Niespełnione nadzieje: Roberto Trashorras

6542

Po zeszłotygodniowej podróży z zawodnikiem pochodzącym z kraju opanowanego przez sambę, czas wrócić do Hiszpanii. Bohaterem dzisiejszego odcinka jest Roberto Trashorras. Doświadczony środkowy pomocnik przyszedł na świat 28 lutego 1981 roku w galicyjskim Rabade. Obecnie gra w zespole z przedmieść Madrytu – Rayo Vallecano.

Roberto swoją karierę rozpoczynał już w 1989 roku w prowincjonalnym klubie Racing Club Villalbes. Spędził w nim 6 lat, po których przeniósł się do juniorskich zespołów Barcelony. Jak łatwo policzyć, wstępując w struktury La Masii, miał 14 lat. Piłkarz pewnie przechodził kolejne szczeble, aż w trakcie sezonu 1999/2000 został włączony do kadry drugiego zespołu Dumy Katalonii. Pierwszą połowę temporady spędził w zespole C, ale pozytywne występy sprawiły, że przeniesiono go do rezerw. Te rozgrywały swoje spotkania w ramach Segunda Division B. W swojej grupie młodzi Katalończycy zajęli 11. miejsce, co przy 20-drużynowej stawce oznaczało, że na tym samym poziomie będą się prezentować w następnym roku. W nim ekipa z kolei zajęła lokatę dziewiątą. W dwóch kampaniach pomocnik zagrał 62 razy i zdobył w tym czasie 13 bramek. Wynik, jak na głównego kreatora gry – dobry.

Pierwszy sezon w pełni rozgrywany w XXI wieku był dla Trashorrasa udany. Zawodnik wystąpił w 35 spotkaniach i 15 razy wpisał się na listę strzelców. Piłkarz pełnił kluczową rolę w zespole. Drużyna natomiast prezentowała się wyśmienicie, zajmując pierwszą lokatę w zasadniczej części ligi. W play-offach Katalończycy musieli uznać jednak wyższość Composteli i Valencii B, przez co nie awansowali do Segunda Division. W trakcie tej kampanii Roberto zanotował pierwszy i, jak się potem okazało, ostatni mecz w głównej ekipie. Było to 5 października 2001 roku podczas wyjazdowej porażki z Deportivo La Coruna.

W kolejnych 12 miesiącach pomocnik znów pomógł wywalczyć zespołowi awans do play-offów, które znowu jednak okazały się nie do przejścia. Sam gracz rozegrał 22 spotkania, w których 5 razy udało mu się pokonać golkipera rywali. Po tym sezonie, nie widząc dla siebie przyszłości w klubie, 22-letni Roberto decyduje się na odejście do drugiej ekipy odwiecznego rywala Blaugrany – Realu Madryt.

W hiszpańskiej stolicy w trakcie dwóch lat także prezentował swoje umiejętności na stadionach Segunda B. O ile w pierwszym sezonie, jak w Barcelonie, nie udało mu się przejść ostatnich rund gwarantujących awans na wyższy szczebel rozgrywek, tak w drugim tej sztuki dokonał. W sumie dla rezerw Królewskich zagrał 65 razy i 10 razy zdobywał bramkę.

Mimo wywalczenia promocji do drugiej ligi, zdecydował się na przeprowadzkę do Numancii, która w sezonie 2005/2006 grała w… Segunda. Jego klub zajął niezłe 8. miejsce, trzy pozycje przed Realem Madryt Castilla. 12 spotkań, w który miał okazję grać, nie mogły go jednak zadowolić, ponieważ mógł ich mieć w lidze 30 więcej. Dla 25-latka rola w drużynie nie była odpowiednia. By być w przyszłości liczącym się piłkarzem, trzeba było zmienić otoczenie.

Wybrał UD Las Palmas. Zmienił się zupełnie status w drużynie, ale też sam zespół walczył raczej o przetrwanie na zapleczu La Liga. Pierwszy sezon, w którym Roberto występował na Wyspach Kanaryjskich, to szczęśliwe uniknięcie spadku. Klub zajął ostatnie bezpiecznie miejsce, mając tylko dwa oczka więcej od… Castilli. Temporada 2007/2008 to z kolei dość pewne 8. miejsce, które zapewniło spokojny byt. W trakcie tych dwóch lat zawodnik 62 razy pojawił się na boisku i zdobył 11 goli.

Środkowy pomocnik nie lubi chyba przywiązywać się do klubu, w którym występuje. Przed sezonem 2008/2009 po raz kolejny zmienił pracodawcę stawiając na Celtę Vigo. 17. miejsce dla zespołu w pierwszym roku, który kilka lat wcześniej grał w elitarnej Lidze Mistrzów, nie mógł być spełnieniem marzeń. Mimo wszystko, zespół nie spadł i to wydawało się najważniejsze. Roberto w 33 meczach strzelił 3 gole. Kampania 2009/2010 dla Galicyjczyków, pod względem miejsca w tabeli, była nieco lepsza, ponieważ zajęli 12. pozycję. Przewaga nad zdegradowanymi ekipami wynosiła jednakże zaledwie 2 oczka. Bohater artykułu zagrał bardzo przyzwoite rozgrywki, bowiem 9 bramek w 38 grach to rezultat niezły. Następny rok piłkarze z Vigo zakończyli na 6. miejscu, a w barażach nie sprostali Granadzie, której ulegli w konkursie jedenastek. Skutkiem tego był brak awansu do Primera Division. Trashorras cały czas utrzymywał równy, wysoki poziom. 36 spotkań i 5 goli tylko to potwierdza.

Latem 2011 roku, w wieku 30 lat, zdał sobie sprawę, że pora podjąć wyzwanie i zagrać w najwyższej klasie rozgrywkowej. Piłkarz przeniósł się do ówczesnego beniaminka – Rayo Vallecano, klubu, w którym gra po dzień dzisiejszy. Jako że Piraci uważani są za jeden z biedniejszych zespołów w stawce, co roku są typowani jako kandydat do walki o utrzymanie. W każdym sezonie udaje im się jednak z tej bitwy wyjść zwycięsko. W pierwszej kampanii pod wodzą Paco Jemeza, Roberto wystąpił w 29 meczach i zdobył w nich 2 gole. Gracz był kluczowym elementem w układance charyzmatycznego szkoleniowca pełniąc z Javim Fuego solidną parę w środku pola. Zespół z Vallecas zajął 15. miejsce unikając spadku dzięki bramce zdobytej przez Raula Tamudo w doliczonym czasie gry w ostatniej kolejce.

Rok później ekipa Rayo była rewelacją ligi plasując się na 8. lokacie. Gdyby nie problemy finansowe klubu, graliby w obecnych rozgrywkach w europejskich pucharach. Ważnym ogniwem cały czas był Trashorras, który wraz z Fuego odpowiadał nie tylko za rozbijanie akcji przeciwnika, ale także za konstruowanie gry swojej drużyny. Piłkarz w 35 spotkaniach zdobył 1 bramkę.

W obecnych rozgrywkach Roberto opuścił tylko jedno spotkanie ligowe – wyjazdową potyczkę z Realem Sociedad. Przyczyną tego była wymuszona pauza za 5 żółtych kartek. Trzeba jednak powiedzieć, że jak na pozycję, na której występuje, indywidualnych kar ma bardzo mało, co oznacza, że gra zazwyczaj czysto. Początek sezonu dla całej ekipy nie był zbyt udany, jednak mimo wszystko, pomocnik cały czas mógł liczyć na zaufanie Paco Jemeza. Wszystko zmieniło się, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, na początku marca, od kiedy Piraci zaczęli piąć się w górę w ligowej tabeli. Obecnie Rayo jest 12. z 5-punktową zaliczką nad strefą spadkową, która pozwoli raczej uniknąć relegacji do Segunda. Wielka w tym zasługa Roberto, który odpowiada za płynne rozprowadzanie futbolówki do zawodników z przedniej formacji, a także za kontrolę tempa akcji. W mieszance młodości z doświadczeniem zaproponowanej przez trenera madrytczyków, jest reprezentantem tej drugiej grupy. Pełni także rolę przywódcy na boisku. Funkcja kapitana i numer ’10′ na plecach mówią zresztą same za siebie.

Jeśli dostałbym polecenie, by opisać Roberto Trashorrasa jednym zdaniem, brzmiałoby ono następująco: Piłkarz wyśmienity w Rayo, ale jeden z wielu w Barcelonie. Takie kluby, jak Rayo, dla których zajęcie miejsca w pierwszej dziesiątce jest niebywałym sukcesem, to znakomite miejsce dla Roberto, by pokazać swoje niebanalne umiejętności. Nie wystarczają one jednak, by reprezentować firmy pokroju Barcelony, czy Realu Madryt. Do takiego samego wniosku hiszpańskie giganty doszły klika lat temu, kiedy nie dały pomocnikowi poważnej szansy. Przez to musiał dostać się do La Liga poprzez wieloletni pobyt na zapleczu elity w klubach mniejszego pokroju. W Rayo traktowany jest z kolei jako wielka gwiazda i symbol nowej historii Piratów. Dla Paco Jemeza jest to piłkarz nie do ruszenia. I słusznie. Dobra technika, umiejętność rozegrania, doświadczenie, pewność – cechy, które dla Błyskawic są na wagę złota. Na wagę gry w Primera Division.