Martes Blaugrana: Klasyk bez wyraźnego faworyta, czyli… norma

Jest wtorkowy dzień, a zatem czas na kolejną odsłonę Martes Blaugrana. Jesteśmy tak blisko wielkiego wydarzenia, jakim niewątpliwie jest El Clasico, że nie mogłem wybrać innego tematu. Obie ekipy, mimo że już zdołały wysforować się na czoło tabeli, mają pewne problemy, których eliminacja może być kluczem do osiągnięcia dobrego rezultatu w sobotę. Jak kształtuje się sytuacja obu ekip na cztery dni przed jednym z najważniejszych spotkań w piłkarskim świecie?

Wiadomo, że liczby nie oddają w pełni otaczającej nas rzeczywistości i tak samo jest z futbolem czy sportem ogólnie. Nie można opierać na niej całej analizy danego zagadnienia, jednak zestawienia połączone z dogłębnym opisem mogą nakreślić pewien trend, pokazać, kto jest faworytem, na kogo warto postawić. Ja – jako wielki miłośnik (od dziecka) cyferek, statystyk i innych tego typu narzędzi – bardzo często próbuję oprzeć się właśnie na sile szeroko rozumianej matematyki.

A więc do rzeczy. Zacznijmy od porównania gry obu klubów w danych fragmentach spotkania. Jeśli spotkanie na Bernabeu miałoby zakończyć się w 45. minucie, to murowanym faworytem byliby gospodarze. Podopieczni Rafaela Beniteza w pierwszych połowach uzbierali 25 oczek na 33 możliwe i pod tym względem ustępują jedynie rewelacyjnemu Eibarowi. Barcelona na swoim koncie ma aż 9 punktów mniej i plasuje się na siódmej lokacie. Królewscy przewodzą natomiast, jeśli chodzi o zdobywane wówczas gole. W dotychczasowych jedenastu połowach przed przerwą strzelili aż szesnaście bramek (prawie 62% całego dorobku). Duma Katalonii w tym zestawieniu jest zaledwie dwunasta z pięcioma trafieniami. Gdy spojrzymy na stronę strat, to obie ekipy wyglądają nie najgorzej – Real z dwoma golami straconymi, Barcelona – z czterema. Katalończycy muszą zwrócić uwagę zwłaszcza na pierwsze pół godziny, w których Ronaldo i spółka pokonywali bramkarzy rywali już 14-krotnie (6 razy w pierwszym kwadransie i 8 razy w drugim).

Odmiennie wygląda sytuacja, jeśli popatrzymy na klasyfikację drugich połów (przy czym w tym przypadku zakładamy, że rozpoczyna się ona wynikiem 0:0). Tu zdecydowanym przodownikiem w tabeli jest Blaugrana, która ma 25 punktów. Real jest piąty z ośmioma oczkami mniej. W tym czasie piłkarze Luisa Enrique do siatki trafiali aż 20-krotnie, z kolei madrytczycy dwa razy mniej. Niestety, gracze z Katalonii tracą wówczas dużo bramek (do tej pory aż 8). Dla porównania Real – 5. Szkoleniowiec stołecznej drużyny musi w szatni ostrzec swoich zawodników, by byli cały czas skoncentrowani, ponieważ dotychczas Barca rozkłada swoje zdobycze na wszystkie trzy kwadransy po przerwie (odpowiednio 8, 6 i 6 goli).

Kolejny aspekt to spotkania rozgrywane na danym stadionie. Mało obiektywny, bo przecież wiadomo, że – przynajmniej w teorii – łatwiej zdobyć punkty na własnym obiekcie. Real pod tym względem nie jest jednak nieomylny. W 5 meczach Królewscy ugrali 13 oczek. Wśród tych starć były przekonujące wiktorie z Betisem czy Levante, ale także wygrane w nie do końca dobrym stylu z Las Palmas oraz Granadą. Punkt udało się natomiast wywieźć Maladze, która nie dała się gospodarzom pokonać ani razu. Widać więc, że terminarz domowych potyczek madrytczyków był zdecydowanie łatwiejszy od rozkładu gier wyjazdowych Azulgrany. Z pięciu delegacji Leo Messi i spółka przywieźli 9 punktów. Porażki z Celtą oraz Sevillą osłodziły nieco pozytywne rezultaty osiągnięte w meczach z Athletikiem, Atletico oraz Getafe. Powyższe liczby przedstawiają ogólny trend w starciach z obecnego sezonu La Liga. Gospodarze wygrali ponad 45% wszystkich spotkań, z kolei goście – 30%.

Do ciekawych wniosków dojdziemy również, obserwując wyniki spotkań obu ekip rozgrywanych w soboty oraz tych o godzinie 18:15 (oczywiście termin nieprzypadkowy). W szóstym dniu tygodnia minimalnie lepiej prezentuje się Real, który w siedmiu meczach zgarnął 19 punktów (jedyna strata to remis z Malagą). Natomiast Barcelona w sześciu meczach punktów uzbierała piętnaście (porażka z Sevillą). O godzinie 18:15 lepsze doświadczenia mają już jednak Katalończycy, którzy grali raz o tej porze i pokonali wówczas Eibar. Real zaliczył za to jeden remis – wspomniana potyczka z Malagą.

Przejdźmy do soli futbolu, czyli bramek. Otóż, jak wynika z liczb, małe są szanse, że w sobotę na Bernabeu do siatki trafi Hiszpan. Gdy weźmiemy pod uwagę klasyfikację uwzględniającą wyłącznie gole zdobywane przez piłkarzy z tego kraju, Real byłby dwunasty, a Barcelona… ostatnia. Zresztą, zobaczcie sami.

5

Tabela “hiszpańska”, od lewej: mecze, wygrane, remisy, przegrane, gole zdobyte, gole stracone, punkty

Autorem jedynego “hiszpańskiego” gola jest Marc Bartra, który trafił do siatki w spotkaniu z Levante. Po stronie Realu na tej liście strzelców figurują nazwiska Jese (dwie bramki), Isco oraz Sergio Ramosa. Dwaj krajowi potentaci zajmowaliby też ostatnie pozycje, kiedy spojrzymy na udział Hiszpanów w ogólnej liczbie bramek całego zespołu (tabela poniżej).

6

Procent zdobywanych bramek przez Hiszpanów, od lewej: gole zdobyte przez wszystkich piłkarzy, gole zdobyte przez Hiszpanów, procent

Jak widać z powyższych porównań, bardzo trudno wskazać faworyta. Nie pomoże nam w tym także spojrzenie na ostatnie ligowe klasyki na stadionie obecnego wicemistrza Hiszpanii. W pięciu poprzednich sezonach dwukrotnie górą byli gospodarze, dwa razy wygrywali goście, z kolei raz drużyny podzieliły się punktami. Bilans bramkowy – a jakże – remisowy (10:10).

16.04.2011 Real – Barcelona 1:1 (Ronaldo – Messi)
10.12.2011 Real – Barcelona 1:3 (Benzema – Alexis, Marcelo [sam.], Fabregas)
02.03.2013 Real – Barcelona 2:1 (Benzema, Ramos – Messi)
23.03.2014 Real – Barcelona 3:4 (Benzema x2, Ronaldo – Iniesta, Messi x3)
25.10.2014 Real – Barcelona 3:1 (Ronaldo, Pepe, Benzema – Neymar)

Jak będzie w tę sobotę, zobaczymy, ale kibice Barcelony nie obraziliby się, gdyby utrzymał się trend z ostatnich czterech kampanii – w tym roku wypada bowiem zwycięstwo Barcelony. Trzeba jednak pomyśleć, jak zatrzymać Benzemę, który w tych potyczkach zawsze trafiał do siatki (więcej o składach za moment). W takich spotkaniach, oprócz formy prezentowanej na przestrzeni ostatnich tygodni decydują także takie detale jak forma dnia, odporność psychiczna czy umiejętność radzenia sobie ze stresem. Piłkarze, którzy lepiej sobie z tym poradzą, będą świętować po ostatnim gwizdku sędziego. Historia nauczyła nas też, że nie zawsze ten, który podchodził do klasyku z przewagą, odnosił w nim sukces.

Dużą rolę mogą odegrać gracze wracający po kontuzjach lub cały czas się z nimi zmagający. A w obu klubach jest ich naprawdę wielu. W stolicy Katalonii wszyscy zastanawiają się, czy do dyspozycji Lucho będą Leo Messi i Ivan Rakitić, którzy odbywali już zajęcia z zawodnikami, którzy nie wyjechali na mecze reprezentacji, ale cały czas nie wiadomo, czy będą w stanie zagrać. Na Bernabeu nie zobaczymy zaś na pewno Rafinhi i Douglasa. W obozie Realu niepokój związany z obsadą bramki. Absencja Keylora Navasa była bardzo widoczna już w meczu z Sevillą, którzy Królewscy przegrali. Porteto z Kostaryki od początku sezonu spisywał się znakomicie, kilka razy broniąc drużynę przed utratą gola. Niepewny jest los Ramosa oraz Marcelo. Wydaje się jednak, że Hiszpan zaciśnie zęby i wystąpi w sobotę, sytuacja Brazylijczyka jest z kolei niejasna. Tak samo jak status Karima Benzemy, o którym było ostatnio głośno nie tylko ze względów sportowych. To, czy Francuz pojawi się w ogóle na boisku, jest wielką niewiadomą.

Wszystkie te wątpliwości skutkują tym, że trudno przewidzieć, na jakie ustawienia zdecydują się obaj szkoleniowcy. Trener Barcy może zdecydować się na ustawienie z czterema pomocnikami, które chciał wypróbować już w starciu z BATE. Gra z trzema napastnikami będzie możliwa tylko w przypadku, gdy zdolny do gry będzie Messi. Wątpliwe jest bowiem, że szansę otrzymają zawodzący od początku rozgrywek Munir czy Sandro.

12

Pierwsze ustawienie to kwartet pomocników, który miałby za zadanie przejąć kontrolę nad środkową strefą, prawdopodobnie najważniejszą podczas meczu. Wówczas miejsce w obronie zachowałby Jeremy Mathieu. Z kolei formacja numer dwa zakłada powrót Leo Messiego, który zastąpiłby w jedenastce właśnie Francuza. Wówczas do obrony cofnięty zostałby Javier Mascherano, który zagrałby w duecie z Gerardem Pique. Wydaje się, że mimo wszystko to wciąż podstawowa para stoperów dla Luisa Enrique.

Podobne wątpliwości ma przed sobą Rafa Benitez. Jeśli zagrać będzie mógł Benzema, Hiszpan może zdecydować się na ustawienie 4-2-3-1 (przechodzące w 4-3-3) z Kroosem i Modriciem przed obrońcami i BBC wspomaganym przez Jamesa. Tak małe siły w środku pola w starciu z Barceloną oraz powrót na tak ważny mecz Benzemy po długiej przerwie może być jednak ryzykowny i trener może zdecydować się na grę z Casemiro, który notuje ostatnio bardzo dobre recenzje. Wówczas nieco więcej zadań ofensywnych zyskałby Kroos, a trójka zawodników z przodu mogłaby częściej zamieniać się pozycjami. Czytając różne doniesienia z hiszpańskiej prasy, można przypuszczać, że na ławce na pewno usiądzie Isco, który miał pewne miejsce w składzie, gdy inni zawodnicy byli kontuzjowani.

34

Do wielkiego widowiska pozostały już ostatnie chwile. Większość statystyk jest wyrównanych, ale ta najważniejsza przemawia na korzyść Barcelony – to ekipa Luisa Enrique przystąpi do meczu jako lider. Większa presja spoczywać będzie zatem na Realu, co może zadziałać na korzyść Blaugrany. Świat, jak zawsze przy okazji El Clasico, podzieli się na część białą oraz bordowo-granatową i będzie przez dwie godziny celebrował to wielkie święto. Niech wygra futbol, niech wygra lepszy.