Niespełnione nadzieje: Jeffren Suarez

FCB_-_REAL_MADRID_x89x

Czwartek, więc przed nami kolejne spotkanie sam na sam z dobrze zapowiadającym się młodym piłkarzem Blaugrany, który wszystkich oczekiwań co do jego osoby nie umiał spełnić. Jeffren Suarez, bo to o nim mowa, urodził się 20 stycznia 1988 roku w wenezuelskim mieście Ciudad Bolivar. Po roku spędzonym w Ameryce Południowej rodzina Suareza zdecydowała się na przeprowadzkę do Hiszpanii, konkretnie na Teneryfę. Jeśli jesteście ciekawi, jak potoczyły się jego dalsze losy, zapraszamy do lektury.

Pierwszym poważnym klubem w karierze Jeffrena był największy lokalny zespół – CD Tenerife. Grał w nim zaledwie przez rok, ponieważ w 2004 roku jego talent zauważyli włodarze Dumy Katalonii. Młodzian został włączony do młodzieżowych zespołów Barcy. Pod koniec sezonu 2005/2006 zaliczył natomiast 5 spotkań w Barcelonie C. Posiadany wiek (18 lat), jak i umiejętności nakazywały upatrywać w nim wzmocnienia drugiej drużyny od następnej kampanii. Tak też się stało. Po rozegraniu jeszcze dwóch meczów w ekipie C, Suarez stał się członkiem zespołu Quique Costasa. Od razu został bardzo ważnym ogniwem w jego taktyce rozgrywając 32 spotkania i strzelając 3 gole. Barca B grała wtedy na poziomie Segunda Division B i niestety spadła, ale mimo to, jego gra i wyniki przez niego osiągane dawały nadzieję na świetlaną przyszłość. 25 października 2006 roku zaliczył nawet debiut w meczu pierwszej drużyny, w Pucharze Króla przeciwko Badalonie (wszedł na ostatnie minuty).

Przed kolejną temporadą Barcelonę B przejął nowy szkoleniowiec, Josep Guardiola. Celem był awans z Tercera z powrotem do Segunda B. Zadanie wykonane było perfekcyjnie, na kilka kolejek przed końcem zapewniając sobie promocję. Pod wodzą Pepa piłkarze zaczęli grać nieco inaczej niż wcześniej. Szkoleniowiec z Santpedor starał się wprowadzić swoją filozofię, która dzisiaj jest tak bardzo znana. W tym wszystkim znaleźć umiał się także nasz bohater. 30 meczów i 6 zdobytych bramek tylko to potwierdzają.

Przeszedł Guardiola do pierwszej drużyny, wydawało się, że swoje minuty może otrzymywać tam także Jeffren. Presezon spędzony w towarzystwie Messiego, czy Eto’o, tylko nasilał te spekulacje. Skrzydłowy rozegrał kilka meczów towarzyskich, podczas których zaprezentował się nieźle. Na debiut w lidze musiał czekać jednak do 17 maja 2009 roku, kiedy wszystko było już rozstrzygnięte. Barca była mistrzem, a Suarez dostał szanse w dwóch meczach na końcu sezonu, w obu wchodząc z ławki. W drugiej drużynie zagrał z kolei 20 razy i strzelił 5 goli pokazując swoje umiejętności, do których należał między innymi bardzo dobry drybling oraz szybkość.

Przed kampanią 2009/2010 został na stałe włączony do pierwszego zespołu. 17 meczów, podczas których dostał szansę na pokazanie swojego talentu, na pewno nie zadowoliły Wenezuelczyka z hiszpańskim paszportem. Powodem były trapiące go co chwilę urazy, duża konkurencja na jego pozycji oraz nie do końca zadowalająca forma młodego zawodnika. Dwie bramki, zdobyte na końcu ligowych rozgrywek, też na kolana nikogo nie powaliły.

Sezon 2010/2011 miał być więc dla Jeffrena decydujący w kontekście jego pozostania na Camp Nou. Znów na drodze stanęły jednak kontuzje. Te uniemożliwiały mu regularną grę i ustabilizowanie dyspozycji. W trakcie całego roku uzbierał 3 mecze Pucharu Króla, 2 potyczki w Champions League i 8 w lidze. Zdobył tylko 1 gola, ale za to od razu pieczętującego manitę w starciu z Realem Madryt na Camp Nou. Moment, z którym boczny pomocnik będzie już zawsze kojarzony z pobytem w stolicy Katalonii.

 

To było jednak za mało, by pozostać na kolejny sezon w ekipie Blaugrany. Za około 4 miliony euro przeszedł do Sportingu Lizbona. Odpowiedzialni za transfery w portugalskiej drużynie widzieli w nim kandydata do podstawowej jedenastki. Wtedy zaczęły się jego największe w karierze problemy ze zdrowiem. Po każdym powrocie po wyleczeniu urazu nie minęło dużo czasu, gdy po raz kolejny musiał poddać się opiece lekarzy. Trzeba jednak przyznać, że kiedy był dostępny, wybiegał zazwyczaj na murawę w pierwszym składzie. Uzbierał 11 meczów ligowych, podczas których strzelił 3 gole (2 w jednym spotkaniu z Vitorią Guimaraes, chwilę po wejściu z ławki) a także 4 potyczki w Lidze Europy, w której lizbończycy doszli do półfinału.

W sezonie 2012/2013 niestety nie było dużo lepiej. Jeffren uczestniczył w 18 spotkaniach (13 ligowych, 4 w LE i 1 w portugalskim pucharze). Dwa zdobyte gole i coraz mniej szans dawanych Wenezuelczykowi pozwalały przypuszczać, że zawodnik ma coraz bardziej nikły kredyt zaufania.

Obecny sezon w zespole z Lizbony był dla piłkarza prawdziwą klęską. Przez pół roku nie zagrał żadnego oficjalnego spotkania. W zimowym okienku transferowym zdecydowano się więc go oddać do walczącego o utrzymanie Realu Valladolid. W pierwszym spotkaniu w nowych barawch, przeciwko Elche, zawodnik doznał kontuzji, która wykluczyła go z gry na 1,5 miesiąca. Do tej pory zaprezentował się w 9 meczach, między innymi wczoraj, kiedy jego zespół sensacyjnie zremisował z Realem Madryt w zaległym meczu i być może wyeliminował Królewskich z walki o tytuł. Tylko raz zagrał pełne 90 minut. Sztab szkoleniowy jakby zdawał sobie sprawę z kruchości jego mięśni i nie szachuje jego siłami. Po powrocie do Hiszpanii gola jeszcze nie zdobył, ale prezentuje niezły poziom. Kto wie, może uda mu się pomóc zespołowi w uniknięciu spadku.

Podsumowując sylwetkę Jeffrena, mam jeden obrazek przed oczami – moment, gdy wbija bramkę na 5:0 Realowi Madryt. Dużo więcej w drużynie Azulgrany nie osiągnął i nigdy nie był uważany za największą gwiazdę wśród juniorów. Uważam, że poziom, który pokazuje podczas swojej gry, znacznie odbiega od standardów takiego klubu, jak Barcelona. Jeśli dodamy do tego jego częste problemy ze zdrowiem, widzimy, że decyzja o jego odejściu z Katalonii była dobra zarówno dla klubu, jak i dla niego samego. Dla drużyn takich, jak Real Valladolid, czyli dla ligowych średniaków, może to być z kolei gracz na wagę złota. Jednocześnie, mając już 26 lat, będzie mu bardzo ciężko znaleźć dużo lepszy klub, walczący na przykład o europejskie puchary. By wykorzystać, tak naprawdę, ostatnią już na to szansę, musi podczas pobytu w ekipie z Estadio Jose Zorila dobrymi występami udowodnić, że na taką okazję zasługuje.