Lokomotywa

 

Nie będzie to tekst o ostatnich rekordach Messiego, nie będzie tu też fotek Vermaelena i Montoyi na trybunach. Poza zawodnikami najczęściej  pojawiającymi się w newsach jest jeden taki, który z pewnością zasługuje na parę słów, i to jak najbardziej pozytywnych. Nie zaskoczę Was nazwiskiem, bo rozpoznajecie człowieka na zdjęciu. Jordi Alba w aktualnej formie dewastuje obronę rywali w każdym meczu. Pięknie jest popatrzeć na bocznego obrońcę, który potrafi rozegrać kombinacyjną akcję z kolegami zamiast wrzucać bez sensu piłkę w pole karne. W temacie hiszpańskich lewych defensorów przewijają się ostatnio nazwiska takie jak Gaya, Bernat czy Moreno. Należy jednak stwierdzić, że Alba nadal pozostaje przed młodszymi kolegami wśród najlepszych graczy na świecie na swojej pozycji.

Odzyskany

Historię z zawodnikiem, który został wyszkolony w La Masii, później odszedł, a następnie za miliony wykupywano go z obcego klubu, dobrze znamy. Pierwszą myślą po takim opisie jest jednak Cesc Fabregas. Takie samo zachowanie Barcelony w przypadku Jordiego nie było tak szeroko dyskutowane, możliwe, że ze względu na jego cenę. Z perspektywy czasu okazuje się, iż był to chyba najlepszy transfer ostatnich lat do Dumy Katalonii. Do drużyny dołączył jako świeżo upieczony mistrz Europy i z miejsca wskoczył do pierwszego składu. Z gry w Valencii znany był jako klasyczny nowoczesny obrońca – lepszy w ataku niż w obronie. Alba potwierdził tę opinię, ale imponował jeszcze jedną istotną dla bocznego defensora cechą, a mianowicie wytrzymałością. Można było odnieść wrażenie, że w ogóle się nie męczy. Oprócz kombinacyjnych akcji i rajdów po skrzydle dał się także zapamiętać jako strzelec. Chociażby zapewniając spokój w końcówce rewanżowego meczu z Milanem, czy też zdobywając gola przeciwko Realowi, który uchronił Blaugranę przed totalnym blamażem.

Woda i ogień

W tym sezonie też zdobył ważnego gola – zwycięskiego w meczu z Almerią. To jednak nie to przykuwa najbardziej uwagę. To, co aktualnie Alba wyprawia w grze do przodu, jest niesamowite. Każdą akcję stara się rozegrać rozsądnie, ale jednocześnie z polotem. Jego kombinacje z kolegami z drużyny na lewym skrzydle są ozdobą spotkań. Ponadto świetnie rozszerza grę zdecydowanymi rajdami po flance. Dużo tych zachwytów, ale forma Jordiego na to z pewnością zasługuje. Może taka ocena jest po części spowodowana efektem kontrastu, tego wykluczyć nie mogę. Nie da się ukryć, że poprzedni sezon był nieco słabszy, a występujący po drugiej stronie boiska Alves często w wypadku porównań nie stawia poprzeczki zbyt wysoko. Nawet jeśli w takim nieco mniej pozytywnym rozumowaniu jest ziarno prawdy, to sam fakt, że chyba nie tylko ja mógłbym oglądać niektóre akcje Jordiego Alby wielokrotnie, świadczy o tym, w jak wielkim “gazie” jest lewy obrońca Barcy. Właśnie, obrońca. Podniosą się głosy, że strzelił w ostatnim meczu ligowym samobója, ale nie oszukujmy się, jego winę można by w tym przypadku policzyć w promilach. Biorąc za to pod uwagę ogólny obraz, to widać gołym okiem, jaki użytek czerpie ze swojej szybkości, gdy przychodzi mu się mierzyć z dynamicznymi skrzydłowymi. Pomimo wysokiej aktywności w grze do przodu, niemal zawsze jest na czas z tyłu, zaliczając przy tym niejednokrotnie kluczowe interwencje. Ostatnio sporo mówi się o najlepszych wersjach Messiego i innych graczy Blaugrany. Nie wiem, czy obecna wersja Jordiego jest tą najlepszą, ale życzyłbym sobie z całego serca, aby demonstrował ją w najważniejszych spotkaniach.