Napięty harmonogram czas otworzyć

13295bbbc6d10585551270a9d7915a64

Jak już mieliśmy okazję usłyszeć, przed Barcą mnóstwo pracy: trening za treningiem, mecz za meczem. Na całe szczęście otwarcie tejże trasy nie jest tak bardzo wymagające, jak późniejsze spotkania, które czekają Blaugranę. Dziś wieczorem bowiem na Camp Nou, po około dwóch tygodniach, Katalończycy znów zmierzą się z madryckim Getafe CF, tym razem w rozgrywkach Copa del Rey.

Tuż przed świętami przekonaliśmy się, iż Azulones nie są najbardziej wymagającymi rywalami pod słońcem, aczkolwiek, co zawsze powtarzam, nikogo nie należy przedwcześnie lekceważyć. Oczywiście sens tego jest taki, by odnaleźć złoty środek – należy zachować ostrożność, ale jednocześnie liczyć się z tym, że Getafe nie przeżywa najlepszego sezonu w swojej historii.

Obecnie najbliższy przeciwnik Barcelony zajmuje 9. pozycję w tabeli Primera Division z siedmioma zwycięstwami i dziewięcioma porażkami, w tym co niektórymi naprawdę bolesnymi, chociażby z Barcą 2:5 czy Atletico Madryt 7:0. Ostatnie spotkanie także nie było dla nich specjalnie udane. Stracili oni kolejne punkty, tym razem na rzecz Sevilli, choć z nieco skromniejszym rezultatem, mimo to przegrana 3:0 nie stawia ich w dobrym świetle przed kolejnym starciem z Blaugraną.

Luis Garcia, trener Getafe, stwierdził natomiast, że drużyna jest w stanie grać nieźle, z pełnym szacunkiem do silnych rywali. Brakuje im jednak „poczucia własnej wartości”, choć z tego, co powiedział na przedmeczowej konferencji, zdaje sobie sprawę z tego, że aby liczyć się w tym spotkaniu, jego drużyna musi zagrać wytrwale i odważnie – czyli perfekcyjnie.

Patrząc więc racjonalnie nie ma wątpliwości, iż faworytem tego meczu jest Barca. W ostatnich meczach mogliśmy zaobserwować jej doskonałą kondycję, dlatego też sądzę, że możemy być spokojni.  Ostatnie pokaźne zwycięstwa – 4:0 z Elche czy wspominana sto razy manita potwierdzają zresztą tę teorię.

Najciekawszy dla wszystkich kibiców jest z pewnością fakt, iż do gry powrócił Leo Messi. Po tym, co oglądaliśmy ostatnio, byłabym skłonna powiedzieć, że w sumie nie musi się bardzo spieszyć bo radzimy sobie całkiem nieźle – na szczęście to ironia. Dla zespołu to bardzo dobra wiadomość, bo po dłuższej przerwie każdemu, nawet najlepszemu piłkarzowi Wszechświata, potrzebne jest parę chwil na rozgrzewkę, a spotkania mniejszego kalibru są do tego dobrą okazją. Poza tym bez wątpienia wzmocni to całą drużynę – tak twierdzi Gerardo Martino, który nie wybiega wybitnie w przyszłość. Przed prasą powiedział, iż drużyna skupiona jest przede wszystkim na Pucharze Króla – nikt nie chce przed wcześnie odpaść z tych rozgrywek.

Przed nami więc, jak mniemam, przeciętny mecz. Nie należy bowiem z góry zakładać, że będzie on fenomenalnie nudny ze względu na swój status i rywala Azulgrany, bo kto wie, być może wydarzy się coś, czego nikt się nie spodziewa. Rzeczywistość przemawia jednak za Barceloną, dlatego wystarczy nie pozwolić sobie na żaden luz, jak poprzednio, a wszystko powinno być w porządku.

 

Przewidywane składy:

FC Barcelona:

Pinto – Adriano, Pique, Mascherano, Montoya – Iniesta, Busquets, Roberto – Neymar, Messi, Sanchez

Getafe CF:

Moya – Valera, Rafa, Alexis, Escudero – Borja, Mosquera – Leon, Lafita, Castro – Marica

 

Milena Pęczek (DumaKatalonii.pl): Myślę, że FC Barcelona nie będzie miała większych problemów z pokonaniem Getafe. Katalończycy są w rewelacyjnej formie i z pewnością nie przepuszczą szansy na wygraną. Pierwsze 20 minut w ostatnim spotkaniu obu zespołów należało do Getafe, które prowadziło 2:0, jednak podopieczni Taty Martino szybko odrobili straty i to z nadwyżką. Sądzę, że tym razem gospodarze nie pozwolą sobie na popełnienie błędów i zachowają czyste konto. Po długiej absencji z powodu kontuzji na boisku prawdopodobnie zobaczymy Leo Messiego. Mam nadzieję, że wpisze się on na listę strzelców dzisiejszego spotkania. Mój typ 5:0.

Adam Wielgosiński (BlogFCB.com): Barca na pewno jest nakręcona po ostatni zwycięstwie w lidze. Na dodatek wraca Leo Messi, co nie wróży za dobrze klubowi z przedmieść Madrytu. Świeżo w pamięci mam mecz ligowy, w którym stołeczny klub prowadził już 2-0, lecz nie tym razem. Obstawiam lekkie 4-0 i wyjaśnienie całego dwumeczu w pierwszym spotkaniu.