Niespełnione nadzieje: Oriol Romeu

image-2-for-sport-photo-s-24-07-11-gallery-503682544

Po przerwie spowodowanej brazylijskim mundialem powracam z cyklem o piłkarzach, wobec których oczekiwania były większe niż to, jak potoczyła się ich kariera na Camp Nou. Dzisiaj przyjrzymy się bliżej osobie Oriola Romeu.

Piłkarz przyszedł na świat 24 września 1991 roku w Ulldeconie, położonej w południowej części Katalonii. Z racji swojego miejsca urodzenia, droga do jej stolicy stała otworem. W 2001 roku Oriol nie dołączył jednak do najsłynniejszego w tym regionie klubu, a jego lokalnego rywala – Espanyolu.

3 lata później Hiszpan przeszedł już do juniorskich zespołów Blaugrany. Tam nie miał problemów, by po kolei przechodzić przez wszystkie szczeble, aż w wieku 17 lat zadebiutował w Barcelonie B. Sezon 2008/2009 był pierwszym w jego wykonaniu w tej ekipie, ale Luis Enrique nie korzystał z niego dość często. Mimo tego, Romeu pozostawił po sobie niezłe wrażenie, co w połączeniu z jego dość młodym wiekiem, obiecująco rokowało na przyszłość.

Gracz wpadł w oko Pepowi Guardioli, który zabrał go na przedsezonowe tournee latem 2009 roku, podczas którego po raz pierwszy zdołał zagrać w pierwszej drużynie. Cały rok spędził jednak pod okiem Lucho. Tam rozegrał ponad 20 spotkań w Segunda Division B i wydatnie pomógł drugiemu zespołowi w wywalczeniu awansu na zaplecze La Liga.

Przed rozpoczęciem sezonu pomocnik zadebiutował w oficjalnym meczu pierwszej ekipy. Było to pierwsze spotkanie w Superpucharze Hiszpanii na boisku Sevilli. Niespełna 19-letni wówczas piłkarz rozegrał pełne 90 minut. Pep Guardiola zdecydował się bowiem wystawić rezerwowy skład, by dać odpocząć świeżo upieczonym hiszpańskim mistrzom świata. Ostatecznie Duma Katalonii poległa 1:3, ale w rewanżu, już w najsilniejszym zestawieniu, wygrała 4:0, dzięki czemu trofeum trafiło do gabloty Azulgrany. Mimo tego, nie zmieniło się położenie zawodnika podczas reszty sezonu – nadal był on członkiem Barcy B.

Miał jednak pecha, bowiem dwukrotnie musiał pauzować ze względu na kontuzje. Najpierw, we wrześniu 2010 roku, musiał odpocząć przez prawie miesiąc z uwagi na problemy mięśniowe. Następnie, na początku roku 2011, wypadł z gry aż na trzy miesiące. Powodem tego był uraz łąkotki. Wobec tych problemów Oriol rozegrał w Liga Adelante zaledwie kilkanaście spotkań. Był to jednak jeden z pewniejszych punktów tamtej ekipy. Zaowocowało to premierowym spotkaniem w barwach Barcy w rozgrywkach ligowych. Było to 15 maja, kiedy na Camp Nou przyjechało Deportivo la Coruna. Potyczka zakończyła się bezbramkowym remisem, a nasz główny bohater wszedł na plac gry na ostatnie 10 minut.

Zdając sobie sprawę, że konkurencja w katalońskim zespole może nie pozwolić mu rozwinąć skrzydeł, Oriol zdecydował się na przystanie oferty londyńskiej Chelsea. Angielski klub zapłacił za młodego gracza 5 milionów euro i podpisał z nim czteroletni kontrakt. Transakcja pozwalała także Barcelonie odkupić pomocnika za 10 milionów po pierwszym sezonie i za 15 milionów po kolejnym. Przygoda na Stamford Bridge zaczęła się obiecująco – Hiszpan nie został od razu przykuty na stałe do ławki. We wrześniu po raz pierwszy zagrał w Premier League, a w październiku zadebiutował w Lidze Mistrzów. W 28 spotkaniach, które rozegrał w premierowym sezonie na Wyspach, aż 75% rozpoczynał w wyjściowej jedenastce. Romeu pokazał potencjał i wydawało się, że to będzie start udanej dla niego przygody.

Po nieudanych dla reprezentacji Hiszpanii igrzyskach olimpijskich, piłkarz wrócił do Anglii w celu poprawienia sobie nastroju. Tego jednak nie udało mu się uczynić. Od początku sezonu grał dość rzadko – 6 razy w lidze, 2 razy w pucharze i raz w Champions League. Na osłodę można dodać fakt, że w pucharowym spotkaniu z Wolverhampton zdobył gola. 8 grudnia 2012 roku, w ligowym meczu z Sunderlandem, doznał fatalnej kontuzji. Diagnoza – uraz więzadeł krzyżowych w prawym kolanie. Dla pomocnika kampania była skończona.

Nieregularność jego występów sprawiła, że Chelsea zdecydowała się na roczne wypożyczenie. Piłkarz wrócił na Półwysep Iberyjski i zasilił szeregi Valencii. Początkowo miał jednak problem, by przebić się do pierwszego składu Nietoperzy. Dopiero pod koniec swojej pracy (grudzień 2013) postawił na niego Miroslav Djukić. Nowy szkoleniowiec, Juan Antonio Pizzi, na starcie także traktował Hiszpana jako zawodnika podstawowego składu. Momentami było widać jego niebanalne umiejętności, które eksponował w środku pola. Wiosna w jego wykonaniu była już jednak przeciętna. Odbiło się to na liczbie jego występów, która widocznie zmalała. Łącznie zaliczył 18 spotkań, w tym 13 ligowych. W tym czasie nie zdobył żadnego gola.

Po przygodzie w Valencii Oriol ponownie wrócił na Stamford Bridge. W lipcu podpisał nowy kontrakt, który związał go z klubem do 2017 roku, ale kilkanaście dni później dotarła do nas oficjalna informacja o następnym wypożyczeniu. Tym razem były gracz Barcy przeniesie się do Bundesligi, a jego nowym klubem będzie VfB Stuttgart. W 15. zespole poprzedniego sezonu niemieckiej ekstraklasy niewątpliwie nie dzieje się ostatnio najlepiej, co przekłada się także na finanse. Tacy zawodnicy jak Romeu są więc dla nich zbawieniem.

Oriol jest także wielokrotnym reprezentantem hiszpańskich młodzieżówek. Do jego największych sukcesów można zaliczyć tytuł Mistrza Europy do lat 17 zdobyty na tureckich boiskach w 2008 roku.

Muszę powiedzieć, że swego czasu Oriol Romeu był dla mnie jednym z ulubionych zawodników Barcelony B. Z tego powodu mocno mu kibicowałem i chciałem, by znalazł swoje miejsce w drużynie z Camp Nou. Tak się jednak niestety nie stało. Gdzie można szukać przyczyn? Na pewno w wielkiej konkurencji. Pozycja Romeu to bowiem pozycja, którą zajmuje Sergio Busquets, a czas, kiedy młody piłkarz pukał do drzwi pierwszego zespołu, to moment, gdy Sergio zachwycał nas swoją grą. Dodatkowo klub sprowadził Javiera Mascherano, co niejako wykluczyło “transfer” Oriola. Pewnie też sam zawodnik, widząc to, postanowił spróbować swoich sił w innym otoczeniu. Początkowo jego przygoda w Chelsea była pomyślna, ale później, głównie przez kontuzje, gdzieś zatracił swój rytm. Miejmy nadzieję, że wypożyczenie do Stuttgartu będzie dla niego pomyślnym okresem, w którym nieco odbuduje formę. Na pewno pomogłoby mu to w powrocie do The Blues. Albo przyciągnęłoby jakiegoś kupca…