Nie tak szybko, Blaugrano…

Niestety. Pomimo pozornie lepszej dyspozycji, odgrywania roli raczej faworyta, ten Klasyk nie należał do tych, które będziemy wspominać i, bynajmniej, gloryfikować. Barca, choć nadal jest na czele stawki z bezpieczną przewagą, jak dotąd nie przybiła gwoździa do trumny Realowi – wywiózł on z Katalonii trzy punkty, wygrywając z Blaugraną 2:1.

Od samego początku meczu martwiło mnie to, że Barca, mając wyraźną przewagę i do tego parę naprawdę świetnych sytuacji, nie grała efektownie. Z przez długi czas tyczyło się to także gości, ale oni zdołali się przebudzić i silnie zmobilizować w końcówce meczu, by najpierw wyrównać wynik, który, de facto, otworzyła Blaugrana, a potem wyjść na prowadzenie.

Bardzo brakowało błyskotliwości i dokładności w tym, co robili Luis Suarez, Neymar i Messi, choć, prawdę mówiąc, nie tylko oni usiłowali oddać celny strzał na bramkę Madrytu. Barca też, jak zwykła to robić, utrzymywała się przy piłce większość czasu, ale nie wynikło z tego nic, co pomogłoby jej wygrać to El Clasico.

Sporą część pierwszej połowy i kawałek drugiej na boisku nie działo się nic specjalnego, a to studziło emocje i gra stawała się mniej widowiskowa po obu stronach. Gdy jednak zanosiło się na ciekawą, niebezpieczną akcję, umierała ona powstrzymana przez defensywę Los Blancos, lub, w ostateczności, przez Keylora Navasa. Wyjątkową szansę miał Suarez już około 7. minuty meczu, lecz przy niechronionej bramce nie zdążył oddać strzału, po nim też Ivan Rakitić czy Leo Messi, który, na linii pola karnego, upadł w starciu z Sergio Ramosem. Arbiter jednak nie odgwizdał żadnego przewinienia, a była to decyzja co najmniej kontrowersyjna. Swoją nie mniej niebezpieczną okazję miał również Dani Alves, tuż przed końcem pierwszej partii, lecz nieznacznie przestrzelił bramkę. W odpowiedzi, po stronie Realu, dogodnych sytuacji mieliśmy nieco mniej, bo dopiero po upływie pół godziny gry ci zaczęli zagrażać bramce Claudio Bravo. Pierwszy próbował Cristiano Ronaldo, znajdując się dość blisko bramki, później także ze stałego fragmentu gry. Na świetnej pozycji był także Karim Benzema, ale zupełnie nie pocelował w piłkę.

Szybko posypały się cztery żółte kartki, bo jeszcze przed 30. minutą, a fauli samych w sobie było jeszcze więcej. Nie było to fantastyczne, wyśmienite widowisko, jak przystało na Gran Derbi.

Podobnie rozpoczęła się druga partia meczu, jednak o wiele szybciej nabrała tempa, bo już w 56. minucie zobaczyliśmy wyczekiwanego gola – wtedy, po trzecim z rzędu rzucie rożnym, w efekcie zamieszania pod bramką Realu, piłkę do siatki wpakował Gerard Pique. I było to rzeczywiście urocze trafienie, jednak to, że Barca niedługo potem wcale nie podkręciła tempa, zadziałało szybko po drugiej stronie – goście odrobili tę stratę niecałe dziesięć minut później, po nie mniej efektywnej bramce Karima Benzemy. A później znów tempo spadło, choć tym razem już nie tak wyraźnie, jak zdarzało się to w pierwszej połowie – Madryt stał się groźniejszy, tak więc częściej przenosił grę w okolice bramki Barcelony. Ona także nadal usiłowała skonstruować coś, co mogłoby przynieść kolejną, upragnioną bramkę, jednak nie udało jej się pokonać Navasa, choć co najmniej dwukrotnie była tego bardzo bliska – po rzucie wolnym Leo Messiego, czy też sprincie Neymara. To Real jednak przełożył swoje starania na liczby – Gareth Bale także próbował dopisać się na listę strzelców, lecz po jego golu sędzia odgwizdał faul, co spowodowało, że spadł nam kamień z serca. Miałam nadzieję, że tę bliskość niebezpieczeństwa odczuła również Blaugrana, jednak nie wzmożyła sił w obronie ani w ataku, by obronić się przed kolejnymi atakami Królewskich, którzy znaleźli sposób na uderzenie. Nie pomógł nawet fakt, iż kończyli ten mecz w dziesiatkę – w 83. minucie, za ostre wejście w starciu z Suarezem, z boiska wyleciał Sergio Ramos. A dwie minuty później, po podaniu Walijczyka, Cristiano Ronaldo pokonał i Daniego Alvesa, i Claudio Bravo, czego Barca nie zdążyła już odkręcić.

O co tu chodzi? Nie ukrywam, że nie jest to dobry moment na słabość, szczególnie, iż we wtorek Azulgrana będzie mierzyć się z Atletico w Lidze Mistrzów. Czy to przerwa dla reprezentacji, czy może coś innego zaważyło o tym, iż Barca nie zagrała na sto procent? Warto to zaznaczyć, bo z pewnością nie było tak, iż zwycięstwo było poza jej zasięgiem, remis tym bardziej. Być może każdy powinien rozliczyć się sam ze sobą, czy nie zakończył tego sezonu zdecydowanie za wcześnie – być może jest to wiadro zimnej wody na głowy wszystkich, którzy machnęli ręką na końcówkę tego sezonu Primera Division. Jeśli w Dumie Katalonii pojawiła się taka atmosfera, musi się jej jak najszybciej pozbyć. Do tego Luis Enrique koniecznie powinien przeanalizować to, co blokowało Katalończyków tego wieczora.

Z drugiej strony bowiem, o ile doda to trochę optymizmu, uważam, że nie jest jeszcze za późno, by to naprawić. Znajdujemy się w fazie sezonu, która zmierza już ku końcowi, ale to dopiero początek końca, więc być może ten Klasyk był ostatnim momentem, w którym Lucho i jego gracze mogli uświadomić sobie, że powinni coś poprawić w swojej grze. Być może remis by nam tego nie pokazał. Przesadą jest także mówienie, że Barca otworzyła drogę rywalom. Nie widzę różnicy w wielkości Pucharu dla mistrzów Hiszpanii pomiędzy tym wygranym przewagą dziesięciu punktów, a tym z przewagą dwóch nad wiceliderem. Dlaczego to mówię? Byśmy uświadomili sobie, dlaczego ten dystans, jaki Atletico i Real nadal mają do Barcelony, jest taki ważny – by potknięcia takie, jak to, nie uczyniły zbyt wielkich szkód. Strata punktów na pewno nie jest nam na rękę, lecz wobec tego Blaugranie nie pozostaje nic innego, jak silna mobilizacja – skoro już się stało, trudno, teraz nie będzie mogła sobie pozwolić na żadne rozluźnienie. Azulgrana będzie mierzyć się, miedzy innymi, z Realem Betis, Realem Sociedad, Deportivo la Coruną, które zajmują od dziesiątej pozycji w dół – będzie musiała więc grać, jakby grała finał. Przed nią siedem meczy, w La Lidze i nie zapowiadają się na wyjątkowo trudne i wymagajace. Oczywiście życie pokazało nie raz, że to jeszcze o niczym nie świadczy, myślę jednak, że Dumę Katalonii na pewno stać na to, by dotrzeć do końca bez straty punktów. Ma dwa dni, by odbudować swoje morale przed ćwierćfinałowym spotkaniem z Rojiblancos, a także wyeliminowanie tego co nie zadziałało tej soboty – atak, pomoc czy dokładność. Ale nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Amen.

FC Barcelona:

Bravo – Alba, Mascherano, Pique, Alves – Iniesta, Busquets, Rakitić (74′ Turan) – Neymar, Suarez, Messi

Real Madryt:

Navas – Carvajal, Pepe, Ramos, Marcelo – Modrić, Casemiro, Kroos – Bale (91′ Vazquez), Benzema (78′ Jese), Ronaldo