Niepotrzebny remis na własne zamówienie

douglas-durante-partido-ante-malaga-1411594643080

Niestety, passa zwycięstw Barcelony nie trwała oszałamiająco długo. Po typowym spotkaniu z Malagą CF na wyjeździe, na oko kolejnym rywalu do pokonania, Azulgrana przywozi tylko jedno oczko. Mecz skończył się bowiem bezbramkowym remisem.

Rozpoczął się on klasycznie dla Barcy, lecz bez dwoch zdań należy zaznaczyć, że gospodarze nie zamierzali przyjąć narzuconego im stylu gry. Piłka jak zwykle wędrowała pomiędzy Katalończykami, ale Maladze udawało się od czasu do czasu przerwać te podania. Rzadko tworzyli z tego jednak coś klarownego.

Szczególnie po 20. minucie można było łatwo zauważyć powtarzający się schemat pędzących za futbolówką podopiecznych Javiego Gracii i raz po raz ucinających ten pośpiech obrońców Dumy Katalonii. Mimo wszystko wcale nie sprawiali wrażenia zniechęconych czy przytłumionych. Ani na chwilę nie zamierzali ułatwić zadania Barcy, dlatego mecz może i nie był nudny, a po prostu nieefektowny. Dodatkowo, także niezbyt ładny, jeśli chodzi o czystą grę.

Z drugiej strony, po upływie 30 minut gry podstawowej, Blaugrana miała na koncie maksymalnie dwie akcje warte uwagi, przy czym nawet te nie były stuprocentowe. Czas mijał bardzo szybko, zbyt szybko, jak się okazało, by Barcelona zdążyła zorientować się, iż jedynym rozwiązaniem jest podkręcenie tempa.

Trzej napastnicy, których Luis Enrique postawił na szpicy, to znaczy Neymar, Leo Messi i Pedro wprawdzie próbowali coś wyczarować, lecz nie zaowocowało to niczym konkretnym. Przynajmniej nie tym, co chcielibyśmy zobaczyć. To zastanawiające, gdyż osobiście nie czułam jakiegoś wielkiego znużenia obserwując poczynania Blaugrany. Wydawałoby się więc, że wcześniej, czy później ten gol padnie. Cóż, w pierwszej połowie nie mieliśmy szansy tego zobaczyć, tak więc z pustym kontem i tą właśnie nadzieją goście zeszli do szatni po upływie pierwszej partii meczu.

Druga część rozpoczęłą się bardzo, bardzo ciekawie. Boquerones wyszli na murawę silnie zmotywowani, jak nowo narodzeni i przez pierwsze minuty drugiej połowy to oni straszyli Claudio Bravo. Wówczas Blaugrana nie umiała przegonić Malagi spod swojego pola karnego, jednak, na całe szczęście, zainteresowani też nie potrafili się zebrać na jakąś dobrą, dogodną akcję.

Czas upływal, a Barca wciąż, niekonsekwentnie, niezmiennie, beznamiętnie kopała piłkę wraz z gospodarzami. Wreszcie znalazł się ktoś, kto otrząsnął się z tej jakże subtelnej, grzecznej gry. Malaga, wciąż grając czujnie, bardzo łatwo znalazła okazję do jednej, szybkiej akcji, która dosłownie zatrzymała pracę serc wszystkich kibiców na La Rosaleda. Próby obrony Douglasa przyczyniły się jednak tylko do bardzo niebezpiecznego rzutu wolnego oraz żółtej kartki dla niego samego. Dosłownie cudem wybronił go Chilijczyk.

Chwilę później mieliśmy dokładnie taką samą sytuację po drugiej stronie boiska i tam także zaczęło iskrzyć. Wyglądało bowiem na to, iż Blaugrana może wreszcie, w ostatnim kwadransie spotkania, zrozumiała, że na chwilę obecną zasłużyła tylko na jeden punkt.

Nie popisał się też Munir, był zupełnie niewidoczny, kiedy drużynie potrzeba było iskierki, która obudziłaby w niej ten instynkt “killerów”. Bardzo nieciekawie i niesmacznie zrobiło się w samej końcówce meczu, kiedy do głupich i niesportowych rękoczynów doszło między Welingtonem i Leo Messim. Znowu posypały się kartki. Wówczas Barca wyprowadziła kilka akcji, które może wyglądały całkiem nieźle, ale, niestety, nadal bez skuteczności. O co więc grała Barca? Bo na pewno nie była to walka o zwycięstwo.

To pierwsza strata punktów w tym sezonie. Katalończycy zachowali wprawdzie czyste konto, bo jeszcze nikt nie zdołał pokonać ani Claudio Bravo, ani Marca Andre Ter Stegena, lecz nie za to zbiera się punkty. Barca mogła zwyciężyć to spotkanie, grała jednak tak, jakby obudziła się pięć minut przed meczem po całonocnym balowaniu.

Los Boquerones z kolei wreszcie przerwali pasmo porażek z Barcą, parę razy nawet postawili ją pod ścianą. Oczywiście, nikt nie pogardziłby zwycięstwem, jednak gospodarzom niczego wiecej do szczęścia nie potrzeba. Barcelona natomiast nie może sobie pozwalać na takie podejście, ponieważ może to zaowocować kompletnie niepotrzebnym remisem na własne życzenie.

 

FC Barcelona:

Bravo – Douglas (’73 Adriano), Pique, Bartra, Alba – Rakitic, Busquets, Iniesta – Pedro (64′ Sandro), Messi, Neymar (64′ Munir)

Malaga CF:

Kameni – Torres, Welington, Sanchez, Rosales – Camacho, Darder – Juanpi(85′ Recio) , Duda (67′ Luis Alberto) , Castillejo (77′ Juanmi) – Amrabat