Mecz pełen pojedynków

real-barcelona-gran-derbi-29082012_19479831Choć do meczu, w którym Real Madryt zmierzy się z Barceloną, pozostało jeszcze prawie kilkanaście godzin, to już od dawna słychać głosy, że może być to najbardziej emocjonujący Klasyk od lat. Trudno bowiem znaleźć spotkanie, w którym na placu gry przebywałoby jednocześnie aż tyle gwiazd, które są aż tyle warte. Eksperci zestawiają różnorodne pojedynki, zarówno na gruncie indywidualnym, jak i zespołowym. Porównywane jest dosłownie wszystko – od osoby szkoleniowca, przez głębokiego rezerwowego, aż po najlepszych i najbardziej znaczących piłkarzy. Co dają drużynie, jakie mają braki, co może być kluczowe w takiej potyczce, a co będzie mniej ważne. Także ja pragnę zastanowić się, jak na danej pozycji wyglądać będą wewnętrzne potyczki między danymi piłkarzami.

BRAMKA
Wydaje się, że jest to jedyna pozycja, której obsada nie powinna nikogo zaskoczyć. Choć i Carlo Ancelotti, i Luis Enrique lubią sprawić niespodziankę, to raczej pewnym jest, że zdecydują się odpowiednio na Ikera Casillasa oraz Claudio Bravo. Hiszpański golkiper do tej pory bardziej przekonuje trenera niż nowy nabytek i jedna z rewelacji mundialu, Keylor Navas. Chociaż kto wie, czy uparte stawianie na doświadczonego piłkarza nie jest chęcią zażegnania małego zamieszania, które zrobiło się podczas ostatnich dwóch sezonów, kiedy legenda Królewskich przegrywała rywalizację z Diego Lopezem. Mimo to, on był pierwszym wyborem Vicente del Bosque podczas wspomnianych brazylijskich mistrzostw. Powiedzieć, że były to dla niego słabe zawody, to w zasadzie nie powiedzieć nic. Iker był jednym z największych zawodów tej imprezy i wraz z reprezentacją wrócił do kraju już po trzech meczach. Również początek obecnej kampanii jest dla Casillasa, lekko mówiąc, nieudany. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja Navasa, który z Kostaryką był rewelacją turnieju i dotarł do ćwierćfinału. Sam zainteresowany pokazał się z kapitalnej strony, wielokrotnie popisując się niebywałymi interwencjami. To, w połączeniu z bardzo udanymi poprzednimi rozgrywkami, w których był najjaśniejszą postacią Levante, zaowocowało przenosinami do Madrytu. Tutaj jednak głównie ogląda poczynania kolegów z ławki rezerwowych i raczej niemożliwe jest to, by coś mogło się zmienić w sobotę, mimo że wielu kibiców właśnie tego by oczekiwało.

W Katalonii z kolei mało kto wywierać będzie presję na Luisie Enrique, jeśli chodzi o golkipera. Chilijski portero, Claudio Bravo, mimo różnej dyspozycji w presezonie (choćby puszczony “babol” w spotkaniu z Napoli), od początku właściwych rozgrywek spisuje się wyśmienicie. Przychodząc do klubu, raczej oczekiwało się, że będzie zmiennikiem Marca-Andre ter Stegena, ale prawdopodobnie kontuzja Niemca ułatwiła mu tę wewnątrzklubową rywalizację. Były piłkarz Realu Sociedad broni w La Liga, podczas gdy jego konkurent w Champions League. Bravo w dotychczasowych 8 spotkaniach nie puścił jeszcze żadnego gola, dzięki czemu z wynikiem 720 minut pobił już wiele rekordów. W Hiszpanii Barca, głównie dzięki jego postawie, jest jedyną drużyną bez konieczności wyjmowania piłki z siatki. Nie jest bowiem tak, że Chilijczyk śrubuje kolejne minuty i godziny z czystym kontem tylko dzięki temu, że rywale nie oddają żadnych strzałów. Przeciwnie, w kilku sytuacjach pokazał, że jest nie byle jakim fachowcem, za jakiego niektórzy uważali go, kiedy zawitał do Blaugrany. Oprócz tego, dostrzec można było jego ogromną pewność w grze nogami, co przy agresywnie atakującym Realu może mieć niebagatelne znaczenie.

Spoglądając więc na formę obu podstawowych bramkarzy i jednocześnie praktycznie pewnych wyborów, należy stwierdzić, że z tego minipojedynku zwycięsko wyszła drużyna z Barcelony.

OBRONA
Już tutaj zaczynają się schody i duże wątpliwości. Zacznę od Realu. Wydaje się, że na środku defensywy pewniakiem jest Pepe, który uporał się ze wszelkimi dolegliwościami i jest do dyspozycji Carlo Ancelottiego. Nie wiadomo jednak, kto będzie mu towarzyszył. Raczej na sto procent nie będzie to Nacho, a więc włoski trener ma wybór między Sergio Ramosem i Raphaelem Varanem. Za Hiszpanem przemawia doświadczenie w takich meczach i charyzma lidera, z kolei młody Francuz ma przewagę, jeśli chodzi o rytm meczowy, ponieważ madrycka ’4′ zmagała się ostatnio z kontuzją. Ancelotti na konferencji prasowej przyznał jednak, że “jest on gotowy do gry i powinien zagrać”. Na lewym boku nikt nie odbierze chyba miejsca Marcelo, ponieważ jego jedyny konkurent, Fabio Coentrao, jest niedostępny (uraz) i nie jest nawet brany pod uwagę. Druga strona to jedna wielka niewiadoma. Na pewno w lepszej dyspozycji jest Daniel Carvajal i to na niego, opierając się na zdrowym rozsądku, powinien postawić manager, ale Arbeloa jest zdecydowanie bardziej doświadczony. Zaletą wyboru starszego z Hiszpanów jest także fakt, że ten nie włącza się mocno do ataków, dlatego drużyna nie musiałaby martwić się o zabezpieczenie tyłów. Z drugiej jednak strony, były gracz Liverpoolu najlepsze lata swojej kariery ma już za sobą, wręcz przeciwnie do Carvajala, który od poprzedniego roku niezwykle dojrzał. Wszystko więc wskazuje na jego kandydaturę. Jak przedstawiają się liczby? W 8 spotkaniach ligowych Real stracił aż 9 goli, ale jeśli już je traci, to po kilka w jednym spotkaniu – między innymi cztery z Realem Sociedad. Defensywa zanotowała pięć razy czyste konto. Jak widać, trener nie odnalazł jeszcze złotego środka, który mógłby zapobiec takiej liczbie traconych bramek, ale od kilku meczów można dostrzec niewielką poprawę.

Z kolei w szeregach Azulgrany znaków zapytania jest co najmniej tyle samo. Jedyne, co jest praktycznie pewne, jest to, że zagra Dani Alves na prawej obronie oraz gdzieś (nie wiadomo jeszcze, gdzie) Jeremy Mathieu, a nie wystąpią kontuzjowani Thomas Vermaelen, Douglas oraz Adriano. Prawa strona zarezerwowana jest dla Brazylijczyka od początku sezonu. Jego naturalny zmiennik, Martin Montoya, nie cieszy się pełnym zaufaniem Luisa Enrique i rozegrał jak dotąd zaledwie 90 minut w spotkaniu z Athletikiem, więc postawienie na niego można by było określić jako szaleństwo, traktuję to jako fakt wręcz niemożliwy. Co dalej? Tego nie wie nikt, być może nawet sam Lucho. Wariantów jest tyle, że można się rozpisywać, a i tak trener może znaleźć jeszcze inny, który akurat dla niego będzie idealny. Pierwszą opcją jest wystawienie Jordiego Alby na lewym boku. Wtedy wspomniany Mathieu zajmie miejsce stopera ustawionego bliżej lewej, a jego partnerem będzie ktoś z trójki Bartra-Pique-Mascherano, z czego najmniejsze szanse daje się najmłodszemu w zestawieniu Bartrze. Mało kto dopuszcza możliwość, by trener posadził na ławce Francuza, a parę stoperów utworzyłoby dwóch z trzej wyżej wymienionych. Jeszcze inną alternatywą jest wystawienie Mathieu na lewej flance. To by oznaczało, że kolegów zza linii bocznej oglądać będzie Alba. Na pewno takie rozwiązanie ma swoje plusy – przede wszystkim to zawsze jeden więcej piłkarz wysoki, który pomoże w walce o górne piłki przy stałych fragmentach gry. Po drugie, mając w pamięci mecz Alby z PSG i to, jak czasami radził sobie z nim Lucas, wydaje się, że Jeremy byłby w tym przypadku niezłym zastępcą, ponieważ chyba nieco lepiej radzi sobie w zadaniach defensywnych od Hiszpana. Byłoby to także pewne zaskoczenie dla rywala, który spodziewa się raczej występu niższego z tej dwójki Jordiego. Reasumując, spodziewać można się wielu rzeczy, zwłaszcza że od początku sezonu Lucho udowadnia, że nie grają nazwiska i będzie stosował rotację, dostosowując skład do danego rywala. Można jednak przypuszczać, że postawi na kwartet Alves-Pique-Mathieu-Alba, co jednak nie oznacza, że w tym momencie zapomnimy o Javierze Mascherano… Nie da się oszukać, że od wielu lat jest to najbardziej solidna linia obrony, ale jednym z dwóch meczów, w którym skapitulowała – i to aż trzy razy – była potyczka z PSG, czyli z do tej pory najgroźniejszym oponentem. Dzisiaj kolejna wielka próba, kto wie, czy nie największa.

Jeśli trzeba by było porównać oba zestawienia, prawdopodobnie trzeba byłoby postawić popularny znak równości.

POMOC
Tradycyjnie zacznę od zespołu rywala. Przed początkiem sezonu kibice Królewskich łapali się za głowy, kiedy zarząd pozbywał się Angela di Marii oraz Xabiego Alonso. Wydawało się, że Florentino Perez nie wie, co robi, pozbawiając klub dwóch kluczowych piłkarzy z poprzedniego sezonu. Początek kampanii tylko to potwierdził. Madrytczycy w środku wyglądali momentalnie katastrofalnie. Do końca w zadania Argentyńczyka i Hiszpana nie potrafiły wejść nowe nabytki, gwiazdy mundialu – James Rodriguez oraz Toni Kroos. Sprowadzeni za łącznie ponad 100 milionów w europejskiej walucie piłkarze byli zagubieni i przytłoczeni presją, jaka na nich od razu spadła. Z biegiem czasu zaczęli jednak przypominać, że nie są to pierwsi lepsi zawodnicy wzięci z łapanki. Ostatnie mecze pokazują, że i reprezentant Kolumbii, i mistrz świata z Niemiec to fachowcy klasowi, którzy potrzebowali zaledwie kilkuset “wejściowych” minut, i już teraz udowadniają, że są w stanie dać wiele drużynie. Kontuzja Garetha Bale’a wymusiła ostatnio na Carlo Ancelottim małą korektę ustawienia. Obecnie wyjściowa formacja Realu zawiera czwórkę pomocników. Dwóch z nich – Luka Modrić i Kroos – operują w centralnej części boiska, tuż przed obrońcami. Ich głównym zadaniem jest sprawna i dokładna dystrybucja piłki oraz łączenie linii obrony z formacjami bardziej ofensywnymi. Boki to z kolei “działka” Jamesa oraz Isco, który stał się w ostatnich tygodniach objawieniem. Z piłkarza, który zazwyczaj był jednym z pierwszych rezerwowych, stał się głównym kreatorem kolejnych pewnych zwycięstw ekipy. Nie jest to jednak tak, że są oni typowymi skrzydłowymi, ponieważ wielokrotnie schodzą do środka i tam rozgrywają futbolówkę, robiąc miejsce przy linii bocznym defensorom. Byłoby wielką niespodzianką, jeśli nie ujrzelibyśmy kogoś z tej czwórki na Bernabeu. Po pierwsze, znakomicie się uzupełniają. Po drugie, ostatnie potyczki udowadniają, że takie ustawienie korzystnie wpływa na grę drużyny. Wreszcie, po trzecie, ich zmiennicy są chyba co najmniej o klasę słabsi. Mowa tutaj o Samim Khedirze oraz Asierze Illarramendim, którzy mogą się okazać zadaniowcami w dalszej fazie meczu.

Kiedy pyta się fanów Barcy o ich środek pola, znakomita większość bez zająknięcia odpowiada: “Mascherano, Rakitić, Iniesta”. Trzeba przyznać, że to rozwiązanie jest bardzo prawdopodobne. Oczywiście jest jeden warunek – Mascherano nie może zagrać w obronie, a ta opcja, jak już wcześniej pisałem, także nie jest wykluczona. Swoimi dwoma ostatnimi występami na nominalnej pozycji defensywnego pomocnika rozbudził nadzieje fanów na skuteczną grę w tym sektorze także dzisiaj. El Jefecito być może nie posiada słusznego wzrostu ani postury “rozbijacza ataków rywala”, ale to wszystko nadrabia wielką walecznością i zaciętością. W jego poczynaniach można dostrzec połączenie angielskiej zadziorności, hiszpańskiej gracji oraz niemieckiej precyzji. To wszystko powoduje, że na jego grę przed stoperami zazwyczaj patrzy się z przyjemnością. Inną sprawą jest uraz Sergio Busquetsa, który co prawda trenuje już z resztą ekipy z pełnym obciążeniem, ale nie wiadomo, czy będzie gotowy na sto procent. A gra na tej pozycji tego wymaga. Z kolei parę rozgrywających powinni utworzyć Ivan Rakitić i Andres Iniesta. Chorwat od początku sezonu prezentuje równą, wysoką formę. Jeśli dodamy do tego jego nieustępliwość i twardą grę, nie powinniśmy się martwić o jego występ, mimo że na początku może odczuwać lekki stres spowodowany swoim premierowym Klasykiem. Z kolei Andres meczem z Ajaxem nieco poprawił nastroje malkontentów, którzy od sierpnia często narzekali na jego grę. Oczywiście należy przyznać, że Blada Twarz rzadko zachwycała swoimi niebanalnymi umiejętnościami, ale podczas kilkudziesięciu minut przeciwko Holendrom pokazał ich kilka, przekonując, że wciąż może dać wiele drużynie i być jej jednym z decydujących elementów. W odwodzie Lucho ma jeszcze wspomnianego Busquetsa, doświadczonego Xaviego czy młodych Sergiego Roberto oraz Rafinhę, którzy mogą się pojawić na murawie w późniejszym fragmencie boju.

Patrząc na potencjał piłkarski, znowu trzeba by było rozważyć się znaku równości, jednak mając na uwadze również ostatnią formę i statystyki, to lekką przewagę posiadają piłkarze ze stolicy Hiszpanii.

ATAK
W tej formacji Carlo Ancelotti nie posiada wielkiego manewru i jest raczej pewne, że postawi na Cristiano Ronaldo oraz Karima Benzemę. Obecność Portugalczyka nie podlega żadnej dyskusji, ponieważ będzie podlegał po raz kolejny osobistemu pojedynkowi z Leo Messim. Patrząc na dzisiejsze realia, nie można wykluczyć, że dzisiejsze 90 minut będzie miało duży wpływ przy wyborze laureata Złotej Piłki, gdyż to ta dwójka prawdopodobnie będzie uznawana za głównych faworytów. Natomiast wystawienie Francuza wydaje się bardziej logiczne. Co prawda Javier Hernandez poprzednimi występami pokazał, że w Manchesterze na ławce marnował swój czas, ale to Karim jest bardziej zgrany z drużyną, a ponadto daje chyba nieco więcej w rozegraniu, dlatego to piłkarz z numerem 9 wybiegnie raczej od pierwszej minuty. Reprezentant Meksyku będzie z kolei jokerem w talii włoskiego szkoleniowca.

Nieco większy ból głowy ma Lucho. O ile w ogóle można mówić o bólu, gdy ma się do dyspozycji sześciu zawodników na trzy pozycje. Na starcie odpada chyba dwójka młodzieńców – Sandro i Munir. Wielce prawdopodobne jest to, że dla przynajmniej jednego z nich zabraknie miejsca nawet wśród rezerwowych. Pewniakami są Neymar i Leo Messi. O klasie tych piłkarzy nikogo na świecie przekonywać nie trzeba. Oni w pojedynkę potrafią rozerwać każdą obronę i przeprowadzić decydującą akcję meczu. Dodatkowo znakomicie układa się ich współpraca. Szybka wymienność pozycji oraz piłki – to rzeczy, z którymi defensorzy Realu mogą mieć bardzo dużo problemów. Kto zatem będzie ich towarzyszem? Czy będzie to Pedro? A może Enrique da szansę debiutu Luisowi Suarezowi już od pierwszego gwizdka sędziego i stworzy południowoamerykański tercet? Ilu ludzi, tyle teorii, więc ciężko cokolwiek powiedzieć. Chyba bardziej rozsądną opcją będzie gra z typowym skrzydłowym, czyli w tym przypadku Pedro. Hiszpan na pewno jest bardziej zgrany z kolegami. Poza tym, jego skuteczne szarże mogą zmęczyć rywali, co spowoduje, że w dalszej fazie meczu będzie więcej miejsca. To natomiast można wykorzystać, wprowadzając silnego i szybkiego Suareza. Idealny scenariusz, prawda? Czy on się jednak sprawdzi? A może Lucho zaskoczy wszystkich, włącznie z samym sobą, posyłając do boju odrzuconego przeze mnie na początku Munira lub Sandro? Przy niekorzystnym wyniku byłemu trenerowi Romy i Celty na pewno by się za to oberwało.

Podsumowując, znalezienie rzeczy, dzięki której gracze jednej drużyny wygraliby w naszym pojedynku ze swoimi vis a vis, jest bardzo trudne, dlatego kolejny sprawiedliwy remis.

TRENER
Osoby szkoleniowców również porównać bardzo niełatwo. Z jednej strony mamy doświadczenie Carlo Ancelottiego, który wiele widział i wiele meczów przeżył, a z drugiej – pracującego na tym stanowisku od ledwie kilku lat, ambitnego i pracowitego Luisa Enrique. Włoch ma już doświadczenie w El Clasico z poprzedniego sezonu, tak bardzo różne – dwie porażki w dwóch ligowych potyczkach oraz wiktoria w finale Pucharu Króla. Lucho, choć Gran Derbi w roli trenera przeżyje po raz pierwszy, to miał już przyjemność mierzenia się z ekipą z Madrytu. W zeszłej kampanii jego Celta poległa na Bernabeu 0:3, ale na własnym stadionie w przedostatniej kolejce zwyciężyła 2:0, definitywnie pozbawiając Królewskich szans na tytuł mistrzowskich. Jak widać, nawet prowadząc słabszy zespół, obecny szkoleniowiec Barcy miał patent na pokonanie dzisiejszego wroga.

Z naszych porównań wyszedł remis. Świadczy to o tym, że powinniśmy być świadkami jednego z najbardziej emocjonujących i zarazem wyrównanych meczów między Realem i Barceloną w ostatnich latach. Jak będzie, zobaczymy, ale życzmy sobie przede wszystkim niezapomnianego widowiska!