Nie lubią się, ale żyć bez siebie również nie mogą

Powszechne jest stwierdzenie, że Primera Division z pewnością nie jest ligą, gdzie możemy obejrzeć, wyrównaną rywalizację, bo przecież liczą się tam trzy, może cztery drużyny. Inna ciekawostka na jej temat jest taka, że nawet, jeżeli to prawda, to tym właśnie czterem wcale nie jest tak łatwo i miło, jak mogłoby się wydawać. Tym najsilniejszym ekipom z Hiszpanii bowiem ciężko jest ze sobą nawzajem – w tym też temacie chciałabym coś powiedzieć, uprzednio zauważywszy kilka rzeczy.

Ostatnimi czasy sytuacja na czele tabeli La Ligi nieco się zmieniła. Wydawało się, jakby Królewscy zaczęli gubić się w tym, co mają robić – odpadli z La Copa, zaliczyli też porażki z miejscowymi rywalami czy Valencią. Nie brzmi to oczywiście fatalnie – to stwierdzenie byłoby przesadą, w tym samym jednak czasie Barca zaczęła pokazywać się z naprawdę świetnej strony, zarówno w Pucharze Króla, jak i rozgrywkach ligowych. Statystyki także nie wydawały się zbyt łaskawe dla Realu, szczególnie w liczbie ostatnio zdobytych goli.

W tym tygodniu wróciliśmy na europejskie boiska. Jak wiemy, Los Blancos mają już pierwsze spotkanie za sobą, Barca zaś zmierzy się z The Citizens w najbliższy wtorek. Oglądając spotkanie podopiecznych Carlo Ancelottiego z Schalke odniosłam wrażenie takie, jak jeszcze niedawno przy tych niemrawych, bezbarwnych, bezpłciowych meczach Barcy – być może zwyciężonych, ale monotonnych i wymęczonych. Królewscy przeważali w tym meczu, to nie ulegało wątpliwości. Ciężko mi jednak stwierdzić, iż rzucali na kolana. Co więc jest z tą kondycją Królewskich?

W tym czasie ich przewaga nad Barcą także się skurczyła. Wydawałoby się, że to powinno tylko pchnąć Blaugranę do przodu jeszcze bardziej i rzeczywiście, dosyć długo sprawiała takie wrażenie – wyglądało na to, iż trafiła wreszcie na właściwe tory. Dziś jednak znów straciła punkty. Zadam więc kolejne pytanie: a z kondycją Barcy jak jest?

Następne brzmi: o czym to wszystko świadczy? Czy przegrana z Boquerones to wypadek przy pracy, czy może dowód, że forma Dumy Katalonii wciąż nie jest stabilna? Margines błędu już dawno, dawno temu został wykorzystany, a jeżeli Barca chce wciąż liczyć się w walce o mistrzostwo Hiszpanii, nie może liczyć na ewentualne dalsze potknięcia Realu, który, może i z mniejszym rozmachem, ale jednak, kroczek po kroczku, wykonuje swoje zadania. Czeka nas także kolejne Gran Derbi. Gdyby miało być jutro, raczej wciąż wierzyłabym mocno w zwycięstwo Blaugrany, lecz jej dzisiejsza porażka zasiała we mnie ziarnko niepokoju. Oby tylko Luis Enrique nie pozwolił, aby nad Camp Nou powróciło widmo zdezorientowanej, jakby niewyspanej albo nadal śpiącej drużyny, kopiącej piłkę dla rezultatu 0:0, ponieważ wtedy El Clasico na pewno nie będzie rewanżem za kolejkę jesienną. Z drugiej strony jednak, obserwując poczynania Realu Madryt, także nie jesteśmy w stanie stwierdzić, czy na starcie z Katalończykami byliby w stanie zebrać w sobie tyle sił, by znów śpiewająco ją pokonać.

Tym samym jestem naprawdę ciekawa, jak ta stale zmieniająca się forma dwóch gigantów La Ligi będzie na nich nawzajem oddziaływać. Nie da się ukryć, że Barca i Madryt niezbyt się kochają, choć, ogólnie rzecz biorąc, nie zapominają o respekcie. Wzloty Realu, być może podświadomie, ale jednak, napędzają Blaugranę i odwrotnie. Może niezbyt się kochają, lecz prawda jest taka, iż żyć bez siebie byłoby im trudniej. To kolejna ciekawostka o La Lidze – jak myślę – żadna Ameryka.