Niespełnione nadzieje: Sergio Garcia

Sergio-García-Espanyol

Są piłkarze, których wielu nie podejrzewałoby o grę w drużynie Barcelony. Jednym z nich jest Sergio Garcia. Głównie jest tak dlatego, że obecnie zakłada koszulkę lokalnego rywala Blaugrany – Espanyolu. W przeszłości zaliczył jednak epizod w barwach Barcy. Przyjrzyjmy się bliżej jego sylwetce.

Hiszpan urodził się 9 czerwca 1983 roku w stolicy Katalonii. W tym momencie jego licznik wieku wskazuje zatem liczbę 31. Kiedy miał ledwie 12 lat, już trafił do szkółki Barcelony. Nie miał żadnych problemów z tym, by po kolei piąć się w górę w hierarchii drużyn juniorskich. Ponadto, w latach 1997-1999 grał na wypożyczeniu w malutkim klubie CF Damm, gdzie obok Victora Vazqueza jest najsłynniejszym piłkarzem grającym w jego barwach. Był ofensywnie usposobionym zawodnikiem o nienagannej technice.

W sezonie 2001/2002 Sergio został włączony do nieistniejącego już zespołu Barcelony C. W Tercera Division ekipa zajęła 5. miejsce, a Garcia zaliczył 22 mecze i dwa razy mniej goli. Jak na młodego napastnika, był to więc wynik dobry.

Sprawił on, że napastnik rok później trafił do składu drugiej drużyny. Grając w Segunda Division B, zagrał w aż 40 spotkaniach, w których 19 razy znajdował drogę do siatki rywala. Pod wodzą Quique Costasa zespół zajął drugie miejsce, ale nie zdołał awansować do wyższej ligi, ponieważ poległ w późniejszych barażach. Nasz bohater był jednak wielkim wygranym tej kampanii, bowiem dwukrotnie udało mu się zagrać w dorosłym teamie Blaugrany. Obydwa występy miały miejsce w Lidze Mistrzów. Najpierw, w pierwszej rundzie, przeciwko Club Brugge rozegrał 28 minut, a potem, w drugiej fazie (wtedy także rozgrywana była ona w grupach), wystąpił 19 minut z Newcastle.

Sezon później 20-krotnie pojawiał się na boiskach w potyczkach Barcy B i utrzymywał wysoką skuteczność – zdobył 15 goli. Do tego 6 razy zagrał w spotkaniach pierwszego zespołu – 2 mecze w Pucharze UEFA oraz 4 w lidze, gdzie udało mu się nawet zaliczyć asystę przy trafieniu obecnego szkoleniowca Dumy Katalonii – Luisa Enrique.

Ostatecznie, mając 21 lat, zawodnik nie pozostał w klubie, którego był wychowankiem i przed kampanią 2004/2005 został wypożyczony do Levante. W Walencji zagrał łącznie w 31 meczach Primera Division, w których strzelił 8 bramek.

Latem kolejnego roku, 2005, Sergio został sprzedany do Realu Zaragoza za półtora miliona euro. Tam cały czas młody piłkarz nie był pierwszym wyborem szkoleniowca Victora Munoza. 19 meczów rozegranych w lidze, ale zaledwie 7 w wyjściowym składzie, to nie był na pewno szczyt jego marzeń. Dodatkowo zagrał 29 minut w Pucharze Króla… łącznie w trzech spotkaniach. A w tych rozgrywkach był to dla jego klubu sezon udany, bowiem dopiero w finale przegrał z Espanyolem, po drodze eliminując Barcelonę oraz Real Madryt. W trakcie roku na boisku przebywał nieco ponad 700 minut, podczas których trzykrotnie trafiał do siatki rywala.

Dużo lepszy dla Hiszpana był sezon kolejny, z Victorem Fernandezem na ławce. Co prawda pod względem strzeleckim wielkiego postępu nie było, gdyż Sergio zdobył 6 goli, ale za to spędził na murawie prawie trzy razy więcej czasu niż rok wcześniej. Złożyły się na to 34 potyczki ligowe oraz 4 w hiszpańskim pucharze.

Następna kampania była jeszcze bardziej owocna. W lidze Garcia zagrał w każdym z 38 spotkań, ale na ogół rozgrywał więcej minut niż to bywało w przeszłości. Dlatego po raz kolejny poprawił swój rezultat minutowy. 4 bramki w lidze i 1 w krajowym pucharze szału nie robią, ale jeśli dodamy do tego 13 asyst, bilans robi się znacznie korzystniejszy. Hiszpan w swoich poczynaniach był coraz bardziej skuteczny.

Mimo jego dobrej postawy, Saragossa spadła do Segunda Division, przez co musiała sprzedać kilku zawodników. Zaowocowało to przenosinami Sergio do Sewilli. Betis wyłożył za niego aż 10 milionów i pokładał w nim wielkie nadzieje. W 28 pojedynkach udało mu się 9-krotnie trafić do siatki i 7 razy asystować. Rezultat ten mógł być jeszcze lepszy, ale snajper zmagał się z urazem kolana. Ponadto Andaluzyjczycy nie potrafili się utrzymać w najwyższej klasie rozgrywkowej i Katalończyk po raz drugi z rzędu doznał goryczy spadku.

Tym razem nie pozbyto się go i w następnej temporadzie biegał po boiskach drugoligowych. Zagrał na nich 34 razy i zdobył 12 goli. Był jednym z ważniejszych postaci tamtego zespołu. Na szybki powrót nie było jednak co liczyć. Mimo tego, że Betis miał tyle punktów na koniec sezonu, ile Hercules i Levante, to przeciwnicy trafili do La Liga, a Verdiblancos musieli walczyć o awans w kolejnym sezonie.

Walczyli już bez Sergio, który za niecałe 2M€ odszedł do Espanyolu. Pierwszy sezon był przeciętny. Nie był to podstawowy zawodnik drużyny – łącznie 25 meczów w lidze i pucharze, i tylko 3 bramki. Nieco lepiej było rok później, w sezonie 2010/2011. 7 goli i 9 asyst w 27 spotkaniach to bilans przyzwoity. Dało się jednak wyczuć, że piłkarz nie ma wielkiego zaufania Mauricio Pochettino.

Słaby start kampanii kolejnej zmusił włodarzy klubu do pożegnania się z argentyńskim trenerem i zatrudnieniem na jego miejsce Javiera Aguirre. Gdy tylko Garcia wyleczył kontuzję palca, Meksykanin od razu zaczął na niego stawiać. 7 bramek i 5 asyst to z pewnością nie jest wynik marzeń, biorąc pod uwagę 28 meczów, ale widać było, że Sergio jest jedną z głównych twarzy w układance nowego szkoleniowca.

Dużo nie zmieniło się w poprzedniej kampanii. Gracz opuścił tylko jedno spotkanie ligowe – z Realem Madryt – z powodu wymuszonej pauzy za kartki. Pozostałe mecze rozpoczynał w wyjściowym składzie i w dużej większości kończył na boisku. Efekt? Ponad 3,5 tysiąca rozegranych minut! Do tego pokaźna zdobycz w postaci 12 goli i 9 asyst. Wielu nie wyobrażało sobie, co zrobiłby klub z Barcelony bez swojego asa. Można się zastanowić, czy na przykład dałby radę utrzymać się w lidze.

Także przed obecnym sezonem doszło do zmiany trenera. Aguirre zastąpił Sergio Gonzalez. 31-latek zagrał w obu ligowych meczach po 90 minut i zdobył jedną bramkę – w pierwszej rundzie, w doliczonym czasie gry, na wagę remisu. Wydaje się, że nawet przyjście do klubu Felipe Caicedo nie musi oznaczać, że Hiszpan usiądzie na ławce. Od lat należy on bowiem do czołówki tamtejszych napastników.

Ponadto gracz wystąpił dwukrotnie w hiszpańskiej kadrze, a od kilku lat jest podstawowym wyborem trenerów zespołu Katalonii.

Na koniec tradycyjne pytanie – dlaczego Garcii nie wyszło w drużynie Blaugrany? Sądzę, że około 10 lat temu, kiedy wchodził do drugiej drużyny, nie miał tak dużego talentu, jak później choćby Iniesta czy Messi. Dodatkowo miał dość dużą i mocną konkurencję, w postaci na przykład Patricka Kluiverta i Rivaldo. Obecnie jest to solidna ligowa marka i jedna z jaśniejszych postaci rywala zza miedzy. Ale czy jest to gwiazda Półwyspu Iberyjskiego? Myślę, że zdecydowana liczba z was odpowie: nie. Nie każdy piłkarz jest w stanie trafić ze szkółki do pierwszej drużyny i stać się jej bardzo ważną osobą. Sergio tę zabawę przegrał i był zmuszony do opuszczenia Barcy. Do końca kariery zostało mu już tylko kilka lat i myślę, że jeszcze parę razy o nim usłyszymy. W końcu nie jest to piłkarz z przypadku.