Łagodny zjazd w stronę Bernabeu, czyli zapowiedź meczu Rayo – Barcelona

Doczekaliśmy się w końcu siódmej kolejki La Liga, która będzie ostatnią przed przerwą na spotkania międzynarodowe. Tym razem Barcelona rusza na Vallecas, gdzie zmierzy się z Rayo. To dość wygodny przeciwnik dla wicemistrza Hiszpanii. Kłopoty sprawiał z rzadka, a jeśli już to robił, to zazwyczaj i tak kończył porażką. Trzy oczka będą tu obowiązkowe, ponieważ po tym starciu pozostanie tylko już jeden mecz ligowy do Gran Derbi. Nie wyprzedzajmy jednak faktów. Skupmy uwagę tylko i wyłącznie na Rayo.

Pozwolę sobie na odrobinę prywaty. Te mecze – pomiędzy Rayo i Barceloną – zawsze są dla mnie ciężkie. Poza Dumą Katalonii uwielbiam również drużynę Paco Jemeza i nie zdarzyło się jeszcze tak, żebym nie miał mieszanych uczuć po spotkaniu. No bo w końcu nigdy nie będę w pełni usatysfakcjonowany z wyniku. Któraś z drużyn w tym starciu pogubi punkty, a to nie jest mi do końca na rękę. Większe szanse na to ma jednak Rayo. Gdyby popatrzeć w tabelę, to ciężko znaleźć klub, który by tak bardzo „pasował” Barcelonie. Kiedy powiem, że w ostatnich sześciu starciach z Piratami Barcelona ma komplet zwycięstw, to nie będzie bardzo szokujące. Jeśli dodam, że Blaugrana w tych konfrontacjach zdobyła 29 goli, co daje średnią 4,8 bramki na mecz, to pewnie niektórzy przetrą oczy ze zdziwienia. To jednak nie wszystko. Rayo w ciągu tych spotkań trafiło tylko raz do siatki bardziej utytułowanego rywala. Szczerze mówiąc, w tym momencie mógłbym zakończyć zapowiedź, bo chyba nie ma celniejszej statystyki, która pokazywałaby przepaść pomiędzy oboma zespołami. Żeby było jeszcze bardziej szokująco, dodam, że bilans bramek w ostatnich trzech meczach na Vallecas wynosi 0-16.

Na 29 zdobytych bramek aż 9 to dzieło Leo Messiego. Sześć ustrzelił Pedro, cztery w samym zeszłym sezonie. Po trzy mniej dołożyli Alexis z Villą, a jednokrotnie trafiali do siatki Rayo: Keita, Xavi, Cesc, Thiago, Adriano i Neymar. Większości z tych zawodników nie ma już w klubie, ale można zwrócić uwagę na Pedro, który ma całkiem niezły dorobek z ekipą Paco Jemeza. Jeszcze kilka-kilkanaście miesięcy temu powiedziałbym, że Hiszpan spokojnie poprawi swój wynik, ale teraz nie jestem tego taki pewien. Od dłuższego czasu Kanaryjczyk jest poniżej swojej optymalnej dyspozycji. Zawodzi na każdym kroku, a każdy następny mecz z jego udziałem pozwala wyciągnąć wnioski, że obecnie wyżej w hierarchii powinni znajdować się od niego Munir i Sando. Przypomnę tylko, że to oficjalnie nadal gracze rezerw… Skoro już mówimy o formie, to ciężko nie wspomnieć o potyczce z PSG w środku tygodnia. Przed rywalizacją mieliśmy wrażenie, że obrona w końcu funkcjonuje bez zarzutu, ale mocniejsza drużyna rozwiała wszystkie nasze wątpliwości. Boczni defensorzy byli cieniami własnych siebie, a fason jedynie trzymał Mathieu. To jednak sprawa na inny artykuł, który już niedługo ukaże się na stronie. Niech spotkanie z Rayo nie zamaże nam na nowo pewnych wniosków, które zdążyliśmy już niedawno wyciągnąć.

Jak Barcelona stoi z kadrą? Idealnie. Ostatni kontuzjowany – Masip – już dwa dni temu otrzymał pozwolenie na grę po wyleczeniu złamanego kciuka. Oczywiste jest to, że nie wystąpi, ale to pokazuje nam, że Luis Enrique może wybierać spośród wszystkich graczy. Czy trener szykuje jakieś niespodzianki? Na pewno. Już potrafił sadzać na trybunach Pique, Bartrę czy Mathieu, więc teraz też możemy spodziewać się…niespodziewanego. Rayo natomiast wystąpi bez dwóch kontuzjowanych piłkarzy pierwszego składu. Pierwszym z nich jest Christian Alvarez, który pauzuje już od meczu z Bilbao przez uraz mięśnia uda. Z kolei Ze Castro został dopuszczony do treningów z grupą, ale szkoleniowiec nie zdecydował się umieścić go na liście zgłoszonych na spotkanie.

Barcelona najbardziej powinna się obawiać Leo Baptistao. Brazylijczyk wrócił na stare śmieci, i choć miał kiepski początek to obecnie spisuje się coraz lepiej. Ma na koncie cztery bramki, z czego wszystkie zdobyte w dwóch ostatnich kolejkach. Taki sam dorobek bramkowy posiada inny z graczy Rayo – Alberto Bueno, który w ostatnich spotkaniach strzela mniej niż to miało miejsce na starcie sezonu. Groźny będzie również skrzydłowy Gael Kakuta. Czarnoskóry zawodnik już ma na koncie dwie bramki oraz mnóstwo udanych dryblingów w tym sezonie. Ta trójka będzie najmocniej zagrażać Claudio Bravo, który stanie przed okazją, aby wpisać się złotymi zgłoskami do historii La Ligi. Wystarczy mu 21. minut bez straty bramki na Vallecas, aby zostać samodzielnym rekordzistą w liczbie minut bez wpuszczonego gola od momentu inauguracji ligi. Wydaje się to niesamowicie nieprawdopodobne, żeby ta sztuka nie udała się Chilijczykowi, ale takie wyniki najbardziej lubią się psuć przeciwko drużynom, z którymi zawsze szło gładko i nie stanowiły one większego zagrożenia, więc lepiej nie zapeszać. Spotkanie zaczyna się już o 18.00, więc mam nadzieję, że będziemy wspólnie dopingować naszemu bramkarzowi oraz całej drużynie. Może tylko moje serce będzie rozdarte, ale zadowolę się każdym wynikiem. Do zobaczenia przed odbiornikami!

04.10.2014, godz. 18.00, Estadio de Vallecas
7. kolejka La Liga
Rayo Vallecano – FC Barcelona

Przewidywane składy:

Rayo: Tono – Tito, Abdoulaye Ba, Jorge Morcillo, Emiliano Insua – Raul Baena, Roberto Trashorras – Gael Kakuta, Alberto Bueno, Lica – Leo Baptistao

Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Jeremy Mathieu, Jordi Alba – Sergio Busquets, Andres Iniesta, Ivan Rakitic – Neymar, Leo Messi, Pedro

Opinie redaktorów:

Dominika Siudem (DumaKatalonii.pl): Zadaniem FC Barcelony jest jedno: wygrać. Zespół z Katalonii musi chociaż odrobinę zmazać z siebie ostatnią porażkę. Oczywiście wiadomo, że Rayo to nie PSG, ale każda wygrana cieszy. Jeśli chodzi o statystyki, to Barça nie powinna mieć problemów z pokonaniem zespołu z Madrytu, gdyż na 30 ligowych spotkań przegrała tylko cztery. Rayo jednakże potrafi zaskoczyć w tym sezonie w meczach u siebie, chociażby wygraną z Athletikiem Club czy remisem z Atlético Madryt. Jednakże to FC Barcelona jest ewidentnym faworytem. Pytanie tylko czy uda jej się nie stracić bramki. Mój typ: 2:0

Wojciech Lewandowski (BlogFCB.com): Po meczu na Parc de Princes, który mimo niekorzystnego dla Dumy Katalonii wyniku mógł się podobać, będąc pokazem futbolu z najwyższej półki, czas na powrót do ligowej rzeczywistości. Moim zdaniem w Madrycie należy spodziewać się równie efektownego meczu. Drużyna Paco Jemeza jest znana ze swojej nieugiętości i bez względu na to, kto przyjeżdża na Vallecas, prezentuje ten sam ofensywny i bezkompromisowy styl, a to tylko woda na młyn dla Blaugrany. Patrząc na wyniki z poprzednich lat (6-0, 4-0, 3-1, 5-0, 7-0 itd.) – faworyt może być tylko jeden. Gra jednak będzie toczyć się nie tylko o ligowe punkty. Claudio Bravo, który powinien wrócić do pierwszego składu, potrzebuje 21 minut, by pobić rekord Artoli bez wpuszczonego gola (portero Barcelony będzie musiał na niego zapracować, biorąc pod uwagę fakt, że Rayo strzela sporo bramek, mając w ataku groźnych i nieobliczalnych Leo Baptistao, Bueno czy Kakutę), a będący od początku sezonu w wyśmienitej formie Messi powinien w końcu zacząć gonić czołówkę klasyfikacji strzelców, która niebezpiecznie odjeżdża Argentyńczykowi (rywal wydaje się ku temu idealny). Reasumując, w sobotę liczę na ciekawe i przyjemne dla oka widowisko zakończone wysokim zwycięstwem Blaugrany. Mój typ: 3-0 dla Barçy.