Na dobry początek spacerkiem po punkty

gerard-pique-celebra-gol-ante-apoel-nicosia-1410985023128

Za nami już kolejna inauguracja w tym sezonie. Barcelona otworzyła tę edycję Ligi Mistrzów goszcząc na Camp Nou mistrzów Cypru, jednego z rywali z grupy F. Nie możemy narzekać, bo po tym meczu Barca wciąż jest niepokonana. Wygrana była jednak skromna (1:0), a spotkanie nie rzuciło na kolana.

Zaczęło się ono bardzo spokojnie i, generalnie, taki charakter utrzymało prawie do samego końca. Dlaczego „prawie” do samego? A no dlatego, iż poza bramką Gerarda Pique, najciekawszym fragmentem spotkania był chyba jedynie czas doliczony.

Barca, jak łatwo się domyślić, bardzo szybko opracowała i narzuciła swój styl gry, choć goście dawali do zrozumienia, iż tanio skóry nie sprzedadzą. Zagrożenie pod bramką Ter Stegena stwarzali sobie stosunkowo rzadko, przy piłce także nie byli zbyt często, kilkakrotnie jednak spodobało mi się  to, w jaki sposób przerywali serię podań między Katalończykami. W ostatnim kwadransie meczu wyprowadzili nawet bardzo ciekawą, ale jednocześnie niebezpieczną dla gospodarzy kontrę. Rozkręcili się natomiast na „ostatnim okrążeniu”, a więc bez wątpienia w porę. Koniec końców, nie zdołali pokazać pazurów.

Blaugrana z kolei systematycznie, choć ewidentnie bez życia, poszukiwała kolejnego gola. W statystykach bez dwóch zdań rozłożyła Nikozję na łopatki, a na przykładzie tychże widzimy, iż mecz rzeczywiście był jednostronny. Przede wszystkim pochwała należy się Pique, który, można by rzec, zdobył Barcelonie trzy cenne punkty. Gole próbował także zdobyć Sandro, nie wspominając nawet o Messim, Neymarze również. Aspiracje miał też Munir El Haddadi, nie dotrwał jednak na murawie do samego końca spotkania. Cała drużyna została oceniona wysoko, lecz nie ukrywam, że tak skromne zwycięstwo mnie rozczarowało. Jak powiedziałam, Barca regularnie starała się utrudnić życie Urko Pardo, w oko wpadło mi kilka nieźle rozegranych i zaplanowanych ataków, a jednak skutecznością popisał się tylko Gerard.

Z tego dziwacznego transu przebudziła się w ostatnich minutach meczu.  W samym doliczonym czasie obejrzeliśmy kilka świetnych akcji i to nie jedynie w wykonaniu podopiecznych Luisas Enrique. Wystarczyło zagapić się na kilka sekund, by przeoczyć jeden czy drugi strzał APOELu, który nagle stawiał komplet punktów Barcy pod wielkim znakiem zapytania. Blaugrana z kolei maksymalnie podkręciła obroty i gdyby tylko dopisało jej trochę więcej szczęścia, odesłałaby gości do domu z nieco mniej łaskawym wynikiem. Z drugiej strony jednak równie gwałtownie pobudzony APOEL, niczym w reakcji łańcuchowej, nie zamierzał użalać się nad niebezpieczeństwem ze strony ostrzałów Barcelony. Niewiele by brakowało, aby goście z Cypru wyrwali prowadzenie Dumie Katalonii dosłownie rzutem na taśmę, najzwyczajniej w świecie wykorzystując chwilkę nieuwagi. Oczywiście spotkanie to było pierwszym w tym sezonie Champions League, ale wydaje mi się, że nikt, w tym Barca, nie lubi takich niespodzianek.

Zastanawiające jest także, czy dzisiejsza decyzja Mistera w sprawie obsadzenia bramki Barcelony będzie czymś na podobieństwo podziału między Victorem Valdesem i Jose Pinto w Primera Division i Pucharze Króla. Byłby to niewątpliwie ciekawy i prawdopodobnie bardzo miarodajny eksperyment, gdybyśmy Ter Stegenowi dopisali etykietkę ze specjalizacją „Champions League”, Claudio Bravo natomiast oglądalibyśmy w rozgrywkach „domowych”.

Podsumowując, na całe szczęście, bez względu na to, czy zobaczylibyśmy goleadę, czy seans na odstresowanie po ciężkim dniu, trzy oczka powędrowały na konto piłkarzy Luisa Enrique. Sytuacja Azulgrany jest więc, mimo wszystko, bardzo korzystna. Jeżeli więc zabrakło Wam  w domu melisy po wczorajszym spotkaniu Polski i Brazylii, starcie między Barcą a Nikozją okazało się wspaniałym substytutem. Jeżeli natomiast czujecie się, podobnie, jak ja, trochę zawiedzeni, to jedyne, co nam pozostało, to liczyć, iż kolejny przeciwnik okaże nieco więcej sprytu i oporu, który zaowocuje nam interesującym widowiskiem, oczywiście, nie umniejszając APOELowi.

 

FC Barcelona:

Ter Stegen – Adriano, Bartra, Pique, Alves – Roberto (79′ Rafinha), Samper, Xavi (61′ Iniesta)- Neymar, Messi, El Haddadi (68′ Ramirez)

APOEL Nikozja: Pardo – Sergio, Guilherme, Carlao, Antoniades – Gomes (62′ Manduca) , Vinicius, Morais, Aloneftis – Sheridan (75′ Djebbour) , Vincenti (79′ Charalambidis)