Mundialeiro #69: Mundial oczami kibica

4_Kibice z Brazylii

Za nami miesiąc pełnych futbolowych emocji, dlatego autorzy cyklu “Mundialeiro” dzielą się z Wami swoimi subiektywnymi podsumowaniami zakończonych niedawno mistrzostw.

***

Adam Wielgosiński:  Choć to ja zaczynam ten artykuł, to swoje podsumowanie Hubert oddał trochę wcześniej. Przyznaję się, że go nie czytałem, więc mogą powtarzać się pewne kwestie, za co przepraszam. Tak czy siak, miało być to krótkie podsumowanie, ale Hubert oczywiście musiał nastukać ponad dziewięćset wyrazów, a ja muszę mu dorównać (dzięki Hubi!), więc postaram się to zrobić w swoim stylu, czyli niezbyt fachowo, ale luźno.

Zacznę od tego, że moja…hmm… może nie fascynacja, ale moje zamiłowanie do piłki południowoamerykańskiej zaczęło się od COPA America w 2011, kiedy mecze były o północy i o trzeciej rano/wieczorem. Wtedy dzień w dzień kładłem się do łóżka przed piątą rano. Podobają mi się mecze w Brazylii czy Argentynie. Oni mają najlepszych kibiców na świecie. Nie to co u nas. Je.. PZPN, a Legia ku… itd. Oni śpiewają, tańczą, cieszą się futbolem. Tego moglibyśmy się od nich uczyć. Moja “miłość” do tej piłki ogranicza się do oglądania i wspierania niektórych zespołów, dlatego cieszę się, że ekipy z tego kontynentu radziły sobie naprawdę dobrze.

Na pewno zapamiętam Pana Dariusza Szpakowskiego i pomylenie Messiego z Maradoną, czytanie składu Iranu, wykład na temat tego, jak czyta się nazwiska Belgów i tym podobne sprawy. Ze spraw telewizyjnych zapamiętam mało profesjonalny i nudny komentarz Tomasza Jasiny i jak na złość komentował on mecze o północy. Jakbyśmy wystarczająco nie byli zmęczeni po całych dniach szkoły, studiów czy pracy, on nas dobijał, tak na dobry sen.

Zostanę jeszcze przy TVP i legendarnym “Studio plaża”. Na dobry początek była Pani Maryla Rodowicz, która za największy atut reprezentacji Brazylii uznała… słońce i sambę. Było więcej takich kwiatków, ale nie ma sensu się o tym rozpisywać.

Zastanawiam się, co mogę dodać jeszcze do pozytywów tych mistrzostw. Mnie zaskoczył Urugwaj. Stawiałem, że oni nie podołają, gdyż ta kadra nie różniła się wiele od tej z RPA, a jednak wyszła, z drugiego miejsca, ale zawsze wyszła z ciężkiej grupy, zostawiając za sobą Anglię i Włochy.

Na plus z samego mundialu wiele goli, wiele dogrywek i rzutów karnych. NIE KONKURSU rzutów karnych. Kiedy słyszę, ze karne to loteria, to szlag mnie trafia. Trzeba być mocnym psychicznie, być pewnym, być idealnym, ale też mieć trochę szczęścia. Słowo klucz: trochę. Na loterii nie muszę potrafić nic. Co do innych aspektów meczu, były dwa absolutnie kretyńskie zachowania, o których była mowa w poprzednim tekście i tak zachowało się dwóch piłkarzy Barcy, którzy raczej nie wiedzą, co znaczy “mes que un club”. Zresztą tym mottem teraz i tak podciera się pan Rosell. Wracając od głupich wybryków Suareza i Songa, bo o nich mowa, trzeba być niespełna rozumu, żeby kogoś gryźć albo uderzać łokciem. Jeszcze nie tak dawno wrzeszczeliśmy nad zachowaniami Pepe, a teraz mamy w swojej kadrze nie lepszych idiotów.

Skoro kibicuję Barcelonie, to logicznym wydawać by się mogło, że powinienem kibicować Hiszpanom, gdzie gra mnóstwo zawodników właśnie Barcy. A ja na przekór liczyłem na to, że Espania odpadnie z grupy i ku mojej uciesze tak się stało. Dlaczego? Prosty powód. Długie wakacje Xaviego, Iniesty i reszty ferajny. Oby naładowali baterie przed kolejnym sezonem.

Na koniec jeszcze o samej organizacji. Mówiło się przed turniejem, że chaos, nic nieprzygotowane itd., ale z relacji dziennikarskich ani razu nie słyszałem złego słowa o samym przebiegu wydarzeń. Ci sami sprawozdawcy powinni się wstydzić, bo co rusz prześcigali się w tym, kto w jakiej faweli nie był. Patrzyli na tych ludzi jak na jakieś zwierzęta w cyrku i zamiast im pomóc, zarabiali na nich. Wstydźcie się!

Już na sam koniec chcę podziękować Wam sam to, że czytaliście nasze teksty, a jeśli nie, to dzięki za to, że w tym artykule dotrwaliście do tego momentu , ale nie zamykaj tego tekstu, bo niżej kilka prawdopodobnie ciekawszych i bardziej profesjonalnych słów ma do przekazania Hubert, któremu również dziękuję, już po raz kolejny, za świetną współpracę.

**************************************************

Hubert Bochyński: Po miesiącu wielkich emocji aż ciężko wrócić do “normalnego” życia, bez mistrzostw, bez bronienia swoich barw narodowych, bez walki o dobry wynik dla swojego kraju. Dla mnie mundial to przede wszystkim radość. Radość z całej atmosfery towarzyszącej temu wielkiemu piłkarskiemu świętu. Lubię oglądać tę różnobarwną publiczność, bawiącą się wspaniale, nawet jeśli ich ulubieńcy nie wygrywają. Z czego jeszcze zapamiętam Brazylię? Głównie z tego, że odkąd zacząłem na poważnie interesować się piłką w wydaniu reprezentacyjnym (MŚ 2002), był to najlepszy turniej.

Zacznę od zaskoczeń pozytywnych. Było ich na szczęście mnóstwo. Na uwagę zasługuje postawa reprezentacji z Ameryki Północnej i Południowej. Chodzą głosy, że dużą rolę odgrywała znajomość tamtejszego klimatu. Myślę, że miało to wpływ, ale przede wszystkim chodzi tutaj o aspekt piłkarski. Drużyny z tamtego regionu poczyniły w ostatnim czasie niebywały postęp. Skutkiem było to, że na 16 drużyn, które awansowały do drugiej rundy, aż 8 było właśnie z tych dwóch kontynentów. Do tego dochodziła przyjemna dla oka gra i coś, co bardzo cenię – wola walki i serducho. Nie wiem, ile zer jest potrzebnych, by ustalić liczbę fanów, którzy podczas mistrzostw identyfikowali się z ekipami Chile, Kolumbii czy Meksyku. A to przecież tylko wybrane zespoły. Nie bez znaczenia jest możliwość codziennego mierzenia swoich sił z najlepszymi piłkarzami w Europie. Jeśli do tego dodamy wspaniałą szkołę trenerską i pasję, otrzymujemy świetną mieszankę. Przyznam, że z niecierpliwością oczekiwałem ich kolejnych pojedynków i z reguły nie byłem zawiedziony.

Do zaskoczeń in minus na pewno zaliczyć trzeba postawę Hiszpanów. Dwie porażki i zwycięstwo w meczu o honor z Australią – to zdecydowanie za mało, jak na obrońców tytułu. Ze smutkiem patrzyło się na demolkę z Holandią. Widać jednak, że temu zespołowi potrzebna jest świeża krew i budowanie nowej potęgi. Zawód sprawiły także ekipy Anglii i Włoch, które uległy rewelacyjnej Kostaryce. Więcej spodziewałem się także po drużynach z Afryki, zwłaszcza po WKS i Ghanie. Jako fana tamtejszej piłki nożnej, bardzo rozzłościły mnie sytuacje, których źródłem konfliktu były premie i innego rodzaju wynagrodzenia.

Wielu dramatycznych chwil dostarczyły nam dogrywki i konkursy rzutów karnych. Wielu, w tym ja, najbardziej kojarzy z tym hasłem doskonały nos Louisa van Gaala zastosowany w ćwierćfinale z Kostaryką, gdy na obronę jedenastek wprowadził rezerwowego golkipera, Tima Krula. Bohaterów było wielu – wspomniany Holender, Romero, Julio Cesar itd.

Jeśli jesteśmy już przy bramkarzach, należy napisać, że był to ich turniej. Mnogość fantastycznych parad, nerwy utrzymane na wodzy, kapitalne zachowanie w wielu sytuacjach – niejednokrotnie to dzięki nim mogliśmy oglądać zapierające dech w piersiach widowiska. Ochoa, Ospina, Howard, Bravo, Navas, Neuer, Romero – wymienić można jeszcze kliku golkiperów, którzy zasłużyli na wielkie uznanie.

Mistrzostwa w Brazylii to także czas rekordów. Kolumbijski portero, Faryd Mondragon stał się najstarszym zawodnikiem grającym na mundialu w historii. Miroslav Klose natomiast został najlepszym strzelcem we wszystkich turniejach, mając obecnie na koncie 16 trafień.

Pamiętać będę zapewne również wybryk Luisa Suareza. Napisano o nim wszystko. Ja powiem tylko tyle – mam nadzieję, że dyrekcja Blaugrany wie, co robi, zatrudniając Urugwajczyka. Innym ważnym momentem było brutalne wejście Juana Camilo Zunigi w plecy Neymara, co poskutkowało końcem turnieju dla brazylijskiego asa i jego kilkutygodniową przerwę.

Osobny akapit poświęcę za to najlepszemu, w mojej opinii, piłkarzowi Dumy Katalonii, Javierowi Mascherano. W reprezentacji Argentyny udowodnił, że jego nominalną pozycją i miejscem, w którym czuje się jak ryba w wodzie, jest defensywny pomocnik. Przerywanie akcji rywala i pewność w rozegraniu piłki, to dwie cechy, które dominowały w grze El Jefecito. W dużej mierze to dzięki niemu udało się Albicelestes dotrzeć aż do finału.

Sędziowie. Na początku było z nimi bardzo źle. Już po meczu otwarcia o arbitrze było głośno. Potem sytuacja się nieco uspokoiła, bo popełniali mniej błędów. Za najlepszego rozjemcę uważam Howarda Webba, który potwierdził, że obecnie nie ma dla niego konkurenta na świecie (na uwagę zasługuje również jego sposób na przygotowanie do brazylijskiego klimatu). Tytuł najgorszego według mnie powinien przypaść Velasco Carballo, głównie za spotkanie Brazylia – Kolumbia.

Brazylia to również nowinki techniczne. Do takich należy zaliczyć na pewno system goal-line, dzięki któremu mogliśmy przekonać się o tym, czy piłka wpadła do siatki. Mimo że był on przydatny tylko raz (mecz Francja – Honduras), to pokazał, że jest bardzo dobrym urządzeniem na przyszłość. Pewną nowością był także spray używany przez arbitra podczas wykonywania rzutów wolnych. Tę zmianę również oceniam na plus.

I na sam koniec telewizja, czyli słów kilka o TVP. Według mnie, Telewizja Polska zasługuje na transmitowanie tego typu przedsięwzięć i to tam powinniśmy je oglądać. Pomijając fakt nie zawsze kompetentnego komentowania, nie wyglądało to źle. Studio, wbrew niektórym opiniom, mnie się podobało. Pewnie, były momenty, w których niepotrzebnie wracano do przeszłości lub koncentrowano się nie na tych elementach, na których trzeba. Nie przyjął się natomiast pomysł “Studio Plaży”, głównie dlatego, że zapraszano tam osoby niezwiązane z futbolem, z którymi często rozmawiano nie o tym, o czym trzeba. Jeśli miałbym wystawić TVP subiektywną ocenę, byłoby to 7/10.

Jak już wspomniałem, zakończony w niedzielę mundial był dla mnie do tej pory najlepszym. Emocje, gole, parady, kartki, kibice, atmosfera – to widowisko miało wszystko, co powinno, by stać się prawdziwym spektaklem. Potwierdzenie znalazły też słowa dwóch wielkich mistrzów: Gary’ego Linekera – “22 facetów biega za piłką, a na końcu i tak wygrywają Niemcy” oraz Pana Kazimierza Górskiego – “Złoto zdobędzie ten, kto wygra w finale”.

Wszystkim, którzy przyczynili się do tego wielkiego piłkarskiego święta – ze swojej strony ogromne dziękuję!

Aaa, najważniejsze – dzięki temu mundialowi dowiedziałem się, co to jest pipetka, yyy… przepraszam – pepitka.

Artykuł przygotowali Hubert Bochyński i Adam Wielgosiński.