Nie mówi dużo, czyli cały “El Cholo”

2012101076simeone_dentroW szatni Atletico nie mówi dużo. Nie musi. Bo to czego dokonał Diego Simeone pracując z tą drużyną, jak pod jego okiem uległa ona przeobrażeniu, nie wymaga właściwie żadnych słów. Jego wizja futbolu jest nieco bliższa ideom Jose Mourinho, choć podziwia także Tito Vilanovę za wkład w rozwój FC Barcelony, którą przejął po odejściu Josepa Guardioli. Za to filozofia Simeone jest niezwykle prosta: ” W futbolu liczy się tylko jutro. Najlepszym sposobem zapomnienia o porażce jest zwycięstwo w każdym kolejnym meczu”.

Większość kibiców La Liga zdaje się być znudzona bezwzględną dominacją Realu i Barcelony. Wraz z rozpoczęciem nowego sezonu pojawiła się (jak co roku) nadzieja na to, że o mistrzostwo włączy się jakiś trzeci klub. Wielką nadzieja miała być Malaga. Tymczasem z tytułem wicelidera na przerwę świąteczną schodziła niespodziewanie drużyna Atletico Madryt.

Ten fakt poprzedziły jednak dość nieoczekiwane rozstrzygnięcia. Klub w 2011 roku pozbył się swoich dwóch największych gwiazd. Diego Forlan przeniósł się do Interu Mediolan, natomiast Sergio Aguero wzmocnił szeregi Manchesteru City. Działacze w ich miejsce niemal natychmiast sprowadzili za 40 mln euro Radamela Falcao, czym dali sygnał, że z Atletico należy zacząć się liczyć. Kolumbijczyk zaczął strzelać dla stołecznego klubu może nie tak regularnie jak w FC Porto, ale jednak. Po 11 kolejkach Primera Division Atletico kołowało jednak niczym zraniony gołąb w okolicach jedenastej pozycji. Nie tak miało być.

Manzano odchodzi

Okres świątecznej przerwy sezonu 2011/12 był doskonałą okazją do tego, żeby szefowie klubów Primera Division, których drużyny przeżywały kryzys, dokonali zmian na stanowisku trenera. Tak się stało w Saragossie, Villarrealu i właśnie Atletico. Z drugiego stołecznego klubu, po serii niepowodzeń zwieńczonych odpadnięciem z Copa del Rey z trzecioligowym Albacete i ligowej przegranej z Betisem u siebie, musiał odejść Gregorio Manzano. Ostatnie mecze prowadził w charakterze żywego trupa, trenera, który wiedział, że już jest po nim niezależnie od wszystkiego. Uwierzono więc w byłego gracza Los Colchoneros i reprezentanta Argentyny, Diego Simeone.

Kiedy prezydent Atletico Enrique Cerezo latem 2011 roku zatrudniał Manzano, wyznał, że zwolnienie go po sezonie 2003/04 Było jego największym błędem. Dlatego też tym razem długo wahał się przed podjęciem ostatecznej, choć nieuchronnej decyzji. “Pomogły” fatalne wyniki uzyskiwane przez drużynę pod wodzą Manzano. kibice domagali się również odejścia szefa klubu oraz właściciela największego pakietu akcji, Jesusa Gila Marina. Ten jednak zatrzymał swoją posadę. Natychmiast w notesie jako zastępców trenera znalazły się takie nazwiska jak Luis Aragones czy Rafa Benitez. Ze względu zapewne na cenę za tych szkoleniowców zdecydowano się wezwać na Vicente Calderon Diego Pablo Simeone.

Był świetnym piłkarzem. Był reprezentantem Argentyny (106 meczów, 11 goli), grał w rodzimym Velezie Sarsfield, a potem we Włoszech i Hiszpanii. Klub z Madrytu pozostał na długo miłym jego sercu. To z nim w sezonie 1995/96 zdobył słynny krajowy dublet. Już jako szkoleniowiec Simeone prowadził kilka ekip najpierw w kraju, potem we Włoszech i dwukrotnie Racing Avellaneda. Zresztą to w tym właśnie klubie rozpoczęła się jego przygoda z “trenerką”. W 2006 roku jednego dnia pojawił się w nim jako zawodnik, a następnego dnia był już trenerem. Jednak zawsze marzył o powrocie do Madrytu. Dlatego kiedy usłyszał o propozycji poprowadzenia Atletico, nie zastanawiał się długo i natychmiast poleciał do stolicy, by na spotkaniu z panami Carezo i Marinem dopiąć szczegóły, dotyczące nowej umowy o pracę. Prawdopodobnie pozostawił nawet swojemu agentowi problem rozwiązania starego kontraktu. Żeby było ciekawiej owym agentem jest siostra Diego- Natalia.

O ile  Villarreal i Saragossę dotknęły pasma nieszczęść i można to jakoś wytłumaczyć, o tyle dla Manzano, uważanego za zbyt “miękkorękiego ” psychologa (z wykształcenia), nie było żadnego tłumaczenia. Jego obrońcy twierdzili, że wymiany gwiazd w trakcie sezonu musiały w jakiś sposób wpłynąć na regres formy zawodników. Ale nie było ich wielu. Ci którzy upierali się za tym, żeby szkoleniowcowi nie dawać żadnej taryfy ulgowej, mieli jednak rację. Ich zdanie potwierdził Simeone, kiedy objął Los Colchoneros. Zdiagnozował problem, który jak rak toczył stołeczny klub. Ze zlepku gwiazdorów, którym odechciało się biegać, stworzył zespół biegających jak oszalali walczaków. Wyegzekwował zaangażowanie u takich graczy jak Arda Turan czy Diego. Simeone okazał się twardzielem, któremu nie da się nawijać makaronu na uszy. Trzy mecze i siedem punktów, a piłkarze zaczęli zapierdzielać aż miło. Wszyscy.

Cudotwórca El Cholo

Simeone nosi przydomek Cholo. Kiedy rozpoczynał pracę w Madrycie na wstępie poprosił Angela Gila o rozmowę z zawodnikami w szatni. Po godzinie pojawił się na korytarzu i powiedział tylko: se puede, tzn. dam radę. I zabrał się do pracy. Simeone odblokował Atletico. “Strażacy” w Madrycie już byli. W 2005 roku Pepe Murcia w trakcie sezonu przejął zespół po Carlosie Bianchim, odmieniając na korzyść grę i wyniki. Wiosną 2009 roku to samo zrobił Abel Resino, wziąwszy drużynę z rąk zdymisjonowanego Javiera Aguirre. Natomiast już jesienią tego samego roku Qiuque Flores zluzował Resino.

Gdy odchodził Manzano, Atletico zajmowało 10 miejsce w tabeli z pięcioma punktami do szóstej pozycji i dziesięcioma do czwartej. Wtedy pozycja wydawał się na tyle odległa, ze kibice nawet nie marzyli o powrocie do Ligi Mistrzów i to w  sezonie 2012/13. Marzyli jedynie o odbiciu się od strefy spadkowej szybko i skutecznie. Lecz Simeone dokonał cudu. Pięć meczów, trzy wygrane, dwa remisy, nie tracąc przy tym ani jednej bramki. po pierwszych meczach z Malagą, Villarrealem i Sociedad piłkarze w końcu zdjęli pomidory z oczu i spojrzeli na wszystko z nieco innej perspektywy. Dla gwiazd Atletico to musiał być szok, bo wychodziło na to, że nie są profesjonalistami, a poprzedni trener to zwykły lebiega. Mecze z Osasuną i Valencią na tyle zweryfikowały przykre odczucia piłkarzy, że w “Marce” pojawiły się zgoła inne tezy. Najbardziej spopularyzowana została ta Diego Godina, która głosiła, że przy Manzano zawodnicy głupio biegali, a przy Simeone mądrze stoją i mądrze biegają.

Podczas pracy z zawodnikami dla Simeone liczy się się przede wszystkim zaangażowanie. Każdorazowo drużyna nastawiana jest na najbliższego rywala. Liczy się tylko kolejne spotkanie. Podczas pracy nie ma miejsca na nadmierny luz. “Kiedy już zrealizujemy założenia sam pierwszy daję sygnał do żartów” – mówi o swoich metodach El Cholo. “Do tej chwili dokręcam im śrubę na maksa. Uważnie przyglądam się swoim zawodnikom. U mnie nie grają nazwiska. Liczy się tylko ciężka praca, która znajduje przełożenie na wyniki jakie osiąga drużyna”.

Niewątpliwie największą gwiazda Atletico jest Kolumbijczyk Radamel Falcao. Poznali się z Simeone już dawno. Kiedy El Tigre miał czternaście lat (2001) spotkał swojego obecnego opiekuna podczas meczu Argentyna – Brazylia na Estadio Monumental. Młody Radamel wystarał się wtedy o funkcję chłopca od podawania piłek. – Po meczu przechodził obok mnie Simeone. Poprosiłem go o koszulkę. W odpowiedzi usłyszałem: odejdź chłopaczku. Teraz, w Atleticu to on prosi mnie o koszulki dla swoich znajomych – śmieje się Kolumbijczyk. O pracy z Simeone już jako lider klubu znad rzeki Manzanares mówi tak: – Potrzebowaliśmy takiego trenera jak Cholo. Potrafi wydobyć z nas wszystkich to, co w nas najlepsze. Jest konkretny i bardzo jasno mówi to, co leży mu na sercu -.

Tak postawa procentuje. W 38. kolejkach obu sezonów (do meczu z Barceloną), czyli jakby pełnym cyklu rozgrywkowym, Simeone z drużyną zdobył 74 punkty – liczbę, która w ostatnim piętnastoleciu zawsze gwarantowała awans do Champions League. Po drodze zgarnął Puchar Ligi Europy i Superpuchar Europy. Jest tym myślnikiem, który w lidze hiszpańskiej rozdzielił w tabeli ekipy o astronomicznych budżetach i grających futbol z innej planety, czyli Barcę i Real. Po kilku tygodniach pracy skonstruował jedenastkę, która będzie grać zawsze, mniej lub bardziej ofensywnie, w zależności od okoliczności.

Trener Atletico toleruje u swoich piłkarzy błędy techniczne, ale nie wybacza odstępstw od założeń taktycznych. – Lubię futbol konkretny, szybki, nie interesuje mnie nudne posiadanie piłki. Staram się wyeksponować walory moich zawodników. Dziś Arda Turan jest chwalony za większą ilość skutecznych odbiorów, a Godinem znów zaczęły się interesować kluby z Anglii - przyznaje się w rozmowie dla “Marki” Diego Simeone. Najlepiej zobrazowała jego słowa pierwsza połowa spotkania z Barceloną na Camp Nou.

Atletico pokazało agresywny i zwarty styl błyskawicznie wyprowadzając kąśliwe kontry. Jednak z Barcą tak trudno jest wygrać w tym sezonie bez odrobiny szczęścia. I na kłopoty nawet nie jest w stanie odpowiedzieć nawet tak genialny piłkarz jakim jest Radamel Falcao. Bo Barcelona ma Messiego. Prawdą jest, ze klasowych zawodników Simeone ma zaledwie kilku. To m.in belgijski bramkarz Courtois. Szczytem finezji okazało się znalezienie właściwej pozycji dla Juanfrana na prawej stronie obrony. Poza tym są Miranda i Felipe Luis oraz El Tigre Falcao. Całkowicie odmienieni zostali Turan, Costa, Garcia czy Koke…

- Ja nie mówię w szatni dużo. Moje odprawy staram się przeprowadzać zawsze krótko, ale za to jestem bezkompromisowy. Co w sercu to na języku. Bo problem, który przemilczę dziś, wróci do nas z podwójną siłą – zdradza inne tajemnice swojego warsztatu Simeone. Zdaje się, że i zawodnicy wolą konkretnego gościa niż filozofa. “Marca” napisała: – Atletico potrzebowało trenera, a nie psychologa -. Simeone może zyskać jeszcze wiele, kiedy zdecyduje się na zdjęcie z drużyny sztywnego gorsetu taktycznego. Należy im się nieco więcej swobody, choćby po to, by nie znudzili się swoim trenerem. Jednak najprostsze jest zazwyczaj najtrudniejsze.

Fot. Reuters/Forum