Nie da rady spłacić swojej ceny?

882750-14828773-640-360Czy pamiętacie jeszcze sprawę Javiego Martineza, który wpadł w oko Barcelonie na początku lipca? Mówiliśmy wówczas, że gdyby Athletic Bilbao był skłonny do negocjacji w sprawie ceny jego transferu, Hiszpan bez problemu znalazłby się w stolicy Katalonii. 40 milionów euro to nie byle pieniądze, które ostatecznie zdecydował się zapłacić zarząd Bayernu Monachium.

Dlaczego w ogóle o tym wspominam? Od niedawna w Bayernie zaczęto plotkować, że sprowadzanie pomocnika z Kraju Basków było jedną wielką pomyłką. Dlaczego? Cóż, Martinez, choć mocno zmotywowany, nie zaaklimatyzował się jeszcze w drużynie z Monachium. Nie jest co prawda tak, że jest krytykowany ze wszystkich stron, jednak wiara w niego i jego szybką poprawę powoli „topnieje”. W listopadzie jeszcze mówiono, że „stać go na zdecydowanie więcej i na pewno szybko to pokaże, jest przecież znakomitym piłkarzem”. Z czasem opinie na jego temat przekształciły się w „Javi wciąż nie odnalazł się w drużynie, jednak daje z siebie wszystko, by się z nią utożsamiać”. W ostatnim czasie z kolei krytyki już tak bardzo nie szczędzono.

Pisząc o ewentualnym transferze Javiego Martineza do jakiegokolwiek klubu rozwiązanie, inne niż hiszpańska liga, raczej nie wchodziło w grę, a nawet jeśli, nie mówiono o tym za często. Oczywiście Bayern już wcześniej miał na celowniku pomocnika z Bilbao, jednak mało kto przypuszczał, że Javi rzeczywiście tam trafi. Wydawałoby się, że takie czynniki, jak łatwa integracja z drużyną lub doskonałe obeznanie ze stylem jej gry, będą najistotniejsze w jego transferze. Śpiący na pieniądzach zarząd Bayernu zaskoczył nas wszystkich, a dziś tego żałuje, ponieważ zawodnik grzeje ławkę rezerwowych. Nie da się oczywiście wszystkiego przewidzieć, zwłaszcza, jeśli zakup mistrza Europy zapowiadał się obiecująco, a teraz klub wydaje się zaskoczony jego niezbyt dobrą formą. Osobiście nie byłam zachwycona wyjazdem Javiego do Niemiec, choć to zupełnie jasne, dlaczego Barca nie sięgnęła po niego pierwsza. Dlatego właśnie uważam, że trochę źle się stało. Niełatwo jest bowiem zupełnie zmienić swój styl z tak zwanej „tiki taki” na typowo niemiecki sposób grania, choć to prawdopodobnie wciąż kwestia czasu, może Javi potrzebuje go więcej, niż się spodziewaliśmy.

Z jednej strony trochę bez sensu jest dyskutować nad tym, co by było, gdyby było, ale nie powinniśmy też żałować tego, czego nie zrobiliśmy. Bayern natomiast powinien dotrzymać kroku na przykład Bastianowi Schweinsteigerowi, który od samego początku wierzy w umiejętności Martineza. Nie chodzi o to, że w Monachium wszyscy popadają w skrajności albo chwaląc, albo krytykując Javiego, lecz uważam, że niepotrzebne jest to ich kręcenie nosem, skoro kręcą nim nad piłkarzem za 40 milionów.