La Liga: grają w niej gwiazdy, rządzą nią imbecyle

To co dzieje się w lidze hiszpańskiej w tym sezonie przechodzi ludzkie pojęcie. Przestało mnie to śmieszyć, naprawdę. Ba, zaczynam coraz częściej wierzyć w to, iż La Liga pod względem organizacyjnym schodzi powoli dno.

Nie mówię o tym tylko dlatego, że na błędach sędziowskich cierpi ostatnio Barcelona. Nie. To byłoby podejście typowego – z całym szacunkiem – “gimbucha”, który kibicuje Dumie Katalonii od czasu przyjścia jakiegoś piłkarza z medialnym nazwiskiem lub chwili odkrycia tego, iż w świecie futbolowym istnieje ktoś tak genialny jak Leo Messi. To nie o to chodzi. Na kompromitacjach sędziowskich cierpi cała liga. Jej krystaliczny wizerunek zaczyna się zmieniać. A przecież Primera División ma walczyć o prymat ze słynną Premier League. Zaczynam w to mocno wątpić. Poziom sportowy jest, jaki jest, jednak technicznie zawodnicy przerastają tutaj w dalszym ciągu piłkarzy z innych lig europejskich. Serdecznie pozdrawiam z tego miejsca “obiektywnych” kibiców drużyn z Premiership, którzy na każdym kroku podkreślają, że w La Liga grają “panienki”, “aktorzy”, “symulanci” albo totalni outsiderzy. Istne ociekanie obiektywizmem. Polecam w takim wypadku obejrzeć kilka absolutnie ‘przepisowych’ akcji piłkarzy Chelsea, Manchesteru United czy innej angielskiej ekipy. Zapewniam – będzie na co popatrzeć.

(Czytaj dalej)