pierwszy gwizdek, sentymentów już jednak nie było. Wzajemne badanie sił, które dominowało w początkowych fragmentach, zostało jako pierwsze przerwane przez gospodarzy. Uderzenie głową Daniego Parejo minęło jednak nieznacznie bramkę Keylora Navasa. W odpowiedzi, w 16. minucie zaatakowali rywale. Akcję przeprowadziło trio BBC. Bale podał do Ronaldo, a Portugalczyk wykonał “no look pass” do Karima Benzemy. Snajper Realu takiej sytuacji zmarnować nie mógł – pewnym strzałem otworzył worek z bramkami. Od tego momentu więcej do powiedzenia mieli piłkarze Gary’ego Neville’a, którzy byli zmuszeni do jak najszybszej odpowiedzi. Dobre okazje mieli Cancelo oraz Andre Gomes, jednak żaden z nich nie pokonał golkipera Królewskich. W 44. minucie z groźną akcją wybrał się zaś Real. Piłkę w polu karnym wypuścił sobie Bale, który chwilę później się przewrócił. Jak wykazały powtórki – arbiter miał podstawy, by wskazać na jedenasty metr, bowiem nogi Walijczyka i Lucasa Orbana skrzyżowały się i doprowadziły do skasowania akcji. Gwizdek jednak milczał. Z kontrą wyszli zaś gracze Valencii, którzy wywalczyli… rzut karny. Andre Gomes minął z łatwością Pepe, który, nie dając za wygraną, sfaulował swojego rodaka. Wyrok wykonał z kolei Dani Parejo, który w takich sytuacjach myli się niezwykle rzadko. Po zmianie stron mecz cały czas rozgrywany był w szybkim tempie, choć początkowo brakowało składnych akcji, które zagrażałyby któremukolwiek z golkiperów. Pikanterii temu spotkaniu dodał Mateo Kovacić, który postanowił szybciej zejść na prysznic. Chorwat zakończył zmagania już w 68. minucie, bardzo ostro wchodząc w nogi Cancelo. Valencia zwietrzyła okazję, jednak nie posłała wszystkich dział do przodu. Zemściło się to po kwadransie, kiedy centrę Toniego Kroosa z rzutu wolnego na gola zamienił Gareth Bale. Jeśli ktoś już zapisywał madrytczykom trzy oczka, zdziwił się po kilkudziesięciu sekundach, gdy kapitalną akcję przeprowadzili gospodarze. De Paul dośrodkował w pole karne, Rodrigo zgrał piłkę głową, a Paco Alcacer tą samą częścią ciała umieścił ją w długim rogu bramki Navasa. Na tym emocje się nie skończyły, a najwięcej wydarzyło się w ostatniej minucie doliczonego czasu gry. Najpierw ani Ronaldo, ani Bale nie wykończyli dośrodkowania z narożnika boiska, a już po kilkunastu sekundach oko w oko z portero Realu stanął Alvaro Negredo, przegrywając jednak wojnę nerwów. Dobitka Andre Gomesa była z kolei niecelna. Jakby tego było mało, okazję miał jeszcze Bale, ale również on nie trafił w światło bramki. Zawodnicy Realu i Valencii stworzyli kapitalne widowisko, być może najlepsze w tym sezonie w lidze. To nie uchroniło jednak Rafy Beniteza przed utratą stanowiska – na jego miejsce zatrudniono Zinedine’a Zidane’a. Klub ze stolicy jest cały czas trzeci, a ten z Lewantu zamyka pierwszą dziesiątkę.

Składy:
Valencia: Jaume Domenech – Antonio Barragan, Aderlan Santos, Aymen Abdennour, Lucas Orban (80′ Rodrigo Moreno) – Dani Parejo (84′ Alvaro Negredo), Danilo Barbosa, Andre Gomes – Joao Cancelo, Paco Alcacer, Rodrigo De Paul (87′ Javi Fuego)

Real: Keylor Navas – Danilo, Pepe, Sergio Ramos, Marcelo – Toni Kroos, Luka Modrić, Mateo Kovacić – Gareth Bale, Karim Benzema (67′ Lucas Vazquez), Cristiano Ronaldo


Sporting 1-2 Getafe

Przedostatnią kolejkę w rundzie jesiennej zakończyło starcie Sportingu Gijon i Getafe. Niesprzyjające wyniki w innych spotkaniach sprawiły, że gospodarze wylądowali w strefie spadkowej i potrzebowali zwycięstwa, by się z niej wydostać. Na trzy oczka liczyło także jednak Getafe, które w poprzednich trzech seriach gier dzieliło się punktami z przeciwnikami. Od pierwszego gwizdka zdecydowanie lepiej prezentowali się miejscowi, którzy mieli nadzieję na drugą z rzędu domową wiktorię. Aktywna była lewa flanka, na której dobre zawody rozgrywał Jony. Nieźle spisywał się też duet napastników Sanabria – Guerrero, który kilka razy zagroził bramce Vicente Guaity. Ledwo minął kwadrans gry, a ci piłkarze zapewnili swojej drużynie prowadzenie. Przebitkę z Verginim wygrał Guerrero, a następnie dograł swojemu partnerowi, któremu pozostało już tylko wpakowanie futbolówki do pustej siatki. Podopieczni Abelardo mieli swoje okazje na to, by zdobyć drugiego gola, jednak w ich poczynaniach brakowało zimnej krwi w ostatnich fazach akcji. Były golkiper Valencii nie został ani razu zatrudniony na poważnie. Z biegiem czasu coraz więcej do powiedzenia mieli jego koledzy z ofensywy, jednak na coś więcej w ich wykonaniu należało poczekać do drugiej połowy. Piłkarze spod Madrytu chcieli jak najszybciej wyrównać. Pomóc im w tym próbowali gospodarze, którzy popełniali wiele błędów w defensywie. Jeden z nich zakończył się faulem w szesnastce – rzutu karnego nie wykorzystał jednak Pedro Leon. Przyjezdni dopięli swego w końcu w 69. minucie. Pablo Sarabia dośrodkował z rzutu wolnego, a niezdecydowanie rywali wykorzystał Cala, który z najbliższej odległości nie dał szans Cuellarowi. Nie minęło 120 sekund, a Getafe już prowadziło. Tym razem do siatki trafił sam Sarabia, wykorzystując dogranie Scepovicia. Od tego momentu atakowali już właściwie tylko zawodnicy Sportingu. Indywidualnych rajdów próbowali Halilović i Jony, ale żadnemu z nich, a także ich partnerów nie udało się znaleźć piłce drogi do bramki. Ostatecznie po trzy oczka sięgnęło Getafe, które plasuje się w górnej części drugiej połowy tabeli. Klub z Gijon otwiera zaś strefę spadkową.

Składy:
Sporting: Ivan Cuellar – Lucas Hernandez, Jorge Mere, Bernardo Espinosa, Isma Lopez (75′ Carlos Castro) – Alen Halilović, Omar Mascarell, Nacho Cases, Jony Rodriguez – Guerrero (67′ Alberto Lora), Antonio Sanabria (82′ Alex Barrera)

Getafe: Vicente Guaita – Damian Suarez, Santiago Vergini, Cala, Roberto Lago – Juan Rodriguez, Mehdi Lacen – Pedro Leon (65′ Wanderson), Victor Rodriguez (90+3′ Karim Yoda), Pablo Sarabia – Stefan Scepović (79′ Alvaro Vazquez)


Mecz kolejki: Valencia – Real 2:2

Liczby kolejki:
best_11_18kolejka

Piłkarz kolejki: Bruno Soriano (Villarreal)
Bruno znów pokazał klasę. Tym razem został bohaterem niezwykle ważnego spotkania przeciwko Deportivo. Dwie bramki i dużo spokoju, szczególnie podczas wykonywania rzutu karnego w doliczonym czasie gry, pozwoliły jego drużynie na odniesienie zwycięstwa. W dużej mierze właśnie dzięki postawie Bruno, Villarreal utrzymuje się w ścisłej czołówce La Liga, depcząc po piętach Realowi, Barcelonie i Atletico.

Cienias kolejki: Ruben Blanco (Celta)
To nie był dobry mecz dla bramkarza Celty. W pierwszej połowie jego zespół stracił dwa gole po dośrodkowaniach, podczas których Blanco stał przyspawany do linii bramkowej. To nie był jednak koniec, ponieważ w drugiej połowie golkiper “wyciął” w polu karnym napastnika Malagi, za co obejrzał czerwoną kartkę. Po zejściu z boiska Blanco, jego drużyna nie straciła już żadnej bramki, mimo iż rywale m. in. wykonywali jedenastkę.

Pozytywne wyróżnienie kolejki: Thomas Teye (Atletico)
Co za tygodnie pomocnika Atletico! W poprzednim sezonie grał na wypożyczeniu w Almerii i spisywał się bardzo dobrze, ale kto spodziewał się, że w obecnych rozgrywkach stanie się chociażby wartościowym rezerwowym? Thomas w meczu poprzedniej kolejki z Rayo wszedł z ławki i zanotował ważną asystę, a podczas spotkania z Levante zdobył zwycięską bramkę, gdy reszta drużyny biła głową w mur. Pomocnik puka coraz mocniej do drzwi pierwszego składu i Cholo na pewno będzie miał duży ból głowy.

Negatywne wyróżnienie kolejki: Sevilla
Nadal źle dzieje się w Sevilli. Choć wydawało się, że po wygranej z Valencią coś ruszyło do przodu, to ostatnia porażka z Granadą przeczy tym założeniom. Wiele negatywnych słów należy się przede wszystkim formacji obronnej Andaluzyjczyków. W meczu z Granadą cały blok defensywny pod przywództwem Ramiego i Kolodziejczaka wręcz zaprosił przeciwników do strzelania bramek. Sevilla ma coraz mniej czasu na złapanie właściwego rytmu.

Gol kolejki: Borja Baston (Eibar)
Snajper Eibaru potwierdził swoją bardzo dobrą dyspozycję. W spotkaniu z Betisem wszedł już właściwie na gotowy wynik, jednak nie zadowolił się samą obecnością na boisku. Już 6 minut po zameldowaniu się na murawie zdecydował się na uderzenie z ponad dwudziestu metrów. Strzał był na tyle precyzyjny, że Antonio Adan nie miał żadnych szans – musiał wyciągać futbolówkę z bramki po raz czwarty. Kapitalny gol.

Pudło kolejki: Luis Suarez (Barcelona)
W tej kolejce zawodnicy pudłowali w naprawdę dobrych sytuacjach. Ważne goli powinni zdobyć: Alvaro Negredo, Ruben Castro czy też Daniel Wass. Za największą wtopę kolejki uznaliśmy jednak sytuację Luisa Suareza. Sytuacja paradoksalnie nie była taka prosta, ponieważ piłka od Rakiticia była trudna, a w międzyczasie błąd zaliczył obrońca oraz bramkarz, który wyłożył się jak długi przed Urugwajczykiem. Luisito miał ostatecznie jednak świetną pozycję do tego, aby skierować piłkę do siatki. Kąt był niewielki, ale za to bramka pusta, więc napastnik klasy Suareza powinien sobie poradzić z tymi trudnościami. El Pistolero jednak spudłował, a Barcelona bezbramkowo zremisowała w derbach.

klasyfikacje_18kolejka

Terminarz 19. kolejki (09-10.01.2016):
Sobota, 09.01:
Barcelona – Granada (godzina 16)
Getafe – Betis (18:15)
Sevilla – Athletic (18:15)
Real – Deportivo (20:30)
Levante – Rayo (22:05)
Niedziela, 10.01:
Villarreal – Sporting (12)
Sociedad – Valencia (16)
Eibar – Espanyol (18:15)
Las Palmas – Malaga (18:15)
Celta – Atletico (20:30)

Autorzy:



Grafika: Maciej Bożek