Manita godna wspomnienia

Leo Messi był szczęśliwy po zdobyciu pięciu bramek w meczu przeciwko Bayerowi Leverkusen w Lidze Mistrzów. Jednak Argentyńczyk jak zwykle w swoim stylu odniósł się do sukcesu drużyny. – Najważniejsze, że awansowaliśmy dalej – powiedział telewizji TV3, gdy z piłką pod pachą schodził do szatni. Oby nie po raz ostatni.

W rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów FC Barcelona rozbiła na własnym boisku Bayer Leverkusen 7:1 (2:0). Pięć goli w jednym spotkaniu zdobył Lionel Messi, tym samym ustanawiając rekord na tym etapie rozgrywek. Reprezentant Argentyny i od niedawana kapitan Albicelestes zaliczył swój kolejny piękny wieczór. Dzięki niemu, również piłkarze Leverkusen przeżyli… fajną przygodę w świątyni futbolu – na Camp Nou. Mieli okazję doświadczyć niemal transcendentalnych doznań w kontakcie z prawdopodobnie boską (bo inaczej niewytłumaczalną przez wielu) mocą zaklętą w nogach filigranowego napastnika Barcy. Pobiegali, dano im pokopać trochę piłką, zobaczyli piękne gole Messiego i wrócili do swojego miasta nad Renem w zachodnich Niemczech.

Przeglądając fora i pomeczowe opinie, jak polscy żołnierze na miny w dalekim Iraku, wciąż natykam się na zdania: świetny mecz… co chwilę bramki…. Barcelona ma klasę…po prostu wymiata…naprawdę fajnie oglądało się ten mecz. Nieostrożnie “następuję” na takie zdanie i w ułamku sekundy rozrywa mnie prawie bezboleśnie na kawałki. Przestaję czuć cokolwiek. Po chwili wraca do mnie świadomość po przeżytym szoku i zaczynam domniemywać, że takie posty piszą tylko kompletni imbecyle i idioci. Krótkowzroczne kury, które poza czubkiem swojego dzioba nie są w stanie zauważyć stojącego za nimi chłopa z nożem, gotowego poderżnąć im gardła. Za chwilę rosół mili Państwo. Podano k…do stołu!

Owszem, przyznaję, że to był mecz stojący na wysokim, aczkolwiek jednostronnym poziomie, bo Bayer grał, a właściwie to tylko brał jakiś tam udział w grze. Jakby niemieccy piłkarze przybyli do stolicy Kataloni z jakiejś zapyziałej, nikomu nie znanej nawet we Wrzechświecie ligi, gdzie na co dzień występowali w okręgówce. Nie potrafili z piłką zrobić nic co wskazywałoby, że są to zawodowi gracze, zarabiający na utrzymanie swoich rodzin tylko w ten sposób, czyli grając w futbol. A bramkarz?… No cóż, jest młody, wciąż jeszcze za młody…

Messi właściwie to w pojedynkę wykopał z hukiem Bayer z salonów Ligi Mistrzów. Może nie aż tak bezmyślnie brutalnie jak osiłek z przed klubu nocnego “wyprasza” zbyt natarczywego lub niewłaściwie ubranego klienta, ale równie efektownie. Lecz przecież to klient sam się prosił o wystawienie go na ulicę, a stojący na straży lokalu solidnie wykonali swoją pracę. Niemieckie media nie pozostawiły suchej nitki na zawodnikach podkreślając z całą mocą, że taki rezultat jest wstydem dla zespołu Aptekarzy. Złość i frustrację, wetowały sobie zachwycając się nad występem Messiego i kolegów, z pomocą których bądź co bądź zdobył pięć goli dla Dumy Katalonii.

“Der Spiegel” grzmiał tytułem: “Barcelona zafundowała Bayerowi masę wstydu!”. Dziennikarze sięgnęli głęboko w czeluście pamięci i zgodnie stwierdzili, że to, co mialo miejsce na Camp Nou nigdy się wcześniej nie zdarzyło. “Suddeutsche Zeitung” wtórował: “To była lekcja z profesorem Lionelem Messim. Bayer Leverkusen przegrał dwumecz z Barceloną, stracił dziesięć bramek, a Messi odarł go z czci i honoru. Jeszcze nigdy ten niemiecki zespół nie stracił aż tylu goli w Lidze Mistrzów. Messi pogrążył Bayer w ciemnościach, które jedynie on rozpraszał swoją gwiazdą”.

Obejrzałem w sobotę cały mecz Bayeru z Bayernem Monachium z ogromną (przynajmniej tak o tym myślę) uwagą i ciężko było mi uwierzyć, że oglądam w spotkaniu Ligi Mistrzów ten sam zespół. Barcelona przed własną publicznością zagrała praktycznie na stojąco, bez wielkiego wysiłku zdobywając siedem bramek. Nie wiem jaki jest rekord, ale w tym meczu zawodnicy Barcelony wymienili piłkę 960 razy, zaś Bayer zaledwie 280. Najlepszy pod tym względem w drużynie niemieckiej był Simon Rolfes, który podawał 41 razy. Tylko 3 zawodników Barcelony miało mniej podań od niego. Muniesa, który grał niespełna 30 minut (30), Tello, ktory grał niespełna 40 minut (18) i  bramkarz Victor Valdes (12)! Aż czterech graczy Barcy wymieniło ponad sto podań – Fabregas, Busquets, Alves i Messi. Liczby zastraszające. Ciekaw jestem, czy teraz Niemcy w ramach “cichego” protestu znów wstrzymają import ogórków i papryki z Hiszpanii?

Nie ma co się jednak zbytnio podniecać liczbą podań szczególnie, że w trakcie drugiej odsłony Bayer praktycznie w niczym nie przeszkadzał piłkarzom Pepa Gurdioli, więc jego chłopcy pykali sobie jak na treningu. Przykro było patrzeć na to co prezentowali Aptekarze. Już chyba samo wyjście na płytę boiska stało się Golgotą dla niemieckiej jedenastki Robina Dutta, drogą przez mękę…Proste nogi, brak koncepcji, przygaszenie, brak wiary na podjęcie godnej rywalizacji, błysku i polotu….dobrze, że to spotkanie już za nami. Na przykładzie La Liga widać, że można pokonać Dumę Katalonii tylko zespołowością i chęcią gry. Bo obawiam się patrząc na pozostałe zespoły grające w Champions League, że umiejętności firmie “Messi & Co” może już nie wystarczyć, jeśli spotkają się w dalszym etapie rozgrywek choćby z Realem Madryt lub APOEL-em Nikozja. Zarówno w starciu z podopiecznymi Jose Mourinho, jak również z rewelacyjnym beniaminkiem LM, możemy liczyć na masę emocji. Jeśli jednak Barcelona nie osiągnie szczytu możliwości, to nie zagra w finale na Allianz Arena, odpadając już w fazie półfinałowej. “Manita” Leo Messiego okaże się być tylko pięknym wspomnieniem na długi czas.

- Jako zespół zagraliśmy dziś świetnie, dlatego wywalczyliśmy awans do kolejnej rundy. Na tym etapie rozgrywek, nie ma łatwych przeciwników, dlatego tak wysokie zwycięstwo cieszy jeszcze bardziej. Chcemy wygrać w tym sezonie, to co jest w naszym zasięgu, czyli również Ligę Mistrzów. Jednak w lidze także będziemy chcieli wygrać każdy mecz, aż do ostatniej kolejki – powiedział Messi po zakończonym spotkaniu z Bayerem Leverkusen.

Hmm. Węszę pośród jego słów nutkę niepokoju. Wy też?