Leo Messi show! Barcelona gromi Manchester City

Miało być wielkie piłkarskie święto na Camp Nou i nie zawiedliśmy się! W trzeciej kolejce fazy grupowej Ligi Mistrzów Barcelona pokonała Manchester City aż 4:0, a niekwestionowaną gwiazdą starcia po raz kolejny został Leo Messi!

Emocje rozpoczęły się już ponad godzinę przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Obaj trenerzy zaskoczyli doborem składu na to spotkanie. Okazało się, że nie w pełni sił jest jeszcze Sergi Roberto, którego zabrakło nawet na ławce. Podobny los spotkał po raz kolejny z rzędu Aleixa Vidala, wobec czego Luis Enrique postanowił wystawić na prawej obronie… Javiera Mascherano. Miejsce Argentyńczyka na środku defensywy zajął zgodnie z przewidywaniami Samuel Umtiti. Jeszcze bardziej zaszokował Pep Guardiola, decydując się pozostawić swoją największą gwiazdę, Sergio Aguero na ławce. Rolę fałszywej dziewiątki pełnił od początku meczu Kevin De Bruyne, chociaż było widoczne, że nie jest to komfortowa pozycja dla Belga.

Już pierwsze fragmenty pokazały, że Guardiola nie przyjechał do domu odbębnić 90 minut i udać się w podróż powrotną. Zespół z Anglii ruszył na Barcę zdecydowanie. Choć to gospodarze mieli częściej piłkę przy nodze, rywale nie odstępowali ich na krok, stosując pressing już pod samym polem karnym ter Stegena. Na szczęście Niemiec i jego koledzy z pola wielokrtonie zachowali zimną krew, umiejętnie wychodząc spod ataków przyjezdnych. Kiedy już futbolówkę przy nodze mieli z kolei Obywatele, nie ograniczali się do szybkich, rozpaczliwych akcji, tylko cierpliwie budowali kolejne ataki, zgodnie z doskonale znaną filozofią swojego szkoleniowca.

Ponadto Pep postawił na twardą grę, co dawało się we znaki gwiazdorom Barcy. Już w pierwszej połowie Luis Enrique był zmuszony dokonać dwóch zmian, obu w formacji obronnej. Choć w przypadku Jordiego Alby nie można mówić o skutkach starcia z przeciwnikiem, tylko o odnowieniu się kontuzji, o tyle w przypadku Gerarda Pique zadziałał bezpardonowy atak Davida Silvy. Utrata tak ważnych zawodników, w tym absolutnego szefa katalońskiej defensywy, utrudniło życie Blaugranie, ale Lucas Digne i Jeremy Mathieu z całych sił starali się, by nie było to aż nadto odczuwalne.

W międzyczasie kibice byli świadkami otwierającej bramki. Po szybkiej kontrze Messi podał do Iniesty, który zdecydował się zagrać piłkę zwrotną do Argentyńczyka. Crack Barcy wykorzystał poślizg Fernandinho i pewnie pokonał Claudio Bravo. Co do upadku Brazylijczyka, piłkarze z Manchesteru chyba źle dobrali obuwie, bo ich wywrotki były stałym elementem wczorajszego widowiska.

W końcówce pierwszej części uaktywnili się rywale. The Citizens mieli kilka szans na wyrównanie, ale swój kunszt pokazał Marc-Andre ter Stegen, który zebrał mnóstwo pochwał – głównie za chłodną głowę i pewność podejmowanych decyzji.

Nie minęło 10 minut od zmiany stron, a Blaugrana zyskała kolejną przewagę. W jednej z sytuacji źle zachował się Bravo, który stracił futbolówkę po interwencji za polem karnym, a następnie dotknął jej ręką poza obrębem szesnastki. Milorad Mazić wyrzucił Chilijczyka z boiska, co całkowicie zdezorganizowało grę Anglików. Od tego momentu nie mogli sobie pozwolić na tak wysoki pressing, przez co stracili kilka atutów. W dodatku nienasycony pozostawał Leo Messi, który w ciągu ośmiu minut zdobył kolejne dwie bramki, wykorzystując błędy Manchesteru w defensywie i kompletując drugiego w tej edycji Ligi Mistrzów hat-tricka.

Rywale byli coraz bardziej bezradni, choć kilka razy potrafili wyjść z ciekawą akcją. Pikanterii postanowił przydać jeszcze Jeremy Mathieu, który w cztery minuty po strzeleniu trzeciego gola przez Messiego ujrzał dwie żółte kartki, wobec czego siły się wyrównały. Guardiola wprowadził w końcu na boisko Aguero, ale snajper zupełnie nie potrafił odnaleźć się na boisku. W atakach nie ustępowała z kolei Barca. W końcówce rzut karnym po faulu na Messim wykonywał Neymar. Uderzenie Brazylijczyka obronił Willy Caballero, ale ’11′ Dumy Katalonii zrehabilitowała się dwie minuty później, wykorzystując asystę Leo.

Na tym gracze Luisa Enrique poprzestali. Choć spotkanie było bardziej wyrównane niż wskazywałby na to wynik, to Barca posiadała przewagę. Mimo strat piłkarzy w pierwszej połowie i konieczności przeprowadzenia szybkich dwóch zmian, gospodarze wykorzystali swoje doświadczenie i wypunktowali wszystkie błędy Manchesteru. Niewątpliwie bardzo ważnym momentem było wyrzucenie z boiska Claudio Bravo. Hiszpanie przez dwadzieścia minut gry w przewadze osiągnęli taką przewagę i zmęczyli rywali na tyle, że w końcówce spotkania nie pozostało im nic innego niż kontrola rezultatu i przeprowadzanie kolejnych pojedynczych ataków. Na pochwałę zasługują w zasadzie wszyscy piłkarze z talii Luisa Enrique (nawet Mathieu, który przed wykluczeniem dopasował się poziomem do pewnych kolegów z obrony). Także sam trener dobrze się spisał i właściwie ocenił możliwości swoich zawodników, ustalając skład na mecz. Trzy mecze, dziewięć oczek i aż pięć punktów przewagi nad teoretycznie najgroźniejszym Manchesterem City – na razie wszystko układa się po myśli Katalończyków!

infographic_pl_269791_squads_770