“Messidependiencia” coraz bardziej widoczna. I denerwująca

ibra

Oglądając poczynania naszego ataku można naprawdę mocno się zdenerwować. Mój poziom frustracji osiągnął chyba szczyt i chciałbym się z Wami nim podzielić. Jakkolwiek to brzmi.

Wszystko zaczęło się od spotkania z Granadą. Mecz w wykonaniu Barcelony był słaby, lecz na szczęście zakończony wyszarpanym zwycięstwem. Kto je dał? Oczywiście Messi. I to mnie właśnie wkurzyło. Mój kolega, Karol (którego z tego miejsca pragnę pozdrowić), jak mantrę powtarza do mnie zdanie: “Nie gadaj głupot, najważniejszy jest wynik.” Panie kolego, to jest Barcelona, tu liczy się styl, a nie wynik. Popieram właśnie tę filozofię, ale jak na ironię, po środowej porażce byłem po prostu ostro wkurzony, gdyż nasz zespół po raz kolejny zawiódł. A wracając do meczu z Granadą. Ten mecz, jak spotkanie z Milanem (o którym napiszę później), ukazał “Messidependiencię”. Dla laików Barcelony i osób słabych w słowotwórstwie, “Messidependiencia” to słowo, które określa zależność Barcelony od Argentyńczyka. Po raz kolejny drużynę pociągnął Leo. Po raz kolejny zawiedli inni. Dlaczego my nie możemy wygrać bez gola Messiego? Dlaczego inni grają taką “padakę”? Villę bardzo lubię, to zdecydowanie mój ulubiony gracz, ale już nawet tak zapalony sympatyk jak ja traci do niego cierpliwość. O Alexisie nie wspomnę. Chłopak kopie się po czole. Na łamach naszego portalu opublikowany został wpis, mówiący, iż Barcelonie potrzebny jest jednak trener. Tak, zgadzam się. Potrzebny jest  trener, który wypierdzieli Chilijczyka do Juvenil A, lecz to może być zły ruch, bo pewnie młodzi chłopcy ośmieszyliby go przy pierwszej lepszej grze w dziadka i wtedy całkowicie psychicznie by się nie pozbierał.

Później przyszedł mecz z Milanem, o którym chciałbym zapomnieć, lecz nie mogą o nim zapomnieć trenerzy ani piłkarze. Z porażek powinno się wyciągać wnioski. No tak, powinno. Przegraliśmy już wystarczająco dużo razy z ekipami dobrymi w defensywie. Była lekcja od Interu, Chelsea i Celtiku, a Barca co? Któryś już raz nie odrabia pracy domowej. Słabo zagrali wszyscy. Widać było, że Xavi wrócił po kontuzji i nie czuje się świeżo. Dlatego do znakomicie zagęszczonego przez graczy z Mediolanu środka schodził Messi i tym samym nie było komu podawać na “szpicę”. Ostatnio popularny jest żart z Robertem Lewandowskim oraz słowami Romana Kołtonia: – A dlaczego nie Barcelona? Jak dla mnie to nie jest wcale żart. Mi właśnie kogoś takiego brakowało, lecz w trakcie meczu nie pomyślałem o Polaku tylko o Ibrze.

Patrząc na jego poczynania w Milanie, a teraz PSG, żal mi tyłek ściska. Sprowadzony za grube pieniądze i sprzedany po sezonie. Może miał swoje fochy, ale właśnie teraz nam go brakuje. Rasowej “9″. Fakt, jest Villa, lecz chyba to jednak nie ta sama klasa. Atak Villa-Ibra-Messi? Aż ciarki mnie przechodzą na samą myśl. Na samym przodzie Argentyńczyk jest bardzo skuteczny, lecz na pozycji skrzydłowego też można wiele strzelać. Daleko szukać nie musimy, bo sami widzimy, co wyprawia Ronaldo. Bardzo wiele osób wypomina sprzedaż Szweda, ponieważ Barcelona straciła grube miliony euro. Warto jednak spojrzeć na ten transfer z perspektywy innej, bardziej sportowej. Perspektywy mimo wszystko bardziej bolesnej.