Liga pięciu czy liga bez spięć, czyli zapowiedź meczu Valencia-Barcelona

Dziś wieczorem Barcelonę czeka kolejne ważne spotkanie w przeciągu tygodnia i jednocześnie chyba najtrudniejsze z nich wszystkich. Mecz z Sevillą był ważny dla układu tabeli, ale był rozgrywany na Camp Nou. Wyjazd do Cypru miał zapewnić Barcelonie spokojną pozycję przed przyjazdem do Katalonii PSG, który będzie starał się obronić pierwsze miejsce w grupie F tegorocznej Ligi Mistrzów. Teraz jednak zadanie będzie znacznie cięższe. Podopieczni Luisa Enrique lecą do Valencii na mecz z Nietoperzami. Nie tak dawno pisało się o “lidze pięciu” mocnych ekip z Sevillą oraz wcześniej wspomnianą Valencią. Jeśli dziś goście z Barcelony wywiozą z Mestalla komplet oczek, to po tych słowach zostanie tylko popiół, a tabela wróci do poprzedniego kształtu – z Realem, Barcą i Atletico w ścisłej czołówce.

Gracze Nuno Esprito Santo będą mieli naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Z jednej strony przeżywają “drugą młodość” po nieudanych występach w kilku poprzednich sezonach, ale z drugiej nie ominął ich kryzys, który zawsze w którymś momencie kampanii nadchodzi. Valencia ma za sobą bezbarwny remis z Bilbao i kiepsko wyglądającą porażkę w derbach z Levante, które do niedawna było czerwoną latarnią La Liga. Do tego należy dodać rozpędzonego przeciwnika, a chyba raczej rozpędzonego Messiego, bo ostatnio Argetyńczyk czyni cuda. Cały zespół Barcelony zagrał bardzo dobre spotkanie przeciwko Sevilli, ale to Leo był na ustach wszystkich, ponieważ swoim hat-trickiem dał wygraną w ważnym meczu oraz, co najważniejsze, pobił rekord Telmo Zarry, jeśli chodzi o zdobyte gole w Primera Division. To jednak nie wystarczyło filigranowemu napastnikowi Barcy i kilka dni później postanowił rozprawić się z kolejnym rekordem w równie widowiskowy sposób. Trzy bramki wbite APOEL-owi spowodowały, że Messi został najlepszym strzelcem w historii Ligi Mistzów, wyprzedzając tym samym Raula i zostawiając za plecami Cristiano Ronaldo. Są tacy, którzy ogłosili Portugalczyka zdobywcą Złotej Piłki za rok 2014, ale jak widać walka będzie trwała jeszcze w grudniu. A trzeba powiedzieć, że statystyki indywidualne nie są tak bardzo na korzyść byłego zawodnika Manchesteru United.

Gdzie w takim razie Valencia ma upatrywać szansy na komplet oczek? Na pewno nie w kontuzji Vermaelena, ponieważ Belg będzie musiał przejść operację, która wykluczy go z gry na 5 miesięcy. Brzmi to jak ponury żart, jeśli spojrzy się na kwotę, jaką wydał na niego klub i na to, że może będzie musiał zapłacić jeszcze więcej. Bowiem Barca będzie starała się o tymczasowe zniesienie zakazu transferowego i skorzystanie z prawa do zakupu nowego zawodnika w przypadku, gdy ten obecny w drużynie został kontuzjowany na dłuższy okres. Warunkiem jest jednak to, że zawodnik musi należeć do jednej z hiszpańskich drużyn lub być bez kontraktu. W tym momencie grono potencjalnych wzmocnień się zawęża, ale trzeba przyznać, że Laporte, Inigo Martinez, Nico Pareja czy Nicolas Otamendi to zawodnicy, którzy w tym momencie mogą być dobrą, a w przypadku niektórych tanią, opcją na wzmocnienie środka obrony. W gronie kontuzjowanych piłkarzy Blaugrany znajduje się również Andres Iniesta, który leczy uraz od Gran Derbi. Hiszpan nie został jeszcze powołany na mecz z Valencią, ale jego rekonwalescencja dobiega końca.

W drużynie miejscowych na pewno panuje radość z powodu powrotu po krótkiej przerwie Paco Alcacera. Napastnik wraca do kadry po wyleczeniu kontuzji ścięgna podkolanowego, która uniemożliwiła jego występ w derbach Valencii. Jest niemal pewne, że tym razem wychowanek klubu z Mestalla usiądzie na ławce rezerwowych, bo do gry w wyjściowej jedenastce jest szykowany Alvaro Negredo, który jeszcze nie tak dawno mierzył się w Lidze Mistrzów z Barceloną, ale w barwach Manchesteru City. Powołania nie otrzymał natomiast Joao Pereria i to nie jest pierwszy raz w tym sezonie, kiedy będzie on obserwował mecz z trybun. Reszta składu jest gotowa na przyjęcie Barcelony i byłych kolegów z drużyny…

W roku 2011, kiedy trenerem Valencii był Unai Emery, lewa strona Valencii siała postrach wśród obrońców przeciwnych drużyn. Obecny szkoleniowiec Sevilli na jednej stronie boiska ustawiał dwóch nominalnych lewych obrońców. Jednym z nich był wychowanek Barcelony, niski, młody, zwinny i niesamowicie szybki Jordi Alba, a razem z nim występował wysoki, silny i również dość szybki obrońca, który na pierwszy rzut oka nie wyglądał na typowego bocznego defensora, a tym bardziej skrzydłowego, lecz był niesamowicie groźny w ataku i pewny w obronie, a mówię o Jeremym Mathieu. Obaj stanowili kluczowy element w układance Emery’ego w sezonie 2011/2012, w którym Valencia wywalczyła trzecie miejsce w La Liga i miała zagwarantowany występ w Lidze Mistrzów w następnej kampanii. Jednak Jordi nie zdążył się nacieszyć grą w Champions League w trykocie Valencii, ponieważ zdecydował się na przenosiny do zespołu, w którym dorastał, czyli do Barcelony. Poza tym lewy obrońca błysnął podczas Mistrzostw Europy 2012, w których Hiszpanie okazali się najlepsi, a po których 14 milionów wydane na Albę przez Barcę okazało się kwotą promocyjną. Przejście Mathieu do Blaugrany nastąpiło trochę później, ponieważ dopiero przed obecnym sezonem. I to nie było wzmocnienie na lewą flankę, ponieważ po odejściu Emery’ego z Valencii Francuz był ustawiany na środku obrony. Dopiero jako stoper znalazł uznanie w oczach włodarzy zespołu z Katalonii, ponieważ już rok temu Jeremy był przymierzany do gry w bordowo-granatowej koszulce, ale wtedy ostatecznie nie został puszczony na Camp Nou, z czego sam zawodnik był niezadowolony. W minionym okienku transferowym władze Valencii również stawiali przeszkody swojemu piłkarzowi, ale tym razem Mathieu dopilnował, aby sytuacja się nie powtórzyła i w wieku 30 lat mógł w końcu zagrać w barwach wielkiego klubu.

Jak wyglądały spotkania Barcelony i Valencii w zeszłym sezonie? Oba zakończyły się takim samym wynikiem, a obie ekipy zdobyły po trzy oczka. W trzeciej kolejce mecz został rozegrany na Mestalla i zakończył się wynikiem 2:3. Najpierw Messi popisał się klasycznym hat-trickiem w pierwszej części i Barcelona prowadziła 3:0. Przed przerwą pięknym uderzeniem popisał się Postiga, a jeszcze w doliczonym czasie tej samej części doprowadził do kontaktu z rywalem po dobrym strzale głową. Druga połowa była jednak znacznie mniej ciekawa i ostatecznie mecz zakończył się wygraną gości. Na Camp Nou również wygrali przyjezdni i też rezultatem 3:2. Mimo że widowisko zaczęło się od przepięknej bramki Alexisa w 6. minucie. Przed gwizdkiem kończącym pierwszą połowę wyrównał Parejo, a tuż po rozpoczęciu drugiej Valencię na prowadzenie wyprowadził Piatti po kuriozalnej sytuacji. Do ponownego remisu doprowadził Messi z rzutu karnego, a gola na wagę trzech punktów dla gości zdobył Alcacer. Ta wygrana Valencii zakończyła serię Barcelony 25 wygranych spotkań ligowych na Camp Nou. Tym razem gra toczy się o sporą stawkę, ponieważ już teraz może zdecydować o kształcie ligowej tabeli do końca rundy. Wygrana Barcelony spowoduje, że czwarta w tabeli Valencia będzie traciła do trzeciego Atletico pięć oczek. To jest bardzo ważna konfrontacja dla zestawienia w tym sezonie, więc na pewno obie drużyny nie będą oszczędzały sił! Szykuje się wielki spektakl na Mestalla!

30.11.2014, godz. 21.00, Estadio Mestalla
13. kolejka La Liga
Valencia C.F. – FC Barcelona

Przewidywane składy:

Valencia: Diego Alves – Antonio Barragan, Shkodran Mustafi, Nicolas Otamendi, Jose Gaya – Javi Fuego, Dani Parejo, Andre Gomes – Sofiane Feghouli, Alvaro Negredo, Rodrigo Moreno

Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Jeremy Mathieu, Jordi Alba – Ivan Rakitic, Sergio Busquets, Xavi – Luis Suarez, Lionel Messi, Neymar Jr

Opinie redaktorów:

Aleksander Stanuch (DumaKatalonii.pl): Pierwszy sprawdzian w postaci pojedynku z Sevillą został zaliczony jak najbardziej na plus dla podopiecznych Luisa Enrique. Teraz pora na trochę trudniejsze zadanie, a więc spotkanie wyjazdowe z Valencią, która na Mestalla jest szczególnie groźna. Tylko Athletic Club zdołał w tym sezonie zremisować w Walencji. Blaugrana jest na delikatnej fali wznoszącej, ale dopiero dzisiejszy mecz z Los Ches pokaże tak naprawdę na jakim etapie są Katalończycy. Emocji na pewno nie zabraknie, bo “nowa” Valencia gra ciekawą dla oka piłkę i przed własną publicznością na pewno nie zadowoli się nawet remisem. Mój typ to oczywiście zwycięstwo Barcelony. Wynik 1:3 i komplet punktów wraca na Camp Nou.

Wojtek Cieślak (BlogFCB.com): W niedzielę podbudowana ostatnimi wysokimi zwycięstwami Barcelona, z wyjątkowo groźnym Messim, Neymarem i Suarezem na czele, zmierzy się z Valencią, która w ostatniej kolejce uległa Levante. Blaugrana w meczu z Sevillą i APOEL-em wyglądała na drużynę, która nie zwraca uwagi na przeciwnika, gra swoje i strzela bramki. Jeśli Katalończycy wyjdą na Blanquinegros z takim nastawieniem, to szczerze współczuję graczom z Walencji. Mój typ? Valencia 0:3 Barcelona.