Mou, ale po co?

Sport to nie tylko bezpośrednie starcie na boisku, jak wiemy. Składa się na niego także mnóstwo czynników psychicznych, a to z kolei tworzy nam osobny, żyjący własnym życiem świat – świat futbolu, czy czegokolwiek innego. W tym świecie również zdarzają się konflikty, większe czy mniejsze. Nie chcę, bynajmniej, zapowiadać takowego. Mówiąc o tym jednak przypomina mi się kilka wojen dwóch największych klubów La Ligi. Z pełnym szacunkiem stwierdzam, że w niektóre z nich uwikłany był obecny trener Chelsea, który zwrócił ostatnio moją uwagę. I o tym trochę porozprawiam.

Raczej nie powiem, że przepadam za tym człowiekiem. Wszyscy wiemy, że Królewscy, czyli jego byli pracodawcy, oraz Blaugrana, są dla siebie największymi rywalami od niemal zawsze, bezcenny jest jednak szacunek jednych do drugich i drugich do pierwszych – tak wielkie kluby powinny się bowiem przede wszystkim szanować, zupełnie niepotrzebne jest więc kreowanie sztucznej wrogości i dolewanie oliwy do ognia, co, jakby nie patrzeć, zdarzało się portugalskiemu szkoleniowcowi. Jak zawsze zastrzegam sobie, iż nie chcę godzić w jego sukcesy, to natomiast nie wyklucza faktu, iż Mou ma tendencję do mówienia zbyt wielu niepotrzebnych rzeczy. Może sobie pomyśleć, co tylko mu się zechce, lecz po co mówić o tym wszystkim na głos?

Tym razem nie chcę rozwodzić nad jego osobą zbyt długo, bo, w gruncie rzeczy, w związku z nim nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Wpadły mi jedynie w oko jego słowa w sprawie rewanżu Barcy i Manchesteru City w Lidze Mistrzów (dla tych, którzy to przeoczyli na polskich czy hiszpańskich portalach: przyznał otwarcie, że liczy na to, iż Manchester pokona Barcę).

Zgodzę się, że nie ma co się dziwić – to jasne, że Mourinho nie będzie kibicował Katalończykom oraz jasne, iż jeśli The Citizens pozostaną w grze o puchar Ligi Mistrzów, nie będą mieli wystarczająco dużo czasu, by dać z siebie wszystko w rozgrywkach domowych, a tym samym nie będą stanowili nade ogromnego zagrożenia między innymi dla Chelsea. Ale mówienie tego wszem i wobec jest… cóż, co najmniej dziwne. Bez wątpienia zwraca uwagę na Portugalczyka, a on, jak się domyślam, ma tego pełną świadomość. Czy o to więc chodzi? By przykłuć uwagę świata? Nie wiem, czy jego niezwykła szczerość wiąże się z odpadnięciem Chelsea z Champions League, ale jeżeli chciał “zmyć” ten temat z ust dziennikarzy, to, prawdę powiedziawszy, zrobił właściwie odwrotnie.

Barcę czeka niełatwe zadanie. Nie zapewniła sobie wyjątkowo wygodnej i bezpiecznej przewagi nad Manchesterem, na szczęście jednak, tym razem, to oni przyjadą do Barcelony. Ma więc ona dość sporą szansę, by i tym razem awansować do ćwierćifnału Ligi Mistrzów. Być może Jose Mourinho zdaje sobie z tego sprawę i stąd jego słowa. Dalej jednak nie uważam, by mówienie ich dziennikarzom było taktowne. Oczywiście nie chcę, by wyglądało to tak, że porusza mnie jego nietakt i nikogo więcej. W każdej drużynie, czy to w sztabie szkoleniowym, w zarządzie, czy samej drużynie, trafia się ktoś, kto lubi pyskować i nie kryje tego, co myśli. I taką osobą właśnie jest były trener Realu, który znów przypomniał nam, iż nie przepada za Dumą Katalonii. Ale po co?

Z jednej strony mogłabym powiedzieć: to co z tego? No, rzeczywiście, nic. Nie ma powodu do zaprzątania sobie głowy. Z drugiej jednak nie rozumiem, po co w ogóle mówić gazetom, że liczy się na czyjąś porażkę, bo to sprzyja naszym własnym interesom. To raczej rzecz oczywista, więc czemu służy propagowanie tego?

Ta sprawa to naturalnie zbyt wiele, by nazwać to szokiem, sensacją bądź czymś takim. Tak jak jednak napisałam wcześniej, nie brzmi to fajnie, a zwraca uwagę na Jose Mourinho. Wątpię jednak czy jest to uwaga, jakiej by tak naprawdę chciał.


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273