Magia trójkątów

trójkąty
Tym, którym tytuł skojarzył się raczej ezoterycznie, należy się wyjaśnienie. Tym, którzy podobnie do autora tych słów, ulegli modzie na koszykówkę w połowie lat ’90, w epoce „His Airness” i jego Bulls, dowodzonych z ławki przez „upierścienionego” Phila Jacksona (11 mistrzostw NBA), więcej mówić nie trzeba. Owe trójkąty, to to figura, która rządziła taktyką i ustawieniem mistrzowskich drużyn prowadzonych przez wyżej wymienionego pana. Zapytacie zapewne, cóż wspólnego mają one z Barceloną? Ano całkiem dużo – już wyjaśniam.

Guardiola nie jako pierwszy zauważył, że akcja tocząca się w poszczególnych sektorach boiska da się „oderwać” od tego co dzieje się na nim jako całości. Zagęszczanie jednych jego sektorów, rozszerzanie gry w innych, co nawet nie w bezpośredni sposób, przekłada się na stwarzane szanse, lecz ułatwia dochodzenie do nich. Jednak to holenderski „football totalny” i ewoluująca z niego „szkoła” Bielsy, zwróciła uwagę na powstające w tych poszczególnych sektorach „mini akcje”, dzięki którym konkretne rozegranie danego fragmentu gry w jednym sektorze boiska, przekładało się na możliwości taktyczne gry w innych. Jest zaś rzeczą powszechnie wiadomą, że Guardiola z dorobku Bielsy korzystał pełnymi garściami.

Barcelona Pepa opierała się na trzech filarach – posiadaniu piłki, pressingu i grze w trójkątach właśnie. Trener Martino przychodząc do Barcelony wspomniał o odzyskaniu utraconych cech. Wszyscy, którzy widzieli słabość obrony drużyny Vilanovy, ale przyczyn poszukali trochę głębiej niż w personaliach, od razu pomyśleli o pressingu. To prawda – pressing udało się odzyskać względnie najszybciej i pozytywną konsekwencją tego faktu, stała się dużo mniejsza ilość bramek traconych w obecnych rozgrywkach. Te analizy, pomijały jednak komplementarność owych trzech filarów i ich chwiejności, jeśli nie występują w komplecie. Mecz z Ajaxem stał się niestety bardzo klarownym obrazem tej tezy. Mecz z Athletic Bilbao dopełnił tylko obrazu, ukazując jak bardzo brakuje gry w trójkątach. O dziwo, najbardziej brakuje jej nie w akcjach z przodu, lecz w wyprowadzaniu piłki z obrony.

Problemem poprzednich dwóch sezonów, ostatniego Guardioli i tego Vilanovy, było stwarzanie szans, w meczach z drużynami, które broniły się niemal całą jedenastką w obrębie 35 metrów od własnej bramki. Barca Martino w kilku meczach, pokazała ciekawe rozwiązania tego problemu, nie można było jednak powiedzieć o wypracowaniu przekonującej metody. Jednak to, co było słabością Barcy – podatność na kontry, wraz z długotrwałym brakiem okazji do rozgrywania otwartych meczów, zamieniło się wręcz w klątwę, bo do wymienionej słabości, dołączył brak umiejętności rozegrania piłki pod presją. Symptomy tego faktu widać w meczach ze szczególnie wymagającymi rywalami już na przestrzeni 3 lat. Real stosujący pressing okazał się, w bilansie ostatnich meczy dla Barcelony, rywalem zabójczym, Atletico Madryt używało skomasowanej obrony i kontry, Bayern stosował pressing tak ścisły, że mieliśmy problemy z wymienieniem kilku podań, Ajax pokazał, że nie trzeba nawet tak dużej jakości piłkarskiej, by wywierając pressing spowodować kłopoty w rozegraniu w drużynie Barcelony.

Wspomniany mecz, chciałbym pokazać w kilku scenach, by zobrazować wspomniane braki.
Początek meczu, 3 minuta –
Naciskany Pique podaje do będącego pod bliskim kryciem Neymara, ten nie mając zbyt dużo możliwości odgrywa z pierwszej piłki do zapędzonego w róg Martina Montoyi. Jedynym rozwiązaniem tego ostatniego jest wyekspediowanie piłki po przekątnej. Zagranie skończyłoby się stratą gdyby nie przypadkowe zagranie ręką zawodnika Ajaksu. Było to pierwsze z wielu ostrzeżeń, jakie wystosowała drużyna przeciwnika. Umiejętnie przesuwając się w pressingu, cały czas wytwarzała przewagę 3 na 2, gdzie któreś kolejne zagranie zawodników Barcy kończyło się stratą.
Ledwie minutę później kolejna próba rozegrania piłki – Fabregas dostaje piłkę od po raz kolejny naciskanego Neymara, zostaje odcięty niemal od wszystkich możliwości podania, a ostatnie, które bezzwłocznie próbuje wykonać, zostaje przecięte przez zawodnika Ajaksu, mającego do piłki dwa razy dalej niż Xavi, do którego jest adresowana! Co zwraca uwagę? Brak ruchu zawodników bez piłki, tak by uciec spod krycia, prób stworzenia trójkąta, w którym można zagrać piłkę, wobec ostro kryjącego przeciwnika. Na tej krótkiej migawce, widać jak zawodnicy Ajaksu, tworzą na tak małej przestrzeni dwa trójkąty, w których zamykają po dwóch zawodników Barcelony. Mimo że udaje się uciec z pierwszego trójkąta, to tylko na chwilę, bo dzięki mobilności zawodników Ajaksu, zaraz udaje im się przechwyt.
Na tych dwóch slajdach widać próby zakładania pressingu w wykonaniu Ajaksu i Barcelony. Obrazy w zasadzie nie wymagają komentarza, ale warto zauważyć ile możliwości rozegrania są w stanie odciąć zawodnicy biorący udział w pressingu. Może dlatego akcja Barcy kończy się stratą, a Ajaksu przejściem do ataku pozycyjnego na połowie przeciwnika?

Mógłbym tak wymieniać bardzo długo, a przecież to dopiero szósta! minuta meczu, jednak chciałbym omówić krytyczne sytuacje prowadzące do utraty bramek.

Bramka 1:
Bramka 1a

Bramka 1b

Bramka 1c

Barcelona próbuje zakładać pressing, jednak robi to na tyle nieudolnie, że zawodnik otrzymujący podanie 6-7 metrów od pola karnego, bez problemu przyjmuje piłkę rozgląda się, drybluje 2-3 metry i odgrywa do rywala, od którego odskoczył Montoya. Czy można winić tego ostatniego? Absolutnie nie, bo koledzy postawili go w sytuacji, kiedy do krycia miał dwóch zawodników rywala. Mógł zachować się tak, jak narysowałem to żółtymi liniami, jednak warunkiem była asekuracja Neymara, której zabrakło. Warto też zauważyć, że od początku Xavi jest trzy metry za zawodnikiem, którego powinien kryć (górny lewy róg). Iniesta też mógł wziąć udział w tej akcji obronnej, podbiegając 3-4 metry w szybszym tempie.

Drugi slajd to konsekwencje błędów ustawienia. Montoya, będący zbyt daleko, nie ma szans zablokować podania. Song podchodzi do zawodnika, którego odpuścił Iniesta i zostawia miejsce za plecami, wciąż jednak są tam Mascherano, Piqe i Puyol. Dwóch pierwszych walczy z zawodnikami przecinającymi akcję na pierwszym słupku, Puyol, będąc spóźnionym walczy z ostatnim z zamykających akcje zawodnikiem.

Tymczasem, odpuszczony przez Xaviego, Serero spokojnie pokonuje Pinto. Czy jest to błąd któregoś z obrońców, a może Songa? Bynajmniej. To złe ustawienie drużyny doprowadzało w kolejności do nawarstwienia się problemów, zostawiania dziur, w które musiał wbiegać asekurujący, aż po prostu zabrakło jednego zawodnika.

Przed omówieniem drugiej bramki Ajaksu, warto wspomnieć o jedynym dobrym zagraniu Xaviego z 20 minuty. Chyba było to nawet jedyne dobre zagranie któregokolwiek zawodnika Barcy w pierwszej połowie! Stanowi ono przykład jak można zagrać z drużyną stosującą wysoki pressing.

Musiały zdarzyć się dwie rzeczy: utworzyć się korytarz do zagrania i Pedro musiał wbiec idealnie w tempo. Przy pierwszym nie pomógł Cesc, utrudniając trochę podanie, tym bardziej warto docenić decyzję i precyzję Xaviego. Zwłaszcza, że zrobił to w idealnym momencie, zanim Ajax po raz kolejny zamknął możliwość zagrania obroną w trójkącie. Jedynie spartolone przyjęcie Pedro uniemożliwiło oddanie czystego strzału.

Bramka 2:
Bramka 2a

Bramka 2b

Sytuacja tuż przed slajdem wyglądała następująco: piłkę ma Ajax, przerzut z okolic środkowej linii na prawo, a tam próba przedłużenia zagrania do linii, na wchodzącego prawego obrońcę, przecięta gdzieś w tłumie. Do piłki dobiega Mascherano i wybija ją prosto na głowę Klaassena, ten odgrywa z powrotem w kierunku van Rhijna. Tam Mascherano naprawia swój błąd, zabiera piłkę prawemu obrońcy i ,mimo że nie ma komu jej odegrać, wymusza faul przeciwnika. Barca wykonuje krótki rzut wolny – Iniesta podaje do Mascherano i ucieka do przodu. Montoya wraca powoli na swoją pozycję, szeroko przy linii bocznej. W zasadzie już to ostatnie zagranie prosiło się o kłopoty. Wykonywanie krótkiego rozegrania stałego fragmentu gry we własnej strefie obronnej, kiedy przeciwnik gra wysokim pressingiem i wciąż ma tam kilku zawodników, a większość zawodników własnej drużyny wybiegła do przodu – to aż się prosi o skarcenie.
Teraz zaczynają się kłopoty – błąd techniczny popełnia Mascherano. To prawda, miał też możliwości alternatywnego zagrania do Pinto (A) i do Montoy (B), jednak na dłuższą metę, żaden z tych wyborów nie rokował na wyjście spod pressingu. Ajax, nawet wycofując się po nieudanej akcji, ustawił się tak, że wyłączył z gry Iniestę i Songa, gdyby zaś piłka zagrana była do Montoyi, na możliwość zepchnięcia go do bocznej linii, czyhali Schöne i van Rhijn. Tak więc piłkę przechwytuje Sereno, podaje do Klaassena, ten do Fischera, który oddaje celny strzał.

Jednak to nie koniec festiwalu pomyłek. Jak widać wszyscy nasi obrońcy wciąż patrzą na zawodnika, który oddał strzał przed chwilą, Montoya spóźnia się za Schöne, zupełnie nie kryty zostaje Hoesen, który po dwóch szczęśliwych przebitkach strzela kuriozalnego gola.

Jak widać, tym który chwile wcześniej krył strzelca bramki był Song, który jednak zgubił się nieco w tej akcji. Nie pomogło mu zachowanie Pique, który zrobił cztery kroki w kierunku zawodnika oddającego strzał, po czym stanął jak wryty. Song próbował do końca uniemożliwiać oddanie strzału, jednak opuścił przez to Hoesena. Przy samej akcji na szczyty indolencji obronnej wspięli się Pique, który zamiast walczyć o piłkę stał z podniesioną ręką i Puyol, który nie potrafił zablokować ciałem piłki na wysokości uda. Kto zatem ponosi winę za utratę gola? Wymienieni obrońcy? Song? Mascherano, autor feralnego podania? Po trochu wszyscy oni, ale głównym winowajcą jest krótkie rozegranie piłki wymienione na początku, które naraziło drużynę nieustawioną do obrony, na stratę we własnej strefie obronnej.

W zasadzie mógłbym opisywać ten mecz, poprzez pryzmat strat spowodowanych nieudanymi wyjściami spod pressingu, brakiem ruchu bez piłki, słowem tym co było widać już po 3-5 pierwszych minutach meczu, a co nie zmieniło się do 50 minuty w ogóle. Dopiero po zejściu Veltmana z czerwoną kartką obraz gry uległ trochę poprawie. Tym niemniej, jak bronić w trójkątach, tym razem we własnej strefie, pokazał nam Ajax i wtedy.

Wydarzenia tego meczu nie martwiłyby mnie w ogóle, gdyby był to odosobniony przypadek. Można by je było złożyć na karb niskiej motywacji, wyjątkowego stylu gry rywala, pewności wyjścia z grupy. Są jednak przesłanki i całkiem ich dużo, pozwalające przypuszczać, że jest to problem prawdziwy, nad którego rozwiązaniem, trzeba poważnie popracować zanim zaciąży nam stratami punktowymi, w lidze hiszpańskiej bardzo trudnymi do odrobienia. Mecze z Sevillą, Betisem, Ajaxem i Athletikiem łączy brak ruchu bez piłki, brak gry wzajemnej w trójkątach, nieumiejętność zrzucenia pressingu rywala we własnej strefie obronnej. Słowa wypowiedziane przez trenera Martino, po porażce na San Manes,-Jeśli chodzi o pierwsze 70 minut, to tak. Widziałem bardzo dobrą Barcę. Pierwsza połowa była jedną z lepszych w tych rozgrywkach. Z pewnością byłoby łatwiej, gdybyśmy zdołali pierwsi zdobyć bramkę. Mieliśmy ku temu wiele okazji- trudno zinterpretować inaczej, niż jak robienie dobrej miny do złej, nomen omen, gry. Zaledwie dwa oddane celne strzały w całym meczu, nie określiłbym jako „wiele okazji”, bo przecież w takim razie, pięć celnych strzałów Athletiku, należało by nazwać mianem „kanonady”!

Podsumowanie dotychczasowej pracy Martino wypada w najważniejszej ze statystyk bardzo okazale – 22 mecze, z czego zaledwie 4 zremisowane i 2 przegrane. Argentyńczyk powtarza jednak ciągle, że rekordy nie są jego obsesją, ale tytuły. Czy jednak w rozgrywkach, w których mistrzowskie drużyny ostatnich lat zdobywały około stu punktów, sama wygrana w lidze nie wymaga rekordów z urzędu? W momencie, gdzie na potknięcia nie ma miejsca, a sezon „jedynie” z mistrzostwem La Liga jest „przegrany”, nie ma przestrzeni na porażki i zostawianie przeciwnikom furtek, przez które mogą urywać ważne punkty, grozi utratą nawet i tego.

Marca pisała ostatnio, że w dotychczasowej pracy z drużyną, Martino miał czas na przeprowadzenie jedynie dwunastu pełnych treningów z drużyną. Nie wiem na ile miał czas Carlo Ancelotti w Madrycie, chyba jednak lepiej je spożytkował, bo od kilku meczów Real gra wyraźnie lepiej i przekonywająco z kolejnymi niezłymi rywalami. Chciałbym, by Martino miał czas naprawić te widoczne gołym okiem niedociągnięcia, bo zapas punktów wypracowany na początku, właśnie stopniał a kalendarz wcale nie sprzyja nauce.