Moda na środkowego obrońcę, odcinek 1573

403161_heroa

To nie nowa opera mydlana będzie przedmiotem tego artykułu, choć będzie to coś, co ciągnie się równie długo. W Barcelonie – zbyt długo. Środek obrony, bo o tym mowa, to w stolicy Katalonii temat rzeka. Powiedziano już o nim bardzo wiele, ale chyba nie wszystko zostało jeszcze zrobione. Co prawda zarząd klubu sprowadził Jeremy’ego Mathieu, ale wydaje się, że na tym wzmocnienia tej pozycji w tym okienku się nie skończą.

Sama rola stopera w takim klubie, jak Barcelona, jest bardzo ważna. Gra Blaugrany opiera się na cierpliwym operowaniu piłką i ciągłym atakowaniu, stąd ostatni obrońcy mają z reguły niewiele okazji, by pokazać swe umiejętności. Każda z nich musi być natomiast perfekcyjnie rozwiązana, bowiem w przeciwnym razie zespół może stracić gola. Oprócz własnych obowiązków bardzo ważna jest asekuracja bocznych defensorów, którzy nie ograniczają się tylko do zadań w destrukcji, pozostawiając za sobą wielką dziurę. Ponadto dochodzi konieczność przyzwoitego wyszkolenia technicznego, dzięki czemu futbolówka jest szybko wyprowadzana od tyłu. I jeszcze jeden czynnik – z reguły środkowi obrońcy to najwyżsi piłkarze w drużynie. Z kolei to przy wielkiej roli niższych graczy w Dumie Katalonii odgrywa niebagatelną rolę. Tak naprawdę tylko zawodnicy na tej pozycji w bordowo-granatowej koszulce są w stanie powalczyć w powietrzu z najlepszymi na świecie w tym aspekcie gry.

Cofnijmy się w czasie. Lato 2008 roku. To nie tylko data zdobycia przez Hiszpanów Mistrzostwa Europy na austriacko-szwajcarskich boiskach czy objęcie sterów w Barcelonie przez Pepa Guardiolę. To również okres, w którym został sprowadzony do klubu ostatni porządny środkowy obrońca. Nie został nim jednak wielki w tamtym czasie gwiazdor, a, jak się wtedy wydawało, przyszłość drużyny – Gerard Pique. Jak dobry był to interes, nie trzeba nikogo przekonywać. Hiszpan bardzo szybko się spłacił, jednocześnie prezentując odpowiedni poziom. Nie da się ukryć, że także pod względem marketingowym jest to dla Azulgrany jeden z ważniejszych obecnie piłkarzy (oczywiście swoje zrobił związek z Shakirą). Razem z nim do klubu przybyli Henrique oraz Martin Caceres. Brazylijczyka od razu jednak wypożyczono, a Urugwajczyk nie spełnił wszystkich wymagań, związanych także z jego ceną zakupu (16,5M€ przy 5M€ wydanych na Pique). To także zaowocowało wypożyczeniem, ale dopiero po roku. Caceres nigdy już jednak w barawach Barcy nie zagrał.

A kto od tamtego momentu został kupiony przez katalońskich włodarzy na tę pozycję? Rok później i transferowa bomba – na Camp Nou przyjeżdża Dmytro Chygrynskiy, a Duma Katalonii płaci za niego Szachtarowi Donieck, bagatela, 25M€. Jak przygoda Ukraińca z hiszpańskimi arenami się skończyła, dobrze wiemy – został okrzyknięty jedną z najgorszych transakcji w czasie panowania Pepa Guardioli. Potwierdziła to sprzedaż piłkarza po dwunastu miesiącach do… Szachtara (15M€).

Ponadto kontrakt skończył się Rafaelowi Marquezowi, a Caceres i Henrique znowu zostali wypożyczeni… Do listy zakupionych dołączył za to Javier Mascherano. Nominalny defensywny pomocnik z biegiem czasu został przekwalifikowany przez Guardiolę na środkowego obrońcę. Mimo że Argentyńczyk nie spisywał się tam źle, to było wiadomo, że takie rozwiązanie jest tymczasowe i klub musi kupić środkowego obrońcę klasy światowej. Do dyspozycji Mistera byli bowiem tylko Pique, coraz częściej kontuzjowany Carles Puyol i Gabriel Milito, który był poza grą przez kilkanaście miesięcy. To głównie dlatego El Jefecito wraz z Ericiem Abidalem coraz częściej występowali w centrum defensywy.

Kolejne letnie okienko transferowe i następny niewypał – do Barcelony przybyli Cesc Fabregas i Alexis Sanchez, ale jak powszechnie wiadomo, żaden z nich z grą na środku obrony nie jest za pan brat. Pozbyto się za to ostatecznie Caceresa. Rozstać się również postanowiono z Milito.

Wakacje roku 2012. Po odejściu Guardioli trenerem zostaje Tito Vilanova, choć jak wiemy, miał on bardzo poważne problemy zdrowotne. Barcelona zarzuca sieci na piłkarza AC Milan, Thiago Silvę. Brazylijczyk okazuje się jednak zbyt drogi i wybiera grę dla szejków z Paryża. Sandro Rosell ma za to przyjemność zaprezentować Jordiego Albę i Alexa Songa. Także żaden z nich nie jest upragnionym stoperem. Mimo tego, w Kameruńczyku widziano lek na całe zło, bowiem postrzegano go jako idealną alternatywę dla podstawowych środkowych obrońców. Z zespołu odeszli za to Henrique (ostatecznie) a Andreu Fontasa – młodego piłkarza trapionego przez kontuzje – wypożyczono.

Rok temu na stanowisku szkoleniowca w ostatniej chwili został zaprezentowany Gerardo Martino. W nieładny, dla wielu, sposób zrezygnowano z usług Erica Abidala, który odszedł za darmo do Monaco. Fontas, który ledwo co wrócił z wypożyczenia, został sprzedany do Celty Vigo, a Marc Muniesa – młody stoper bez perspektyw na Camp Nou – wybrał grę dla angielskiego Stoke City. Dyrekcja wraz ze sztabem szkoleniowym ograniczyła się tylko do jednej, ale za to bardzo drogiej transakcji – sprowadzenia Neymara. Martino, choć przystąpił do pracy z marszu (przez nawrót choroby Tito Vilanovy), kategorycznie sprzeciwił się zakupowi stopera, wierząc w umiejętności Carlesa Puyola i posiadając w odwodzie także Pique, Bartrę, Mascherano oraz również w razie konieczności Busquetsa oraz Songa. Mimo że Blaugrana cały czas monitorowała sytuację Silvy, to Brazylijczyka na Camp Nou nie ujrzeliśmy. Podobnie rzecz się miała z Davidem Luizem, Danielem Aggerem czy Janem Vertonghenem – wszystko skończyło się na prasowych plotkach. Jak bardzo pomylono się w tej kwestii, wiemy teraz wszyscy. Puyi przez lwią część sezonu nie łapał się nawet do meczowej osiemnastki, będąc kontuzjowanym. Większe, czy mniejsze urazy nie opuszczały także reszty central-backów. A Song i Busquets udowodnili, że ich miejsce jest w linii pomocy.

Po odejściu Taty jasnym stało się, że w klubie musi być przeprowadzona mała rewolucja. Jako jej głównodowodzącego wybrano Luisa Enrique, czyli kogoś, kto wie, na czym polega barceloński styl. Tak gwałtowny ruch kadrowy miał być przede wszystkim dostrzegalny na pozycji, która jest głównym tematem tego artykułu. Carles Puyol zakończył karierę, a Javier Mascherano będzie przesunięty na swoją nominalną pozycję – defensywnego pomocnika, grając tuż przed bramkarzem tylko w razie największej potrzeby. Z typowych stoperów zostali więc tylko Pique oraz Bartra. Obaj są piłkarzami o bardzo podobnym stylu – dobrze spisują się w powietrzu, są nieustępliwi, ale brakuje im głównie zwrotności i szybkości, o czym kilka razy mogliśmy się przekonać. Mając na uwadze zawieszoną karę transferową, raczej pewnym od początku było, że do Katalonii zawita dwóch stoperów (z uwagi na to, że za rok wzmocnienia mogą być niemożliwe). Najczęściej mówiło się o jednym zawodniku mogącym z miejsca wskoczyć do pierwszej jedenastki, a drugim – wykorzystywanym w rotacji. Rzadziej z kolei wspominani byli defensorzy z drużyny rezerw – Frank Bagnack czy Edgar Ie. Ci są melodią przyszłości i powinni być wprowadzani do pierwszej ekipy stopniowo.

Ledwo poprzednia kampania się skończyła, a już gazety prześcigały się w tym, kto zasili barwy Azulgrany. Każdego dnia w zespole “był” już nowy obrońca, by za 24 godziny okazało się, że rozmów w ogóle nie było. Początkowo największymi faworytami do zasilenia katalońskiego zespołu byli Aymeric Laporte, Mehdi Benatia, Joao Miranda i Marquinhos. Rzeczywistość jednak brutalnie zweryfikowała marzenia kibiców o szybkich i owocnych negocjacjach. Młody Francuz przedłużył kontrakt z obecnym pracodawcą – Athletikiem Bilbao i równocześnie wzrosła jego klauzula wykupu – z 36 do 42 milionów euro. Jeśli dodamy do tego fakt zawsze ciężkich rozmów z Baskami, kwestia transferu szybko upadła. Benatia, gracz AS Roma, był natomiast po słowie z włodarzami Barcelony, ale kluby nie potrafiły się dogadać z kwotą wykupu. Później do gry włączył się Manchester City i wydawało się, że Marokańczyk trafi do Premier League, ale na razie zostaje w drużynie z Wiecznego Miasta. Sytuacja Mirandy jest bardzo podobna. Swego czasu był jedną nogą w drużynie Luisa Enrique, by z koniec końców z transferu nic nie wyszło. Doadtkowo swoje zainteresowanie piłkarzem zgłosił drugi klub z Manchesteru – ten z Old Trafford. Z kolei kwestia transferu Brazylijczyka z Paryża zmienia się jak w kalejdoskopie – jakby była uzależniona od humoru szejków. Nie da się ukryć, że obecnie to numer jeden na liście życzeń Andoniego Zubizarrety i będziemy pewnie świadkami jeszcze wielu plotek dotyczących jego osoby. Władze klubu ze stolicy Francji są jednak nieugięte – nie chcą sprzedawać swojego młodego zawodnika, który nad Sekwaną będzie raczej zmiennikiem duetu Thiago Silva – David Luiz, czyli graczy, którymi również zainteresowana była Barca. Tutaj problemem były jednak kwestie finansowe.

Nieco mniej mówiło się tego lata o Danielu Aggerze, Thomasie Vermaelenie, Janie Vertonghenie czy Matsie Hummelsie. Dopiero w ostatnich dniach zrobiło się o nich głośniej. To oni wraz z Daley’em Blindem, który rozegrał bardzo dobry mundial, mają być bowiem alternatywami dla Marquinhosa. Nie jestem jednak przekonany czy są to zawodnicy na miarę gry na Camp Nou. Mam co do tego duże wątpliwości.

Z drugiej strony mamy osobę Jeremy’ego Mathieu, który już trenuje z nowymi kolegami. Doświadczony obrońca w pewnym momencie stał się obiektem pożądania sztabu szkoleniowego i dyrekcji. Negocjacje z Valencią ciągnęły się przez pewien czas. Duże rozbieżności mieliśmy także przy kwocie, którą Nietoperze dostaną w zamian za Francuza. Na początku mówiło się o sumach rzędu nawet mniejszych niż 10M€ lub też około 10M€ + jeden z niechcianych piłkarzy (Afellay, Cuenca, Bojan, Dos Santos, Tello). Jak się jednak okazało, Valencię interesowała opcja tylko z tym ostatnim zawodnikiem, ale ten z kolei wybrał ofertę Porto. Jasne zatem się stało, że włodarzy klubu ze stolicy Lewantu interesować będzie wyłącznie gotówka. I tu zaczęły się szaleństwa – nagle poinformowali, że Mathieu odejdzie tylko po wpłaceniu klauzuli (20M€). Blaugrana próbowała negocjować, swoje zdziałać chciał sam zainteresowany. Na nic to się jednak zdało – Duma Katalonii wpłaciła na konto swojego ligowego rywala okrągłą “dwudziestkę”. Pozostaje jeszcze do omówienia kwestia przydatności zawodnika. Czy będzie on podstawowym stoperem w zespole – śmiem wątpić. Osobiście wyżej cenię umiejętności Pique i młodego Marca Bartry. Jako uzupełnienie składu jestem w stanie zaakceptować ten transfer, ale nie za taką cenę… Płacić 20 milionów za niemal 31-letniego piłkarza, który nie zawsze jest ostoją swojej ekipy? I w dodatku nie zanosi się, że będzie pierwszym wyborem szkoleniowca. Boję się, że są to pieniądze wyrzucone w błoto i za kilka lat ta operacja będzie stawiana na równi chociażby ze sprowadzeniem Chygrynskiy’ego.

Postawię teraz jeszcze jedno ważne pytanie – czy grube miliony zawsze są odzwierciedleniem poziomu piłkarskiego? Niedawno zakończony mundial pokazał, że nie. Na brazylijskim turnieju mogliśmy zaobserwować kilku piłkarzy, którzy zaprezentowali się naprawdę ciekawie, a ich wartość rynkowa jest co najmniej kilkukrotnie mniejsza niż kwota, którą należałoby zapłacić chociażby za Marquinhosa. Wśród najlepszych wymieniało się nazwiska tak młodych i perspektywicznych zawodników, jak Stefan de Vrij, Bruno Martins Indi czy Marcos Rojo. Dwaj Holendrzy mogli zostać bohaterami głównie dzięki taktyce Louisa van Gaala. Dowodzeni przez bardziej doświadczonego kolegę Rona Vlaara zagrali naprawdę bardzo dobre zawody. W zeszłym sezonie stanowili mocny punkt defensywy Feyenoordu Rotterdam, ale w przyszłym sezonie ani jeden, ani drugi, nie będzie grać na codzień w Eredivisie. De Vrij przeszedł do Lazio Rzym, mimo że początkowo wydawało się, że kierunek, który obierze, to Anglia. Mówi się, że Włosi wydali około 9 milionów euro. Podobną kwotę otrzymali działacze z Rotterdamu za ciemnoskórego obrońcę, który swoim stylem gry bardzo przypomina Erica Abidala. Indi zasilił szeregi FC Porto i prawdopodobnie zostanie następcą Eliaquima Mangali. Myślę, że nie trzeba by było również więcej wydać, by pozyskać Argentyńczyka Marcosa Rojo. Udany sezon w Sportingu Lizbona zaowocował powołaniem na mundial, gdzie również zostawił po sobie bardzo dobre wrażenie. Jego siłą jest wszechstronność – w Portugalii grał zazwyczaj na środku bloku defensywnego, natomiast w kadrze występował na lewym boku.

Jeszcze innymi młodymi piłkarzami, którzy w przeszłości byli łączeni z Dumą Katalonii, są Fabian Schaer oraz Eder Balanta. Reprezentant Szwajcarii zaliczył dwa mecze w MŚ, w których także pokazał się z dobrej strony. Występujący w FC Basel zawodnik nie zagrzeje raczej długo miejsca w swoim kraju. Kto wie, być może już tego lata trafi do zdecydowanie silniejszej ligi. Tym bardziej, że w jego przypadku transfer także powinien zamknąć się w 10 milionach. Z kolei Kolumbijczyk to 21-letni zawodnik River Plate. Młody stoper również zagrał na mundialu – w ostatnim meczu fazy grupowej z Japonią, gdzie ustrzegł się poważnych błędów. Swoje zainteresowanie tym utalentowanym obrońcą wyraził już Inter Mediolan. Jego cena rynkowa to około 3-5 milionów. Nie da się ukryć, że ci dwaj zawodnicy to inwestycja na przyszłość, ale chyba warto zwrócić na nich uwagę już teraz. Nie dość, że pewnie sama transakcja byłaby łatwiejsza do zrealizowania niż kupno Marquinhosa, to jeszcze znacznie mniej obciążyłaby budżet klubowy.

Z jednej strony wypada się cieszyć, że pierwszy raz od kilku lat porządnie zabrano się za największe potrzeby klubu. Z drugiej – boję się, żeby nikt niczego teraz nie popsuł. Transfer Mathieu wywołał u mnie skraje emocje. Wiem, że w każdej drużynie, nawet tej najlepszej, muszą być zmiennicy, zawodnicy wykorzystywani w rotacji, którzy odbiegają poziomem od największych gwiazd – akceptuję to. Mam jednak przed oczami kilka spotkań Valencii, w których Francuz, co tu dużo mówić, zawalał wyniki. Dlatego płacenie za niego 20 milionów w europejskiej walucie to świetny interes, ale dla jego byłej drużyny. Jak się jednak powszechnie mówi – Barcelona drogo kupuje, a tanio sprzedaje. Wystarczy popatrzeć na Davida Villę (niedługo może też Daniego Alvesa) i porównać klasę piłkarza z nowym stoperem Blaugrany. Cóż, Jeremy’emu należy życzyć powodzenia i jak największej liczby dobrych występów, a nam pozostaje czekać teraz na drugiego stopera.