Manchester pokonany w karnych, czyli rzecz o tym co się działo w Szwecji

Za nami czwarte przedsezonowe spotkanie Dumy Katalonii i tym samym przedostatnie w okresie przygotowawczym przed zbliżającym się sezonem. FC Barcelona zagrała z Manchesterem United w Szwecji. 48 000 widzów oglądało pojedynek na Ullevi Stadium w Göteborgu.

Naprzeciw siebie stanęły dwie bardzo dobre ekipy, dwie legendy: jedna ligi angielskiej, druga hiszpańskiej. Zespoły, które w ciągu ostatnich czterech lat dwa razy spotkały się w finale Ligi Mistrzów. W obu przypadkach górą była ekipa z Katalonii. Przyznać trzeba, że zarówno Czerwone Diabły jak i Blaugrana mogą być po ostatnim sezonie trochę niedowartościowane. Oba teamy oddały mistrzostwa kraju zajmując w tabeli drugą lokatę, oba również nie odniosły sukcesu w Lidze Mistrzów. Chociaż oczywiście trzeba podkreślić, że Barcelona w tych najbardziej prestiżowych rozgrywkach klubowych starego kontynentu zaszła nieporównanie dalej. Ekipa, jeszcze wtedy Pepa Guardioli, odpadła dopiero w półfinale rozgrywek. Z kolei podopieczni Sir Alexa Fergusona pożegnali się z pucharem już w fazie grupowej.

Dzisiejsze spotkanie było tylko towarzyskie. Można by pomyśleć zatem, że nie będzie w związku z tym walki. Oczywiście nie było emocji jak w meczu „o coś”, ale coś się na boisku działo. Okazało się, że obie ekipy walczyły i obie chciały coś pokazać, udowodnić. Manchester chyba chciał się trochę odegrać za ostatnie przegrane w finałach Ligi Mistrzów. Oczywiście przedsezonowy mecz towarzyski a finał to dwa zupełnie inne światy. Ale wygrać nad rywalem, na którym się można odegrać niezaprzeczalnie jest motywujące nawet w pojedynku bez stawki. Barcelona z kolei grała swoje, do udowodnienia miał tylko tyle, że jest najlepszą drużyną świata.

Mimo, że w regulaminowym czasie gry nie byliśmy świadkami żadnej bramki mecz nie był nudny. Szczególnie pierwsza połowa była interesująca. Można było w pewnym momencie starcia nawet pokusić się o stwierdzenie, że był o stawkę. Potwierdzeniem może być fakt, że arbiter pokazał aż trzy żółte kartki.

Spotkanie ostro zaczęła FC Barcelona i przez kilka pierwszych minut pojedynku nie dała sobie wyrwać piłki z nóg. Później również ekipa z Manchesteru włączyła się do gry i obserwowaliśmy akcje zarówno po jednej, jak i drugiej stronie boiska. “Hitem” pierwszej połowy okazał się faul w polu karnym Tello na Nanim. Wayne Rooney wykonywał karnego, którego Valdes obronił. A Victor z reguły nie broni karnych także rzeczy nieprawdopodobne również miały miejsce w tym spotkaniu. Rooney próbował dobitkę, ale delikatnie mówiąc mu nie wyszła.

Barcelona rozdawała w meczu karty, ale niestety nie miało to przełożenia na zdobyte gole. W drugiej części spotkania emocji było mniej, wszyscy gracze w dwóch turach się wymienili. Także Tito przetestował 22 zawodników. Regulaminowy czas gry zakończył się bezbramkowym rezultatem a o zwycięstwie zdecydował konkurs rzutów karnych. Zaplanowano po trzy strzały, ale drużyny nie zdążyły nawet tylu wykonać. Po spudłowanym Naniego okazję wykorzystał w 100% Xavi. Po nim swoich sił próbował Ashley Young, ale nie zaskoczył Pinto. Dodam, że w ostatnich meczach zawodnik ten pokazuje się ze świetnej strony jeśli chodzi o bronienie jedenastek, także oby tak dalej. Dominację i tym samym zwycięstwo Barcelony przypieczętował pewnym strzałem Pique. Tak zakończył się spektakl wspaniałych europejskich klubów w Göteborgu. Zobaczymy co te drużyny pokażą w sezonie ligowym, który na szczęście już niebawem. Ciekawe również czy będziemy mieć powtórkę dzisiejszego spotkania w nadchodzącej edycji Ligi Mistrzów? Czas pokaże.

Jeżeli chodzi z kolei o skład Blaugrany, w pierwszej połowie na murawę wyszła stara dobra Barca z Puyolem, Iniestą, Messim, Dani Alvesem i resztą. Rozpoczęło od pierwszej minuty tylko dwóch młodzików: Sergi Roberto i Tello. To spotkanie miało być dla nich swego rodzaju sprawdzianem. Niestety Tello, którego uważałam za objawienie zeszłego sezonu i wspaniały talent pokazał się z bardzo kiepskiej strony. Zagrał słabo i popełnił wiele błędów, a na koniec swojego pokazu sprezentował przeciwnikom rzut karny nieudanym wślizgiem. Gdyby nie Victor Valdes, który to obronił ekipa  Sir Alexa Fergusona wygrałaby spotkanie. Oczywiście Tello był na Igrzyskach Olimpijskich i mam nadzieję, że dzisiejszy słaby występ jest po prostu wynikiem zmęczenia i „wypadkiem przy pracy”. Czy to prawda przekonamy się z pewnością już niedługo w kolejnych występach młodego Hiszpana. Dobrze zaprezentował się Bartra. Z kolei Sergi Roberto również rozegrał wyśmienite zawody w swoim czwartym przedsezonowym występie. Wygląda na to, że stał się stałą częścią Barcelony Tito, przynajmniej w okresie przygotowawczym. Adriano zanotował również niezły występ. Dostaje ode mnie plus za strzeleckie próby. Były one oczywiście nieudane, aczkolwiek pochwała dla niego za to, że próbuje. Bramkarzom należą się brawa, przede wszystkim za obronę karnych. Również Dani Alves rozegrał bardzo dobre spotkanie. W starciu z United debiut zaliczył Jordi Alba, nowy nabytek katalońskiego giganta. Nie miał okazji wiele pokazać, także z oceną poczekajmy do kolejnych występów młodego zawodnika. Na sam koniec perełka: uznanie dla fenomenalnego Iniesty. Został on zasłużenie wybrany graczem meczu, jeżeli chodzi o FC Barcelonę. Należało się mu to wyróżnienie, bez wątpienia był dyrygentem barcelońskiej orkiestry w dzisiejszym starciu. Zawodnikiem meczu Manchesteru wytypowano Scholesa.

Mecz się skończył, Barcelona wygrała. Za sam występ zgarnęła 1,5 mln euro więc opłacało się przyjechać do Szwecji. Manchester został pokonany, Valdes i Pinto obronili po karnym. Widzowie mieli co oglądać, Tito troszkę potestował więc dzisiejsze 90 minut na pewno nie było stracone. Jednak przyznać trzeba, że mecze bez stawki są inne niż te o punkty i trofea i nic tego nie zmieni. Dlatego odliczam już dni do pierwszego ligowego pojedynku Dumy Katalonii. Bo inaczej bawić się z Manchesterem a co innego będzie w sezonowej walce z Realem, gdzie cenny będzie każdy punkt.

 

Źródło zdjęcia: fcbarcelona.com