Mecz, który elektryzuje cały świat, czyli El Clasico

gran_derbi_baner

Kiedy włodarze hiszpańskiej ligi opublikowali terminarz tegorocznych rozgrywek, pierwsze, co zapewne uczyniła większość kibiców, to sprawdzenie daty najbliższego El Clasico. Ta przypada na dzień dzisiejszy. O godzinie 18 na Santiago Bernabeu zmierzą się ekipy Realu Madryt i FC Barcelony – przed tą rundą odpowiednio trzecia i pierwsza drużyna Primera Division. Oprócz tradycyjnych emocji związanych stricte z Gran Derbi będzie to więc także mecz na szczycie ligowej tabeli.

Rywala Blaugrany specjalnie przedstawiać nikomu nie trzeba. Real to 32-krotny mistrz kraju, który, tak samo jak Barcelona, jeszcze nigdy nie spadł z najwyższej klasy rozgrywkowej, grając swój osiemdziesiąty czwarty sezon w elicie. Ponadto zespół sięgał 19 razy po Puchar Króla, a także 10-krotnie po Puchar Mistrzów – ostatni raz w maju tego roku. Oprócz tego, Królewscy zwyciężali w wielu innych mniej znaczących turniejach. Jednak to właśnie zdobycie La Decimy było od pewnego czasu największym pragnieniem ich fanów. Okoliczności, w jakich tego dokonano, również pozostawiają im wspaniałe wspomnienia. Finałowym przeciwnikiem był bowiem rywal z tego samego miasta – Atletico. Dodatkowo, Real długo przegrywał, by w doliczonym czasie gry doprowadzić do dogrywki, a w niej zespół Carlo Ancelottiego pokazał klasę, nie dają oponentowi żadnych szans.

Obecnie trzeci zespół poprzedniego sezonu ligowego również zajmuje miejsce na najniższym stopniu podium, za Barceloną oraz Sevillą, tracąc do lidera 4 oczka. W ośmiu dotychczasowych spotkaniach Los Blancos wygrali 6 razy, a także doznali dwóch porażek – w drugiej i trzeciej rundzie, odpowiednio z Realem Sociedad na wyjeździe i w derbowej potyczce z Atletico na Bernabeu. Ostatnie boje podopiecznych Carlo Ancelottiego to jednak z reguły pewne wiktorie okraszone kilkoma zdobytymi bramkami. W efekcie bilans goli Realu to obecnie 30:9. Jest to więc ekipa najczęściej strzelająca, ale z drugiej strony aż pięć innych klubów ma mniej wyciągniętych piłek z własnej siatki.

Przed sezonem z drużyną rozstały się trzy ważne postaci z poprzedniego sezonu – Angel di Maria, Xabi Alonso oraz Diego Lopez. W ich miejsce sprowadzono Jamesa Rodrigueza, Toniego Kroosa oraz Keylora Navasa, a także wypożyczono Javiera Hernandeza. Jak na razie, dwaj pierwsi wolno się rozkręcają, ale powoli wkraczają na odpowiedni poziom, a pozostali są raczej zmiennikami. Jeśli chodzi o sytuację kadrową przed dzisiejszym meczem, włoski trener nie będzie mógł skorzystać z kontuzjowanych Garetha Bale’a oraz Fabio Conetrao, a także powracającego do zdrowia Jese Rodrigueza. Szczególnie dotkliwa może być strata Walijczyka, który od początku kampanii imponował równą, dobrą dyspozycją. W ostatnich tygodniach z bardzo dobrej strony pokazał się jednak jego zmiennik, Isco, który także dzisiaj powinien być desygnowany do gry od pierwszych minut spotkania.

Pełna lista powołanych Realu: Casillas, Navas, Pacheco; Carvajal, Arbeloa, Ramos, Pepe, Varane, Nacho, Marcelo; Modrić, Kroos, Khedira, Illarramendi, Isco, James; Ronaldo, Benzema, Hernandez.
Niepowołani: Coentrao, Bale, Jese (wszyscy kontuzja).

Z kolei drużyna z Katalonii to lider, który jak dotąd jest jedynym zespołem bez doznanej porażki. Na ten rezultat składa się siedem zwycięstw i tylko jedna strata punktów, która nastąpiła po bezbramkowym remisie w Maladze. Oprócz tego, Blaugrana może się pochwalić w tych ośmiu spotkaniach czystym kontem. Na pewno jest to skutek poprawy gry linii obronnej, do której było od kilku lat najwięcej zastrzeżeń. W formie wydają się być także piłkarze z przednich formacji, którzy w głównej mierze odpowiadają za zdobywanie bramek, a tych Barca strzeliła 22, czyli prawie trzy na mecz. Widać również, że Luis Enrique odcisnął swoje piętno na poczynaniach zespołu. Rozgrywanie futbolówki na ogół odbywa się szybciej niż choćby w ostatnich sezonach, a ponadto jego zawodnicy po stracie piłki zakładają wysoki pressing, który cechował drużynę Pepa Guardioli podczas największych sukcesów.

Lucho zdecydował się zabrać do Madrytu osiemnastu graczy. Nie mógł skorzystać z kontuzjowanej trójki defensorów - Douglasa, Thomasa Vermaelena oraz Adriano, ale i tak żaden z nich nie zagrałby chyba od pierwszych minut. Do tego szkoleniowiec zrezygnował z usług trzeciego golkipera, Jordiego Masipa, a także Martina Montoyi, Rafinhi i Sandro
Ramireza. Najważniejszą wiadomością jest jednak to, że po raz pierwszy powołanie mógł otrzymać Luis Suarez, który zakończył wczoraj odbywanie kary. Z tego faktu skorzystał oczywiście trener, który prawdopodobnie da dziś szansę zadebiutować Urugwajczykowi.

Pełna lista powołanych Barcelony: Bravo, ter Stegen; Alves, Bartra, Pique, Mathieu, Alba; Mascherano, Busquets, Xavi, Rakitić, Iniesta, Sergi Roberto; Messi, Neymar, Suarez, Pedro, Munir.
Niepowołani: Adriano, Douglas, Vermaelen (kontuzja), Rafinha, Masip, Montoya, Sandro (decyzja trenera).

Dzisiejszy mecz będzie potyczką ligową numer 169 w historii. Do tej pory Królewscy zwyciężyli 70 razy, a Barcelona – 66. 32 razy padł remis. Przed Blaugraną więc bardzo dobra szansa na sukcesywną gonitwę za Realem w tym zestawieniu. Jednak nie historia jest najważniejsza. Istotne jest to, żeby podopieczni Luisa Enrique zaprezentowali się z jak najlepszej strony i popełniali jak najmniej błędów. Jeśli to wszystko ze sobą zagra, można wiele osiągnąć. Każdy moment spóźnienia lub zawahania może być kosztowny. Przed Dumą Katalonii spotkanie z najtrudniejszym możliwym rywalem. Tutaj, oprócz 90 minut czystej gry w piłkę nożną, trzeba także posiadać mocną psychikę i nie dać się sprowokować rywalowi. Pozaboiskowe sztuczki czy wojny na słowa są bowiem nieodłącznym elementem tej rozgrywki. W grę wchodzi walka o honor i ambicję. O godzinie 18 te wszystkie dywagacje odejdą na bok i rozpocznie się spektakl, który tradycyjnie podzieli cały świat. Real czy Barcelona? Ronaldo czy Messi? James czy Suarez? Illarramendi czy Sergi Roberto? Ancelotti czy Enrique? Pytań jest wiele. Ale na wszystkie poznamy odpowiedź dopiero po ostatnim gwizdku sędziego, ponieważ piłkarze na pewno będą walczyć do końca. My, kibice Blaugrany, liczymy na pewność Claudio Bravo, solidność Ivana Rakiticia, błysk Andresa Iniesty i skuteczność Leo Messiego, ale na końcu i tak wszystko zweryfikuje futbol. Oby jednak ten w kolorze bordowo-granatowym.

25.10.2014, godz. 18.00, Santiago Bernabeu
9. kolejka La Liga
FC Barcelona – Real Madryt

Przewidywane składy:

Real: Iker Casillas – Daniel Carvajal, Pepe, Sergio Ramos, Marcelo – Luka Modrić, Toni Kroos, Isco, James Rodriguez – Cristiano Ronaldo, Karim Benzema

Barcelona: Claudio Bravo – Dani Alves, Gerard Pique, Jeremy Mathieu, Jordi Alba – Javier Mascherano, Ivan Rakitić, Andres Iniesta – Pedro Rodriguez, Leo Messi, Neymar

Opinie redaktorów:

Szymon Masarczyk (DumaKatalonii.pl): Blaugranę czeka w sobotę pierwszy poważny test w tym sezonie. Na Santiago Bernabéu obecnego lidera Primera División podejmie Real Madryt, który dopiero nabiera rozpędu w rozgrywkach i zaczyna funkcjonować coraz lepiej. Mimo że defensywa Barçy w lidze nie straciła ani jednej bramki, to wydaje się być najsłabszym punktem zespołu. Zwłaszcza w obliczu ofensywnego potencjału Królewskich. Mam nadzieję przede wszystkim zobaczyć piękne widowisko dwóch najlepszych, hiszpańskich drużyn. Mój typ: 2:2.

Kamil Sikora (BlogFCB.com): Najlepszy atak kontra najlepsza obrona, ale czy rzeczywiście? Real Madryt, ponownie poukładany przez Ancelottiego, wygląda jeszcze groźniej niż rok temu; z kolei Barcelona w obecnych rozgrywkach, kiedy już mierzyła się z topowym przeciwnikiem, to jej gra budziła ambiwalentne odczucia. Ostatnie mecze to coraz słabsza dyspozycja defensywny Dumy Katalonii, choć paradoksalnie statystyki mówią co innego. Z kolei Królewscy, grając u siebie, muszą udowodnić całemu światu, że zdobycie La Decimy nie było dziełem przypadku. Mimo sympatii do Barcelony, stawiam w tym meczu na zwycięstwo Realu (obym się pomylił!). Czuję w kościach, że czeka nas podobna goleada jak na wiosnę tego roku, ale tym razem to Los Blancos wyjdą z tego starcia z podniesioną przyłbicą. Ale też nie dajmy się zwariować, ten mecz nie zadecyduje o mistrzostwie. Azulgrana może, Real powinien – dla własnego dobra.