Niemiecka PepRyszka: Linia życia

eedb9ad7-8816-4a69-b760-fb719706b39f_20120316102857_En010078490362Kotwica dla ciała, balsam dla duszy. W najwyższej klasie rozgrywkowej w Hiszpanii, Barcelona wróciła na tron. Zdetronizowany Real tym razem musiał uznać wyższość odwiecznego rywala. Mimo świetnie zapowiadającego się sezonu “Królewscy” przegrali wszystko.

A Barcelona?  - To jest nadzwyczajny tytuł mistrzowski w historii tego klubu, zdobyty w niezwykłych okolicznościach. Pozostaniemy drużyną nr.1 na Ziemi -  tak przeżywał spektakularny sukces Barcelony, po zdobyciu mistrzostwa Hiszpanii jej prezydent, Sandro Rosell.

Przez 70 długich dni Barca grała bez swojego trenera, ponieważ Tito Vilanova (zastępował go Jordi Roura) pomiędzy 20. stycznia a 30. marca 2013 przebywał na leczeniu nowotworu w jednej z klinik w Nowym Jorku. Inny, którego również dotknęła ta niezwykle niebezpieczną przypadłość – Eric Abidal – po 400 dniach walki z rakiem powrócił na boisko.

Także od strony sportowej 22. tytuł dla “Dumy Katalonii” pozostaje godnym uwagi. Z 18 zwycięstwami i jednym remisem Barcelona wypracowała sobie najlepszą rundę w historii. Pod koniec listopada podczas potkania z Levante, wygranym 4:0, Blaugrana pierwszy raz wystawiła drużynę skompletowaną z samych wychowanków “La Masii”. Leo Messi, najlepszy piłkarz świata, w trakcie sezonu zanotował serię 19 gier z co najmniej jednym trafieniem, przeciwko wszystkim zespołom ligi. Inny gwiazdor Barcy, Xavi ustanowił ze swoim siódmym tytułem w karierze, kolejny klubowy rekord.

Paradoksalnie Barcelona w tym sezonie była najsłabsza w historii, biorąc pod uwagę wyniki w Gran Derbi i w Champions League. Najsłabsza od 2008 roku, kiedy to za jej sterami zasiadł Josep Guardiola. Czwarte w ostatnich pięciu latach mistrzostwo, wywalczyła jednak na cztery kolejki przed końcem rozgrywek.

Mistrzostwo okupione bólem i rozczarowaniami. W ciągu trzech ostatnich miesięcy zarówno gracze jak i decydenci klubu przeżyli więcej niż w ciągu pięciu lat, w których “Duma Katalonii” trzykrotnie sięgała po koronę królowej Primera Division (2009, 2010, 2011). Dziś słowa Rosella: “wciąż jesteśmy najlepsi” mogą wskazywać, że prezes Barcelony jakby celowo mijał się z rzeczywistością. Rosell przekonuje jednak krnąbrnie: - Z pewnym dystansem będzie można oceniać naszą wydajność, ale nie zmienia to faktu, że era Barcelony nie jest jeszcze ostatecznie zakończona. -

Co przyniesie kolejny sezon? Leo Messi napisał do swoich fanów, że w ciągu roku wytężonej pracy, może poczuć się szczęśliwym ze zdobycia mistrzostwa kraju. Tito Vilanova, którego nawrót choroby rozdzielił go z drużyną na wiele tygodni powiedział: – Wygraliśmy ligę przeciwko najlepszemu Realowi w historii. – Któż mógłby przypuszczać, że kopiący w tym sezonie Barcelonę z siłą konia “Królewscy”, ostatecznie wylądują na szpitalnym łożu z klinicznymi objawami niezwykle niebezpiecznego zaparcia.

Podczas sześciu Gran Derbi w tym sezonie (zwycięstwo, dwa remisy, trzy porażki) nie dało się nie zauważyć, jak kolosalna zmiana nastąpiła w układzie sił między gigantami. Ale przecież boleśnie potknęła się także Barcelona. Klęska w dwumeczu z Bayernem, dla wielu cules to dowód, że ekipa z Camp Nou także wymaga gruntownej hospitalizacji, rewolucji niemal tak głębokiej, jak w 2008 roku.

Gdyby chcieć sięgnąć pamięcią jeden sezon wstecz i pokusić się o porównanie osiągnięć tego z poprzednim, to oceniając dość pobieżnie, Barcelona wykonała krok do przodu. Z Guardiolą wywalczyła Puchar Króla, z Vilanovą mistrzostwo kraju. Tak naprawdę jednak słabość tego zespołu bije po wątrobie.

Tito Vilanova zaaplikował dziennikarzom na konferencji prasowej małą tabletkę niepamięci gadką o tym, jak cieszy go że Barcelona od startu rozgrywek. Że uzyskała przewagę nad Realem i nie oddała jej aż do końca sezonu. – Real Madryt po morderczej walce oddaje nam tytuł, który zdobył przed rokiem bijąc w Primera Division rekord punktów (100) i goli (121). – Wow! To musiało zrobić kolosalne wrażenie na hiszpańskich pismakach!

Ta sama krajowa prasa, jako głównego winowajcę niepowodzeń Realu, wskazuje portugalskiego szkoleniowca, Jose Mourinho. Kataloński “Sport” wrzeszczał wręcz na czytelników tytułem: “Mou, twój palec wskazuje nam drogę na bruk.” Porażka z Dortmundem w półfinale Champions League jakby przelała czarę goryczy.

Paradoksalnie dla poturbowanego Realu, linią życia miało się stać zwycięstwo w finale Copa del Rey. Plan pokonania w lidze Barcelony i zapewnienie sobie drugiego tytułu mistrza kraju spalił na panewce. Na pusty autobus Realu, którym piłkarze mieli się wybrać w triumfalny pochód ulicami Madrytu, dziś zapewne srają miejscowe gołębie. Sam “Mou” zdołał tylko krótko z siebie wysapać: “Gratuluję Barcy tytułu.”

Wystarczyło bowiem spojrzeć jaki skład sygnował Portugalczyk na starcie z Espanyolem, by zdać sobie sprawę, iż Mourinho już dawno temu porzucił nadzieje na doścignięcie Katalończyków. 50-letni szkoleniowiec w końcówce sezonu praktycznie wywiesił białą flagę, licząc jeszcze ostatecznie na na boską opatrzność w Pucharze Króla. To miała być ostatnia w tym sezonie szansa na trofeum królewskiego klubu.

Cristiano Ronaldo i Xabi Alonso wylądowali na ławce, Mesut Özil znalazł się także na liście nieobecnych, ponieważ doznał urazu w spotkaniu z Malagą (6:2). Podobnie Sami Khedira musiał oglądać spotkanie z wysokości ławki rezerwowych, czekając na szansę występu w Copa del Rey, przeciwko lokalnemu rywalowi, Atletico.

W Hiszpanii nikt nie ma wątpliwości, że etap pracy jako trener Realu Mourinho ma już za sobą. Portugalczyk pozostawił po sobie trzy trofea i mnóstwo kontrowersji. Jednak oddajmy Bogu, co boskie, a co cesarskie, cesarzowi. Mourinho przywrócił “Królewskim” miejsce w europejskiej czołówce. Porównywany do trenera Roberta Manchiniego, który zanim wdrapał się na szczyt zdołał się z niego profesjonalnie spierdzielić, jednak ani razu nie pozwolił, by kibice przeżyli tak ciężkiego kaca, jak po porażce z Alcorcon.

W erze “The Special One”, Real przestał być w Champions League i Gran Derbi chłopcem do bicia. Dziś to już jednak kibicom Realu nie wystarczy. Także piłkarzom. Po raz ostatni dało też sobie znać ego trenera, kiedy Pepe otwarcie skrytykował ostatnie działania swojego bossa, a zwłaszcza “aferę” z Ikerem Casillasem. Komentarz Mourinho: “Pepe? Mamy wiele innych alternatyw.”

Gdy Real zaczął regularnie ogrywać Katalończyków, kończy sezon z pustymi rękami. I wielkim kacem po Mourinho.

Foto imago Press Sports

Maciej Ryszka mieszka w południowo-wschodnich Niemczech, skąd na świeżo zdaje raporty z pracy Pepa Guardioli w Monachium


Fatal error: Uncaught Exception: 12: REST API is deprecated for versions v2.1 and higher (12) thrown in /home/blog/domains/blogfcb.com/public_html/wp-content/plugins/seo-facebook-comments/facebook/base_facebook.php on line 1273