Niepotrzebny od zaraz

Jeszcze dwa sezony temu był, obok Messiego, podstawowym zawodnikiem formacji ofensywnej, dzisiaj może liczyć jedynie na sporadyczne wejście z ławki pod koniec meczu lub grę przeciw mniej wymagającym przeciwnikom. Taka sytuacja nie zadowala samego zawodnika, a klub widzi w nim szansę na pozbycie się zbędnego balastu, dzięki czemu zaoszczędzi pieniądze na pensji, a dodatkowo zyska niezłą sumę z transferu. Od czasów przyjścia na Camp Nou Luisa Suareza, Pedro Rodriguez nie ma łatwego życia.

Gracz pochodzący z Wysp Kanaryjskich jest, wraz z Sergio Busquetsem, ostatnim zawodnikiem z La Masii, któremu udało się regularnie występować w pierwszej drużynie. Pod wodzą Luisa Enrique ta praktyka zmieniła się. I choć zarówno klub, jak i kibice zawdzięczają mu wiele świetnych momentów, to dzisiaj Pedro stał się zwyczajnie niepotrzebny.

4 czerwca Pedro przedłużył wygasający 30 czerwca 2016 roku kontrakt o kolejne trzy lata. Miał to być jasny sygnał od zarządu dla zawodnika, że ten jest potrzebny Barcelonie w kolejnych latach. Dodatkowym atutem miała okazać się gigantyczna klauzula opiewająca na 150 mln euro. Nic jednak z tego nie wyszło, bo zaledwie miesiąc później okazało się, że klauzula została zmniejszona do 30 mln euro, bo tak sobie zażyczył 27-letni Hiszpan, który nie chciał podpisać wcześniejszej wersji umowy.

Kanaryjczyk w każdym wywiadzie podkreśla, że jego sytuacja jest trudna i skomplikowana, a wszystko przez zbyt dużą konkurencję w zespole, którą sromotnie przegrywa. „To oczywiste, że moja sytuacja jest delikatna. Kiedy rozpocznie się presezon, dokonam oceny pewnych spraw wspólnie z klubem, aby zobaczyć, co będzie najlepszym posunięciem dla wszystkich”. Kilka dni później dodał, że: „To skomplikowana sytuacja. Zawodnik chce otrzymywać więcej minut, więcej szans, być w pierwszej linii i to prawda, że tutaj droga z czasem staje się coraz krótsza i to jest skomplikowane. Wiem, że w żadnym innym miejscu nie będzie tak jak w Barcelonie. To marzenie, wygrałem wiele tytułów i jestem usatysfakcjonowany i szczęśliwy, jednak każdy ma ambicję, aby się poprawiać i grać”.

Wydaje się, że Pedro zdecydowany jest na odejście, ale nadal oczekuje odpowiedniej oferty. W ostatnich tygodniach wiele mówiło się o zainteresowaniu Mourinho, który widziałby go jako podstawowego gracza swojej drużyny. Portugalczyk miał przekonywać Pedro nie tylko możliwością regularnej gry, ale także szansą na dalszy sportowy rozwój, a dodatkowym atutem miałby okazać się sam zespół Chelsea, w którym gra sporo Hiszpanów (Fabregas, Costa, Azpilicueta) oraz zawodników znających hiszpańską ligę (Courtois, Falcao, Filipe Luis), dzięki czemu Pedro szybciej zaaklimatyzowałby się w nowej drużynie. Drugą opcją dla 27-latka jest Manchester United. Czerwone Diabły w sytuacji pozbycia się Angela Di Marii, będą musieli dokonać wzmocnień linii ataku, a Pedro wydaje się idealnym kandydatem dla Louisa van Gaala.

Jednak ewentualny transfer Pedro może pokrzyżować jego zbyt wysoka pensja. Po przedłużeniu kontraktu nie wiadomo, jakimi zarobkami może pochwalić się Kanaryjczyk. W 2010 roku nie zarabiał w Barcelonie nawet 2 mln euro, ale od tego czasu sporo w klubie się wydarzyło i najwyraźniej Hiszpan ostatnim kontraktem zapewnił sobie spory zastrzyk gotówki do 2019 roku. Kluby angielskie zainteresowane usługami Pedro nie chcą aż tyle mu zaoferować, co stanowi barierę nie do przejścia nawet dla Chelsea.

Na tę chwilę Pedro jest wraz z resztą drużyny na amerykańskim tournee i do momentu powrotu drużyny nic w kwestii jego transferu nie powinno się zmienić. W Ameryce zabraknie Neymara, a Messi ma dołączyć na dniach, co stanowi idealną okazję, aby Pedro udowodnił swoją jakość, a co ważniejsze – pokazał chemię z Luisem Suarezem.

Tylko czy Pedro jest jeszcze potrzebny Barcelonie? Trio Messi-Suarez-Neymar ma niepodważalny status, a Enrique w końcówce sezonu zdecydował się bez przerwy korzystać właśnie z takiej obsady formacji ofensywnej. Ta jednak nie dała mu powodu do jakichkolwiek zmian, przez co Pedro musiał zadowalać się sporadycznym wchodzeniem z ławki rezerwowych w końcówkach meczu, lecz zazwyczaj obsadzany był w pomocy, a nie bliżej bramki przeciwnika, jak miało to miejsce w poprzednich sezonach.

Drugim poważnym problemem dla Pedro może stanowić transfer Ardy Turana. Choć Turek nie może występować do stycznia 2016 roku, to od nowego roku Pedro nie tylko będzie musiał pogodzić się z byciem „tym czwartym”, co może być dopiero piątym wyborem linii ataku u Luisa Enrique. Turan został co prawda kupiony do wzmocnienia pomocy, lecz nie wiadomo, czy trener nie będzie wystawiał go jako prawoskrzydłowego, a na pewno spróbuje takiego rozwiązania w którymś z nieoficjalnych sparingów, które klub ma zorganizować specjalnie dla zawodników, z których przez pół roku Barcelona nie może korzystać.

Przy takich problemach nic dziwnego, że Kanaryjczyk szuka nowego domu. Do tej pory był podstawowym zawodnikiem nie tylko Barcelony i przetrwał takie gwiazdy jak David Villa czy Alexis Sanchez, ale również był pierwszym wyborem reprezentacji Hiszpanii prowadzonej przez Vicente Del Bosque. Choć w dalszym ciągu powoływany jest do drużyny narodowej, to jego rola znacząco spadła. Nic dziwnego, skoro za Martino w porównaniu do Enrique na ławce trenerskiej, rozegrał o 1100 minut mniej (odpowiednio 3 314 do 2 219).

Pedro Rodriguez kończy złotą erę La Masii i to w sposób bolesny dla samego zawodnika. Niegdyś doceniany, będący zawsze u boku Messiego, dziś najczęściej ogląda swojego argentyńskiego kolegę z ławki. Nadal ma przed sobą wiele lat wspaniałej kariery, ale trudno oczekiwać, że jego przyszłość jest w Barcelonie. Dla drużyny będzie to spore osłabienie, bo Pedro wydaje się zmiennikiem doskonałym, nawet jeżeli mocno odbiega poziomem od Suareza czy Neymara i nie daje drużynie tyle co inni zawodnicy, to nie można odmówić mu zaangażowania. Drugiego takiego w Barcelonie już nie będzie.