Niespełnione nadzieje: Marti Riverola

Marti-Riverola-FOTO-Pep-Morata_54240779445_54115221154_600_396

Czas, by spotkać się z kolejną nadzieją pochodzącą z cantery, która nie spełniła jednak wszystkich związanych z nią oczekiwań. Martin Riverola, bo to o nim będzie poniższy artykuł, urodził się 26 stycznia 1991 roku w Barcelonie. Jego wielki piłkarski talent był więc niejako skazany drużynę Dumy Katalonii.

Jak przypuszczano, tak się stało. Marti już w bardzo młodym wieku (6 lat) trafił do La Masii. Piłkarz zaczynał swoją przygodę w Katalonii jako snajper. Z czasem przesunięto go jednak bardziej do tyłu, bowiem widziano w nim materiał na rozgrywającego. Pomimo zmiany pozycji, zawodnik nie miał żadnych kłopotów z pokonywaniem kolejnych szczebli do pierwszej ekipy.

Sezon 2009/2010 był dla Barcelony B bardzo udany, ponieważ udało się w nim awansować do Segunda Division. W drużynie prowadzonej przez Luisa Enrique szansę debiutu otrzymał wówczas nasz bohater. Mimo odbycia kilku jednostek treningowych ze starszymi kolegami, rozegrał z nimi zaledwie 2 spotkania. Był bowiem formalnie cały czas graczem Juvenil A. Marti był jednakże bardzo ceniony. Było wiadomo, że od przyszłej kampanii może stać się jednym z kluczowych ogniw zespołu.

Taki też był bieg wydarzeń. Na drugoligowych boiskach pojawił się zaledwie 4 razy, w tym tylko raz będąc graczem wyjściowej jedenastki. Na pewno nie to było celem 20-latka, stąd decyzja o wypożyczeniu go do Vitesse. Korzyści miały być obustronne – Riverola dostanie potrzebne mu minuty, a klub zyska dużo lepszego i pewniejszego gracza. Dodatkowym plusem był fakt, że holenderską drużynę prowadził były gracz Barcy – Albert Ferrer. Wszystko ułożyło się po myśli młodziana. 15 spotkań w dość silnej Eredivisie robi wrażenie. 2 strzelone bramki potwierdzają za to, że Marti bardzo dobrze poradził sobie w kraju tulipanów i mógł wracać na Półwysep Iberyjski z nadziejami.

Kampania 2011/2012 to przede wszystkim fantastyczna gra w zespole rezerw, którego był jednym z wyraźnych liderów. Na zapleczu ekstraklasy zagrał w 32 meczach i zdobył 5 goli. Pozytywne występy zaowocowały zainteresowaniem ze strony Pepa Guardioli, u którego zagrał pierwsze, ale niestety zarazem ostatnie, spotkanie w pierwszej ekipie. Pomocnik wszedł na końcówkę wygranego pojedynku z BATE Borysów (4:0 na Camp Nou) w ramach rozgrywek grupowych Champions League. Przy okazji tego kilkuminutowego incydentu ciekawostka – przed samym wejściem na murawę trener od przygotowania fizycznego, Aurelio Altimira zapytał się piłkarza, czy jest gotowy. Ten odpowiedział mu: “Pewnie, że jestem. Całe życie przygotowywałem się do tego momentu”. Cytat ten pokazuje, jak bardzo w sercu Martiego zakorzeniła się miłość i przywiązanie do Blaugrany.

Latem 2012 roku, nie widząc szans na szybkie dołączenie na stałe do ekipy, w której grają Messi, czy Iniesta, zdecydował się przyjąć ofertę z Bolonii. W Serie A wystąpił… tylko raz, w przegranym spotkaniu z Milanem.

Po nieudanym roku w wykonaniu Katalończyka, nie zrażono się do niego od razu we Włoszech. Z pomocą przyszło zapytanie Mallorki, która niedługo przed końcem letniego okna transferowego w 2013 roku wypożyczyła pomocnika. 16 meczów, jakie rozegrał w tym klubie (15 w lidze i 1 w pucharze) nie powalają na kolana. Tak samo zresztą jest z całą ekipą, która błąka się daleko od strefy gwarantującej walkę o powrót do elity.

Sądzę, że w karierze Martiego poszło coś nie tak. Nie ukrywam, że swego czasu wiązałem z nim wielkie nadzieje. Być może za szybko zdecydował się na wyjazd poza Katalonię. Gdyby nie ten ruch, być może byłby dzisiaj na miejscu podobnym do Sergiego Roberto. Gdybać możemy, jednak jedno jest pewne – szanse na to, by Riverola przywdział koszulkę Barcelony są niewielkie. Jeśli w ogóle są. Na boiskach Segunda nie zachwyca, a to o czymś świadczy. Moim zdaniem, jeśli dobrze pokieruje swoimi dalszymi losami, może stać się solidnym zawodnikiem klubu w La Liga. Nie będzie to chyba jednak ktoś z czołówki, a raczej ligowy średniak, który będzie się starał urwać punkty, gdzie się da, byle zapewnić sobie utrzymanie. Po obecnym sezonie 23-latek wróci na Półwysep Apeniński i to wtedy mogą rozgrywać się kluczowe momenty w jego piłkarskim życiu.