Mogła być tragedia, a jest The Only One (point)

Ach, a miało być tak tragicznie! Osasuna dominowała na boisku przez ponad 70. minut, wygrywając 1:0, a w tunelu trudno było się doszukać jakiegoś światła. Wszystko zmierzało do porażki w Pampelunie, a w Madrycie po godzinie 21:00 temperatura mogłaby być nad kreską. Na szczęście stało się całkowicie odwrotnie, jednakże podkreśliłbym tutaj ponownie jedno słowo – szczęście.

Umówmy się – Barcelona w Pampelunie przez praktycznie całe spotkanie grała fatalnie. Pampeluna od 30. sekundy spotkania wchodziła w obronę Barcy jak w masło. Akcje Messiego, Fabregasa czy Tello były skutecznie blokowane, a swój prawdopodobnie najgorszy mecz w historii rozegrał Andres Iniesta. Masa strat, zbyt wolne podejmowanie decyzji i niecelne uderzenia to cechy, jakimi charakteryzował się Don (nie)Andres przez dosłownie całe spotkanie. Z tego co dobrze pamiętam, wykonał jedynie dwa celne podania prostopadłe na całe (!) spotkanie. Nie mówiąc już o Busquetsie, przez którego mogło być w pewnym momencie 2:0 dla gospodarzy. Tragedia goniła tragedię.

Osasuna, w przeciwieństwie do Barcelony, grała jak prawdziwa… Barcelona. Ale nie ta z wczoraj, ale ta sprzed ostatniego czwartku. Linia defensywna drużyny z Nawarry była ustawiona wręcz perfekcyjnie. To doskonały przykład, jak różnie może grać jedna drużyna u siebie i na wyjeździe. W meczu pierwszej kolejki na El Riazor, obrona Osasuny nie istniała niemal przy każdej kontrze Deportivo. A teraz? Teraz była monumentem, murem albo po prostu dobrze podrasowanym, czteroosobowym autokarem ze zwrotnością bolidu formuły pierwszej.

Ostatecznie to Barcelona wygrała, a Madryt niespodziewanie poległ z Getafe. Po obu spotkaniach padła główna polska strona o Madrycie, bo pewnie nie wytrzymała ciężaru hektoliru łez od płaczu fanów Królewskich. “Barcelona strzeliła gola ze spalonego, a podczas bramkowej akcji Getafe była ręka!” krzyczano. To wszystko prawda. Tak samo jak został niesłusznie odgwizdany spalony na Messim, który wychodził na sam na sam z bramkarzem Osasuny. Tak samo jak Mesut Ozil nie trafił do pustej bramki z bodajże trzech metrów. Wszystko się wyrównało, co nie zmienia faktu, że sędziowie w obu spotkaniach dali ciała.

W Madrycie wieje mrozem, a na dodatek sam Mourinho oznaczył się “Jednym Jedynym (Punktem)” jeszcze przed startem sezonu. Nie chcę wiedzieć jak wielkie wkurwienie panuje w szatni Realu. To na pewno buduje ogromną motywację przed rewanżem w Superpucharze Hiszpanii. Dodatkowo wróci Pepe i cały zlew frustracji z La Liga i pierwszego spotkania na Camp Nou się skumuluje w ciągu środowych 90. minut. To nawet więcej niż pewne – możemy już zapomnieć o dobrej atmosferze na Santiago Bernabeu.

I jeszcze Breaking News – Luka Modrić trafił do Realu Madryt. Kwoty za transfer podawane są różne – od 35 milionów euro po 42 miliony. Jaka by nie była, padł nowy rekord wszechczasów! Jest to prawdopodobnie najwyższa wydana kwota za tzw. “benchwarmera”, czyli ławko-grzewcę.

fot. eurosport.pl