La Roja wraca z Londynu…

“Czasami każdy musi mieć czas na rozkręcenie. Nawet faworyci.” powtarzaliśmy sobie. Choć trochę trudno w to uwierzyć, to, co zobaczyliśmy podczas występów Hiszpanów na Igrzyskach w Londynie, przyniosło nam jedynie rozczarowanie.  Co takiego stało się, że La Roja już po dwóch meczach może oficjalnie pożegnać się z IO?

W pierwszym spotkaniu z Japonią prawie w każdym elemencie rywale okazywali się być lepsi. Ich problemem stała się jedynie skuteczność i to ona wpłynęła na niewielki wynik pogrążający Hiszpanów. Gdyby nie to, że celność nie była atutem rywali, La Roja najpewniej poległaby sromotnie, gdyż akcje Azjatów w polu karnym Hiszpanii należały do stałych elementów gry. Olimpijczycy z Półwyspu Iberyjskiego natomiast nie dali rady wyjść z cienia Japończyków na tak długo, by jakkolwiek im zagrozić. Czy sytuacja na boisku nie powinna była potoczyć się… na odwrót? Zastanawialiśmy się już wtedy, co było przyczyną tak katastrofalnego meczu w wykonaniu faworytów. Niełatwo uwierzyć, że radość i pomeczowa duma promieniowała od ich przeciwników, a nie od nich samych.

Nadziei na polepszenie swojej sytuacji Hiszpanie szukali w niedzielnym meczu z Hondurasem. Niestety, już w 7. minucie na prowadzenie wyszli przeciwnicy. Pomimo że La Roja przebudziła się pod koniec pierwszej połowy spotkania, nie dali rady wyrównać wyniku. Do końca meczu zdecydowaną przewagę mieli Honduranie, podczas gdy reprezentanci Hiszpanii co najwyżej obijali ich poprzeczkę. Zapewnili jednak wyjątkowo nerwową końcówkę. Hiszpanie bardzo szybko uświadomili sobie, że tylko gol w tych ostatnich minutach da im szansę na wyjście z grupy.  “Lo siento”, czyli wybaczcie, nie udało się…

W środę Hiszpanie zagrają swoje ostatnie spotkanie w tych Igrzyskach. Przeciwnikiem będzie drużyna z Maroko i jest to mecz wyłącznie o honor. Jakież to przedziwne uczucie, widząc Hiszpanów walczących jedynie o dumę,  a do tego bez punktu na koncie. Być może przerosła ich gra o wszystko, a być może miewają teraz gorsze dni. Jedynym plusem, jakiego możemy się dopatrzeć, jest to, że Jordi Alba będzie mógł wcześnie wrócić do treningów z Barcą. Ale czy nie przyjemniej wracałoby się troszkę później, a z zadowalającym wynikiem?

Kolejny faworyt na IO wraca do domu z pustymi rękami. Łatwo jest to po prostu powiedzieć, jednak jeśli z tym faworytem wiązaliśmy naprawdę wielki wynik, ciężko się z tym pogodzić. Rozczarowanie, wielki smutek. To tyle, co pozostało nam po tych nieudanych Igrzyskach. Nie da się ukryć, że liczyliśmy na zdecydowanie więcej. Myśl o złocie olimpijskim rozmyła się niesłychanie szybko, a przecież trzeba wracać do pracy z klubami. Miłe są niespodzianki, ale raczej nie na taką liczyliśmy.