Najlepsze, najgorsze w meczu z Realem Madryt

Emocje związane z niedzielnym klasykiem, powoli opadają. Kilka dni na spokojną refleksję, przemyślenia związane z tym meczem i można w końcu, z zimną głową, napisać coś więcej o tym prawdziwym partidazo. 4-3 dla Barcelony. Chyba żadna ze stron, nie spodziewała się takiej kanonady. Co zaważyło na takim, a nie innym wyniku? Czy arbiter faktycznie wpłynął na końcowy wynik? 

Wyjściowych składów nie ma sensu powtarzać, bo nie było żadnego zaskoczenia w jedenastkach obu zespołów. Real zagrał tradycyjnym już ustawieniem 4-3-3, z Di Marią w środku pola, i zabójczym tercetem (Ronaldo, Benzema, Bale) z przodu. Z kolei Barcelona, zagrała tercetem pomocników i dwójką napastników (Messi, Neymar). Co mnie zdziwiło od początku spotkania, to kompletny chaos i brak jakiejkolwiek organizacji gry. Nie żeby było to złe, taki sposób prowadzenia gry sprawił, że klasyk w pierwszej odsłonie, miał zawrotną prędkość. Szybkie przejścia z ataku do obrony, brak uporządkowanego ataku pozycyjnego – co dziwiło, zwłaszcza u Barcelony.

Najlepsze w Barcelonie:

Bez większego zaskoczenia – najlepszym zawodnikiem tego spotkania był, naturalnie, zdobywca hattricka, Leo Messi. Trzeba przyznać, że ostatnie kilka meczów Argentyńczyka wskazują, na zwyżkę formy, która w kontekście ćwierćfinałów Ligi Mistrzów z Atletico Madryt, wydaje się błogosławieństwem. Pierwszy zawodnik w historii Dumy Katalonii, który na Santiago Bernabeu, zdobył trzy bramki. Dodajmy do tego znakomite ostatnie podanie przy bramce Iniesty. Czego można chcieć więcej? La Pulga tylko potwierdził, kto jest najlepszym zawodnikiem na świecie.  Symboliczne ujęcie, kiedy Messi wyrównał stan rywalizacji na 2-2.

 

Blada Twarz – Andres Iniesta. Ileż ten zawodnik budzi we mnie szacunku i respektu. Jakiś czas temu, hiszpańskiego pomocnika dotknęła osobista tragedia. Dla jednych, pozbieranie się w garść, trwałoby bardzo długo. A Andres? Ostatnie mecze gra na kosmicznym poziomie. Co cię nie zabije, to cię wzmocni. Ostatnie przeżycia tylko wzmocniły, barcelońską „8”. Z Iniestą i Messim, którzy są w takim gazie, ze spokojem patrzę na zbliżający się dwumecz z Atletico.

Osobne gratulację kieruję w kierunku Jordiego Alby. Ten, niewielkiego wzrostu obrońca, w meczach najtrudniejszych, gra tak odpowiedzialnie, jak gdyby miał już doświadczenie Puyola czy Xaviego. W defensywie, wyłączył z gry Garetha Bale’a. Niestrudzony w akcjach zaczepnych, biegał od pola karnego, do pola karnego. Cichy bohater tego spotkania. Alba to obrońca na najbliższą dekadę, jego transfer jest wielce udany, co pokazują właśnie takie mecze.

Słowa uznania kieruję także w stronę osoby, która przez kibiców i media, już była zwalniana. Gerardo Tata Martino. Szkoleniowiec, który daje radę. Zauważmy, że za kadencji Tito Vilanovy, Blaugrana wygrywała spotkania z słabszymi od siebie, a zbierała manto od równych sobie (Real Madryt, Bayern). Obecnie, Barcelona wygrywa lub remisuje z silnymi drużynami (Real Madryt, Atletico Madryt, Manchester City, AC Milan). Zmiana widoczna gołym okiem. Taktyka grania czwórką pomocników sprawdza się doskonale. Nie można też zapomnieć o systemie rotacji, który teraz przynosi skutki. Xavi i Iniesta są wypoczęci i grają jak za najlepszych czasów. Cała podstawowa kadra jest zdrowa (nie liczę Puyola, bo jego problemy zdrowotne są permanentne, a Cuenca i dos Santos i tak by nie grali). Czekają nas dwa ostatnie miesiące w sezonie klubowym i wydaje się, że Barcelona jest dobrze przygotowania fizycznie i mentalnie na ostatnie boje w Lidze Mistrzów, La Lidze i w finale Pucharu Króla.

Najgorsze w Barcelonie:

Niestety do beczki miodu, musimy dodać kilka łyżek dziegciu. Jako pierwszy burę dostaje Dani Alves. W obronie, jednym słowem, tragedia. Z jednej strony, widać było, że Katalończycy nie byli przygotowani na fakt, że Angel di Maria, tak często schodził do lewego skrzydła, ale to nie znaczy, że Dani  mógł sobie pozwolić na zaniechanie obowiązków w obronie. Wszystkie groźne akcje Realu, zostały przeprowadzone, właśnie w strefie brazylijskiej.

Drugim zawodnikiem ze strefy brazylijskiej jest Neymar. Znikoma pomoc w asekuracji i dość statyczna postawa w ataku. Prawe skrzydło nie służy brazylijskiemu napastnikowi. Przez długie fragmenty meczu, Ney był niewidoczny, a jeżeli już dostał futbolówkę, to tracił ją w głupi sposób. Plus za sytuację z Ramosem. Chciałbym zobaczyć Neymara na lewym skrzydle w trudnych spotkaniach. Z drugiej strony, Pedro czy Sanchez mogą zaoferować na prawej stronie tyle samo, jeżeli nie więcej, niż ich kolega. Tu musi już zdecydować trener. Miejmy nadzieję, że Neymar wróci na swój optymalny poziom, bo Messi i Iniesta, samo mogą nie dać rady w Lidze Mistrzów czy finale Copa del Rey.

Trzeci do kolekcji. Javier Mascherano. Sprezentował Realowi aż dwie bramki. Ten mecz pokazał, po raz kolejny, że Duma Katalonii na gwałt potrzebuje wysokiego środkowego obrońcy. Przy całej sympatii do Mascherano, ale Barcelona potrzebuje na środku obrony kogoś postawnego. Cenię u Argentyńczyka pomoc przy wyprowadzaniu ataków, ale w walce o górne piłki, charyzma i serce to za mało.

Sędzia

Co z tym sędziowanie w Gran Derbi? Miałem okazję przeczytać kilka wypowiedzi na temat sędziego i jego sposobu pracy w niedzielnym meczu. Z moich obliczeń wynika, że to Barcelona była poszkodowana. Brak karnego za faul Pepe na Neymarze, podyktowany karny za faul przed szesnastką boiska, Alvesa na Ronaldo. Kluczowa akcja z Neymarem i Ramosem w rolach głównych. Jak pokazały powtórki, po pierwsze Brazylijczyk w chwili podania nie był na pozycji spalonej, po drugie: powtórki pokazują, że był kontakt między oboma zawodnikami, więc czerwona kartka i rzut karny były oczywiste. Bardziej zajmują mnie wypowiedzi Ramosa i Ronaldo. Zawsze ten sam płacz po przegranym meczu. Ronaldo, gdyby nie gol z karnego, w ogóle by nie zaistniał w tym spotkaniu. Ramos znowu dał się ponieść emocjom i otrzymał kolejną czerwoną kartkę (w tej kwestii chyba już wyprzedził lidera tego rankingu Hierro). Co do sytuacji z Busquetsem. Powtórki pokazują, że Sergio widział, że portugalski zawodnik leżał na ziemi, i jeżeli nadepnął na jego głowę umyślnie, to powinien za to beknąć.

Wnioski po meczu? Jorge Valdano przed spotkaniem mówił, że era Barcelona się kończy. Cóż, chyba nie do końca. 2-1 na Camp Nou i 4-3 na Santiago Bernabeu to wyniki znakomite. Real w starciach z Barceloną i Atletico, zdobył zawrotną liczbę punktów, a dokładnie jeden (remis 2-2 na Vincente Calderon). Jeżeli to ma zwiastować zmianę czy koniec ery Barcelony, to niech ta zmiana trwa jak najdłużej