Londyńska wyprzedaż

Barcelona_posa_triplete-13

Stało się. Barcelona pozyskała już drugiego środkowego obrońcę w tym okienku transferowym. W ostatnich sezonach kupno zawodników na tę pozycję nie było zbyt popularne. Jednak pewna rzecz w tym przypadku się nie zmieniła – znów pozyskaliśmy gracza Arsenalu. O negocjacjach z klubem z Londynu można by napisać wiele. Niczym w telenoweli różnie to bywało. Raz psioczono na Wengera, że podkrada nam nastolatków ze szkółki, innym razem doceniano dobrą współpracę z Francuzem. Mimo emocjonalnych zawirowań fakty są jasne. Thomas Vermaelen jest ósmym zawodnikiem, który przybył na Camp Nou z The Emirates.

Ruch dwustronny

Należy też dodać, że Arsenal nie tylko sprzedawał, ale również kupował od Dumy Katalonii zawodników. Fabregas, Jon Toral i Hector Bellerin byli bardzo młodzi, gdy opuszczali rodzinne trendy. W tym roku stało się inaczej, bo do Kanonierów dołączył w pełni ukształtowany gracz, czyli Alexis Sanchez. Kto wie, może to początek nowego trendu? Gdyby się nad tym zastanowić, to wcale nie byłoby takie złe dla obu klubów. Mnogość transakcji na linii Arsenal – Barcelona spowodowany jest zapewne podobną filozofią gry polegającą na grze kombinacyjnej i utrzymywaniu się przy piłce. Zespoły pozyskają graczy już oswojonych ze stylem jaki preferują, a także ze względu na markę obu piłkarskich gigantów mają też pewną gwarancję jakości. Choć jak sami dobrze wiemy – czasami zawodną. Współpraca pomiędzy tymi dwoma zespołami wydaje się więc logiczna. Przyjrzyjmy się jak w rzeczywistości prezentowali się zawodnicy ściągnięci z Londynu do Barcelony.

Niewypały

Ta grupa jest silnia obsadzona przed duet Alieksandar Hleb i Alex Song. Cóż, same nazwiska dla kibiców mówią wszystko. Delikatnie powiedziawszy nie zostali gwiazdami Blaugrany mimo dobrych występów w barwach Kanonierów. Dla Białorusina pobyt w Katalonii okazał się zbyt trudny. Za ciężkie okazały się kwestie taktyczne, nie odnalazł się w drużynie, ani w mieście. Z kolei forma Songa…kiedyś była, ale potem już nikt jej nie widział. Sam pokładałem w nim dużo nadziei patrząc na występy w Arsenalu. Niestety w Barcelonie gra zbyt statycznie i schematycznie, zatracił wszystkie swoje atuty, a wyróżnia się jedynie przedziwnymi ubiorami. Za obu graczy zapłaciliśmy łącznie 40 milionów euro.

Pechowcy

Latem 2000 roku do stolicy Katalonii przybyło z Arsenalu dwóch zawodników o uznanej już światowej klasie. Byli to Marc Overmars i Emmanuel Petit. Pierwszy z nich w momencie transferu stał się najdroższym Holendrem w historii, drugi był Mistrzem Świata i Europy. Nie był to jednak najlepszy czas dla Blaugrany. Nie był to również najlepszy czas dla dwóch wyżej wymienionych zawodników. Przez liczne kontuzje nie pokazali pełni swoich umiejętności. Overmars sfrustrowany brakiem formy i występów zakończył karierę w wieku zaledwie 31 lat. Petit odszedł już po pierwszym sezonie.

Gwiazdy

Wśród graczy kupionych od Arsene’a Wengera znaleźli się oczywiście tacy, którzy cieszyli oczy cules. Pierwszy z nich to holender Giovanni van Bronckhorst. Większości młodszych kibiców znany głównie z fantastycznej bramki w półfinale MŚ 2010 z Urugwajem. Jednak sukcesy z Barceloną popularny “Gio” odnosił wcześniej. W pamiętnym sezonie 2005/2006 był podporą zespołu, który wygrał Champions League. Mimo, że w Arsenalu nie przekonał do siebie szkoleniowca, to na szczęście w Katalonii pokazał na co go stać. Miła odmiana w porównaniu do Hleba i Songa. Drugim zawodnikiem, o którym nie sposób napisać w tym akapicie jest oczywiście Thierry Henry. Legenda Kanonierów i można chyba rzec, również Barcy. Członek “Barcelony sześciu pucharów”. W przeciwieństwie do wyżej wymienionego Białorusina miał duży wkład w zwycięstwa z tamtego okresu. Wniósł do drużyny wiele jakości i popisywał się swoimi mierzonymi strzałami. Jego przejście na Camp Nou wieszczono już wcześniej, jednak kluby potrzebowały więcej czasu na dojście do porozumienia. Tak jak z Fabregasem. Temu zawodnikowi mógłbym poświęcić równie dobrze osobny akapit. Ciężko jednoznacznie ocenić jego pobyt w Barcelonie. Albo był wyśmienity, albo bardzo przeciętny. Albo błyszczał genialnymi podaniami, albo grał do nikogo. Z racji niewygrania żadnego trofeum i odejścia z klubu zapamiętany został raczej ze złej strony. Mimo to uważam, że zasłużył na dobre słowa. Może nie rzucił wszystkich na kolana jak oczekiwano po “synu marnotrawnym”, ale według mnie sprowadzenie Cesca można uznać za dobry transfer pod względem sportowym.

Do jakiej z tych grup zaliczymy Vermaelena, przekonamy się już wkrótce.