Niespełnione nadzieje: Joan Verdu

Joan-Verdu_2840766

W dzisiejszym odcinku cyklu prezentujemy jednego z najbardziej doświadczonych w tym gronie zawodników. Jest nim Joan Verdu, środkowy pomocnik grający obecnie w Betisie Sevilla.

Joan przyszedł na świat w Barcelonie, 5 maja 1983 roku, więc przed dziesięcioma dniami obchodził swoje 31. urodziny. Jako że pochodził z samego serca Katalonii i posiadał talent piłkarski, nie było innego wyjścia niż dołączenie do młodzieżowych drużyn Blaugrany. Nim to się jednak stało w roku 1998, grał w juniorach regionalnego klubu PB Anguera. Natomiast już jako 15-letni chłopak wstąpił w bordowo-granatowe szeregi. Z roku na rok piął się coraz wyżej, aż w zaszedł do zespołu Barcy C.

Był to rok 2002. Młody Joan zagrał jednak kilkanaście spotkań i został zwerbowany do drugiej drużyny. Był uważany za piłkarza bardzo pożytecznego, który umie rozegrać piłkę i prowadzić akcje zespołu. W barwach Barcelony B rozegrał aż 134 mecze w trakcie 4 kampanii. Średnio na jeden rok 38 występów – wynik naprawdę solidny, nawet jeśli dodamy, że ekipa grała wtedy na poziomie Segunda Division B. Do tego dorzucił 31 bramek, dzięki którym jest obecnie w 10-tce najlepszych strzelców zespołu rezerw w historii. Mimo tych nieprzeciętnych statystyk, nie dano mu poważnej szansy w pierwszej drużynie. Zaliczył tylko jeden epizod, kiedy 7 września 2004 roku wystąpił w całym spotkaniu z Szachtarem Donieck w rozgrywkach Ligi Mistrzów. Ten wyjazdowy mecz, mimo że przegrany, nie miał dla Katalończyków żadnych konsekwencji, bowiem już wcześniej zapewnili sobie awans z grupy. Mając już 23 lata i nie widząc dla siebie żadnych perspektyw na Camp Nou, Joan zdecydował się opuścić klub.

Piłkarz latem 2006 roku przeszedł do Deportivo La Coruna. Klub z Galicji po kilku tłustych w sukcesy latach, zdecydowanie osiadł na mieliźnie, dwukrotnie zajmując ósmą lokatę. Próbowano więc przeprowadzić kilka wzmocnień, które miały pomóc wrócić drużynie do rozgrywek europejskich. W pierwszym sezonie Verdu nie pełnił jeszcze kluczowej roli w zespole. Najczęściej swoje mecze rozpoczynał wchodząc z ławki rezerwowych. Na 27 meczów ligowych, w których zaliczył minuty, tylko w 10 wybiegał na murawę od początku. Nie przeszkodziło mu to jednak w zdobyciu swojego premierowego gola w hiszpańskiej ekstraklasie. 11 lutego 2007 roku trafił do siatki w spotkaniu z Villarrealem. Superdepor zajęli odległe 13. miejsce, ale pomocnik pozostawił po sobie niezłe wrażenie i z optymizmem patrzono na jego dalszą przygodę w klubie.

Sezon 2007/2008, pod względem przydatności, był już lepszy. Na 24 ligowe występy, aż w szesnastu uczestniczył od pierwszego gwizdka. Na więcej nie pozwoliła mu kontuzja, która wyeliminowała go z gry na jakiś czas. Zdobył 1 bramkę.

Następna kampania była już jednak bardzo dobra. Pod nieobecność kilku innych ważnych zawodników, Joan stał się kluczem w taktyce ówczesnego menedżera, Miguela Angela Lotiny. W lidze zagrał 34 razy i 7-krotnie wpisał się na listę strzelców. Także dzięki jego dyspozycji zespół zajął, 7. miejsce w La Liga, najwyższe od kilku lat. Mimo prób przedłużenia z nim wygasającego po sezonie kontraktu, piłkarz na to nie przystał i musiał znaleźć sobie nowy klub.

Tego, po głośnych występach w Deportivo, długo szukać nie musiał. Piłkarz wrócił do Katalonii. Nie była to jednak Barcelona, a lokalny rywal – Espanyol. Tam w trakcie czterech lat gry stał się legendą. Ilość rozegranych meczów w każdej kampanii nigdy nie spadła poniżej 30 (34, 37, 36, 37, z tych wszystkich spotkań tylko 5 po wejściu z ławki). Był pewnym punktem w układance Maurico Pochettino, a także – podczas ostatnich kilku miesięcy – Javiera Aguirre. 23 gole jak na ofensywnego pomocnika to także rezultat dobry, potwierdzający rolę Joana w zespole. Był klasyczną ’10′ – wspaniale inicjował akcję i dogrywał do kolegów, ale umiał również skutecznie wykończyć. W głównej mierze dzięki jego równej postawie Los Pericos zawsze byli pewni utrzymania – miejsca: 11., 8., 14., 13..

Zeszłego lata, po wypełnieniu kontraktu z drużyną z Barcelony, piłkarz zdecydował się zmienić otoczenie. Zostawił swoje, chyba ulubione, niebiesko-białe barwy i przeniósł się do Betisu. Początek sezonu zwiastował, że, jak w poprzednich klubach, tak i tutaj będzie ważną postacią. Z czasem kilka negatywnych dla zespołu rzeczy zbiegło się w czasie i ucierpiał na tym także Verdu. Słaba gra, dymisja wieloletniego trenera Pepe Mela, zmiana szkoleniowców, niestabilność i coraz większe niezadowolenie fanów, nie są odpowiednimi okolicznościami do budowania dobrego zespołu. Także sam Joan nie zachwycał. Przeszkadzały mu również kontuzje, przez które stracił część temporady. Zdołał jednak rozegrać 20 meczów ligowych, 3 pucharowe i 7 w Lidze Europy. 3 zdobyte bramki nie są jednak wynikiem rzucającym na kolana. Jak wiemy, Verdiblancos już jakiś czas temu oficjalnie pożegnali się z elitą.

Joan Verdu to dla mnie przede wszystkim legenda Espanyolu. Nie ma znaczenia, że wychował się w La Masii. Trzeba oddać mu wspaniałe cztery lata w zespole rywala zza miedzy. W Dumie Katalonii jego kariera tak naprawdę od początku nie wydawała się najjaśniejsza. Moim zdaniem, jest to zawodnik idealnie nadający się do pokroju klubów, w których miał okazję zagrać po pożegnaniu z Camp Nou. To w nich stał się liderem środka pola, był odpowiedzialny za konstruowanie akcji. W jednym z udzielonych wywiadów, już po dołączeniu do Betisu, stwierdził, że nawet jeśli ekipa spadnie, nie będzie miał problemów, by w niej pozostać i walczyć o powrót do ekstraklasy. Czy tak się stanie, czas pokaże. Aczkolwiek Joan nie raz pokazał, że umie dotrzymywać umów i wypełniać je do końca. Jeśli jednak zdecyduje, że w wieku 31 lat to ostatnia szansa na zaistnienie w Primera Division, na pewno nie będzie mógł narzekać na brak ofert.