Mało wyjątkowe derby

1383342885699

Tym razem nie obejrzeliśmy żadnego wielkiego pogromu podczas derbów Barcelony. Blaugrana zanotowała skromniutkie zwycięstwo 1:0 – a to w pewnym sensie niespodzianka.

Jedynego gola dla Barcelony zdobył Alexis, choć ci, którzy oglądali to spotkanie, wiedzą, że akcja, którą skończył Chilijczyk była bardziej złożona i okazała się jedną z ciekawszych w tym meczu, a zarazem jedną z niewielu. Gol padł dopiero w mniej więcej połowie drugiej partii meczu, wtedy Neymar perfekcyjnie podał piłkę Alexisowi, a ten umieścił ją w siatce. Był to gol godny mistrza Hiszpanii, ale ciągle jedyny w całym meczu. W ramach ciekawostki dodam, że prowadzono go wyjątkowo liberalnie, czasem chyba aż nadto.

Barca starała się powiększyć swoje prowadzenie, ale wyglądało to tak, że Katalończycy chwilami mieli do tego ogromne chęci, a chwilę potem już nie. Nie działo się nic specjalnego, od czasu do czasu  gospodarze zagrozili Espanyolowi, ale bez większych efektów. Tamci z kolei sukcesywnie próbowali nawiązać kontakt z o niebo silniejszymi rywalami i podobnie – czasem im to zupełnie nie szło, a czasem wychodziło całkiem całkiem. W gruncie rzeczy przecież utrzymywali remis przez godzinę, a zdarzało im się ponosić bardziej srogie porażki z Blaugraną. Oczywiście nie chodzi o to, że powinni się zadowolić porażką, bo jest tak „lekka”. Wróżono im zdecydowanie czarniejszy scenariusz.

Jeżeli chodzi o Dumę Katalonii, to nie do końca wiem, czy to ta grała tak bardzo na luzie, czy to obrona Espanyolu funkcjonowała tak świetnie. Na pewno miała się dobrze, bo trochę utrudniła życie Blaugranie, ale w meczach takiego kalibru Katalończycy raczej nie grają na sto procent. Nie mam na myśli tego, że Barcelona dawała rywalom fory, bo to wciąż gra o trzy punkty do tabeli La Ligi, gdzie dobroczynność nikomu nie wyjdzie na dobre. Nie chcę też umniejszać Espanyolowi, ale rzeczywistość jest taka, że mecz był niezbyt emocjonujący, a w efekcie średnio interesujący. Z drugiej strony, gdyby Barca „ustrzeliła” sobie manitę, poprawiłaby sobie statystyki, ale też niekoniecznie byłoby ciekawiej. Takie są raczej uroki derbów Barcelony. Na szczęście narzekać też nie możemy.

Azulgrana może doliczyć sobie kolejne trzy punkty do kolekcji, dzięki czemu nie musi się za bardzo martwić o pozycję lidera. Nie zobaczyliśmy co prawda goleady, ale może warto było oszczędzać siły, bo przecież już w środę czeka nas mecz w Lidze Mistrzów, a tam jest o co walczyć.