Nie taka Barca piękna, jak ją malują

ebebfe2b76cd02b118822071a106b5f6,10,1

Zima coraz silniej daje się we znaki. Także w Hiszpanii jak się okazuje. Lodowe powietrze, zdaje się powoli wdzierać wszelkimi możliwymi szparami do szatni graczy Barcelony. Mówiono o biegunie zimna, gdy prasa hiszpańska w satyrycznych rysunkach ukazywała różnicę punktową pomiędzy pozycjami mistrza kraju Realu Madryt i ubiegającej się o ten tytuł FC Barcelony.

Pozostaje mi tylko zazdrościć tym wszystkim cules, którzy już myślą o tym, że FC Barcelona może z palcem w nosie wygrać może kolejne tytuły: Puchar Króla, oraz sięgnąć po główne trofeum w Lidze Mistrzów – a pozostałym wielkiej naiwności. Na niebie nad Katalończykami zbierają się coraz bardziej ciemne, niemal ołowiane chmury. Może nawet grozić opadami śniegu i potrzeba będzie chyba ratraków, które sprzątną z głów piłkarzy marzenia o tym, by wypełniły się słowa Tito Vilanovy: – Zespół ma się świetnie. Mam nadzieję wygrać wszystkie możliwe tytuły.

Droga Barcy do zapowiadanych przez jej szkoleniowca sukcesów, może okazać się bardziej wyboista, niż ta, jakiej byśmy oczekiwali. Abstrahując od formy jaką w ostatnich dwóch (obecnie już trzech) spotkaniach zaprezentowali gracze “Dumy Katalonii”, to mecze na tzw. głupiego Janka potrafiły pogrzebać już niejednego giganta. Boleśnie przekonały się o tym i Real Madryt i Chelsea Londyn. Jeśli nic nie zmieni się w geometrii zespołu Vilanovy wcale nie będę zdziwiony, jeśli w generatorze z Katalonii zabraknie nagle najwyższego napięcia.

“Ulegając Realowi Sociedad 2:3 opiekun Barcy pozwolił sobie nas oświecić, że przegrana jego drużyny to pokłosie dużego wysiłku rywali, a nie błędów jego podopiecznych. – Muszę pogratulować Realowi zwycięstwa. Wygrana ta jest bardziej wynikiem dużych pokładów energii, które włożyli w ten mecz, niż naszych błędów – powiedział Villanova”- Fcbarcelona.com

Wcale nie mam zamiaru być złośliwym i powtarzać się w kwestii braku wiary w możliwości trenerskie Tito Vilanovy. Zastanawia mnie tylko, skąd tyle zmian w składach w każdym kolejnym meczu? Czyżby syndrom “ostatnich dni Guardioli” dotknął też jego byłego asystenta? A może za wpływ na słabszą postawę Barcy zwalić trzeba na jakieś nadzwyczajne wydarzenia, jak choćby zmiana cen na wschodnio-azjatyckim rynku handlu ryżu? Nie potrafię sobie sam jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie.

- Porażka musiała przyjść w pewnym momencie. Musimy natychmiast podbudować samych siebie, ponieważ mecz w Pucharze Króla zbliża się wielkimi krokami – powiedział mediom superstrzelec i największa gwiazda FCB, Lionel Messi. Przed meczem zapewne sądził, że na ten moment nie ma drużyny, która byłaby w stanie rywalizować jak równy z równym z Barceloną. Czyżby jednak zapomniał, że w zeszłym sezonie, właśnie na Anoeta, jego drużyna miała ogromne problemy i nie wygrała tamtego spotkania.

Po manicie na Camp Nou z Villarreal w sezonie 2011/12, nadszedł czas na sensacyjną stratę punktów z Baskami w San Sebastaian. Po 11 minutach drużyna Pepa Guardioli, z Leo Messim, Andresem Iniestą i Davidem Villą na ławce, prowadziła już 2:0; sprawa wydawała się rozstrzygnięta. Zryw gospodarzy nastąpił jednak już po przerwie, godny najwyższego uznania. Agirretxe i Griezmann sprawili swoim kibicom niebywałą radość ambicją i walecznością. Nawet wejście Messiego w drugiej połowie nie uchroniło Barcy przed stratą punktów. – W sumie dostaliśmy dobrą lekcję na przyszłość – powiedział wtedy Guardiola.

Ale te słowa to już melodia przeszłości. Pepa już w Barcelonie nie ma, a jego uczniowie mówiąc kolokwialnie, olali sobie lekcje, która poszła w las. Zakrztusili się huraoptymizmem najlepszego sezonu. Po 23 spotkaniach w obecnym sezonie sami sobie zaaplikowali strzał z pychy. Baskowie zawsze walczący do końca sukces osiągnęli dzięki grze odważnej i konsekwentnej. Barcelona tylko w pierwszej połowie dawała nadzieję na utrzymanie dobrej passy. Messi wprawdzie odczarował stadion w San Sebastian strzelając swojego pierwszego gola na tym obiekcie, lecz nie dało to nic, aby zwycięski wynik utrzymać. Piłkarze Sociedad, pomimo przygniatającej przewagi Barcy, po wyrównującej bramce do końca wierzyli, że można ten mecz wygrać. Tak też się stało.

Prasa hiszpańska nie robi specjalnie dramatu z tego, że Barcelona dostała zadyszki. Czy ta przegrana coś oznacza? Niby nie, bo Katalończycy takie zespoły jak Sociedad, czy choćby Villareal nazywają zmorami. Ale bywa tak, że pewne mecze można traktować jako prognozy. Wtedy wracają obawy i wspomnienia sprzed lat, jednak trzeba też brać pod uwagę, że przecież każdy sezon jest inny, każdy mecz odbywa się w zupełnie innych warunkach. Mnie jednak puszczają nerwy. Barca zremisowała w środę z Malagą, na własne życzenie, dając sobie odebrać zwycięstwo na Camp Nou i aby znaleźć się w dalszej fazie Copa del Rey nie może stracić punktów. Na La Rosaleda remis z pewnością nie wystarczy.

Czy eksperymentalne składy Vilanovy mogą świadczyć o tym, że trener Barcelony liczy na kryzys rywali. Myślę, że nie. Trener nie zdołał uratować meczu z Realem Sociedad, kiedy za czerwoną kartkę boisko opuścił Gerard Pique. Bohaterem Sociedad okazał się Gonzalo Castro, strzelając dwa gole, choć przy drugim miał swój udział Javier Macherano. Fatalnie, a nawet kompletnie bezmyślnie spisywał się tego dnia Gerard Pique, który za swoje popisy w końcu został usunięty z boiska. - To całkowicie odmieniło obraz spotkania – stwierdził Xavi. Ciche pretensje do sędziego tego spotkania, pana… mógł mieć Vilanova, który po meczu powiedział: - Takich fauli jak ten, którego dopuścił się Gerard (przy drugiej żółtej kartce), było w tym meczu z 200. Myślę, że to, co się wydarzyło, jest dla wszystkich całkiem jasne.

Aby jednak nie wyrwać słów trenera Barcy za bardzo z kontekstu, skupiłem się raczej na takim oto zdaniu: – Oczywiście, graliśmy, aby wygrać -. Dziwne to dla mnie słowa, bo odniosłem wrażenie (a wszyscy inni nie cierpiący na jaskrę lub ślepotę) widzieli w drugiej połowie coś zgoła odmiennego, czyli zero strzałów w światło bramki Basków i to co najbardziej, oprócz brutalnych fauli brzydzi mnie w futbolu, czyli kunktatorstwo drużyny, która przegrywa w niezrozumiały dla mnie sposób, będąc murowanym faworytem spotkania. 

Wprawdzie po meczu w San Sebastian trener Barcy zauważył, że to gospodarze zaprezentowali wspaniałą postawę, ale dodał, jakby dostrzegając pierwsze symptomy nadmiernej pewności siebie, że porażka wprowadza wszystkich na właściwe tory i dodatkowo mobilizuje. Dla Vilanovy to może być najdotkliwsza porażka w karierze – odkąd zasiada na  ławce Barcy. 273 dni Barca była niepokonana w Primera Division. Od porażki z Realem Madryt 1:2 w ubiegłym sezonie rozegrała 22 mecze, odnosząc w nich 20 zwycięstw i notując zaledwie dwa remisy.

Kolejne mecze mają dać odpowiedź, czy na tory rzeczywiście wyrzucono piach o grubych ziarnach, by wyhamować rozpędzoną lokomotywę z Katalonii. Niby już za Guardioli było wiadomo – który bardzo często przestrzegał fanów – że drużyna nie może wygrywać w nieskończoność. Ale Malaga może wykopać Barce za burtę Pucharu Króla. Dla Vilanovy to byłaby pierwsza strata jednego z trofeów w które celuje Barcelona w tym sezonie. I to krótko po tak udanym rozpoczęciu drugiej części sezonu. Gazeta “Sport” podkreśla, że czekają Barcelonę mecze “o życie” i namawia do rozegrania wielkich spotkań.

“Barcelona musi zagrać jak by to miał być finał ligi mistrzów” pisze niemiecki “Kicker” i jako przestrogę wspomina mecz Pucharu Króla z sezonu 2009/10. Barcelona wygrała wtedy po pięknym meczu z Sevillą, ale to było za mało by uratować awans do ćwierćfinału. Guardiola już wiedział co znaczy popełnić błąd i przegrać. Eksperymentalny skład jaki wystawił w pierwszym meczu na Camp Nou, zdecydował o tym, że w rewanżu, pomimo strzelonego przez Xaviego gola, było już niezmiernie trudno wywalczyć wynik dający awans do dalszej rundy. Katalończycy na Camp Nou przegrali 1:2. Jednak to Sevilla miała satysfakcję z pokonania drużyny, która od 1,5 roku wyłącznie wygrywała.

Jakby pasmo nieszczęść Barcy miało być z krótkie i niezbyt widoczne, to w zeszłym tygodniu bramkarz Victor Valdes ogłosił, że nie przedłuży z klubem kontraktu, który obowiązuje go do czerwca 2014 roku. Andoni Zubizaretta, dyrektor sportowy Barcelony zaproponował Valdesowi 8 mln. euro rocznych zarobków, ale i taką kwotą nie skusił portero do pozostania na Camp Nou. Mówi się, że jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi zapewne o pieniądze. A jeśli nie chodzi o kasę, to o co?

Barcelona musi poszukać rozwiązań. Koniecznie. Bo nie wystarczy, jak w przypadku Pinto (jest właścicielem studia nagraniowego “Wahin Makinaciones” w którym tworzy muzykę rap i hip-hop, dla którego sam tworzy pod pseudonimem Wahin), składać dobrze rymy, grać w rytmie, by osiągać sukces.

Mamy mechanizmy takie w klubie                                                                            
że po odejściu Valdesa jeszcze kogoś polubię                                                  
Nie sprawi to nam kłopotu żadnego                                                            
mamy czterech takich: de Gea, Cou, Guaite i Perina”Młodego”,
którzy przyjść mogą i to nie byle jakie chłopaki. Wolni? Bez przesady                                  
Lista bramkarzy gotowa do ściągnięcia                                                        
bez bramkarza Barca może nie dać rady                               
[słowa i rymy: zatwierdził wiceprezes klubu Carles Villarubia]

P.S Na koniec jako ciekawostka – tylko suche liczby: 350 meczów ligowych rozegrał Victor Valdes, w których kapitulował 289 razy, 273 dni Barcelona była niepokonana w lidze, 200 ligowych spotkań w barwach Barcy rozegrał Gerard Pique “Sezon 2012/13 – 14 spotkań, 7 fauli,m 5 żółtych kartek i jedna czerwona” napisał lakonicznie na Twitterze zaraz po zakończeniu spotkania w San Sebastian, 10 kolejnych meczów w których Leo Messi trafiał do siatki – w 6 pierwszych nawet dwukrotnie (wyrównał rekord Mariano Martina  z sezonu 1942/43 oraz Brazylijczyka Ronaldo w sezonie 1996/97, 10 kolejnych zwycięstw wyjazdowych odnotowała Barca w pierwszej rundzie rozgrywek – w San Sebastian pierwszy raz Katalończycy stracili punkty na obcym boisku, 3 ostatnie mecze Barcelony z Realem Sociedad miały bardzo zbliżony przebieg, który kończyły się przegranymi. I tak: sezon 2010/11 – 1:2 (1:0 do przerwy), 2011/12 – 2:2 (2:0), 2012/13 – 2:3 (2:1 )

źródło pomocnicze: El Mundo Deportivo