Na co ta cała histeria?

Chyba ktoś tutaj za bardzo przyzwyczaił się do wygrywania. Histeria wywołana przez niektórych kibiców i nawet moich kolegów z redakcji sięga zenitu. Nawet w prasie hiszpańskiej nie doczytamy się tak krytycznych komentarzy pod adresem Pepa Guardioli i jego spółki.

Czy jest co krytykować? Na pewno tak. 10 punktów straty do Realu Madryt po półmetku sezonu to trochę wstyd i po tak wspaniałych trzech sezonach trudno zrozumieć taką obniżkę formy. Ostatnia porażka z Osasuną przelała szalę goryczy i nie pozostawia złudzeń – z takimi wynikami o lidze możemy już zapomnieć.

Szkoda, że tak wcześnie odjechał nam Real. Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Po trzech latach fantastycznego triumfu, czas przewietrzyć skład. Piłkarze Barcelony borykają się z kontuzjami, niektórzy są już po trzydziestce i to ich ostatnie lata w klubowych barwach. Ten moment musiał kiedyś nadejść. Nadszedł pod koniec ery Rijkaarda, nadchodzi i za Guardioli. Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem – pozostałe pół sezonu to znakomita okazja, by do składu weszli wychowankowie – zawodnicy, którzy muszą nabyć doświadczenia ligowego, nawet kosztem straconego sezonu. Puyol i Xavi nie będą wiecznie stanowić o sile zespołu. Kiedy byłem niemowlęciem, ojciec rzucił mnie do basenu z głęboką wodą. Gdyby nie to, nie nauczyłbym się pływać tak szybko. Podobnie musi zrobić Pep Guardiola – wrzucić dzieciaki do basenu, niech się trochę potopią, a potem czują się jak ryby w wodzie.

Ostatnie decyzje Guardioli są rzeczywiście niezrozumiałe. Upieranie się przy Cuence, kiedy Tello pokazuje, że jest dwa razy szybszy i dobrze odnajduje się w polu karnym to chyba nieporozumienie. Jednak znając Guardiolę, musi być tego jakiś powód. Nie znamy wewnętrznych relacji zawodnik-trener, nie znamy jeszcze charakterów tych chłopaków. Na boisku nie liczą się tylko umiejętności. Może być ktoś piekielnie szybki, a psuć atmosferę w szatni. Wtedy należy wybrać mniejsze zło, a my o takich rzeczach być może nigdy się nie dowiemy.

Im lepsze wyniki, tym większe wymagania. Perspektywa przegrania ligi wywołuje u niektórych palpitacje serca – chyba zaraz nastąpi koniec świata. „Jak to? Barcelona przegrywa ligę z Realem Madryt? Na domiar złego prowadzonym przez Mourinho?” Radzę w takim przypadku napić się ciepłej melisy i wylać wiadro zimnej wody na łeb. Odpowiedź jest prosta – nie da się cały czas wygrywać – kiedyś ten moment musiał nadejść!

Nie wszystko jest winą trenera. Wiele spraw dzieje się przypadkowo. Przypadkowo Villa złamał nogę, przypadkowo sędzia pomylił się na korzyść rywala. Taki jest futbol i należy to zrozumieć. Kto myśli, że Barcelona ma ciągle, nieprzerwanie we wszystko wygrywać – zawiedzie się. Przygotujcie się na to, że może nawet w tym sezonie niczego już nie wygramy.

Krytyce mówię tak, histerii nie. Zwłaszcza, że na razie nie ma po co histeryzować. Mamy duże szanse na Puchar Króla, w Lidze Mistrzów również idzie nam jak z płatka. Poza tym w tym sezonie zdobyliśmy już trzy inne puchary. Ktoś chyba o tym zapomniał. Dajmy Guardioli spokojnie pracować, krytykujmy go, ale nie spisujmy na straty. Cieszmy się każdym wygranym meczem z Realem Madryt. Oni nadal mają nam czego zazdrościć.

Źródło zdjęcia: footballmood.com