Mecz bez aspiracji

Celta-Barca-Foto-PEP-MORATA_54371828529_54115221152_960_640

Ze słoneczego Vigo „Barca” wywozi tylko jeden punkt po dość zaskakującym remisie z tamtejszą Celtą. Niedosyt może pozostać, ponieważ gospodarze wyrównali w samej końcówce spotkania. Na pocieszenie Leo Messi kolejny raz wpisał się na karty historii La Ligi, a murawa na Balaidos wcale nie była taka straszna, jak przypuszczano.

Pierwsza połowa spotkania była naprawdę specyficzna. Teoretycznie gra była dość wyrównana, posiadanie piłki przez Barcelonę wynosiło tylko 72% procent, to jedni, to drudzy przechwytywali piłkę i szybko wyprowadzali kontrę. Mimo to, ta partia nie była jakaś wyjątkowa czy urokliwa. Na uwagę zasługuje jak najbardziej strzał Natxa Insy, który dodał trochę nadziei kibicom gospodarzy. Byli oni bardzo aktywni przez całe 45 minut, wygwizdywali głośno bowiem każdy faul zawodników „Barcy” i każdą żółtą kartkę dla swoich graczy, po golu Insy, aż do wyrównania wyniku, zdzierali gardło, jak tylko umieli. Radość Celty  niedługo potem ukrócił Cristian Tello po asyście Messiego.

Druga partia spotkania wyglądała podobnie, choć dało się zauważyć, że w drużynie Celty, dotąd aktywnej, ulotniło się nieco energii. Nie stanowili już takiej blokady dla „Blaugrany”, jak poprzednio, dlatego też akcji pod bramką Varasa widzieliśmy trochę więcej. W efekcie kolejny, nie wiem, który już, rekord, ustanowił Leo Messi, podwyższając rezultat tego spotkania na 1:2. Gdy wydawało się, że trzy punkty powoli wybierają się do Barcelony, jednostronną grę przerwał Oubiña, doprowadzając do remisu na dwie minuty przed końcem czasu podstawowego. Jednocześnie stał się, można by to tak ująć, bohaterem meczu, nie licząc Messiego, który i tak już przeszedł do historii.

Strata dwóch punktów, na szczęście, nie jest dramatem, a jak uszczęśliwiła zawodników z Vigo. Wiadomo, że nie mecz z Celtą jest aktualnie najważniejszy, dlatego może zacięta walka o zwycięstwo nie była potrzebna ani wskazana, aczkolwiek sądzę, że Katalończycy troszkę za wcześnie byli już myślami w szatni. A my, już teraz, na Parc des Princes.