La resurrecció de tiki-taki

*Jest wiele czynników w piłce nożnej, które zwiększają szansę na odniesienie zwycięstwa. Jednym z najważniejszych jest taktyka – strategia i plan działania, które trener wybiera i stara się dopracować do perfekcji, tak aby właśnie zmaksymalizować szanse na strzelenie bramki i jej niestracenie.

Futbol raó d’Estat

 Zwycięstwo jest celem nadrzędnym; tak jak w polityce idzie o zdobycie i utrzymanie władzy, bez względu na cenę, tak w sporcie chodzi o bycie o krok przed przeciwnikami. Bez względu na koszty. Jest to wyższość interesu klubu A nad interesami pozostałych klubów. Do czego to może prowadzić? Efekty zaślepienia taktycznego, brak elastyczności doprowadził do odpadnięcia z rozgrywek Ligi Mistrzów FC Barcelony, Bayernu Monachium i Chelsea Londyn. Nieprzypadkowo wymieniam te zespołu, bo piętno na ich taktykach odcisnęli Pep Guardiola i Jose Mourinho.

Ci dwaj trenerzy w ostatnich latach zdominowali sportowe salony. Stali się wyroczniami i prorokami – to oni wyznaczali trendy – jak grać aby wygrać. Dzieli ich wiele, ale łączy jedno – chęć wygrywania zawsze, wszędzie i z każdym. Obaj zaproponowali dwa odmienne modele. Jeden oparty na possessió, drugi wręcz przeciwnie: na braku posiadania piłki.

W felietonie Jonathana Wilsona, autor jasno i dobitnie wysłał wiadomość do wszystkich sympatyków Barcelony i Guardioli: tiki-taka nie umarła.

Models

 Na obecną chwilę rozróżniłbym trzy podstawowe modele taktyczne: Guardioli, Mourinho, trzeci roboczo możemy nazwać modelem elastycznym – balansującym między pierwszym, a drugim. Z trzeciego modelu korzystał m.in. Bayern Monachium w sezonie 2012/13 pod wodzą Juppa Heynckesa.

Nie obejdzie się rzecz jasna bez krótkich opisów wyżej wymienionych modeli:

  1. Guardiola nie był pierwszym, który czerpał z idei futbolu totalnego. Jednak to Katalończyk właśnie, doprowadził ten model do perfekcji w Barcelonie (2008-2012 14 trofeów). Elementy charakterystyczne: wysoka linia obrony, maksymalnie wysoki i intensywy pressing, wymienność pozycji, maksymalne posiadanie piłki, które jest najlepszą metodą obrony (skoro ja mam piłkę, przeciwnik jej nie ma, ergo nie ma jak mnie skrzywdzić); atak pozycyjny na najwyższym poziomie.

  2. Mourinho preferuje odmienny styl gry – głęboka defensywa, dwie linie obrony grające blisko siebie, nastawienie się na kontrataki; posiadanie piłki nie jest wymagane, bo łatwiej się bronić niż atakować.

  3. Jupp zmiksował dwa powyższe style, co mogliśmy zaobserować chociażby w półfinale Ligi Mistrzów, gdzie monachijski kolos zdemolował Barcelonę 7-0. W tych meczach mogliśmy zobaczyć i wysoki pressing i głęboką obronę; atak pozycyjny i grę z kontrataku. Jednym słowem elastyczność i dopasowanie się do rywala.

Kluczem do zwycięstwa dzisiaj jest elastyczność i równowaga. Finaliści tegorocznej Ligi Mistrzów potwierdzają tę tezę. Oba stołeczne kluby – Real i Atletico – w tym sezonie osiągnęły równowagę, między atakiem pozycyjnym, a grą z kontrataku; między wysokim pressingiem, a dobrze ustawioną linią obrony. Real Madryt potrafił znaleźć słabe punkty w taktyce Bayernu, pozostając równocześnie zespołem agresywnym i zwartym. Pod względem taktycznym, drugi półfinał, był ciekawszy, bo tak Mourinho jak trener Atleti Simeone, preferują grę z kontrataku, ale właśnie w rewanżu na Stamford Bridge w Londynie, mogliśmy zobaczyć, że Rojiblancos równie dobrze czuja się z piłką przy nodze, jak i bez niej.

Jeżeli wyobrazimy sobie te trzy modele na wykresie, to będzie wyglądało to mniej więcej tak:

Wykres w jasny i prosty sposób pokazuje, jak wygląda korelacja między posiadaniem, a jego brakiem oraz między grą w ataku pozycyjnym, a grą opartą w głównej mierze na kontratakach. Trzeba zaznaczyć, że wszysko jest bardzo płynne – jeszcze rok temu, Bayern na powyższy wykresie, znajdowałby się w samym centrum – obecnie po zmianach Guardioli, gra niemieckiego zespołu, jest zbliżona do tego co widzimy na Camp Nou. To samo tyczy się Realu Madryt – rok temu w starciach z Barceloną, Królewscy znajdowaliby się w podobnym miejscu co obecnie Chelsea Londyn.

Mourinho yo Guardiola

Jeszcze łatwiej będzie nam sobie uświadomić podział na trzy modele, patrząc na taki wykres:

Dwa odmienne spojrzenia na piłkę, cel ten sam. W lutowym wydaniu Barca Flash, pozwoliłem sobie na delikatne zarysowanie sylwetki Pepa Guardioli – futbolowego wizjonera. Najwyższa pora skonfrontować postać katalońskiego trenera z jego największym (?) oponentem w świecie piłkarskim.

La controvèrsia de tesi

 Przechodząc do clou tematu. W biografii Jose Mourinho pióra Diego Torresa, możemy znaleźć filary taktyczne, którymi kieruje się Portugalczyk. Budzą one ambiwalentne odczucia. Oto siedem dogmatów Mou:

  1. Wygrywa zespół, który popełni mniej błędów.

  2. Futbol sprzyja temu, kto sprokuruje więcej błędów u przeciwnika.

  3. Z dala od domu istotniejsze jest wykorzystanie błędów rywala, niż bycie od niego lepszym.

  4. Kto jest częściej przy piłce, ma okazję do popełnienia większej ilości błędów.

  5. Kto wyrzeka się posiadania piłki, zmniejsza możliwość popełnienia błędu.

  6. Kto ma piłkę – ten odczuwa strach przed brakiem kontroli, w sytuacji kiedy piłki nie ma.

  7. Kto nie ma piłki, ten jest silniejszy.

Prześledzmy i zanalizujmy je po kolei. Pierwsze stwierdzenie jest oczywiste. Każdy sport to gra błędów. Pytanie czy zawsze jest tak, że popełnienie mniejszej ilości błędów, z automatu zwiększa szanse na zwycięstwo? Pamiętajmy też, że błą błędowi nie równy. Można popełnić setki błędów w jednnym meczu i go wygrać; z drugiej strony – czasami jeden jedyny błąd zaważa o końcowym wyniku. Drugie stwierdzenie trzeba rozważyć w nawiązaniu do pierwszego. Kolejne pytanie: czy to zespół A prokuruje błędy zespołu B, czy zespół B sam je popełnia bez większego udziału zespołu A?

Punkt trzeci też nie budzi większych zastrzeżeń. Ale dlaczego nie można być lepszym od rywala na jego boisku? Wykorzystanie błędów rywala i bycie od niego lepszym, nie wyklucza się. Chelsea Londyn w pierwszym półfinale Ligi Mistrzów, sprzeniewieżyła się tej zasadzie do cna. Londyńczycy mający taką kadrę i takie zasoby, nawet nie starali się sprokurować błędów i rywala, co więcej – grali futbol tak prymitywny, że aż oczy bolały. Mourinho jest głównym winowajcą porażki w tym dwumeczu.

Kolejne cztery punkty to już jawna futbolowa herezja. Z tych tez wynika, że posiadanie piłki jest złe, ponieważ: kto ma piłkę zwiększa ryzyko popełnienia błędu. Kto ma mniejsze posiadanie, ten popełnia mniej błędów. Ostatnia konkluzja: kto nie ma posiadania odczuwa strach, przed brakiem kontroli, ergo kto nie ma piłki jest silniejszy…

Els límits de l’absurd

Absurd goni absurd – tak można streścić ostatnie tezy Mourinho. Dlaczego? Na to pytanie odpowiedział m.in. Krzysztof Stanowski w swoim felietonie:

Generalnie gdyby wsłuchać się w głosy po ostatnich meczach Ligi Mistrzów, można wywnioskować, że dzisiaj piłka – jako przedmiot – jest już passe i że w piłkę najlepsi grają bez piłki. Podobno ludzie rzygają już tiki-taką, teraz znawcy cmokają, gdy formacja obronna się równo przesunie i gdy bramkarz prawidłowo ustawi mur. Kopanie piłki jest przestarzałe, niemodne i podobno coraz częściej świadczy o bezradności, w modzie jest przeszkadzanie. Kto najlepiej przeszkadza, ten zbiera komplementy. Mnie się zawsze wydawało, że piłka to dość prosta gra. Jeśli pójdziemy na boisko przed blokiem, to na każdym zobaczymy ten sam widok: najlepszy chłopiec ma piłkę, najgorsi stoją i przyglądają się, co z nią zrobi. Tak jest wśród dziesięciolatków, wśród trzynastolatków i wśród szesnastolatków też. To stara i niepodważalna zasada. Nie słyszałem jeszcze o osiedlowym magiku, który piłkę dostawałby raz na pół godziny i pozbywał się jej w pierwszym kontakcie. Nie słyszałem też o drużynie złożonej z młodszych bądź starszych dzieciaków, która uznawana byłaby za najlepszą, mimo że piłkę oddawała przeciwnikowi. Od niepamiętnych czasów było jasne: jeśli przyjechali na twoje boisko prawdziwi kozacy, to będą grali ci piłką przed nosem, ale jej nie powąchasz. Będziesz biegał z wywieszonym jęzorem, a piłki nie dogonisz.

Panie Mourinho, pan się myli! Tchórzem jest ten, kto mimo możliwości, zasłania się i gra defensywnie. To drużyna bez piłki nie posiada ani piłki, ani tym bardziej kontroli nad spotkaniem. To possessió jest wyznacznikiem kontroli, to futbolówka jest symbolem kontroli! Ja mam piłkę, ty jej nie masz. Ja mam władzę, ty możesz tylko ograniczać moje poczynania. Strachem i tchórzostwem jest niewykorzystwanie potencjału swoich zawodników. Uważam, że każdy inny trener Chelsea, mjący pod swoimi skrzydłami Hazarda, Oscara czy Williama, lepiej spożytkowałby ich umiejętności.

Granie w defensywie to pójście na łatwiznę. Prawdziwym wyzwaniem jest granie łaciatą. niech nikt nie sądzi, że gloryfikuję teraz tikt-takę. Po prostu bardziej cenię sobie drużynę, która kreuję grę niż ogranicza się tylko do samej destrukcji.

Nie można deprecjonować osiągnięć Jose Mourinho, ale jak najbardziej można krytykować styl jego drużyn w starciach z równymi sobie przeciwnikami (z całym szacunkiem, ale nie sztuką jest zmiażdżenie ligowe ogórka do zera). Przśledzmy cztery ostatnie półfinały drużyny portugalskiego trenera. Porażki z Barceloną, Bayernem, Borrusią i Atletico. W każdym z tych meczów, drużyny pod jego wodzą miały ogromne szanse na zwycięstwo i awans do finału. Ale co wolał zrobić Mou po zdobyciu bramek w meczach z Atleti, Bayernem na Santiago Bernabeu i z Borussią w Niemczech? Schować się za podwójną gardą i dowieźć wynik.

Cicle de canvi

Nie ma jednego jedynego, doskonałego modelu taktycznego, który zawsze zagwarantuje zwycięstwo. W ostatnich sezonach widać renesans futbolu brytyjskiego – z szybkim przejściem do ataku, z silną i zwartą defensywą. I to nie jest broń Boże nic złego. Taka jest kolej rzecz, taki jest cykl.

 *Tytułem wstępu. Ten felieton pierwotnie miał się ukazać w maju tego roku- z wielu przyczyn tak się nie stało. Mimo to uważam, że jest on godny uwagi patrząc z perspektywy czasu na to co działo się w maju (wygrana Atletico w lidze i Realu w Lidze Mistrzów) oraz w Brazylii (finał Argentyna-Niemcy świetnie wpisuje się w tematykę tekstu).