Lewiatan Barcelony

Nigdy nie spodziewałem się, że po tym, co reprezentowała Barcelona Guardioli, dane będzie mi uświadczyć tych samych emocji przy oglądaniu jakiejkolwiek drużyny piłkarskiej. A jednak. Barcelona Enrique jest prawdziwym potworem – Lewiatanem.

Ten krótki tekst będzie hymnem pochwalnym dla Dumy Katalonii. Po wtorkowej i sobotniej wygranej nad AS Romą i Realem Madryt, cały świat zastanawia się, czy można grać jeszcze lepiej, czy są jakieś granice dla drużyny Luisa Enrique.

Jeszcze dwa miesiące temu, kiedy Messi wypadł ze składu, wydawało się, że to początek końca wielkiej Azulgrany. Pierwsze mecze bez La Pulgi dobitnie pokazały, że bez swojego lidera, Barcelona musi na nowo się zdefiniować.

Mecze w październiku i listopadzie pokazały, że messidependiencia jest tylko wymysłem mediów i przeciwników drużyny z Katalonii. Dzisiaj, z perspektywy czasu możemy powiedzieć, że kontuzja Leo była dla całej drużyny błogosławieństwem. Zawodnicy dosłownie rośli w oczach. Defensywa wróciła na swój najwyższy poziom (pięć straconych bramek w 10 ostatnich meczach, w tym aż 6 czystych kont). Bravo i Ter Stegen także wznieśli się na wyższy poziom – szczególnie Chilijczyk może być z siebie dumny po zwycięstwie nad Realem, do którego walnie się przyczynił.

Symbolem nowej Barcelony stał się również Sergi Roberto. Jeszcze kilka miesięcy wyrzucany z Klubu przez kibiców i media, dzisiaj stał się niezbędnym elementem katalońskiego zespołu. Jego wszechstronność imponuje: prawa obrona, środek pomocy, prawe skrzydło. Na każdej z tej pozycji się sprawdza i nie jest typową zapchajdziurą.

Ale to także wejście na jeszcze wyższy poziom Sergio Busquetsa. Wydawać by się mogło, że hiszpański pomocnik osiągnął już granice swojego rozwoju, ale szczególnie mecz z rzymianami pokazał, jakie rezerwy pokłada wewnątrz siebie defensywny pomocnik mistrza Hiszpanii. Na dzisiaj wydaje się, że Busi jest najważniejszym zawodnikiem Barcelony. Na dawny poziom wrócił także Iniesta. Mimo 31 lat na karku, to, co Andres wyprawiał z zawodnikami Królewskich nie mieści się w ludzkim rozumowaniu.

W końcu trzeba wspomnieć o ataku. Duet Neymar-Suarez pod nieobecność Messiego wskoczył na kolejny poziom. Neymar dojrzał, Suarez odnalazł zagubioną formę strzelecką i obecnie oboje przewodzą w klasyfikacji strzelców w Hiszpanii.

To, co widzimy w ostatnich spotkaniach w wykonaniu Barcelony, pokazuje, czym tak naprawdę jest drużyna. Gdybym jednym słowem miał określić Dumę Katalonii, byłoby to słowo, tak często wykorzystywane przez Tomasza Hajtę: antycypacja.

Nie jest najważniejsze, gdzie Neymar czy ktokolwiek inny poda piłkę w następnym ruchu. Ważniejsze jest, co będzie dalej. Widać, że zawodnicy rozumieją się bez słów – gra jest płynna, wręcz wydaje się, że tak bardzo schematyczna, bez krzty improwizacji. A oni po prostu grają w futbol. Wiedzą, po co są na boisku i tworzą jedność. Wszyscy atakują i wszyscy bronią.

Na dzisiaj stawiam sobie jedno pytanie, kto jest w stanie zatrzymać Barcelonę Enrique? Odpowiedź nasuwa się jedna: Messi i spółka mogą zostać pokonani tylko przez własne błędy, brak szacunku, niedowartościowanie przeciwnika. Na ten moment chyba tylko Bayern Monachium może zatrzymać barcelońską orkiestrę.

To z pewnością odważna teza, ale ta Barcelona może obronić tytuł Ligi Mistrzów. W styczniu do zespołu dołączą Arda Turan i Aleix Vidal. Jeśli bez Messiego Barcelona radziła sobie tak znakomicie, to aż strach pomyśleć, jak będzie wyglądała gra na wiosnę. Czy Barcelona już osiągnęła swoje apogeum, czy dopiero w meczach fazy pucharowej zobaczymy, na co tak naprawdę stać Barcelonę Enrique, Lewiatana, który obecnie pochłania każdego przeciwnika.