Może nie będzie tak źle?

1968757_full-lnd

Wyszło wreszcie na jaw, że nawet Leo Messi ukazuje ludzkie odruchy – jest aktualnie na urlopie zdrowotnym. Na początku może to przypominać katastrofę, bo to przecież zawodnik nie z tej Ziemi, trzon Dumy Katalonii, strach myśleć, czym zaowocuje jego brak. No, właśnie. Czy czymś zaowocuje?

Każdy „fan” Barcelony, który według definicji  ogląda mecze Blaugrany pokazywane w TVP, prawdopodobnie jest przekonany, że cała Barca to Messi i odwrotnie, bo któż inny strzela bramki Barcelonie? Oczywiście wiemy, że rzeczywistość jest zupełnie inna, ale przecież i tacy znawcy się trafiają. Co prawda, to akurat skrajny obraz sezonowego kibicowania, ale patrząc na tę sprawę racjonalnie, jest w tym troszkę prawdy – Leo to spora część duszy Blaugrany. Czy spora aż tak, by bez tej części Barcy wiodło się gorzej? Można by się nad tym zastanowić.

W ostatnim czasie Messiego nękają problemy ze zdrowiem, z tym, że dotąd nie wykluczały go z gry na tyle czasu, co teraz. Powiem szczerze i odkrywczo, że gdy się o tym dowiedziałam, nie byłam wybitnie zachwycona. Prawda jest taka, że ostatnie mecze nie były perfekcyjne w jego wykonaniu, ale chyba każdy woli, by taki zawodnik był pod ręką – a nuż przełamie się, gdy drużyna będzie potrzebować pomocy. Zresztą, tego nikomu nie trzeba tłumaczyć – Argentyńczyk jest niezbędnym zawodnikiem, więc jego przerwa z pewnością nie pomoże. Osobiście jednak uważam, że może też nie zaszkodzi aż tak strasznie.

Przede wszystkim, „Tata” Martino ma do dyspozycji jeszcze innych bramkostrzelnych zawodników. Jakiekolwiek statystyki mówią, że tym najskuteczniejszym jest właśnie Messi, ale nie zapominajmy, że parę meczy temu zaszalał nam Alexis, jest także Neymar, czasami jest też Pedro, Cesc, choć i jego nie zobaczymy w najbliższym czasie, dobrze czuje się też Marc Bartra i, oczywiście, są seniorzy drużyny. Wydaje mi się, że dzięki nim wszystkim nie zginiemy.

Co więcej, Barca jest aktualnie w dobrej sytuacji, jeśli chodzi o tabelę ligową, a w jeszcze lepszej, jeśli mowa o Lidze Mistrzów. Wspominam o tym, bo nawet ewentualne potknięcie nie byłoby dla Blaugrany zbyt wielkim niebezpieczeństwem. Poza tym, musiałoby to być potężne „szczęście”, aby to potknięcie wynikało akurat z nieobecności Leo.

Warto spojrzeć jeszcze na tę sprawę z nieco innej strony. Powiem o niej krótko, bo to żadne odkrywanie Ameryki – moim zdaniem bez sensu jest uzależniać wszystkiego od jednego Leo Messiego, bo, jak widzimy, każdy miewa lepsze i gorsze momenty – nawet ktoś taki jak on! Obecny szkoleniowiec Dumy Katalonii na całe szczęście nie pozostawia całego meczu na barkach Argentyńczyka, nie wciska go do podstawowej jedenastki na mecz za wszelką cenę, a bywało, że i takie sytuacje miały miejsce. Nie chcę teraz wpaść w falę krytyki, bo nie o to chodzi, ale sądzę, że podobne decyzje Gerarda Martino są słuszne. Wiemy przecież, że Leo ma skłonności do egoistycznej gry, może nie nazbyt często, ale czasami niestety ma. W praniu wyszło, że takiemu zawodnikowi, jak Pchła, rozpoczęcie meczu na ławce specjalnie nie zaszkodzi, drużyna także nie.

Wniosek wysnuwa mi się prosty – sprawdziły się scenariusze, w których Barcy nie wspomagał najlepszy piłkarz świata. Przykładem jest chociażby ostatnie spotkanie z Realem Betis. Wobec tego – może również na dłuższą metę Blaugrany nie dopadnie kryzys? Może wytrzymamy do końca tego roku? Pamiętajmy, że za rok wyczekiwany Mundial. Lepiej dbać o zdrowie, o czym przekonał nas między innymi El Guaje.