Messidigitator (Bayer)ował Aptekarzy

Barcelona wygrywając w pierwszym meczu z Bayerem Leverkusen na Bay Arenie, przed rewanżem na własnym stadionie była w niezwykle komfortowej sytuacji. Piłkarze Robina Dutta jeśli marzyli o kontynuacji gry w prestiżowych rozgrywkach Champions League, musieliby “zrobić” wynik Arsenalu podczas starcia z Milanem. Zatem niezwykle trudne zadanie stało przed Aptekarzami, o czym wiadomo było jeszcze zanim pojawili się na płycie stadionu Camp Nou, w samym sercu Katalonii.

Na oczach ponad 75 tysięcy szczęśliwców zgromadzonych tego wieczora na trybunach Camp Nou odbył się prawdziwy pokaz magii. To był pokaz czarów, którego urokowi  w pełni można się było poddać już po pierwszej połowie spotkania. A wszystko rozpoczęło się jak zwykle w takich przypadkach. Od hymnu Ligi Mistrzów. Ale najpierw były przedmeczowe wypowiedzi szkoleniowców obu drużyn Robina Dutta i Pepa Gurdioli.

Robin Dutt (Bayer Leverkusen): “Ważnym jest zagrać dobre spotkanie dla 4 tys. kibiców Bayeru, którzy przybędą do Barcelony. Od naszego rywala możemy nauczyć się atakowania, taktyki i techniki, ale w defensywie mamy wiele przewagi nad nimi – to jakość, której nabywa się przez lata. Myślę, że nie ma sensu mówić o procentowych szansach naszej wygranej. Musimy się po prostu skupić na zagraniu dobrego meczu, niezależnie od tego, czy nasze szanse wynoszą 5 czy 10 procent. Sytuacja jest bardzo ciężka, ponieważ musimy odwrócić losy meczu przeciwko podopiecznym Guardioli, ale zobaczymy, co się stanie”.

Pep Guardiola (FC Barcelona): “Ostatnio przystępowaliśmy do meczów rewanżowych w 1/8 finału Ligi Mistrzów UEFA po remisie albo porażce. W tym sezonie jesteśmy w lepszej sytuacji, więc wyobrażam sobie, że nie będziecie mnie pytać o jutrzejszy mecz z Leverkusen. Sprawa awansu zdaje się być dla ludzi jasna. W pierwszym meczu przeważaliśmy nad rywalem w pierwszej połowie, ale w drugiej części meczu podopieczni Dutta byli silni i szybcy. Ciężko awansować do ćwierćfinału w tych rozgrywkach, więc byłoby wspaniale, gdyby udało nam się tego dokonać”.

Maestro Messidigitator

W cudownej atmosferze świątyni futbolu fani odśpiewali hymn Barcelony zaraz po tym, jak przebrzmiały ostatnie dźwięki utworu wieszczącego otwarcie spotkania najbardziej prestiżowych rozgrywek piłkarskich na świecie. W 2007 roku powstał projekt makiety nowego Camp Nou. U pewnego Polaka mieszkającego i koncertującego w Barcelonie, zamówiono też wersję nowego hymnu. Rodowity Bydgoszczanin, muzyk – Nathan Paruzel – podjął się tego wyzwania, tworząc klasyczną (na skrzypce i orkiestrę) aranżację hymnu Barcy. Z powodu kryzysu jaki dotknął hiszpański futbol oba projekty zamieciono pod dywan. Miejmy nadzieję, że kiedyś jednak ujrzą one światło dzienne.

Czym bowiem będzie event, jeżeli nie urozmaicimy go dodatkowymi atrakcjami lub dobrą oprawą muzyczną? Kolejnym nieciekawym spotkaniem, którego główną zapamiętaną przez uczestników atrakcją, będą napoje roznoszone przez stewardów. Czasami warto urozmaicić spotkanie tak, aby uczestnicy mogli zapamiętać o wiele więcej. Kto z nas np. oglądając Davida Copperfielda nie zastanawiał się nigdy na tym jak on to robi? Świat magii i iluzji owiany jest odwieczną tajemnicą, która zawsze przyciąga naszą uwagę. Czy oglądając występy iluzjonistów nie zastanawiamy się jak to jest, że oni nas tak świetnie zwodzą?

Na boiskach piłkarskich niemal całego świata pojawił się inny magik. - Po Messim można spodziewać się wszystkiego. To najlepszy gracz w historii, nie widziałem nikogo takiego przed nim – powiedział o Argentyńczyku Cesc Fabregas. Lionel Messi ma 25 lat, a jego “Magiczny świat” znany jest już w ponad 40 krajach naszego globu; to najsłynniejszy iluzjonista futbolu naszych czasów. Messidigitator.

Słynie z tak spektakularnych wyczynów jak lewitowanie nad obrońcami, przejście z futbolówką przyklejoną niemal do nogi przez mur graczy skupionych nawet na kilku metrach, odpowiadających powierzchni niewielkiego pokoju czy uwolnienie jaźni bramkarzy podczas aplikowania im zabójczych strzałów, przy których zamiast bronić bramki, przenoszą się w oka mgnieniu w inny wymiar i po prostu “znikają” nam sprzed oczu.

Znakiem firmowym Leo Messiego stało się posyłanie lekką podcinką bajecznych piłek nad głowami bramkarzy. Potrafi w tym momencie zrobić kilka rzeczy na raz. Uśmiechnąć się, rozejrzeć po boisku, wysłać zakochanej w nim fance wirtualnego całusa czy pomyśleć życzenie, a piłka i tak wpada do siatki. Takiego komfortu podzielności uwagi i czynności nie mają rywale co sprawia, że kiedy Messi jest przy piłce i nie zostanie wcześniej przewrócony, tudzież popchnięty czy sfaulowany, znajdując się w sytuacji sam na sam z bramkarzem paraliżuje ofiarę przebogatym repertuarem tricków, które mają na celu jedno – ogłupić przeciwnika. Mija chwila, jak błysk fotograficznego flesza, a zawodnicy będący w bezpośredniej relacji z “La Pluga”, którzy przed meczem wyglądają na pewnych siebie i zrelaksowanych, raptem dostają efektu “pełnych gaci” i tajemniczych rozstrojów układu nerwowego. Psychologom i psychiatrom wszystkich krajów pozostaje solidarnie połączyć się w bólu nad ofiarami Messiego. Ośmieszonym przez mikrego Argentyńczyka rywalom nie pomoże żadna, nawet najbardziej niekonwencjonalna terapia. To jest po prostu dramat tych piłkarzy!

Podczas pokazów nadludzkiej wirtuozerii, wychowanek katalońskiej szkoły magii “La Masia” potrafi przenosić nawet przypadkowych widzów w niezwykłe miejsca. Doświadczają tego też uczestnicy spektakli, których gwoździem programu są występy “cudownego dziecka futbolu” w barwach Blaugrany. Messiasz, swoimi atrakcyjnymi dla oka pokazami zapowiada publiczności, że ziszczą swe marzenia – nawet te najbardziej wysublimowane i pogłębią wyobrażenia o pojmowaniu nowego wymiaru sportu tak pięknego i magicznego jakim jest piłka nożna. Bilety na Camp Nou warte są każdych pieniędzy, aby zobaczyć gwiazdora z teamu Pepa Gurdioli rozgrywającego swoje najlepsze spotkania.

Wieści z krainy Tiki Taka

19 strzałów na bramkę, 12 celnych; 6 do 1 w rzutach rożnych; posiadanie piłki 63% – 37% na korzyść Barcelony i wreszcie wynik: 7:1. Podpieczni Guardioli przeprowadzili 83 ataki przy 38 rywala. Hiszpanie oddali 10 strzałów na bramkę Bernda Leno, podopiecznym Robina Dutta tylko raz w całym meczu udało się strzelić w światło bramki przeciwnika. Uderzenie to zakończyło się golem Karima Bellarabiego w doliczonym czasie gry drugiej połowy meczu.

- Rozmawialiśmy w przerwie i to przyniosło efekty. “Wróciliśmy do gry, ale niestety straciliśmy dwie bramki. Zabrakło nam szczęścia, bo mieliśmy dwie świetne okazje, żeby trafić na 2:2″. Ale Barcelona jest dobrą drużyną i nas ukarała. Teraz sytuacja nie jest tak dobra, jakbyśmy chcieli – powiedział po pierwszym meczu obu drużyn, który zakończył się wygraną Hiszpanów 3:1 strzelec bramki dla Bayeru Michal Kadlec. Dwie bramki dla gości zdobył wówczas Alexis Sánchez, a ostatnie trafienie było dziełem Leo Messiego.

Bayer nie grał przeciwko żadnej hiszpańskiej drużynie do czasu, kiedy zmierzył się z Barceloną w wygranym ćwierćfinale Pucharu UEFA 1987/88. Jedyną bramkę w dwumeczu, w rewanżu na Canp Nou, zdobył Milton Tita, który pokonał Andoniego Zubizarretę, obecnego dyrektora sportowego. Ekipa Ericha Ribbecka doszła do finału, w którym ograła Espanyol. - Bayer ma mało do stracenia i mnóstwo do wygrania, więc musimy na nich uważać. – Nie wierzę, że cofną się i będą mieli 30% posiadania piłki (jak to miało miejsce w pierwszym meczu). Będą chcieli przejąć piłkę i zaatakować. Leverkusen potrzebuje bramki. Musimy wykorzystać wolną przestrzeń i zaatakować ich z kontrataku – powiedział na przedmeczowej konferencji Sergio Busquets.

Z przewidywań i zapowiedzi Sergio spełniło się raczej to drugie i to w stu dziesięciu procentach. Biedni goście z Niemiec bezradnie biegali za piłką. Myślę, że mecz wcale zbytnio ich nie zmęczył, bo rzadko opuszczali własną połowę boiska. To musi być niezwykle dołujące przeżycie dla graczy drużyny przeciwnej, kiedy Barcelona wymienia w stylu tiki taka niezliczoną ilość podań, które wieńczy jednym, ostatnim podaniem “za kołnierz” obrońców. Wtedy do pokonania zostaje już tylko bramkarz. Potem zazwyczaj następuje cios nokautujący, kończący dzieło zniszczenia.

Dla Barcelony takie mecze to trening, na którym można się pobawić w “grę w piłkę”. Dla Messiego i kolegów to jak spotkanie na podwórku. Po zakończonej zabawie ten najbardziej uradowany i uśmiechnięty dzieciaczek w koszulce z nr.10 na plecach, ulubieniec i bożyszcze nawet przyboiskowej przyrody, zabiera piłkę pod pachę i idzie do domu. – Do zobaczenia chłopaki! To miło zdobyć pięć bramek.