“Młody” gniewny

Dawno, dawno temu był sobie pewien klub, który ciągle miał problemy ze środkiem obrony. Wreszcie przed sezonem zdecydowano rozwiązać ten problem i sprowadzić aż dwóch dzielnych zawodników. Jeden okazał się co prawda nieco wybrakowany, lecz drugi, bardzo doświadczony – od razu stał się ważnym ogniwem drużyny. Sytuacja została w miarę opanowana, a na środku obrony zapanował spokój. Czy wszyscy jednak mogą być z takiego obrotu spraw zadowoleni? Może jest ktoś, kogo potencjał nie jest do końca wykorzystywany? 

Struś Pędziwiatr

Mam na myśli oczywiście Marca Bartrę. Jego start w pierwszym zespole nie był zbyt lekki. Nie prezentował poziomu takich graczy La Masii jak chociażby Iniesta, żeby od razu być branym pod uwagę jako ważne ogniwo. Nie znaczy to jednak, że Marc szans nie dostawał. Miał je, lecz nie wypadał podczas takich prób zbyt przekonująco. Kibice, ale co najważniejsze trenerzy, nie byli do niego przekonani. Bartra jednak cały czas pozostawał w zespole i powoli zdobywał cenne doświadczenie. Ostatecznie, gdy nabrał trochę ogłady, okazało się, że wcale nie jest złym zawodnikiem. Wyróżniał się dobrym wyprowadzeniem piłki, solidnymi atrybutami w grze w powietrzu. Najważniejsze było jednak to, że nie był już tak nerwowy na boisku. Wraz z kilkoma kolejnymi spotkaniami przyszło niezbędne opanowanie. W poprzednim sezonie, również z powodu braku innych alternatyw, zaliczył naprawdę solidną liczbę minut. Wystąpił między innymi w finale Pucharu Króla z Realem Madryt. Ten mecz miał dla niego słodko-gorzki smak. Najpierw wyrównująca bramka po rzucie rożnym, która zaskoczyła niemal wszystkich, a potem akcja, która obiegła cały świat. Każdy średnio zainteresowany kibic piłki nożnej widział, jak Gareth Bale z dziecinną łatwością objeżdża Hiszpana i zdobywa zwycięskiego gola. To zdarzenie utwierdziło wielu kibiców, że Bartra jest po prostu słabym piłkarzem.

Kłopot bogactwa

Po przyjściu latem Mathieu i Vermaelena, Marc miał prawo się spodziewać, iż nastały dla niego ciężkie czasy. Mimo permanentnych kłopotów ze zdrowiem Belga, Hiszpan bardzo rzadko pojawia się w pierwszym składzie. Jest to o tyle dziwne, że jeśli już wybiega w podstawowej jedenastce, to gra bezbłędnie. Zdarza się nawet, że jest najjaśniejszą postacią bloku defensywnego. Z Bartrą od pierwszej minuty Barca straciła zaledwie jednego gola w Primiera Division. Nie grał może z największymi tuzami ligi, lecz czyste konto w czterech spośród pięciu spotkań z jego dziewięćdziesięciominutowym udziałem robi wrażenie. Dlatego też dziwić może fakt, że wychowanek Blaugarny jest tak rzadko wykorzystywany. Mam wrażenie, iż w klubie nadal traktuje się go jako młodego, ambitnego gracza, wchodzącego do drużyny. Rzeczywistość jest natomiast nieco inna. Marc ma 24 lata i jest w pełni ukształtowanym piłkarzem. On już nie ma czasu na dalszą naukę i podpatrywanie starszych kolegów. Teraz to on powinien być wzorem dla niedoświadczonych adeptów z La Masii. Wątpię jednak, żeby w decydującej części sezonu zaczął grać więcej. Bardziej liczyło będzie się doświadczenie Mathieu, a Pique jest raczej pewniakiem. Pozostaje też oczywiście Mascherano. Jaka więc przyszłość rysuje się przed Bartrą? Można już usłyszeć o kilku plotkach transferowych na jego temat. Warto byłoby, gdyby Marc został. Za rok powinno być mu łatwiej powalczyć z szybciej zmierzającym do emerytury niż on Francuzem. Nikt nie chce chyba za dwa lata usłyszeć, że chcemy kupić skądś Bartrę za grube miliony.