“Naszą grę zawsze można poprawić”

52dc32c3c3777

Jeżeli mamy sposobność regularnego śledzenia poczynań Barcy na murawie, możemy wyznaczyć cykl lepszej i gorszej formy. Po kilku spotkaniach Barcelony stwierdzam, że nie wszystko funkcjonuje w stu procentach i to chyba widać gołym okiem. Naturalnie, że bywało gorzej, ale oczywiste jest również, że zawsze trzeba zakładać, iż może być lepiej, a nie, że mogło być gorzej. Dlatego właśnie sądzę, że moglibyśmy się zastanowić nad tym, jak ostatnio sprawuje się drużyna.

Minęło już pół sezonu, a Barca wciąż prowadzi w tabeli La Liga, choć coraz trudniej jest zatrzymać fotel lidera dla siebie. Mam wrażenie, że los i tak jest łaskawy dla Blaugrany, lecz przeczuwam, że lepiej nie nadużywać jego łaskawości. Na stratę punktów przez Barcę już dłuższy czas oba kluby z Madrytu szczerzą zęby, więc niefortunne potknięcia mogą sporo kosztować – nie zawsze bowiem Atletico może mieć taki dobry dzień, by zremisować wtedy, co Duma Katalonii, a to może stanowić już pewną przeszkodę w drodze po mistrzostwo  Hiszpanii.

Przed Barcą jeszcze bardzo dużo pracy i mnóstwo istotnych meczy, począwszy od Primera Division, a skończywszy na Lidze Mistrzów. Trudno mi powiedzieć, czy mamy się czego obawiać, czy nie. Na względzie musimy mieć, że w ostatnich spotkaniach Blaugrana miewała lepsze i gorsze chwile, bo przecież remisowała dwa weekendy z rzędu, co z kolei przeplatało się ze zwycięstwami w Pucharze Króla. Po spotkaniu z Levante w środę miałam okazję usłyszeć komentarz: „1:4 to świetny wynik, ale szkoda, że umieją tak ugrać z byle drużynami, a jak przychodzi im zagrać z poważniejszym rywalem, kończą się wysokie wyniki i ich cwaniactwo”.

Cóż, przede wszystkim nie ma czegoś takiego, jak „byle drużyna” – żadna ekipa nie zasługuje na tak sympatyczny przydomek, czy to Barcelona, Swansea, Widzew Łódź czy Bate Borysów, czy ktokolwiek inny. Przechodząc dalej możemy szukać argumentów i meczy, które bez problemu obalą tę teorię. Możemy też dodać, że w futbolu nie ma miejsca na dawanie forów – jeśli nadarza się okazja na kolejnego gola, to się ją wykorzystuje i już.

Komentarz, który zacytowałam miał być co prawda odniesieniem do wszystkiego, co wygrywała Barca, ale wiemy, że to bzdura. Rzecz w tym, że mimo mojej irytacji spotkanie sprzed kilkunastu dni z wiceliderem Primera Division nie było rozegrane na sto procent. Na chwilę obecną ta teoria bezwiednie rzucona przeciwko Barcelonie (tylko po to, aby była rzucona) ma w sobie troszkę prawdy, a to trochę niepokojące. Niepewność w grze Azulgrany było zresztą widać jeszcze w środę, podczas starcia z Levante. Niemal cała pierwsza połowa była zwiastunem powtórki z rozrywki, na całe szczęście na boisku był świetnie dysponowany Crisitan Tello.

Wiemy jednak, że nie powinniśmy kłaść całej odpowiedzialności na barkach takich zawodników. To logiczne, że potrzebna nam dyspozycja całej drużyny i choć trochę demonizuję obraz, musimy mieć na względzie, że przed tymi najważniejszymi spotkaniami trzeba parę rzeczy poprawić, bo dominacja na boisku nie przyniesie kompletnie nic pożytecznego, jeśli nie zostanie zwieńczona bramkami. To one dają zwycięstwo, jakby nie patrzeć. Teoria, że przeciwko poważniejszemu rywalowi „kończą się wysokie wyniki i ich cwaniactwo” ma się nijak do rzeczywistej gry i historii Barcelony, ale przez swoją „zadziorność” znajdzie ona odniesienie w jednorazowych potknięciach Dumy Katalonii. Zaznaczam, że moi rodzice, którzy mi to powiedzieli, nie oglądali ani poprzedniego remisu z Levante, ani remisu z Atletico Madryt, ani o nich nie słyszeli.

Jak więc podsumować te wszystkie wnioski? Sądzę, że to proste – trzeba koniecznie skupić się na tym, co zawiodło ostatnimi czasy. Póki nie jest za późno i póki nie dochodzi do tego, że tak świetnie wyniki Barca notuje tylko z „byle kim”.